„Aksamitna” czy „kolorowa” rewolucja w Armenii?

Elity armeńskie będą realizować koncepcję tolerowanej przez Rosję demokratycznej zmiany ustrojowej i modernizacji aparatu państwa w kierunku tzw. zachodnich standardów w zamian za zachowanie z nią sojuszu wojskowego i gospodarczego

W kwietniu poprzedniego roku uwaga mediów światowych zwrócona została na małe państwo na Kaukazie Południowym. W liczącej oficjalnie trzy miliony mieszkańców Armenii rozpoczęły się wówczas bowiem masowe protesty antyrządowe, które sparaliżowały instytucje państwa. Bezpośrednią przyczyną protestów była reforma konstytucyjno-ustrojowa oraz wybór dotychczasowego prezydenta Serża Sarkisjana na premiera kraju. Sama reforma realizowana była od 2015 r., kiedy na mocy zmian konstytucyjnych zmieniono ustrój państwa z parlamentarno-prezydenckiego na parlamentarny. Jednak wybór prezydenta i premiera według nowych zasad ustalono na 2018 r., co służyć miało przede wszystkim przygotowaniu instytucji do radykalnych zmian w zarządzaniu państwem. Prezydent Sarkisjan, który sprawował swój urząd od 2008 r., oznajmił w 2015 r., że reforma służyć ma wyłącznie usprawnieniu państwa i tym samym stabilizacji ustroju, a on sam w 2018 r. nie będzie ubiegał się o urząd premiera. Słowa jednak nie dotrzymał, i Republikańska Partia Armenii, która stanowiła jego zaplecze polityczne i z której się wywodził, zgłosiła jego kandydaturę na premiera, a Zgromadzenie Narodowe tę inicjatywę przegłosowało. Dla poradzieckiej nomenklatury Armenii wydało się wówczas jasne, że utrzyma władzę na kolejne 5 lat. Można powiedzieć, że powtórzono odwrócony wariant rosyjski, z okresu kiedy Władimir Putin po kadencji Dmitrija Miedwiediewa po raz trzeci objął urząd prezydencki. Jednak opozycja z deputowanym i byłym dziennikarzem Nikolem Paszynianem na czele wezwała naród do pokojowych, ale totalnych protestów.  Rozpoczęła się wówczas tzw. aksamitna rewolucja.

Opozycja z deputowanym i byłym dziennikarzem Nikolem Paszynianen na czele wezwała naród do pokojowych, ale totalnych protestów

Problem karabachsko-poradzieckich elit

Do wiosny 2018 r. władza w Armenii spoczywała głównie w rękach tzw. klanu karabachskiego, czyli polityków, działaczy i wojskowych, wywodzących się z Górskiego Karabachu, który w czasach radzieckich jako autonomiczny obwód (zamieszkany głównie przez Ormian) wchodził w skład Azerbejdżańskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Kariery, sławę i nimb bohaterów narodowych działacze karabachscy zyskali w czasie konfliktu z Azerbejdżanem o podmiotowość Karabachu z lat 1988-1994 r. To wówczas rozpoczęły się kariery m. in. przyszłych prezydentów Armenii Roberta Koczariana i Serża Sarkisjana. Po zwycięskiej wojnie z Azerbejdżanem, elity karabachskie zyskiwały coraz większy wpływ na bieg spraw w Armenii, czego następstwem stało się zmuszenie przez nie w 1998 r. prezydenta Lewona Ter-Petrosjana do ustąpienia na rzecz Koczariana.

Upadek ZSRR z 1991 r., który przyniósł odzyskanie suwerenności, rozpoczynał jednak trudny czas, jeśli chodzi o gospodarkę i przemiany społeczne. Przemysł przestał praktycznie istnieć, a ludność z każdym rokiem coraz silniej zmuszona była do emigrowania w celach zarobkowych. Do tego dochodziła sprawa nieuregulowanego konfliktu zbrojnego z Azerbejdżanem i wielkie koszty z nim związane, które do dzisiaj stanowią jedną z głównych barier rozwoju Armenii. Klan karabachski, obejmując pełnię władzy pod koniec lat 90. XX w., obrał jednak kurs na walkę o bezwzględne i bezkompromisowe utrzymanie Karabachu i siedmiu okupowanych regionów. Problemy gospodarcze i społeczne stały się dla niego drugorzędne, gdy tymczasem życie ekonomiczne kraju znalazło się w rękach powiązanych z nimi oligarchów, a Rosja opanowała kluczowe jego segmenty.

