Dzień z życia mafii

Ryba psuje się od głowy. I „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Poprawa sytuacji Polski prawdopodobnie nie będzie możliwa bez radykalnej reformy świata nauki i wyższej edukacji

Ryba psuje się od głowy. I „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Poprawa sytuacji Polski prawdopodobnie nie będzie możliwa bez radykalnej reformy świata nauki i wyższej edukacji.

Znaczna część profesorów w Polsce zachowuje się jak mafiosi. To, że wszystko odbywa się w „białych rękawiczkach”, nie znaczy, iż praktyki stosowane w polskim (pół)światku naukowym różnią się istotnie pod względem mechaniki od mobbingu, pobierania haraczu, wymuszeń i innych form nieetycznych zachowań zwykle kojarzonych ze zorganizowaną przestępczością. To, że przy okazji nie dochodzi przeważnie do złamania prawa, nie ma większego znaczenia. Regulacje odnoszące się do rozwoju zawodowego pracowników nauki zostały tak zaprojektowane, żeby takie nieetyczne harce i feudalny system wyzysku usankcjonować.

Jeśli się głębiej zastanowić, to dostrzeżemy, że generuje to ogromne, idące w miliardy złotych straty dla wszystkich Polaków. To ci, którzy wyjechali za granicę, bo kraj się nie rozwija, nie zapłacą składek emerytalnych i podatków; to wszystkie wynalazki i innowacje opatentowane poza Polską lub przez Polskę utracone (niebieski laser, niebawem zapewne grafen). To wreszcie potencjał intelektualny pracujący na rzecz obcych przemysłów i osiągnięcia naukowców opublikowane za granicą. To stracone miliardy złotych na tym, że państwo nie cieszy się takim prestiżem i wizerunkiem, którym mogłoby się cieszyć, gdyby uwolnić ogromny potencjał polskich naukowców, zwłaszcza młodego pokolenia. Poniżej prezentuję małą kolekcję takich przypadków. Nie padają nazwiska ani nazwy uczelni. Mogłoby to ściągnąć kłopoty na młodych akademików.

Granty

Zacznijmy od grantów, od których w zasadniczym stopniu zależy dziś jakość i rodzaj prowadzonych badań. Sposób ich przyznawania w Polsce to świetny przykład mafijno-feudalnej patologii. W jednym z konkursów przepadł wniosek doktora wypromowanego przez znanego profesora, opiewający na wartość bez mała miliona złotych. Profesor ów jednak, jak to ujął świadek, miał pójść i „pogadać z komisją”. Grant został przyznany.

Nie ma prostszej metody na uzyskanie dofinansowania do badań naukowych niż wymyślenie tematów związanych z gender, feminizmem, homoseksualizmem, ekologią, globalnym ociepleniem lub prawami zwierząt

W Narodowym Centrum Nauki przepadają seriami projekty dotyczące spraw ważnych dla funkcjonowania Polski, dotyczące np. jej bezpieczeństwa lub otoczenia międzynarodowego. Za to nie ma prostszej metody na uzyskanie dofinansowania do badań naukowych niż wymyślenie tematów związanych z gender, feminizmem, homoseksualizmem, ekologią, globalnym ociepleniem lub prawami zwierząt. Pogłębianie lewackich mitów (np. projekt „Miejsce zwierząt w teoriach ekofeministycznych” lub „Antygatunkowizm i jego znaczenie w krytyce kultur”) okazuje się ważniejsze niż prowadzenie badań, które sugerowały możliwość wybuchu jednego z najważniejszych aktualnie toczących się konfliktów zbrojnych na świecie. Jeden z wniosków dotyczących bezpieczeństwa Polski został wręcz uznany za… zagrażający racji stanu i z tego powodu odrzucony. Rzeczywistość tymczasem potwierdziła hipotezy badawcze zespołu młodych naukowców.

Zarobki w projektach grantowych rozliczane są przeważnie według stawek ryczałtowych obliczanych na podstawie ilości czasu liczonego w godzinach, dniach lub miesiącach. W związku z tym w wielu instytucjach funkcjonują limity maksymalnych zarobków z tytułu pracy przy projektach grantowych, zależnie od posiadanego stopnia naukowego. Zdarza się, że adiunkci potrafią sobie zorganizować finansowanie z innego źródła niż Narodowe Centrum Nauki (np. fundusze europejskie), z korzystnymi warunkami płacowymi, a potem nie mogą z nich skorzystać, bo… to przecież nie wypada, żeby doktor zarabiał lepiej od profesora. Były przypadki, w których placówka naukowa nakładała dodatkowe obowiązki na własnych pracowników, dla zwiększenia liczby jednostek czasu, żeby „jakoś to wyglądało”. Inne z kolei przenosiły do środków z grantu część bądź całość podstawowej pensji pracownika. W niektórych przypadkach młodsi naukowcy musieli się żegnać z pracą i iść ze swoim grantem do innej instytucji.

Jednak tak naprawdę to sytuacje rzadkie. Nie, nie dlatego, że przeważnie granty przydzielane są prawidłowo. Kryteria dotyczące dorobku naukowego są w większości przypadków tak dobrane, że tylko starzy profesorowie w wieku emerytalnym lub przedemerytalnym są w stanie aplikować o największe i przynoszące największe profity granty.

Habilitacje

Podstawowym narzędziem dyscyplinowania środowiska akademickiego w Polsce nadal jest habilitacja. Samodzielny pracownik naukowy (doktor habilitowany) nie ma przed sobą już praktycznie żadnych wymogów. Może (ale nie musi) zostać profesorem zwyczajnym, to o niego zabiega pracodawca, a nie odwrotnie. We wszelkich minimach kadrowych jest on bowiem znacznie wyżej „wyceniany” niż młodsi pracownicy nauki. Z nielicznymi wyjątkami prowadzi to do skrajnie nierównego rozkładania wszelkich obowiązków na uczelniach, w tym przede wszystkim dydaktycznych i promotorskich. Adiunkci (doktorzy) często mają po 15–20 prac licencjackich i magisterskich w promocji (niekiedy więcej) oraz wiele innych obowiązków dydaktycznych i administracyjnych. Profesorowie przeważnie zajmują się co najwyżej kilkoma promocjami i nie mają żadnych obciążeń biurokratycznych. Adiunkta nikt nie pyta o to, czy jest kompetentny, aby daną pracę promować, musi się ewentualnie douczyć. Profesor zajmujący się filozofią XIX w. może uznać, że licencjatu o filozofie XX-wiecznym nie przyjmie, bo to nie jego specjalność, i zostanie to odebrane jako ważny argument.

Kryteria dotyczące dorobku naukowego są w większości przypadków tak dobrane, że tylko starzy profesorowie w wieku emerytalnym lub przedemerytalnym są w stanie aplikować o największe i przynoszące największe profity granty

Wymóg habilitacji daje bogate możliwości nacisku. Rada naukowa instytucji może nie otworzyć przewodu habilitantowi, nawet jeśli jest dla niego placówką macierzystą, motywując to zbyt słabym dorobkiem naukowym. Zdarza się to wielokrotnie, stąd częste były przypadki habilitowania się wrocławian w Gdańsku, gdańszczan w Warszawie, warszawian w Poznaniu itp. Nierzadkie były i są także ucieczki za granicę i habilitowanie się w państwach, z którymi Polska ma umowy o uznawalności wykształcenia (np. Czechy, Słowacja, Ukraina).

Działa to także w drugą stronę. Młody naukowiec z grupy bmw (osławione „bierny, mierny, ale wierny”), z niewielkim dorobkiem, ma znacznie większe szanse na sukces. Podobnie bywa z profesurą. Szczytem wszystkiego było nadanie stopnia profesora zwyczajnego prezydentowi dużego miasta w Polsce, podczas gdy jego dorobek pohabilitacyjny nie wystarczyłby do uzyskania doktoratu, bo nie obejmował monografii i składał się tylko z kilku artykułów bez większego znaczenia naukowego.

Do sekowania niewygodnych kandydatów świetnie nadają się kryteria formalne, np. ocena osiągnięć dydaktycznych. W praktyce konieczne są zaświadczenia z uczelni albo nagrody za działalność dydaktyczną. Znane są przypadki, gdy macierzysta komórka odmawia własnemu habilitantowi wydania takiego dokumentu, powołując się na regulamin, z którego wynika, że mogą go uzyskać tylko… samodzielni pracownicy naukowi. Czyli już habilitowani. Niepokornego niekiedy przenosi się na gorzej płatne stanowisko bądź bardziej dociąża pracą. W ostateczności, mimo że pracownik uzyskał habilitację, nadal zatrudnia się go na stanowisku adiunkta.

Inaczej niż w telewizji

Jak zatem widać, świat naukowy od wewnątrz prezentuje się inaczej niż w telewizji. Środowisko nobliwych i poważanych profesorów jest pełne nieetycznych, zgoła mafijnych zachowań i w wielu przypadkach prowadzi do daleko idącej demoralizacji. Potem osoby takie kształtują postawy i wartości młodszych pokoleń, zarówno w świecie nauki, jak i poza nim, niejednokrotnie wypowiadając się o ważnych sprawach kraju z pozycji autorytetu.

Niestety ryba psuje się od głowy. I „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Poprawa sytuacji Polski prawdopodobnie nie będzie możliwa bez radykalnej reformy świata nauki i wyższej edukacji.

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY MIESIĘCZNIK IDEI, NR 1 (52)/2014, 1 PAŹDZIERNIKA–4 LISTOPADA, CENA: 0 ZŁ
Pracownik naukowy pragnący mimo wszystko kontynuować działalność akademicką

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Dzień z życia mafii”

  1. skóra z węża pisze:

    Najprostsze rozwiązanie – odejść i pójść własną drogą komercjalizacji wyników własnych badań. Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz