Nie będzie zwrotu NATO na Południe

Aktualności,

Grzegorz Kostrzewa-Zorbas

ekspert ds. międzynarodowych, publicysta tygodnika „wSieci”.

 

 

 

 

 

To nie Franco Frattini, lecz państwa członkowskie Sojuszu zadecydują o dalszym kierunku jego rozwoju. Bo od sekretarza generalnego zależy to w małym stopniu.

 

Włoski polityk Franco Frattini ogłosił, że jest kandydatem na stanowisko sekretarza generalnego NATO. O konkurencji dla niego na razie nie słyszymy. Czy to oznacza, że NATO, które pod wodzą Andersa Fogha Rasmussena ma lekkie skandynawskie przechylenie, będzie w przyszłości ciążyło w kierunku południa Europy?

 

Tak może rzeczywiście być, ale nie przeceniałbym znaczenia sekretarza generalnego NATO. Jest on tylko organem wykonawczym. Jest nazywany potocznie szefem NATO, lecz to wyolbrzymione określenie.

 

Władzę w NATO sprawuje Rada Północnoatlantycka złożona z państw członkowskich, która obraduje na poziomie prezydentów, premierów i kanclerzy. A czasami na poziomie ministrów spraw zagranicznych. I w przeciwieństwie do innych gremiów międzynarodowych, które bywają mało władne, Rada nie jest tylko dekoracją. A na jej czele stoją Stany Zjednoczone.

 

Istnieje taka historyczna umowa, że dowódcą NATO zawsze jest Amerykanin, i w zamian sekretarzem generalnym Sojuszu zawsze Europejczyk. I skoro Europejczyk jest sekretarzem generalnym, a USA są liderem NATO, a Sojusz nie przetrwałby bez Amerykanów, to jest oczywiste, że o wiele większy wpływ na kierunek działań NATO ma od sekretarza generalnego przedstawiciel USA w Radzie.

 

Duży wpływ mają także przedstawiciele innych mocarstw: Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Liczy się także Francja, szczególnie odkąd wróciła do wojskowych struktur NATO. I Włochy właśnie. Te ostatnie mimo kryzysu oraz rosnącego wewnątrzkrajowego chaosu gospodarczego i politycznego są potęgą wojskową, w każdym razie jak na Europę. I od czasu do czasu upominają się o swoje.

 

I tu wracamy do Frattiniego. Zapowiedział bowiem, że jako sekretarz generalny NATO zamierza „zwiększyć rolę polityczną” Sojuszu. Oraz zastrzegł, że wobec zwrotu USA ku Pacyfikowi „Europejczycy będą musieli robić więcej”. NATO się zeuropeizuje?

 

Nie da się ukryć, że USA nieco wycofały się z Europy, więc w pewnym sensie Frattini ma rację. Jednak to nie oznacza odrzucenia przywództwa amerykańskiego. Bo bez niego NATO byłoby zbyt słabe, by sprostać podstawowym wyzwaniom.

 

W szczególności zaś wyzwaniom w postaci odbudowy potęgi gospodarczej, politycznej i wojskowej przez Rosję. Rozpoczęta niedawno druga prezydentura Putina stoi pod znakiem odbudowy przestrzennej potęgi i sporów międzynarodowych. Bez Amerykanów NATO nie dałoby sobie również rady z mniejszymi wyzwaniami, choćby dlatego, że kraje członkowskie Sojuszu zmniejszają swoje budżety obronne i mało zakupują nowoczesnego sprzętu wojskowego. Poza tym mocno różnią się od siebie. Bez lidera pozaeuropejskiego europejska część NATO jest mało spójna.

 

Istnieje w NATO priorytet utrzymywania jak najlepszych stosunków z Kremlem. Nie za wszelką cenę, ale za wysoką cenę. I Sikorski padł ofiarą tego priorytetu

 

Wracając więc do Frattiniego i kwestii zwrotu NATO na Południe, to państwa członkowskie Sojuszu o tym zadecydują. Od sekretarza generalnego zależy to w małym stopniu, choć może on podsuwać Radzie Północnoatlantyckiej różne propozycje, może próbować tak sterować aparatem wykonawczym, żeby jak najwięcej działo się w sprawach południowych, śródziemnomorskich. Wydaje mi się, że jednym z priorytetów Frattiniego po objęciu stanowiska sekretarza generalnego NATO mogła by być kwestia patrolowania morza śródziemnego i zatrzymywanie nielegalnych imigrantów oraz odsyłanie ich do Afryki. I tu mógłby odnieść sukces. Ale to nie jest tak, że dokonałby ogólnego zwrotu na Południe.

 

Jakiś czas temu chodziły słuchy, że jednym z kandydatów na sekretarza generalnego NATO jest Radosław Sikorski. Że nadeszła kolej na kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Obecnie nikt już o tym nawet nie wspomina. Sikorski wpadł w niełaskę?

 

Szczerze powiedziawszy, to powinna być kolej na środkowo-wschodnią Europę. I mówi się jeszcze trochę o Sikorskim, jednak zdecydowanie mniej niż jeszcze rok temu.

 

Na tym przykładzie widać wielką słabość NATO wobec Rosji. W sferze dyplomatycznej istnieje priorytet utrzymywania jak najlepszych stosunków z Kremlem. Nie za wszelką cenę, lecz za wysoką cenę. I Sikorski padł ofiarą tego priorytetu. Wyklucza się kandydatury polityków na sekretarza generalnego, co do których członkowie sojuszu są przekonani, że zaszkodzą one stosunkom z Rosją. I Sikorski jest taką osobą.

 

On jest jawnie krytykowany w Moskwie i miał kiedyś wizerunek polityka antyrosyjskiego, który w międzyczasie wprawdzie częściowo zmienił, ale wszyscy mają jego postawę wciąż w pamięci. I to znacznie obniża jego szanse na objęcie stanowiska sekretarza generalnego. A ponieważ Polska nie wysunęła innego kandydata, nie możemy w tym względzie zbyt wiele oczekiwać.

 

Aleksandra Rybińska

Redaktor „Nowej Konfederacji”

 

 

 

 

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY TYGODNIK IDEI, NR 1/2013, 10–16 PAŹDZIERNIKA 2013, CENA: 0 ZŁ