Rok 2018 pokazał jednak, że taki model zarządzania państwem, zwłaszcza na obszarze poradzieckim, które zmaga się z tzw. zamrożonym konfliktem, staje się bardzo trudny, a nawet niemożliwy z powodu zmiany pokoleń. Nowe pokolenie Ormian, urodzonych już na przełomie ZSRR i niepodległej Armenii dość ma bowiem emigracji, korupcji, delimitacji wolnych sfer działania w przestrzeni publicznej i polityce, a także niejasnego systemu gospodarczego z oligarchami na czele. I mimo że poradzieckie elity Armenii, balansujące między Zachodem, a strategiczną z ich punktu widzenia Rosją, dopuściły pewne formy życia zachodniego do swojego kraju (funkcjonowanie zachodnich organizacji pozarządowych, ekspertów UE, czy też częściowe wsparcie sektora IT), nie potrafiły wyczuć momentu, kiedy niezadowolenie młodego i średniego pokolenia doprowadzi do wydarzeń paraliżujących państwo. Masowe protesty (w samym Erywaniu manifestowało blisko 300 tys. ludzi) i wizja krwawej wojny domowej, sprawiły jednak, że Sarkisjan ustąpił, a władzę przejął Paszynian z młodymi rewolucjonistami.

Wyjątkowe wydarzenia?

Przedstawiciele nowych władz oraz większość ormiańskich ekspertów, intelektualistów, a także zwolenników zmiany władzy w Armenii z wiosny 2018 r. twierdzi, że aksamitna rewolucja to zjawisko wyjątkowe, które nie może być przyrównywane do innych rewolucji na obszarze poradzieckim oraz ogólnie do „kolorowych rewolucji”. Słowa takie padły m.in. z ust premiera Paszyniana w czasie specjalnego wywiadu dla „Deutsche Welle” z dnia 4 lutego br. Podkreślanie wyjątkowości wydarzeń związanych z Armenią i jej historią to – można powiedzieć – narodowa cecha Ormian, zwłaszcza w kontaktach z cudzoziemcami, lecz w tym przypadku to wyraz dwóch zjawisk: poszukiwania istoty rewolucji roku 2018 i chęci uznania aksamitnej rewolucji w Armenii jako zjawiska wyłącznie dla niej właściwego.

Próby opisania aksamitnej rewolucji jako zjawiska wyjątkowego wynikają z chęci odcięcia się od porównywania i zestawiania wydarzeń z Armenii z „kolorowymi rewolucjami”

Chęć opisania istoty rewolucji wynika z konieczności właściwego zdiagnozowania problemów państwa i społeczeństwa ormiańskiego, które stały się przyczyną i katalizatorem wydarzeń z wiosny 2018 r. Właściwe poznanie tych czynników sprzyjać ma z kolei przeprowadzanym w państwie reformom. Elity państwa ormiańskiego, które poparły i zaangażowały się w proces rewolucji i przebudowy państwa, uważają, że to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii ich państwa (zwłaszcza po 1991 r.), które może przyczynić się do przełamania stagnacji okresu poradzieckiego i pozwoli stworzyć stabilne społeczeństwo obywatelskie i sprawne państwo.

Z drugiej strony, próby opisania aksamitnej rewolucji jako zjawiska wyjątkowego wynikają z chęci odcięcia się od porównywania i zestawiania wydarzeń z Armenii z „kolorowymi rewolucjami”. Zwolennicy tej koncepcji argumentują, że rewolucja odbyła się w całkowicie bezkrwawy sposób, a poza tym żadna siła zewnętrzna nie kreowała, ani nie miała wpływu na dynamikę wydarzeń i zjawisk rewolucyjnych. Te cechy, a zwłaszcza druga z nich jest niezwykle ważna dla Erywania w kontekście jego strategicznego sojuszu z Moskwą i w ogóle w kontekście uczestnictwa w różnych projektach integracyjnych na obszarze euroazjatyckim, którym przewodzi Rosja. Tym samym elity ormiańskie forsują koncepcje relacji z Rosją, która polega na tym, że Erywań zachowuje, respektuje i wykonuje strategiczne relacje wojskowe (w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym oraz w ramach dwustronnych relacji) oraz gospodarcze z Moskwą (głównie w ramach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej), a Kreml szanuje zmianę władzy w Armenii i rezygnuje z prób ingerencji w wewnętrze procesy prawno-polityczno-ustrojowe Erywania.

 

Sojusz bez alternatywy?

Nie ulega wątpliwości, że Kreml, dzięki obecności militarnej, gospodarczej, dyplomatycznej, wywiadowczej i działania własnych organizacji pozarządowych w Armenii posiadał bardzo dobre rozeznanie w sytuacji politycznej i społecznej tego kraju. Umożliwiło to dokonanie kompleksowej analizy sytuacji i tym samym podjęcie decyzji o powściągliwej reakcji na wydarzenia rewolucyjne w Armenii. Moskwa sondowała, Paszynian rozmawiał z ambasadorem Rosji, a Kreml tonował i starał się wpływać na rosyjskie media tak, by krytyka rewolucji nie była silna i jednostronna. Wynika to przede wszystkim z faktu, że bliskie związki, sojusz, a właściwie uzależnienie Erywania od Moskwy, gwarantuje Rosji posiadanie w Armenii baz wojskowych, które umożliwiają kontrolę sytuacji na Kaukazie Południowym. To stanowi określony instrument polityki nie tylko wobec Gruzji, Armenii czy Azerbejdżanu, ale również wobec Turcji, Iranu, a także wobec coraz aktywniejszych w tym regionie Chin, USA czy UE. Chcąc zachować imperialne wpływy w regionie, Moskwa nie może utracić Armenii. Poza tym i tak jest już zaangażowana w Ukrainie i w Syrii.

