Kup prenumeratę i czytaj NK

Trump i Rosja: odsączyć histerię od strategii

Aktualności,

Prawda jest taka, że choć reset z USA byłby dla Rosji korzystny, to Putin stał się zakładnikiem imperialnych miazmatów i zakrawających na wasalizację stosunków z Chinami.

Zacznijmy od strategii. Trump rozważał ocieplenie stosunków z Rosją. Strategiczny powód był taki sam jak podczas poprzedniego resetu: chęć zaciśnięcia pętli wokół Chin. Człowiekiem, który miał doradzać prezydentowi „détente” z Putinem i który już przymierzał się do rozmów z Rosjanami, był doradca ds. bezpieczeństwa gen. Michael Flynn. Być może, istotnie Flynn stał się podczas tych przygotowań nieostrożny.

Jego odejście wygodnie zbiega się jednak w czasie z widocznym końcem prób zbliżenia z Rosją, które w gruncie rzeczy nie wyszło nigdy poza fazę planów (z powodu mało konstruktywnego podejścia samego Kremla). Nie mogąc liczyć na zbudowanie swojego „wielkiego muru” wokół Chin, Trump zaczął deeskalować napięcia z Pekinem. Podkreślił, na przykład, swoje przywiązanie do polityki jednych Chin, którą przedtem demonstracyjnie podważył rozmawiając z prezydent Tajwanu. Równocześnie podczas konferencji monachijskiej wiceprezydent Mike Pence dał jasno do zrozumienia, że choć USA nie łudzą się już, że uda im się pozyskać dla swoich kluczowych planów Rosję, to nadal kierunek chińsko-pacyficzny jest dla nich strategicznie ważniejszy niż inne obszary działań. Właśnie dlatego Ameryka oczekuje, że jej europejscy sojusznicy, a zwłaszcza Niemcy, w większym stopniu wezmą na siebie obronę starego kontynentu przed zakusami Moskwy.

Tyle strategii. Reszta jest histerią i pożałowania godnym myleniem politycznej retoryki z polityką realną. Mało rozważnych komentatorów polityki zagranicznej USA do pewnego stopnia usprawiedliwia fakt, że Trump jest politykiem nowej generacji. Jego retoryka jest bowiem w niespotykanym dotąd stopniu uwikłana w poetykę nowych mediów i kształtowana w opozycji do tradycyjnego dziennikarskiego mainstreamu. To retoryka polityka, który nauczył się, że musi być momentami groteskowo wręcz wyrazisty, by przebić się przez terrabajty informacji i dotrzeć do swojego elektoratu. Nie jest to jednak retoryka politycznego wariata, czy też samobójcy. Trump po prostu mówi twitem w tym samym stopniu, w jakim Reagan mówił telewizją.

USA nie mogą rozmawiać z państwem tak gospodarczo słabym i zacofanym jak Rosja jak równy z równym, bo przeczy to ich interesom i zwyczajnej logice. Putin z kolei nie może zgodzić się na traktowanie zgodnie z faktyczną pozycją Rosji

Natomiast co do upadku nowego resetu, to zaznaczyć należy, że jako niedoświadczony, lecz szybko uczący się polityk, Trump łudził się zapewne, że elity kremlowskie kierują się w większym stopniu interesem państwa, a w mniejszym swoim interesem partykularnym. Prawda jest bowiem taka, że choć reset z USA byłby dla Rosji korzystny, to Putin stał się zakładnikiem imperialnych miazmatów i zakrawających na wasalizację stosunków z Chinami.

USA nie mogą rozmawiać z państwem tak gospodarczo słabym i zacofanym jak Rosja jak równy z równym, bo przeczy to ich interesom i zwyczajnej logice. Putin z kolei nie może zgodzić się na traktowanie zgodnie z faktyczną pozycją Rosji, bo jego władza opiera się na iluzorycznej wizji potęgi bezustannie wpajanej zwykłym Rosjanom. Bez tego imperialnego opium dla ludu Putin musiałby nagle zacząć zaspokajać faktyczne, a nie urojone, potrzeby obywateli, ukrócić korupcję, usprawnić administrację, wprowadzić rządy prawa. A tego wszystkie on i powiązana z nim grupy interesów mogłyby nie przetrwać. Nie mówiąc już o tym, że zbliżenie z USA samo przez się mogłoby wystawić Rosję na rozmaite demokratyczne wirusy.

Z puntu widzenia partykularnych interesów ekipy Putina sojusz z Chinami jest sensowniejszy. To nic, że prowadzi on do stagnacji i eksploatacji. Chiny są dyskretne i na razie pozwalają Rosji nadal, na wewnętrzny użytek, udawać super-potęgę, która walczy o światową dominację.

Koniec końców, wszystko to tłumaczy, dlaczego Putin, nie czekał i nie starał się nawet specjalnie do Trumpa przymilać. Rozmieszczał rakiety dalekiego zasięgu łamiąc stare traktaty. Co więcej, w niespełna dwa tygodnie po inauguracji Trumpa wspierani przez Moskwę separatyści rozpoczęli intensywny ostrzał Awdjewki na wschodzie Ukrainy. Reakcja administracji Trumpa była łatwa do przewidzenia. Istnieje oczywiście pewne prawdopodobieństwo, że to sami separatyści wyszli przed szereg. Ich brak subordynacji zdaje się sugerować fakt, że wielu z nich ginie w doskonale przygotowanych zamachach.

Może to Moskwa przywołuje swoich janczarów do porządku? Jeśli jednak musi uciekać się do takich środków, to świadczy to tym dobitniej, że nie potrafi zapanować nad imperialnymi demonami, które odpychają ją od współpracy z USA.