Newsletter

Kaczyński idzie w ultrapopulizm

Prezes Prawa i Sprawiedliwości pokazał swoją decyzją w sprawie pensji parlamentarzystów, że jest tylko chorągiewką na wietrze sondaży. I przy okazji przyczynił się do spadku poziomu elit politycznych

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Właściwie ta decyzja nie powinna zaskakiwać, a jednak zaskakuje. Po tym, jak wybuchła afera o wielotysięczne nagrody dla ministrów w rządzie Zjednoczonej Prawicy, a zwłaszcza gdy Beata Szydło „pokazała pazurki” broniąc ich, poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości poleciało na łeb, na szyję. Zgoda, były jeszcze inne powody – zapewne swoje zrobiła też awantura wokół ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, degradacyjnej czy spór wokół aborcji, ale nagrody odegrały na pewno niebagatelną rolę. Nie bez powodu: PiS obierając populistyczny kurs sam się wcześniej na ten strzał wystawił.

Była okazja, by z tej pułapki wyjść. Odważnie spróbować wytłumaczyć ludziom, że za jakość się płaci. Jeśli nie uwierzyliby, na odbudowę wizerunku byłyby jeszcze 2 lata. Jednak Jarosław Kaczyński (bo przecież to, że Komitet Polityczny PiS miał tu coś do powiedzenia, można włożyć między bajki) zdecydował pójść jeszcze dalej w tym kierunku. Ludzi bolą pieniądze dla polityków? OK, w takim razie obniżymy pensje posłom, senatorom oraz samorządowcom. Czemu akurat im, skoro to ministrowie „zawinili”? Na to nie ma dobrej odpowiedzi, chyba że o żadne uposażenia nie chodzi. Jest to bowiem tylko symbol, mający na celu pokazać wyborcom, że PiS w sprawie coś robi. A przy okazji rykoszetem dostali także posłowie opozycji. I nie ma zmiłuj, decyzja objęta jest betonową dyscypliną partyjną; jeśli ktoś z PiS zagłosuje przeciw, nie może liczyć na miejsce na liście w przyszłych wyborach.

Gdyby większość twierdziła, że Ziemia jest płaska, to prezes PiS wydałby polecenie minister Zalewskiej, by zmieniła programy nauczania

Sam Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma to większego sensu. W trakcie konferencji prasowej przypomniał, że o ile jeszcze kilkanaście lat temu pensja posła wynosiła sześciokrotność średniej, dziś wynosi „tylko” dwukrotność. A będzie wynosiła jeszcze mniej, bo zostanie ścięta o 20 proc. Efekt będzie taki, że o ile dziś np. posłowie zarabiają (łącznie z dietą) ok. 9 tys. zł na rękę, po zmianach będzie to ok. 7,5 tys. Dużo? W porównaniu z przeciętnym Polakiem na pewno. Ale poseł to nie jest „zwykły Kowalski”, tylko osoba stanowiąca prawo. Jeśli chcemy, by nie było bublem, powinni je stanowić ludzie kompetentni. Ale niekoniecznie będą, bo osoba kompetentna chętniej będzie pracowała w biznesie jako prawnik czy wzięty lekarz. Nieraz słyszałem to od osób rozważających kandydowanie, które otrzymały „mandatowe” propozycje wyborcze. Bo już sam start wiąże się z ryzykiem; kandydując człowiek się określa, może w oczach wielu – zwłaszcza w epoce wojny polsko-polskiej – stracić wizerunkowo, co często przekłada się na życie zawodowe. A gdy się już dostanie, to za pieniądze mniejsze niż dostałby na rynku. Musi też zawiesić lub ograniczyć pracę zawodową, tracąc kontakt z praktyką, oddawać swój czas i prywatność, bo przecież dziennikarze i konkurencja tylko na nią dybią. Jeśli polityka nie jest czyjąś pasją, jeśli nie podchodzi się do sprawy skrajnie idealistycznie, to bardzo często stwierdza, że takie posłowanie… często się zwyczajnie nie opłaca. Nie mówiąc już o byciu samorządowcem – a w nich zmiany także mają uderzyć.

W efekcie mamy do czynienia z negatywną selekcją. „If you pay peanuts, you get monkeys”. Nic nie ujmując wielu kompetentnym politykom, którzy mają poczucie misji, wielu tych, którzy idą w politykę, to wariaci, nierzadko osoby, dla których bycie parlamentarzystą to „program pierwsza praca” lub zgoła tacy, którzy są zaangażowani od lat w działalność partyjną (nie mylić z polityką), bo nic innego robić nie potrafią. No ale, jak to powiedział Prezes – vox populi, vox Dei.

Takiego działania nie da się nazywać polityką, tylko skrajnym dostosowywaniem się do sondaży. Idąc tym tokiem rozumowania, gdyby większość twierdziła, że Ziemia jest płaska, to vox populi, vox Dei – prezes PiS wydałby polecenie minister Zalewskiej, by zmieniła programy nauczania. Dziś nie ma wątpliwości: Kaczyński nie jest żadnym wizjonerem polityki, odważnie wytyczającym kierunek zmian, tylko chorągiewką na wietrze badań opinii publicznej.