Wydaje się, że w obecnej konstelacji regionalnej, ale i globalnej również dla Erywania nie ma alternatywy wobec sojuszu z Rosją. Nierozwiązany problem konfliktu zbrojnego z bogatym w surowce Azerbejdżanem o państwową przynależność Górskiego Karabachu powoduje, że potencjalny manewr Erywania jest niezwykle ograniczony. Armenia okrążona jest od wschodu przez znajdującą się w sojuszu z Baku Ankarę, a granica z Turcją jest zablokowana, co znacznie utrudnia Erywaniowi wymianę handlową i – ogólnie – kontakty ze światem. Od północy Armenia graniczy z proeuropejsko nastawioną Gruzją, skonfliktowaną z Rosją z powodu problemu abchaskiego i osetyjskiego. Od południa natomiast Erywań ma wąską granicę z przyjaznym, ale często nieprzewidywalnym Iranem. Warto też pamiętać, że Armenia nie posiada bazy surowcowej.

Próba modelu ormiańskiego

Położenie geopolityczne sprawia, że elity ormiańskie realizować i forsować będą koncepcję tolerowanej przez Rosję demokratycznej zmiany ustrojowej i modernizacji aparatu państwa w kierunku tzw. zachodnich standardów w zamian za zachowanie z nią sojuszu wojskowego i gospodarczego. Dodatkowo, co wydaje się już widoczne, elity ormiańskie nie chcą w żaden sposób „eksportować” rewolucyjnych haseł poza swoje granice, a zwłaszcza na obszar poradziecki, tak by nie naruszać wpływów, a przede wszystkim rosyjskiej narracji o szkodliwości dla państw i narodów „kolorowych rewolucji”, które inspirowane oraz wywoływane mają być wyłącznie w celu destabilizacji oraz eksploatacji, w interesie Zachodu. Mimo tych ograniczeń, władze Armenii chcą współpracować bezpośrednio z UE oraz ze swoją wielomilionową diasporą na rzecz modernizacji i pozyskiwania inwestycji. Ostatnim przejawem tej polityki była wizyta Nikola Paszyniana w Berlinie, a z drugiej strony – wizyta 83 ormiańskich specjalistów z Ministerstwa Obrony Armenii z pomocą humanitarną w Aleppo w Syrii, oczywiście w asyście sił zbrojnych Rosji. W tym przypadku stwierdzić należy, że jest to pewnego rodzaju kontynuacja poprzednich rządów w Armenii, które lawirowały między Zachodem a Moskwą. Erywański dziennikarz Dawid Petrosjan powiedział w tym kontekście, że „w Armenii zmieniła się władza, ale nie zmieniła się geografia”.

Nie ulega przy tym wątpliwości, że Rosja, godząc się na fakt dokonania aksamitnej rewolucji, wspierać będzie opozycję wobec Paszyniana, kierując się dyrektywą: jeśli istnieje system demokratyczny, to istnieje też wolność działania dla różnych sił politycznych

Nie ulega przy tym wątpliwości, że Rosja, godząc się na fakt dokonania aksamitnej rewolucji, wspierać będzie opozycję wobec Paszyniana, kierując się dyrektywą: jeśli istnieje system demokratyczny, to istnieje też wolność działania dla różnych sił politycznych. Tym samym Moskwa będzie posiadać element dyscyplinujący wobec nowej władzy. Wywierać będzie również wpływ (w zależności od określonej konstelacji) na samego Paszyniana i jego ludzi w ten sposób, by porzucili oni standardy zachodnie i przejęli pełnię władzy przy wykorzystaniu rekordowego poparcia. Pozostaje również nierozwiązany konflikt karabachski. Tym samym przed Ormianami stoją niezwykle trudne zadania: reforma państwa, wzmocnienie społeczeństwa obywatelskiego, sanacja gospodarki, umiejętna gra z Moskwą oraz budowa relacji z Zachodem. Jednak w przypadku ich udanej realizacji, na obszarze poradzieckim ma szanse ukształtować się nowy model koegzystencji imperialno-policystycznej Rosji z jej demokratycznymi sojusznikami. Scenariusz niezwykle optymistyczny, ale biorąc pod uwagę fakt, że obszar poradziecki stanowi przestrzeń ciągłej transformacji, możliwy do realizacji. Przynajmniej w określonym czasie.

Michał Patryk Sadłowski- niezależny ekspert specjalizujący się w > prawnych aspektach bezpieczeństwa na obszarze poradzieckim, > zagadnieniach handlu na tym obszarze oraz historii ustroju Imperium Rosyjskiego. Członek zarządu Fundacji Instytut Prawa Wschodniego im. > Gabriela Szerszeniewicza, doktorant na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “„Aksamitna” czy „kolorowa” rewolucja w Armenii?”

  1. Kuba pisze:

    bardzo ciekawa analiza, władze w Warszawie, niezależnie od tego kto będzie rządzić powinny się uczyć od Armenii jak prowadzić politykę będąc w sytuacji nieciekawej geopolitycznie bo granice się nie zmieniają

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz