Caracal odleciał

Aktualności,

Rezygnację z zakupu francuskich śmigłowców warto wykorzystać do poszukania bardziej nowoczesnych rozwiązań dla polskiej armii.

W ostatnim czasie trudno wymienić przetarg na śmigłowce, który by się nie skończył skandalem. Produkcja morskiego śmigłowca patrolowego dla Kanady ma wieloletnie opóźnienia, śmigłowce brytyjskich wojsk specjalnych przez 17 lat nie mogły latać w trudnych warunkach pogodowych, a śmigłowce szturmowe australijskich sił zbrojnych nie potrafią poruszać się nad australijską pustynią. Polski przetarg nie jest wyjątkiem.

Mimo to do kwestii zerwania kontraktu z Airbusem na śmigłowiec wielozadaniowy trzeba podejść poważnie. Tymczasem mamy do czynienia z burzą medialną. Głównym argumentem przeciwko zakupowi Caracali był brak „polskości” oferty Airbusa. Tymczasem problem z „polskością” miał każdy śmigłowiec w tym przetargu. Czy musimy się martwić zakładami, które należą do zagranicznych koncernów i tylko używają pracowników zakładów, jak „zakładników”? Nikt się nie interesuje losem innych fabryk produkujących sprzęt na zamówienie firm zagranicznych – jedne są otwierane, inne zamykane. A inwestycja nie jest prezentem. Bazuje na różnicy wynagrodzeń w kraju pochodzenia firmy i kraju inwestowania. Po wykonaniu zamówienia (a to około roku) zakłady i tak przestaną produkować . A śmigłowce pozostają z nami na następne 30-40 lat.

Także inny argument przeciwko Caracalowi nie jest trafiony. Offset oferowany przez Airbus nie był „nadzwyczajnym”, tylko niezbędnym dla samodzielnego obsługiwania śmigłowca przez następne 30-40 lat. Zasadnicza wada Caracala polega na czymś innym. H225M był opracowany w końcu lat 90-tych XX wieku dla wsparcia operacji specjalnych w strefie wpływu Francji w Afryce. Jednym z kluczowych powodów do takiej głębokiej modernizacji AS532 Cougar (poprzednika Caracala) były również przewidywane już wtedy spóźnienia w budowie wersji dla jednostek specjalnych nowego średniego śmigłowca NATO NH-90. Zakładano, że pojawi się on ok. 25 lat po wprowadzeniu Caracala (resurs śmigłowca normalnie stanowi 30 lat), co uzasadniało wybór francuskich strategów w latach 1998-2001. Poza tym, już mieli całość infrastruktury do śmigłowców tej rodziny.  Jednak, jak zapewniał dowódca komponentu lotniczego Wojsk Lądowych Francji gen. Oliver de la Motte w rozmowie z Defence24.pl, przyszłością armii francuskiej będą jednak NH-90.

Armia chciała kupić śmigłowce do wszystkiego, tymczasem lepszym rozwiązaniem byłoby podzielenie przetargu


Caracal jest więc śmigłowcem, który niedługo będzie można uznać już za przestarzały. Nie oznacza to jednak, że oferty PZL-Mielec czy PZL-Świdnik były lepsze. Problem polegał na tym, że źle skrojono sam przetarg. Armia chciała kupić śmigłowce do wszystkiego, tymczasem lepszym rozwiązaniem byłoby podzielenie przetargu na mniejsze śmigłowce do zadań specjalnych i CSAR oraz większych,„podstawowych”, głównie transportowych śmigłowców. Czy tak się stanie, nie wiemy, ale nie jest to wykluczone. Jeżeli jednak tak się stanie, to wyboru dostawcy należy dokonać w interesie wojska, a nie koncernów zagranicznych, które zadbały nie tylko o wygody stricto inwestycyjne, ale również utrzymanie pozycji monopolistycznej zakładów za granicą. Przykładowo rzekomo polski PZL-Mielec produkuje do śmigłowców amerykańskich tylko kadłuby, pozostałe wyposażenie dla amerykańskich „specjalistów” montuje się w USA. Raczej nie byłoby problemu ze sprzedaniem tego sprzętu do Polski – USA sprzedali Polsce nawet pociski manewrujące JASSM. Warto pamiętać, że  były szanse też na to, by Polska zakupiła NH-90, co byłoby bardzo dobrym rozwiązaniem. Od początku Airbus i AgustaWestland chcieli zaoferować Polsce NH-90, jednak rozbieżności w kwestiach odpowiedzialności za ulokowanie linii montażowej w Polsce i pozostałe kwestie, w tym podziału zysków doprowadziły do samodzielnych ofert.

Czy teraz dojdzie do zaoferowania Polsce tego natowskiego śmigłowca, tego nie wiadomo. Przy wyborze nowych śmigłowców warto pamiętać, że  nie zawsze otwarty przetarg jest najlepszy dla podejmowania systematycznych i ekonomicznie wygodnych decyzji. Sytuacja jest do tego skomplikowana i upolityczniona, ponieważ chodzi o wybór śmigłowca na następne 30-35 lat. I podobnie sytuacji, kiedy wybierano myśliwce wielozadaniowe, wchodzą do gry nie tylko kalkulacje wojskowych, strategów i ekonomistów, ale i emocje polityczne, również jak i gry korporacyjne. Resort obrony musi patrzeć na program śmigłowcowy systematycznie, nie ograniczając się wyłącznie do jednego przetargu, rozpatrzeć przyszłościowe rozwiązania i programy międzynarodowe, które z założenia są otwarte na współpracę.