Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Janus w Beskidach

Po latach patrzenia z dobrotliwą pobłażliwością na przemarsze kawalerii, rekonstrukcje i capstrzyki to było coś w rodzaju epifanii: SKS, zapach dymu, data sprzed dwóch wieków, o której padły trzy zdania
Wesprzyj NK
To było już po tym, gdy większość jeźdźców ruszyła w dół czerwonego szlaku, gdy zbity z szarych od deszczu desek stół na werandzie przestał pełnić rolę ołtarza (nadal stał na nim pęk kaczeńców i koniczyn, wciśnięty do słoika, ale dołączyły doń, jak co dzień, najzupełniej świeckie bidony, menażki, szyszki, kredki i chrupki), gdy większość dzieci zmęczyła się bieganiem z furkoczącą flagą i gdy czteroosobowa kapela (dwie pary skrzypek, basetla, sopran) zmieniła repertuar z „Chwalcie łąki umajone” na „Hej, bystra wodo”; najgłośniej ciągnął Józek z wąsem jak u Pstrowskiego, któremu w życiu trochę nie wyszło, nawet w Chicago, i wrócił pod sześćdziesiątkę do rodzinnej wioski. Ale zanim Józek pociągnął, a dzieci się zmęczyły, udał się ten dzień niespodziewanie, był jednym z...

Chcesz uzyskać darmowy dostęp do całości materiału?

Zaloguj się do swojego konta lub utwórz nowe konto i zapisz się do newslettera

Współpracownik „Nowej Konfederacji”. Dr historii, o XX-wiecznych Bałkanach, Polsce i emigracji rosyjskiej pisuje od „Aspen Review” po „Teologię Polityczną”. Lubi sielanki.

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
1 750 / 26 000 zł (cel miesięczny)

6.73 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo