Newsletter

Bandera – nieudacznik, z którego zrobiono bohatera i ludobójcę

Stepan Bandera ma dwie legendy: czarną i złotą. Pierwszą stworzyła przede wszystkim sowiecka propaganda. Złota jest autorstwa nacjonalistycznej emigracji ukraińskiej. Obie są mocno przesadzone

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

W tym roku przypadają dwie okrągłe rocznice związane ze Stepanem Banderą – 110. rocznica jego urodzin (1 stycznia) i 60. – jego śmierci (15 października). Dlatego od przeszło miesiąca obserwujemy kolejną falę emocji wokół Bandery. 23 listopada 2018 r. szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow podczas konferencji prasowej po spotkaniu z ministrem spraw zagranicznych Włoch stwierdził, że Bandera został skazany przez Trybunał w Norymberdze. 5 grudnia grupa ukraińskich deputowanych wystąpiła z ideą przywrócenia Banderze tytułu „bohatera Ukrainy”. W dokumencie wyjaśniającym do tego projektu pisano, że był on jednym z głównych inicjatorów stworzenia UPA. Komentujący powyższą ideę kierownik ukraińskiego IPN, Wołodymyr Wjatrowycz, przyrównał Banderę do Józefa Piłsudskiego. 11 grudnia Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła rok 2019 w obwodzie rokiem Stepana Bandery i OUN. W odpowiedzi ambasador Izraela Joel Lion za pośrednictwem mediów społecznościowych  oświadczył, iż Bandera „bezpośrednio brał udział w strasznych antysemickich zbrodniach”. Wszystkie te stwierdzenia i oceny są albo przesadzone albo po prostu fałszywe. Ale po kolei.

Nie neguję tego, że Bandera kochał Ukrainę (tak jak ją sobie wyobrażał), ale była to miłość napędzana przez dogmatyzm i fanatyzm

Polityk klasy C

Urodzony 1 stycznia 1909 roku w Uhrynowie Starym Bandera wcześnie zaczął działać w różnych ukraińskich ruchach kulturowych i politycznych, by w drugiej połowie lat 20-tych XX wieku związać się z ruchem nacjonalistycznym. W 1929 roku wstąpił do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i – w różnych jej postaciach – był z nią związany do śmierci. W niemal wszystkich szkicach biograficznych Bandery centralne miejsce zajmują trzy wydarzenia. Są to: pobyt w polskich więzieniach (1934-1939), zamknięcie w niemieckim areszcie, a następnie w obozie koncentracyjnym (1941-1944) oraz śmierć z ręki sowieckiego agenta Bohdana Staszyńskiego (1959 r.). Przyznają Państwo, że to dość kiepskie CV jak na bohatera. A tak naprawdę, to dopiero początek. Lata spędzone przez Banderę w zamknięciu wyznaczały na linii czasu pozostałe okresy jego aktywności. Pierwszy z nich to lata 1931-1934, kiedy to Bandera stał na czele aparatu propagandowego OUN w II Rzeczypospolitej, a następnie kierował całą organizacją. Będąc liderem krajowej OUN, Bandera nadał większego rozmachu działaniom organizacji. Organizacja przeprowadziła całą serię kampanii propagandowych, wymierzonych w polski system edukacji czy monopole państwowe. Przede wszystkim na niespotykaną wcześniej skalę OUN sięgnął po terror indywidualny. Zabójstwa pracownika sowieckiego konsulatu Aleksieja Majłowa, dyrektora ukraińskiego gimnazjum we Lwowie Iwana Babija, a zwłaszcza ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego – owszem – dodawały nacjonalistom popularności. Ale ich obiektywny bilans był dla organizacji tragiczny. Aresztowania przeprowadzone przez policję w czerwcu 1934 r. objęły 800 członków OUN. Kierownictwo krajowe zostało rozbite. Sam Bandera tylko dzięki ugodzie między władzą a legalnymi partiami ukraińskimi uniknął śmierci (wyrok zmieniono mu na dożywocie). Udało mu się przedwcześnie opuścić więzienie we wrześniu 1939 r. Od razu rzucił się w wir wewnętrznej walki w organizacji, która w 1940 r. doprowadziła do podziału OUN na dwie zwalczające się frakcje: Bandery (OUN-B) i Andrija Melnyka (OUN-M).  Tylko do czerwca 1941 r. w krwawym konflikcie życie straciło 400 melnykowców i 200 banderowców. Aby tego było mało, w drugiej połowie 1941 r. OUN-B opuściła lewicująca grupa Iwana Mitryngi, który również nie mógł znaleźć porozumienia z Banderą. Nieraz za dokonanie lidera OUN-B uznaje się ogłoszenie „aktu odnowienia Państwa Ukraińskiego”. Faktycznie była to próba stworzenia większej terytorialnie i bardziej znaczącej politycznie wersji ustaszowskiej Chorwacji. Niech podsumowaniem dokonań Bandery będzie punkt 3 tegoż dokumentu: „Odnowione Państwo Ukraińskie będzie ściśle współpracować z narodowo-socjalistycznymi Wielkimi Niemcami, które pod przywództwem Adolfa Hitlera tworzą nowy ład w Europie i na świecie”. Niemcy jednak nie chcieli współpracy z Banderą i ten trafił do więzienia, a następnie do obozu, z którego wyszedł w 1944 r. Pobyt na emigracji to kolejne konflikty w ruchu nacjonalistycznym i wreszcie podział w 1954 r. na Zagraniczne Formacje OUN i OUN za Granicą. Realny dorobek Bandery to trzy podziały w ruchu nacjonalistycznym, kilkaset ofiar w jego szeregach, więzienia, obóz, odrzucone zaloty do Adolfa Hitlera i śmierć z ręki sowieckiego agenta.

Nie poświęcenie, lecz fanatyzm

Wydarzeniem, dzięki któremu Bandera stał się znany opinii publicznej w II Rzeczypospolitej, stała się jego nieugięta postawa, wykazywana podczas procesów, które nastąpiły po zabójstwie Pierackiego: procesu warszawskiego (1935-1936) i lwowskiego (1936). Niezłomność prezentowana przez Banderę jawiła się i wielu osobom jawi się nadal jako dowód jego bezgranicznej i bezinteresownej miłości do ojczyzny. Taka ocena jest jednak półprawdą. Jest ona niczym opiewanie pięknej powłoki bez postawienia pytania o to, co znajduje się wewnątrz. Nie neguję tego, że Bandera kochał Ukrainę (tak jak ją sobie wyobrażał), ale była to miłość napędzana przez dogmatyzm i fanatyzm. Jako kilkunastoletni chłopiec sam siebie poddawał torturom, aby być gotowym na torturyw polskim więzieniu. Na studiach odmawiał podawania ręki osobom, które uważał za niedostatecznie ideowe. Te cechy charakteru zachował jako krajowy prowidnyk OUN.  W czerwcu 1933 r. w Berlinie odbyła się jedna z kilku konferencji, na których doszło do spotkania między zagranicznym kierownictwem OUN, a nacjonalistami przebywającymi w kraju. Bandera wraz z innym z młodych nacjonalistów, Iwanem Gabrusewyczem, zaatakowali gwałtownie przywódcę OUN, Jewhena Konowalca, za utrzymywanie kontaktów (swoją drogą bardzo ograniczonych) z politykami legalnych partii ukraińskich. Ale nic innego lepiej nie opisuje fanatyzmu, dogmatyzmu i rewolucjonizmu Bandery, niż słowa, których użył w mowie końcowej na procesie lwowskim: „OUN ceni wartość ludzkiego życia; bardzo ceni, ale nasza idea w naszym rozumieniu jest tak wielka, że nie jednostki, nie setki, a miliony ofiar należy poświęcić, aby ją jednak zrealizować”.

Ideolog i ludobójca wyobrażony

Jednak przesadzona jest także jego czarna legenda. Stepan Bandera bardzo często uznawany jest za ideologa ukraińskiego nacjonalizmu. Za tego, który stworzył jego podstawy, a tym samym pośrednio przyczynił się do ludobójstwa Polaków na Wołyniu. Podobne opinie powtarzają nie tylko media rosyjskie czy portale związane ze środowiskami kresowymi. W opublikowanym w „Jak nas piszą cyrylicą?” Macieja Pieczyńskiego wywiadzie profesjonalny ukraiński historyk Ihor Iljuszyn stwierdził: „Bandera odpowiada za Wołyń jak Marks za zbrodnie komunizmu”. Nic bardziej mylnego. Owszem, w latach 1931-1933 r. kierował aparatem propagandowym Krajowej Egzekutywy OUN i odpowiadał za dystrybucję nielegalnych wydań. Niemniej niemożliwe jest stwierdzenie, czy publikował wówczas jakiekolwiek artykuły prasowe. Podziemne periodyki OUN i jego junactwa takie jak „Biuletyn Krajowej Egzekutywy OUN na Ziemiach Zachodnioukraińskich”, „Junak” czy „Junactwo”, nie ujawniały z przyczyn konspiracyjnych nazwisk autorów publikowanych artykułów. Nie znamy też ani jednej pracy teoretycznej ani nawet broszury autorstwa Bandery. Brak wzmianek o istnieniu takich prac we wspomnieniach innych działaczy OUN.  W latach siedemdziesiątych na emigracji wydany został zbiór tekstów ideowych Bandery, „Perspektywy ukraińskiej rewolucji”, który jednak zawiera artykuły napisane na emigracji. Można zakładać, że gdyby Bandera rzeczywiście pisał artykuły o charakterze ideologicznym już w latach trzydziestych, to zostałyby one później opublikowane (tak się stało w przypadku tekstów jego bliskiego współpracownika Jarosława Stećki).

Można zakładać, że gdyby Bandera rzeczywiście pisał artykuły o charakterze ideologicznym już w latach trzydziestych, to zostałyby one później opublikowane

Bardzo naciągana jest również koncepcja o odpowiedzialności, którą Bandera rzekomo ponosi za zbrodnię wołyńską. Plany etnicznej czystki pojawiły się koncepcji politycznej OUN w latach 1937-1938 r. Mychajło Kołodziński w pracy „Doktryna wojenna ukraińskich nacjonalistów” pisał, że podczas powstania nacjonalistycznego nadarzy się „okazja wymieść dosłownie do ostatniej nogi polski element z ziem zachodnioukraińskich”, i w ten sposób zakończyć polskie pretensje o polskim charakterze tych ziem. Jarosław Stećko w dokumentach związanych z przygotowaniem drugiego kongresu OUN wymieniał środki, jakimi można postępować z mniejszościami narodowymi. Były to: asymilacja, deportacja oraz „środki fizyczne”. Zróżnicowanie dwóch ostatnich kategorii podpowiada nam, że już w 1937 r. działacz ten rozważał czystkę etniczną.  Kiedy powstawały te koncepcje, Bandera siedział w polskim więzieniu. Istnieje tylko jedno źródło wskazujące na stosunek lidera OUN-B do Polaków. Członkini tej organizacji Daria Rebet wspominała w 1989 r., że jej mąż Łew Rebet na krakowskim kongresie OUN-B w kwietniu 1941 r. próbował odwodzić Banderę od fanatycznego rewolucjonizmu w walce z Polakami. Zawierzenie temu źródłu jest kuszące, gdy weźmiemy pod uwagę naszą pamięć. Ale jego wartość jest niepewna, gdyż Rebet działała na emigracji we frakcji OUN skonfliktowanej z Banderą. Biorąc pod uwagę wyżej opisane osobowościowe cechy Bandery można przypuszczać, że do planu zbrodni na Polakach by się przychylił (albo po prostu się przychylił). Ale nie on ten plan wymyślił. Nie on również go realizował.

Symbol podziałów

Bandera ma dwie legendy: czarną i złotą. Pierwszą stworzyła przede wszystkim sowiecka propaganda. Dziś umacniana jest ona wspólnymi siłami Rosji, Żydów i polskich kresowian. Złotą legendę Bandery stworzyła nacjonalistyczna emigracja ukraińska, której ideowi spadkobiercy od 2014 r. próbują (z marnym skutkiem) kreować nową ukraińską pamięć. Walczące ze sobą legendy nie tylko przeceniają historyczne znaczenie przywódcy OUN-B. Przeceniają również znaczenie pamięci o nim. Nie tak dawno w wywiadzie udzielonym „Wprost” były prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko nawoływał do Polaków, byśmy zrozumieli fakt, że Bandera jest ukraińskim bohaterem. To samo twierdzenie niczym mantrę powtarza prezes ukraińskiego IPN, Wołodymyr Wjatrowycz. Jeżeli z kolei posłuchamy księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, wejdziemy na portal Kresy.pl, albo pooglądamy rosyjską telewizję państwową to otrzymamy… całkiem podobny obraz. Bandera także okaże się ukraińskim bohaterem, a Ukraina stanie się oazą „banderyzmu”. Tylko tam gdzie jego zwolennicy krzyczeli „chwała!”, jego przeciwnicy odpowiedzą – „hańba!”. Jeżeli zaś sięgnąć do badań opinii społecznej, to zobaczymy coś zupełnie innego. Według ostatniego badania stosunku Ukraińców do postaci historycznych przeprowadzonego przez pracownię „Rejtinh”, pozytywnie do Bandery odnosi się 36 proc. Ukraińców. W tym samym badaniu lepsze wyniki otrzymali… Piotr I (43 proc.) i Leonid Breżniew (47 proc.). Jak pokazują niemal wszystkie sondaże opinii społecznej, o wiele lepiej aniżeli do Bandery Ukraińcy odnoszą się do ukraińskich żołnierzy Armii Czerwonej (57 proc. pozytywnych wskazań w sondażu w ramach projektu „Kultury historyczne w procesie przemian: uzgadnianie pamięci, historii i tożsamości we współczesnej Europie Środkowej i Wschodniej”). Ba, w sondażu przeprowadzonym przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii i Centrum Lewady, 48 proc. Ukraińców zadeklarowało pozytywny stosunek do… Rosji (zdaję sobie sprawę z pewnej problematyczności porównywania różnych sondaży). Należy przyznać, że tendencje dla Bandery po Majdanie są umiarkowanie korzystne. Ale i tu liczba jego zwolenników rośnie wolno, szybciej zwiększa się ilość niezdecydowanych kosztem oponentów (można to tłumaczyć zjawiskiem poprawności patriotycznej). Faktycznie jednak „kult Bandery” ciągle skupia się w trzech obwodach galicyjskich (w mniejszym stopniu także w dwóch wołyńskich). Zarazem postać przywódcy OUN-B jest cały czas silnie kontestowana na południu i wschodzie Ukrainy. Jeżeli coś powinno nas niepokoić, to przykłady przekraczania przez kult Bandery Zbrucza. Tu warto przypomnieć, że w lipcu ubiegłego roku żytomierska Rada Obwodowa ogłosiła 2019 r. rokiem Bandery na terenie obwodu.

„Kult Bandery” ciągle skupia się w trzech obwodach galicyjskich (w mniejszym stopniu także w dwóch wołyńskich)

The Failed Hero 

Gdy pisałem ten tekst, przypominał mi się artykuł Wasyla Rasewycza dla portalu Zaxid.net pt. Historia nieudaczników i rezunów”, poświęcony koliszczyźnie i próbom jej wpisania we współczesną ukraińską politykę pamięci. Bandera z pewnością nie był rezunem, ale niewątpliwie był postacią mierną. Problematyczność opierania na nim ukraińskiej polityki historycznej dostrzegali nawet niektórzy ukraińscy nacjonaliści. Jewhen Stachiw, działacz banderowskiej partyzantki w Donbasie w 2008 r., przekonywał, że „Szuchewyczowi należy stawiać pomniki, a nie Banderze”.  Z punktu widzenia ukraińskiego nacjonalisty Stachiw miał rację. Szuchewycz był zbrodniarzem i kolaborantem, ale jako bezpośredni dowódca walki zbrojnej UPA jest postacią większego formatu niż Bandera. Zresztą nie tylko on. Próbując sobie wyobrazić symbol Ukrainy, zmierzającej do Europy, do głowy przychodzi postać słynnego ukraińskiego socjalisty i federalisty Mychajła Drahomanowa. Postacią znacznego formatu, mieszczącą się w tradycji nacjonalistycznej jest dowódca Strzelców Siczowych, a następnie pierwszy lider OUN, pułkownik Jewhen Konowalec. Szukając perspektywicznego symbolu walki z Rosją, można byłoby sięgnąć do wyprawy Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego na Moskwę czy zwycięstwa Iwana Wyhowskiego pod Konotopem. Na symbol Ukrainy demokratycznej, narodowo-konserwatywnej czy antyrosyjskiej lider OUN-B zwyczajnie się nie nadaje.

Bandera jawi się jako idealna figura polityki pamięci w hipotetycznym państwie, zdominowanym przez oligarchów i pokropionym nacjonalistycznym sosem

Jednak Bandera jawi się jako idealna figura polityki pamięci w hipotetycznym państwie zdominowanym przez oligarchów i pokropionym nacjonalistycznym sosem. Byłby to wymarzony failed hero dla failed state. I proszę się nie łudzić, że honorowanie Bandery jest nam do pewnego stopnia na rękę, gdyż (niby) posiada ono wymiar antyrosyjski. Władisław Surkow (Putin się takimi rzeczami nie zajmuje) z pewnością wolałby, aby Ukraińcy gremialnie wrócili do rosyjskich mitów historycznych. Jeżeli jednak to się nie uda, to wówczas dla Rosji znacznie lepsza będzie Ukraina wściekle nacjonalistyczna, aniżeli ta, która tworzy europejską perspektywę w odwołaniu do dziedzictwa Drahomanowa, czy tradycji ukraińskiego parlamentaryzmu w Austro-Węgrzech i II RP.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej