Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Miłość nie rośnie wokół nas

Mamy do czynienia z plagą samotności. W sytuacji dobrobytu, kiedy najcięższe prace wykonują za nas maszyny, każdy jest w stanie zadbać o siebie sam – znika więc przymus szukania wsparcia w postaci małżonka i dzieci

Jeszcze niedawno wszyscy byli pełni nadziei, że miłość będzie łatwa jak nigdy – w końcu do wyboru mamy już nie tylko kandydatów z naszej okolicy, ale z całej globalnej wioski, co zwiększa potencjalną pule partnerów o całe miliony. Co mogło pójść nie tak?

Statystyka jest nieubłagana. Mamy do czynienia z plagą samotności. Już co piąty Polak jest singlem. Kim są te osoby? Z badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Łódzki we współpracy z portalem sympatia.pl wynika, że dla większości z nich marzy o trwałym związku, aż 74% chce mieć w przyszłości dzieci, a 55% wyznaje tradycyjne wartości. Wyraźnie widać więc, że chęć założenia rodziny jest wciąż silna w naszym społeczeństwie. Dlaczego więc tak się nie dzieje?

Wśród amerykańskich nastolatków często korzystających z mediów społecznościowych poziom samotności i depresji jest aż o 27% wyższy niż u ich rówieśników, którzy rzadziej z nich korzystają

Mój kochanek smartfon

W książce „iGen” Jean M. Twenge opisuje niepokojące zmiany w zachowaniu amerykańskich nastolatków. Spędzają oni ze sobą o 40% mniej czasu niż w 2000 roku, zaś tylko nieco ponad połowa z nich chodzi na randki, podczas gdy w latach 90. było to 86% (temat ten szerzej porusza w swoim artykule Jarema Piekutowski). Pewnie część rodziców ucieszy się widząc te statystyki, jednak nie do końca słusznie, ponieważ mniejsze zainteresowanie związkami i seksem (przynajmniej tym realnym), nie oznacza, że młodzież nagle zainteresowała się nauką. Niezmiennie są oni zainteresowani budowaniem relacji, z tym, że zmieniły one swoje oblicze. Większość z nas od przedszkola dążyła do tego, żeby mieć jak najwięcej kolegów, jednak tę potrzebę zaspokajają dziś portale społecznościowe. Możemy mieć w nich nie 30, a 3000 znajomych i mieć wrażenie, że wymieniając lajki i komentarze jesteśmy częścią ich życia.

Zazwyczaj, gdy wkraczamy w dorosłość, stopniowo zmniejsza się grono naszych przyjaciół. W rezultacie grupa osób, z którymi chcemy podzielić się najbardziej prywatnymi sprawami, nie przekracza 5 osób. Natomiast obecnie aktywność w mediach społecznościowych zajmuje tyle czasu,  że młodzi ludzie nie mają już kiedy budować trwałych więzi. Wśród amerykańskich nastolatków często korzystających z mediów społecznościowych poziom samotności i depresji jest aż o 27% wyższy niż u ich rówieśników, którzy rzadziej z nich korzystają.  Brak umiejętności nawiązywania zdrowych relacji z rówieśnikami w młodości to również wyższe ryzyko samotności w przyszłości.

Gdzie te kobiety?

Oczywiście samotność dotyczy nie tylko tych, którzy od dziecka mieli styczność ze smartfonami. Ogromną zmianę w stylu życia powoduje globalizacja. A globalizację, według prof. Tomasza Szlendaka, wygrały kobiety. Kobiety mają coraz wyższe wykształcenie, coraz większy nacisk w miejscu pracy kładzie się na „kobiece” umiejętności. Panie są również bardziej mobilne – zazwyczaj to mężczyźni zostają w swoich rodzinnych miejscowościach, podczas kiedy ich koleżanki z klasy wolą robić karierę w większym mieście. Wiąże się to również z innym aspektem – mężczyzna szukając partnerki zwraca uwagę przede wszystkim na jej walory fizyczne, przez co kobieta może być tak samo atrakcyjna w każdym miejscu na świecie. Natomiast atrakcyjność mężczyzny jest silnie związana z jego pozycją społeczną, dlatego poza swoim kręgiem kulturowym będzie on miał dużo większe problemy ze znalezieniem partnerki.

Z badań prof. Szlendaka wynika również, że z roku na rok oczekiwania kobiet wobec mężczyzn rosną, podczas gdy oczekiwania mężczyzn pozostają na tym samym poziomie

Okazuje się również, że sukces zawodowy, w przypadku kobiet, często nie sprzyja sukcesowi w życiu prywatnym. Przez wieki przeżycie kobiety i jej potomstwa, a także dobrobyt rodziny zależał właśnie od siły i pozycji jej partnera. W dzisiejszych czasach kobiety są co prawda często w stanie samodzielnie utrzymać siebie, dzieci i męża, jednak ten atawizm wciąż jest obecny. Kobiety oczekują, że ich partner będzie przynajmniej równy im statusem. Z badań prof. Szlendaka wynika również, że z roku na rok oczekiwania kobiet wobec mężczyzn rosną, podczas gdy oczekiwania mężczyzn pozostają na tym samym poziomie.

Wszystko to sprawia, że o ile statystycznie przedstawicieli obu płci jest w społeczeństwie mniej więcej po połowie, to znalezienie partnera jest trudne. Mamy mnóstwo mężczyzn, głównie mniej zarabiających mieszkańców mniejszych miejscowości, którzy nie mają nawet szansy na zdobycie partnerki oraz kobiet, które są ich dokładnymi przeciwieństwami – mieszkają w dużych miastach, mają wyższe wykształcenie i dobrą pracę – jednak łączy ich dokładnie ten sam brak perspektyw na związek. Patrząc na te dwie grupy widać również kolejny powód ich samotności – żyją w tak różnych światach, że nawet nie mają gdzie się spotkać. Mieszkają i pracują w innych miejscach, w czasie wolnym oddają się zupełnie innym rozrywkom. Kiedyś duża część par poznawała się poprzez rodzinę czy znajomych, dziś – przy rozluźnieniu również tych więzi – jest o to coraz trudniej.

Groźna samotność

Jakie są skutki tych zjawisk? Psycholog John Cacioppo twierdzi, że samotność zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci aż o 14%. Jesteśmy niezwykle społecznym gatunkiem, samotność jest dla nas nienaturalna. Jednostka pozostająca w izolacji problemy ze snem, zwiększa się u niej poziom kortyzolu (hormonu stresu) we krwi oraz ryzyko depresji, a zmniejsza się skuteczność układu odpornościowego. Osoba taka ma również mniejszą motywację, żeby o siebie zadbać, przez co prowadzi mniej zdrowy tryb życia czy chociażby rzadziej odwiedza lekarza. Problem jest na tyle duży, że w Wielkiej Brytanii powołano nawet urząd ds. samotności, którego głównym zadaniem jest opracowanie strategii walki z tym problemem i stworzenie funduszu, który zapewni środki na radzenie sobie z izolacją w społeczeństwie.

Ciekawych wniosków dostarczyły również wspomniane wcześniej badania na amerykańskich nastolatkach. Przez poświęcanie zbyt dużej ilości czasu mediom społecznościowym stają się oni bardziej samotni niż ich rówieśnicy. Ich reakcją na samotność stał się egoizm. Nie mogą liczyć na to, że inni ludzie pomogą im zaspokoić ich potrzeby, więc sami się na nich skupiają, jednocześnie nie zwracając uwagi na potrzeby innych.

Najniebezpieczniejsza jest chroniczna samotność. Nasz organizm intepretuje samotność jako niebezpieczeństwo, musi się więc bronić. Sprawia to, że co prawda nasz mózg jest bardziej otwarty na sygnały społeczne, ale źle je interpretujemy, np. odbierając neutralne zachowania jako wrogie. To z kolei sprawia, że musimy się jeszcze mocniej bronić, przez co stajemy się bardziej nieprzyjaźni wobec innych. W ten sposób koło samotności zamyka się.

Oczywiście na tym lista się nie kończy. Żadne społeczeństwo nie może funkcjonować dobrze, mając zbyt wielu sfrustrowanych obywateli, zwłaszcza jeśli niezadowolenie dotyczy tak podstawowych potrzeb jak bezpieczeństwo, potrzeba bliskości, czy potrzeby seksualne. Warto w tym miejscu przypomnieć, że jedną z przyczyn Arabskiej Wiosny była właśnie zła sytuacja wielu młodych mężczyzn, których nie stać było na założenie rodziny.

Z badań prof. Szlendaka wynika również, że z roku na rok oczekiwania kobiet wobec mężczyzn rosną, podczas gdy oczekiwania mężczyzn pozostają na tym samym poziomie

Z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia w zachodnich społeczeństwach.  W ostatnim czasie dużą karierę w sieci zrobiło słowo „incel” (od ang. involuntary celibate – mimowolny celibat), które według Wikipedii oznacza internetową quasi-subkulturę zrzeszającą osoby (głównie mężczyzn), które twierdzą, że nie mogą mieć życia seksualnego ze względu na czynniki zewnętrzne, które im to uniemożliwiają. Są to osoby sfrustrowane niemożnością zdobycia partnera (zazwyczaj kilkukrotnie doznali odrzucenia), często cierpiące na zaburzenia afektywne (np. depresję) i zaniżoną samoocenę. Przedstawiciele tej grupy twierdzą, że kobiety w doborze partnera kierują się jedynie jego atrakcyjnością i zamożnością. Niestety idzie za tym daleko posunięta niechęć wobec kobiet. Nienawiść ta bywa dla inceli podstawą do usprawiedliwiania gwałtów czy też przemocy wobec kobiet, czy też ogólnie osób prowadzących życie seksualne. Ma to również swoje skutki polityczne, incele zazwyczaj są wrogami feminizmu, równouprawnienia, chętnie wspierają ruchy konserwatywne.

Kobiety co prawda rzadziej się radykalizują, niestety również odczuwają negatywne skutki samotności. Najbardziej jaskrawym tego przejawem jest wciąż zwiększająca się liczba kobiet z problemami alkoholowymi. Monika Sławecka, autorka książki poświęconej tej tematyce, która ukaże się we wrześniu, alarmuje, że w większych miastach problem ten może dotyczyć już nawet co drugiej, trzeciej Polki.

Rewolucja konserwatywna

Biorąc pod uwagę wszystkie podane wcześniej przyczyny samotności, można się zastanowić, czy przypadkiem incele nie mają trochę racji i czy nie powinniśmy przeprowadzić dla dobra społeczeństwa konserwatywnej rewolucji, która przywróci dawny ład społeczny, gdzie mężczyźni odpowiadali za byt, a kobiety za rodzinę. Jednak nawet pomijając cały absurd tej sytuacji oraz fakt, że trudno oczekiwać, że kobiety oddadzą swoje prawa bez walki, niekoniecznie musi być to dobry pomysł. Wspomniane już kraje arabskie niewątpliwie są dużo bardziej konserwatywne niż europejskie, jednak tam również mężczyźni mają olbrzymie problemy ze znalezieniem żony. W tradycyjnych społeczeństwach to rodzina dba o przyszły byt kobiety, dlatego też wymóg odpowiedniej pozycji i majątku jest jeszcze większy niż w liberalnych społeczeństwach. Ciekawych przykładów dostarcza również Azja. Tamtejsze społeczeństwa również są dość konserwatywne. Co prawda kobiety w Chinach czy Japonii, zwłaszcza w dużych miastach, mogą pracować i być samodzielne, jednak zwyczajowo po wyjściu za mąż zajmują się rodziną. Presja społeczna jest tak duża, że wiele kobiet, by nie musieć rezygnować z kariery, po prostu nie decyduje się na małżeństwo, lub zawiera je o wiele później niż poprzednie pokolenia. Jeszcze 30 lat temu tylko 2% tamtejszych kobiet po 30 r.ż. nie miało męża, obecnie jest to już ¼. Widać tu również duże podobieństwo do Zachodu – to wykształcone kobiety częściej są singielkami. Dzieje się tak, ponieważ podobnie jak Europejki, także Azjatki nie chcą wychodzić za kogoś, kto nie jest im równy statusem społecznym (w Azji wręcz normą jest, ze małżeństwo powinno podnieść status kobiety). Jest to zresztą całkowicie zbieżne z oczekiwaniami tamtejszych mężczyzn – oni z kolei chcą mieć przewagę nad żonami, więc te lepiej wykształcone nie są dla nich atrakcyjne.

Szukając wyjścia

Skoro problemy z samotnością dotyczą zarówno społeczeństw liberalnych, jak i konserwatywnych, to czy jest dla nas jeszcze jakaś nadzieja? Cynik odpowiedziałby, że może nią być pogorszenie naszej sytuacji gospodarczej. Przez wieki to właśnie życie w rodzinie dawało największe szanse na przetrwanie, samotni zaś byli często skazani na biedę. W sytuacji dobrobytu, kiedy najcięższe prace wykonują za nas maszyny, każdy jest w stanie zadbać o siebie sam, znika więc przymus szukania wsparcia w postaci małżonka i dzieci.

Mniej drastycznym rozwiązaniem jest zwyczajne zmierzenie się z rzeczywistością. Drogą do szczęścia jest porzucenie wizji idealnego męża, żony i rodziny. Zdaniem prof. Szlendaka, Polacy są skłonni do przesadnego idealizowania rodziny. Wyobrażamy sobie dom w stylu lat 50., który jest dla nas przystanią spokoju i bezpieczeństwa. Jest to swego rodzaju odpowiedź na niespokojne czasy, w których żyjemy. Problem w tym, że idealne rodziny nigdy nie istniały. Podobnie jak idealni małżonkowie.

Kraje arabskie niewątpliwie są dużo bardziej konserwatywne niż europejskie, jednak tam również mężczyźni mają olbrzymie problemy ze znalezieniem żony

Szczęśliwie z ratunkiem przychodzi nam sama natura dzięki mechanizmowi zakochania. Pozwala nam on zapomnieć o wadach partnera. Zwłaszcza w pierwszym okresie, ludzie zachowują się niemal jak pod wpływem substancji odurzających. Obserwując ludzki mózg naukowcy doszli do wniosku, że miłość jest właściwie uzależnieniem. Zaczynamy produkować fenyloetyloaminę, potem endorfiny, produkujemy duże ilości dopaminy, która z kolei pobudza nasz hipokamp, przez co czujemy euforię. Dzięki kontaktom z ukochaną osobą dostajemy kolejne dawki narkotyku. Ten stan jednak nie twa wiecznie. Naukowcy twierdzą, że zakochanie trwa ok. 18 miesięcy, niektórzy mówią o 4 latach. Co dalej? Tu odpowiedź jest jedna – należy przede wszystkim dużo rozmawiać. Służy to nie tylko budowaniu relacji, ale również informowaniu partnera o swoich oczekiwaniach i priorytetach, ponieważ to właśnie nieporozumienia w tych kwestiach są częstą przyczyną rozpadu związków.

Tu właśnie pojawia się problem. W nowoczesnym świecie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że wszystko jest łatwe. Dzięki filmom pornograficznym możemy zaspokajać swoje potrzeby i nie ma ryzyka, że któryś z aktorów będzie chciał po tym robić nam wyrzuty o niepozmywane naczynia. Natomiast żeby stworzyć związek trzeba wyjść z własnej strefy komfortu, często wiąże się to z licznymi kompromisami. Trzeba ze sobą rozmawiać o miłości, seksie, codzienności. Tylko rozmowa nas wyzwoli.

Sekretarz zespołu Nowej Konfederacji. Absolwentka bezpieczeństwa wewnętrznego na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała dla polityków i instytucji publicznych oraz organizacji pozarządowych.

Komentarze

8 odpowiedzi na “Miłość nie rośnie wokół nas”

  1. WoKu pisze:

    Podesłałem artykuł żonie, bo ciekawy. Nie może przeczytać, odgrodzili nas Państwo logowaniem 🙂

  2. bm371613 pisze:

    Odrzucenie konserwatywnego modelu przez problemy krajów arabskich to nadużycie. Nie można wrzucić do jednego worka tradycji monogamicznej i tradycji poligamicznej, bo jedno i drugie to tradycja. Jeden arab z dwiema żonami to drugi arab bez żony – u nas powrót do konserwatyzmu by tak nie wyglądał.

  3. Oris pisze:

    Stworzenie konta zajmuje jakieś 10 sekund

  4. Kouboy pisze:

    Zgodze sie powyzszym komentarzem. Logowanie sprawia ze nie mozna wyslac atykulow do tych, ktorzy logowac sie nie chca.

  5. Robson pisze:

    “Tu odpowiedź jest jedna – należy przede wszystkim dużo rozmawiać.”
    Owszem, te rozmowy się pojawią i przyrost tych rozmów będzie gwałtowny.
    Trwają zaawansowane prace nad sztuczną inteligencją i zaawansowanymi humanoidami.
    W miarę postępu ceny na androidki( androidy) spadną jak ceny tel komórkowych.
    A przy wpłatach ratalnych można by sobie zamówić 3 androidki. Jedna przy stole, do konwersacji w czasie posiłku, druga na kanapie do konwersacji o filmie a trzecia w łóżku do konwersacji stękania.
    Do tego wymienne panele twarzy, softłer cech osobowości jaki sobie tylko człowiek wymarzy, cała gama sukienek w sklepie wysyłkowym, nawet te grochy a la lata 50te.
    Do tego system wyciągania pamięci i przekładania go do kamery auta, tak żeby pokazać świat w jakim się uczestniczy ( może to być kamerka w czasie wypadu w góry). Jest to duże pole do wymiany konwersacji, dzielenia się wrażeniami z kimś kto nie strzela focha, nie robi awanturek z du.y i nie każe na domyślać się godzinami co księżniczka miała na mysli i dlaczego mnie teraz szantażuje swoją du.ą albo wrogim nastawieniem zmanipulowanych dzieci na ojca. To samo dotyczy drugiej strony w sense adroidów dla kobiet. Zatem prawdziwa rewolucja przed nami i nic tego nie zatrzyma.

  6. Lajkonik pisze:

    Być może z tym problemem nic się nie da zrobić. W efekcie ludzkość wymrze i w ten sposób natura obroni się przed tym, że ją niszczymy.

  7. BurntSnow pisze:

    @BM371613 – autorka przytacza przykłady także z miejsc, gdzie poligamii nie było.

  8. Yogibabu pisze:

    Pytanie czy warto uzerac sie z rozkapryszonymi partnerkami ?w duzych miastach jest ich naprawde duzo .inteligencja i erudycja sa bardziej pociagajace niz sztuczne wizarze .do tego chyba jestesmy dosc zamknietym spoleczenstwem i zapracowanym stad sporo frustracji z obydwu stron jescze jak mamy slabosc do formatowania nas przez reklamy to przyszlosc malo pocieszajaca .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz