Newsletter

Czy kamera kocha zmarszczki?

Jak to możliwe, że 90-letnia Danuta Szaflarska dostawała więcej propozycji filmowych, niż niejedna filmowa amantka? Fenomen jej kariery idzie w poprzek roli, jaką zazwyczaj odgrywają kobiety w kinie.

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Jak to możliwe, że 90-letnia Danuta Szaflarska dostawała więcej propozycji filmowych, niż niejedna filmowa amantka? Fenomen jej kariery idzie w poprzek roli, jaką zazwyczaj odgrywają kobiety w kinie.

Zmarła 19 lutego 2017 roku w wieku 102 lat Danuta Szaflarska była fenomenem. Jej popularność przypada tylko na sam początek jej kariery, i – po kilkudziesięciu latach – na koniec. Pierwsza część jej życia zawodowego przypada na okres wojny. Uczyła się w latach 30. XX w. u Aleksandra Zelwerowicza – ucznia samego Konstantego Stanisławskiego – słynnego rosyjskiego teoretyka i praktyka aktorstwa, który jako pierwszy wprowadził do teatru realizm polegający na głębokim wczuwaniu się w rolę i przeżywaniu jej naprawdę, odcinając się od wystudiowanego stylu szerokiego gestu. Okres kształtowania się nowoczesnego aktorstwa zbiegł się z szybkim rozwojem kina, kiedy aktor zmuszony został do powściągliwej gry, w której to twarz miała wyrażać więcej niż ciało. Kamera stojąc blisko aktora i przedstawiając, na wielkim ekranie, każde najmniejsze drgnięcie powieki, wymuszała wielokroć intymniejszy sposób gry, niż wcześniej w teatrze, gdy z czytelnością emocji trzeba było przebić się ze sceny do ostatniego rzędu.

Szaflarska debiutowała we wrześniu 1939 r. dosłownie pod deszczem bomb (widzowie ze strachu wychodzili z teatru podczas przedstawienia). Zawierucha dziejowa nie pozwoliła młodej aktorce rozwijać się zawodowo „wpędzając ją w lata”, co w przypadku kobiety-aktorki jest bardzo kłopotliwe. Jej wspaniały debiut w dwóch pierwszych powojennych filmach („Zakazanych piosenkach” 1946 i w „Skarbie” 1948), który na chwilę zrobił z niej gwiazdę srebrnego ekranu, ostatecznie nie otworzył jej drogi do wielkiej kariery filmowej. Ten rozwój wypadków zdawał się być wielką tajemnicą. Jednak analizując historię polskiego kina, łatwo zauważyć, że to znowu polityczna rzeczywistość zabrała naszej bohaterce możliwość rozwoju. Socrealizm będący jedynym uznanym przez państwo rodzajem sztuki w latach 1948-56, propagował wizerunek silnej kobiety-robotnicy, do którego wyrafinowana uroda Szaflarskiej zdecydowanie nie pasowała. Po Odwilży, gdy zaczęły w Polsce powstawać wspaniałe, wielowymiarowe filmy, zdobywające laury i uznanie na całym świecie, pani Danuta miała już 40 lat… Wtedy do łask wróciła, co prawda, elegancka uroda zgrabnych pań, ale amantkami ówczesnego kina zostały już o 10-15 lat młodsze koleżanki Szaflarskiej, aktorki takie jak Lucyna Winnicka, Aleksandra Śląska czy Kalina Jędrusik.

Szaflarska przyznawała, że jako staruszka już wie, że w filmie nie musi grać, tylko być

Los filmowych aktorek niewiele się zmienia. Są gwiazdami dopóki mogą być amantkami. Aktorka po 40-ce może zapomnieć o dużej ilości propozycji. W filmach dojrzali mężczyźni główne role grają cały czas, a dojrzałe kobiety są praktycznie zawsze na drugim planie. Film lubi tylko młode aktorki, co najlepiej widać w szalonym pędzie za młodością hollywoodzkich gwiazd. Każda z nich, w którymś momencie, poddaje się operacjom plastycznym. Przez kolejne 40 lat swojego życia Danuta Szaflarska pracowała głównie w teatrze. Etat dawał jej możliwość ciągłego grania.

Przez kino została ponownie odkryta dopiero w latach 90. XX w., kiedy była już starszą panią i o dziwo, jej filmowa kariera nabrała wtedy ogromnej dynamiki. Czym była starsza, tym grała więcej. Publiczność zachwycała się jej niezwykłą żywotnością i ujmującym kobiecym urokiem, którego nie zniszczyły nawet setki zmarszczek. Przed kamerą była bardzo naturalna. Sama przyznawała, że jako staruszka już wie, że w filmie nie musi grać, tylko być. W swoim debiucie jeszcze grała.

Mimo tak wielkiej zmiany w teatralnej sztuce aktorskiej, która dokonała się w pierwszej połowie XX w., nadal różni się ona od aktorstwa filmowego. Gdy reżyser w teatrze chce wymóc na aktorze powściągliwą grę, mówi: „graj, jak w filmie na bliskich” (w domyśle: planach/ujęciach). Zadziwia także fakt, że oko obiektywu jednych przedstawia pięknie i naturalnie, a z innych tworzy osoby brzydsze niż są nimi w rzeczywistości, a ich aktorstwo wydaje się bardziej sztuczne. W tym kontekście Szaflarska łamała stereotypy. To właśnie wraz z upływem lat dostawała więcej filmowych ról i wcielała się w pierwszoplanowe postacie. Niektóre scenariusze (jak np. „Pora umierać” Doroty Kędzierzawskiej z 2007 roku) zostały napisane specjalnie dla niej. To sytuacja bez precedensu. Mało który aktor, a tym bardziej aktorka, może pochwalić się tak bogatą filmografią jako dziewięćdziesięciokilkulatek. Panie, których kariera przyspieszyła w późniejszym wieku, to takie tuzy światowego kina, jak Meryl Streep, Judi Dench czy Helen Mirren (i tak o wiele młodsze od naszej rodaczki).

Kto wie, może to właśnie ciągła możliwość pracy, którą kochała, dawała jej taką żywotność i jasność umysłu, aż do setnego roku życia. Na zawsze również pozostanie tajemnicą magiczne połączenie jakie wytwarza się między aktorem a kamerą, sprawiające, że jednych ona lubi, a innych nie. Danutę Szaflarską kamera kochała.