Newsletter

Ekspresowe łatanie dziur

"Socjalizm bohatersko zwalcza problemy nieznane w innych ustrojach" – to znane powiedzenie Stefana Kisielewskiego idealnie oddaje istotę prac nad zaostrzeniem zakazu handlu w niedziele

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Ustawa ograniczająca handel w niedziele obowiązuje od 1 marca, nie minął zatem jeszcze nawet rok jej funkcjonowania, a już okazało się, że konieczne są jej modyfikacje. Polacy jak zwykle wykazali się bowiem kreatywnością w obchodzeniu źle skonstruowanych przepisów. I tak przykładowo nagle wzrosła nam liczba placówek pocztowych, które to wyłączone są z zakazu handlu w niedziele. Nie czekając więc na dokładniejsze analizy skutków wprowadzonych ledwie kilka miesięcy temu ograniczeń, politycy partii rządzącej uznali, że trzeba jeszcze bardziej dokręcić śrubę przedsiębiorcom, i wniesiono projekt nowelizacji, który przeszedł już etap prac w komisji i prawdopodobnie trafi w tym tygodniu na posiedzenie sejmu.

Znacznie efektywniejszym sposobem realizacji celów tej regulacji byłoby wprowadzenie proponowanego przez środowiska przedsiębiorców obowiązku zapewnienia przez pracodawców pracownikom przynajmniej dwóch wolnych niedziel w tygodniu, bez konieczności zamykania sklepów

Rząd Prawa i Sprawiedliwości często stosuje sprytny zabieg mający na celu przyspieszenie i uproszczenie ścieżki legislacyjnej dla projektów, na których szczególnie mu zależy. Propozycje te są zgłaszane jako projekty poselskie, dzięki czemu unika się szeregu wymogów, takich jak choćby konieczność przedstawienia kompleksowej oceny skutków regulacji czy też międzyresortowych konsultacji. Tę ścieżkę przyjęto również przy procedowaniu projektu  nowelizacji ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz niektóre inne dni. Nie dość zatem, że jest jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie, by można było gruntownie ocenić skutki wprowadzonego dziewięć miesięcy temu zakazu, to rządzący najwyraźniej w ogóle się do dokonywania takich ocen nie kwapią. Wygląda na to, że liczy się tylko błyskawiczna realizacja interesów lobby związków zawodowych, które stały za pierwotnym projektem, a teraz naciskają, by ograniczenia w niedzielnym handlu były jeszcze poważniejsze. Ich żądania były posunięte daleko: związkowcy domagali się np. rozszerzenia zakresu czasowego zakazu handlu i wprowadzenia go od soboty wieczór do poniedziałku rano. Ten pomysł na szczęście nawet dla PiS okazał się zbyt radykalny. Skupiono się na walce z lukami w obowiązującej ustawie. Najistotniejsze i najszerzej komentowane propozycje zmian to ograniczenie kręgu osób najbliższych, które mogą pomagać przedsiębiorcy w prowadzeniu działalności handlowej w niedziele oraz ograniczenie wyłączenia spod zakazu dla przedsiębiorców prowadzących działalność pocztową tylko do tych, dla których owa działalność jest „przeważająca”.

Projekt miał być procedowany już w poprzednim tygodniu, jednak wstrzymano go ze względu na pojawiające się wątpliwości konstytucyjne, przede wszystkim na zarzut nieuzasadnionego różnicowania sytuacji prawnej podmiotów podobnych w kontekście usług pocztowych, gdyż nowe przepisy będą faworyzować państwową Pocztę Polską. Ponadto niejasna jest również interpretacja tego, jak oceniać, co jest przeważającą działalnością. Ustawa ograniczająca handel w niedziele odwołuje się tu do wpisów do PKD, w ramach których każdy przedsiębiorca musi wskazać taką właśnie przeważającą działalność. Zgłoszeń takich dokonuje się jednak tylko w celach statystycznych. Czy zatem wystarczy, że przedsiębiorca chcący ominąć zakaz handlu w niedziele dokona zmiany wpisu w PKD, wskazując przykładowo, że jego przeważającą działalnością jest działalność pocztowa? Czy jednak konieczne jest udowodnienie, że faktycznie stanowi to główny przedmiot działalności? Jeśli tak, to na jakiej podstawie? Brak tu jednoznacznych odpowiedzi. Nie zdziwmy się zatem, jeśli za kilka miesięcy znów okaże się, że trzeba doprecyzowywać również ten przepis.

Propozycja nowelizacji ustawy ograniczającej handel w niedziele to próba łatania dziur w fatalnie napisanej ustawie przez kolejny projekt pisany na kolanie, stworzony bez konsultacji z przedsiębiorcami. Na żart zakrawa tu pozytywna rekomendacja dla proponowanych rozwiązań ze strony sejmowej komisji do spraw… deregulacji gospodarki. Abstrahując już od zasadności samych prób ograniczania zakazu handlu, która jest mocno wątpliwa nie tylko ze względu na utrudnienia dla konsumentów i uderzenie w rodzimą branżę handlową, ale również z punktu widzenia interesów znacznej części pracowników, którym zabiera się możliwość zarobkowania w niedziele, znacznie efektywniejszym sposobem realizacji celów tej regulacji byłoby wprowadzenie proponowanego przez środowiska przedsiębiorców obowiązku zapewnienia przez pracodawców pracownikom przynajmniej dwóch wolnych niedziel w miesiącu, bez konieczności zamykania sklepów. Byłby to realny kompromis, który nie powodowałby skutków ubocznych w postaci ciosu w polską branżę handlową, a także konieczności walki z wiatrakami – a taką walką jest właśnie bój z oraz wymyślniejszymi sposobami na obchodzenie tego absurdalnego prawa. Obawiam się jednak, że jak zwykle zdrowy rozsądek przegra z naciskami grup interesów, którymi w tym przypadku są związki zawodowe.