Kup prenumeratę i czytaj NK
Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Minusy plusów, czyli druga strona polityki socjalnej PiS

Kosztem alternatywnym socjalnych programów PiS jest zaniedbanie usług publicznych. W postulacie ich wzmocnienia Łukasz Pawłowski widzi dla opozycji szansę na znalezienie spajającej emocji. Recenzja „Drugiej fali prywatyzacji”

Rządy Prawa i Sprawiedliwości przyblokowały liberalnych demokratów. Wprowadzając swoją socjalną agendę, sprawiły im niewątpliwy kłopot. Wcześniej niechętni tego typu rozwiązaniom, liberałowie miotają się między bezsilną wściekłością na „motłoch”, który dał się przekupić, a chęcią przebicia stawki.

Łukasz Pawłowski w swojej książce „Druga fala prywatyzacji” przedstawia taką potencjalną emocję. To solidarność, która w tym przypadku mogłaby się wyrażać w budowie skutecznych usług publicznych

Ciekawie obserwuje się, jak na tą sytuację reaguje środowisko „Kultury Liberalnej”. Od kiedy rządzi PiS, skupia się ono nie tylko na krytyce poczynań obozu rządzącego, ale także na wskazywaniu opozycji, co robi źle. Zwłaszcza opozycji o rodowodzie liberalno-demokratycznym, skupionej dziś w Koalicji Obywatelskiej. Kolejne książki, tłumaczenia, artykuły recenzują liberałów i wskazują, jak bardzo wyczerpał się ich przekaz i sposób patrzenia na rzeczywistość. Rewizjoniści z KL wskazują często na brak silnej emocji, która spajałaby polityków i wyborców opozycji. Łukasz Pawłowski w swojej książce „Druga fala prywatyzacji” przedstawia taką potencjalną emocję. To solidarność, która w tym przypadku mogłaby się wyrażać w budowie skutecznych usług publicznych.

Liberalna solidarność

Liberał nie kojarzy się z chwaleniem tego typu rozwiązań. Pawłowski mówiąc o liberałach nie ma na myśli zastępów zwolenników państwa minimalnego, dla których każda ingerencja państwa w gospodarkę nosi znamiona zdrady idei, a doktrynę (zwłaszcza, jak rozumiem, obecną w anglosaskiej kulturze politycznej) rozwijającą się i ewoluującą od co najmniej dwóch stuleci, która już przynajmniej raz przeszła ewolucję, inkorporując elementy państwa socjalnego. To bardziej centrowa liberalna demokracja, dla której program ekonomiczny nie stanowi jedynego fundamentu, a jest jednym z członów doktryny obejmującej także demokrację i pluralizm światopoglądowy (przynajmniej w deklaracjach). Pewnym kłopotem jest to, że Pawłowski nie pisze tego wprost, a ten sposób myślenia muszę rekonstruować na podstawie innych fragmentów jego twórczości oraz innych publikacji wydawanych przez KL – wydaje mi się jednak, że rekonstruuję go prawidłowo.

W każdym razie: dbanie o publiczną edukację, opiekę zdrowotną i emerytury mieści się w paradygmacie tak rozumianego liberalizmu (dodam od siebie, że i Adam Smith w „Bogactwie narodów” wymieniał edukację jako jeden z obowiązków państwa). A z nimi jest w Polsce coraz gorzej. Dzieci nudzą się w szkołach w przepełnionych szkołach o mało innowacyjnym podejściu do nauczania. Jak pisze Pawłowski, „połowa polskich nauczycieli ma ponad 50 lat, a średnia wieku w tym zawodzie to 42 lata”. Niskie płace w ochronie zdrowia skutkują tym, że jest tam jeszcze gorzej: przeciętna polska pielęgniarka ma ponad 50 lat. Przewidywalna stopa zastąpienia w emeryturach też jest dramatycznie niska, co z kolei skutkuje tym, że mało kto wierzy, że kiedyś otrzymamy jakieś emerytury.

Skąd wziąć na to pieniądze? Propozycje są dość ogólnikowe i można jedynie domniemywać, że np. Pawłowski nie byłby niechętny np. opodatkowaniu dużych korporacji cyfrowych czy też wprowadzenia progresywnego PIT. Nie jest jednoznaczny w kwestii np. bezpośrednich świadczeń. Nowych nie chce, ale czy chce stare zlikwidować?

Koszt alternatywny świadczeń

Nie pozostaje to bez skutków także dla portfeli Polaków. Niemałą część pieniędzy, które otrzymują w ramach świadczenia 500+, przeznaczają na zaopatrywanie się w analogiczne usługi prywatnie. Rośnie popyt na prywatne szkoły i przedszkola – przykładowo, jak pisze Pawłowski, w trakcie zmian w edukacji w latach 2016/2017 liczba prywatnych podstawówek w Polsce wzrosła o 20 proc., a uczących się w nich uczniów o 48 proc. Rozwija się rynek korepetycji. Coraz więcej osób korzysta z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych; w latach 2014-2018 odsetek osób ubezpieczonych prywatnie wzrósł z 19 do 28 proc. W to, że będą jakieś państwowe emerytury w przyszłości, mało kto wierzy – niektórzy odkładają samodzielnie lub inwestują pieniądze np. w nieruchomości tak, by na starość nie zostać na lodzie. Oczywiście jeśli kogoś na to stać.

Pawłowski uważa – inaczej niż wielu lewicowców – że korzystanie z usług publicznych nie musi być wcale częścią etosu. Ludzie mają prawo do swoich konsumenckich wyborów. Ma to jednak dwojakie konsekwencje. Autor pokazuje, jakie znaczenie mają usługi publiczne dla budowania solidarnego państwa, w którym sektor prywatny nie jest w stanie zaspokoić popytu z powodu niskiej podaży pracowników. Ponadto korzystając z usług publicznych prywatnie płacimy za to samo… podwójnie – bo przecież już raz państwo pobrało od nas środki na utrzymanie szkół czy szpitali w formie podatków czy składek. Dobrze jest mieć świadomość, że zaniedbanie usług publicznych, za które trzeba płacić z własnej kieszeni, to koszt alternatywny programów socjalnych PiS.

Czy to lewica?

Książka Pawłowskiego ukazuje problem z perspektywy dotychczas nieruszonej publicystycznie (chyba że przez samego Pawłowskiego na łamach KL), wyrywając się ze schematu podziału na „socjalizm” i „leseferyzm”. Czyta się ją sprawnie, jest zwięzła, a przy tym na podstawowym poziomie wyczerpuje temat. Argumentacja nie jest ogólnikowa – przeciwnie, autor prezentuje na poparcie swoich tez wiele ciekawych danych. W swojej skrótowości pomija jednak parę istotnych kwestii lub traktuje je po macoszemu. Przykładowo: skąd wziąć na to pieniądze? Propozycje są dość ogólnikowe i można jedynie domniemywać, że np. Pawłowski nie byłby niechętny np. opodatkowaniu dużych korporacji cyfrowych czy też wprowadzenia progresywnego PIT. Nie jest jednoznaczny w kwestii np. bezpośrednich świadczeń. Nowych nie chce, ale czy chce stare zlikwidować? To nie jest jasne; raczej nie. To jednak dość istotna kwestia, skoro jednak właśnie m.in. z powodu programu 500+ zabrakło środków na usługi publiczne, te braki trzeba jakoś zrekompensować. Dopiero z wywiadów, których autor udziela na temat swojej książki dowiadujemy się (ogólnikowo), że źródłem mogłoby być np. inne skalibrowanie składek czy zmniejszenie wydatków na obronność. I tu pojawia się kłopot, bowiem takie postawienie sprawy (bliskie też np. lewicy) wskazuje na chęć poświęcenia na rzecz wymienionych przez Pawłowskiego usług innego działania, podstawowego nawet dla minimalnego państwa, czyli zapewnienia bezpieczeństwa zewnętrznego. Nie miejsce tu na dogłębne omawianie tematu, jak efektywnie wydawać dostępne środki – obawiam się jednak, że Pawłowski bagatelizuje ten problem.

Jest też pytanie, co tak naprawdę liberalnego jest w pomyśle Pawłowskiego i czym odróżnia się jego liberalizm od pomysłów lewicy

Jest też pytanie, co tak naprawdę liberalnego jest w pomyśle Pawłowskiego i czym odróżnia się jego liberalizm od pomysłów lewicy. Z książki to nie za bardzo wynika. Przykładowo, gdy autor opisuje „kontrexpose” Adriana Zandberga i podejście lewicy sejmowej, to przede wszystkim wyróżnia go nawoływanie, by w formułowaniu postulatów nie iść za daleko. Czy jednak liberalizm to umiarkowana lewica? Chyba nie – zwłaszcza że w wywiadzie udzielonym „Polityce” Pawłowski to precyzuje, wskazując, że o ile lewica zainteresowana jest równością efektów, o tyle liberałowie chcą równości na starcie. To zgrabne postawienie sprawy – tyle że w książce zupełnie nie wybrzmiewa. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że obecnie możemy mieć do czynienia z „socjalną korektą” III RP, w ramach której generalnie różne pomysły na zmiany – obojętnie, czy lewicowe, liberalne czy konserwatywne – mogą iść w kierunku wzmacniania roli państwa, jednak muszą się one jakoś od siebie odróżniać. Zwłaszcza że i w ramach narracji o konieczności wzmocnienia roli państwa w polityce społecznej można zajść Pawłowskiego z indywidualistycznej strony. Zwolennicy ruchów PiS wskazują, że dawanie ludziom pieniędzy jest lepsze od inwestowania w usługi publiczne, ponieważ ludzie sami najlepiej wiedzą, co jest dla nich dobre i mogą wydać te środki zgodnie ze swoimi potrzebami – a choćby i właśnie na usługi publiczne. Tezę o tym, że publiczna opieka zdrowotna jest lepsza niż prywatna (przynajmniej w konkretnym zakresie) trzeba jednak mocniej uzasadnić, bo być może z liberalnego punktu widzenia właśnie taka forma wręczania quasi-bonów edukacyjnych czy zdrowotnych jest sensowniejsza?

Tezę o tym, że publiczna opieka zdrowotna jest lepsza niż prywatna (przynajmniej w konkretnym zakresie) trzeba jednak mocniej uzasadnić, bo być może z liberalnego punktu widzenia właśnie taka forma wręczania quasi-bonów edukacyjnych czy zdrowotnych jest sensowniejsza?

Brak postulatów

Wreszcie pojawia się pytanie, czy to kwestia finansów, czy jednak źle skalibrowanych systemów usług publicznych (albo i jednego i drugiego). Gdy krytykuje się „deformę” edukacji, a jednocześnie wskazuje na wady status quo ante, dobrze wskazać na jakąś alternatywę, podobnie jak w przypadku systemu emerytalnego czy opieki zdrowotnej. Konstruktywnych postulatów, wychodzących poza postulat zwiększenia finansowania, jest jednak zdecydowanie za mało, zwłaszcza w przypadku emerytur, gdzie Pawłowski skupia się na diagnozie problemu. Jeśli opozycja, której Pawłowski otwarcie stara się doradzać, chce przejąć inicjatywę, nie może ograniczać się w myśleniu o usługach publicznych do tego, że potrzebują one więcej pieniędzy. Odchodząc od logiki ciepłej wody w kranie trzeba zaproponować też rozwiązania systemowe.

Mimo tych ewidentnych braków Pawłowski może próbować zachęcić liberalnych demokratów do znalezienia emocji, która będzie ich spajała oraz przemawiała do elektoratu – i zarazem nie będzie zwykłym, topornym antypisowskim resentymentem. Może na początek to wystarczy, bo na razie opozycja jest na etapie bronienia się przed świadomością własnej ideowej pustki.

 

Łukasz Pawłowski, Druga fala prywatyzacji. Niezamierzone skutki polityki PiS, Fundacja Kultura Liberalna, Warszawa 2020

Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, stały współpracownik "Do Rzeczy", publicysta Polskiego Radia Lublin. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Polskiej Codziennie", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Frondzie"; i portalu Rebelya.pl. Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem" i "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz