A więc wojna

Konflikt dwóch największych mocarstw i dwóch największych gospodarek, USA i Chin, spowodowałby szok dla światowej gospodarki, a istniejący porządek międzynarodowy rozsypałby się

Konflikt dwóch największych mocarstw i dwóch największych gospodarek, USA i Chin, spowodowałby szok dla światowej gospodarki, a istniejący porządek międzynarodowy rozsypałby się

Ten tytuł to nie pomyłka. Doczekaliśmy się sytuacji, w której jeden z najbardziej renomowanych amerykańskich think tanków – RAND Corporation – opublikował publicznie dostępny raport, któremu nadany został właśnie tak dosłownie i bez ogródek brzmiący tytuł: „Wojna z Chinami” („War with China”). Od razu, aby dodać sprawie właściwej perspektywy, należy wspomnieć, iż raport został sfinansowany przez Urząd Podsekretarza Obrony USA ds. Armii, co jest wprost wskazane we wstępie.

Niepewne zwycięstwo USA

Jego autorzy na początku podkreślają, że wojna pomiędzy USA a Chinami wydaje się szerokiej publiczności trudna do wyobrażenia, a tymczasem jest bardzo realna. Oba mocarstwa mają bowiem sprzeczne interesy, potężne siły zbrojne, rozlokowane w rejonie potencjalnego konfliktu, a w takich warunkach łatwo jest o incydent, który niczym Sarajewo w 1914 r. może uruchomić kaskadę następstw. Mało tego, geografia i rozwój technologii wojskowej stwarza pokusę do wykonania uderzenia wyprzedzającego przez każdą ze stron. Do tego, w razie wybuchu wojny, zarówno Stany Zjednoczone, jak i Chiny dysponują stosownym potencjałem, technologiami oraz potęgą przemysłową, by prowadzić intensywną wojnę na pełną skalę. W samych Stanach Zjednoczonych wojna z Chinami jest analizowana od dobrych kilku lat przez planistów wojskowych. W Chinach zapewne również. W kontekście rosnącego napięcia nie jest to wystarczające, jako że wojskowi planiści opracowują tylko to, jak uzyskać i wykorzystać wojskową przewagę, a nie jak uniknąć gospodarczej i politycznej ruiny, związanej z wojną i jej następstwami.

Wojna byłaby regionalna i konwencjonalna, prowadzona głównie na morzu (i pod jego powierzchnią) oraz w powietrzu, w przestrzeni kosmicznej oraz cyberprzestrzeni. Miejscem byłaby Azja Wschodnia i Zachodni Pacyfik

Jak podnosi się w raporcie RAND Corporation, ewentualna wojna miałaby konsekwencje daleko przekraczające wymiar sukcesu lub klęski wojskowej. Konflikt dwóch największych mocarstw i dwóch największych gospodarek spowodowałby szok dla światowej gospodarki, a istniejący porządek międzynarodowy rozsypałby się. Stąd, jak piszą autorzy, podjęto się przygotowania raportu. Drugim powodem jest to, że rosnące chińskie zdolności wojskowe oznaczają, że wojna nie musiałaby wcale pójść zgodnie z planem amerykańskim. Siły bowiem coraz bardziej się wyrównują, zwłaszcza w warunkach geografii Zachodniego Pacyfiku, cechującej się ogromnymi odległościami i środowiskiem morskim. Coraz więcej symulacji i gier wskazuje, że konflikt mógłby przerodzić się w długotrwałą wojnę z ogromnymi stratami i szkodami dla obu stron. Do przeszłości odeszła sytuacja, gdy Amerykanie mogli oczekiwać własnej dominacji wojskowej. Tym razem nie mogliby być pewni uzyskania kontroli operacyjnej oraz zniszczenia systemu obronnego Chin, a tym samym osiągnięcia przekonującego zwycięstwa.

Symetryczne zdolności

W części szczegółowej raportu przeanalizowane są różne scenariusze wojenne oraz skutki konfliktu dla obu krajów, zarówno w wymiarze wojskowym, jaki i ekonomicznym. Scenariusze zostały przygotowane według szacunkowych zdolności wojskowych stron na rok 2015 i w przyszłości na rok 2025. Na marginesie należy wspomnieć, iż źródła w Chinach zdążyły już oskarżyć RAND Corporation oraz Stany Zjednoczone o celową publikację raportu zaraz po niekorzystnym dla Chin wyroku Trybunału w Hadze w sprawie sporu na Morzu Południowochińskim. Tym samym o celowo skalibrowaną i wymierzoną w Chiny komunikację strategiczną, co miało mieć na celu zastraszenie Pekinu.

Analitycy RAND Corporation uważają, że wojna byłaby regionalna i konwencjonalna, prowadzona głównie na morzu (i pod jego powierzchnią) oraz w powietrzu, w przestrzeni kosmicznej oraz cyberprzestrzeni. Miejscem byłaby Azja Wschodnia i Zachodni Pacyfik, gdzie znajduje się kilka punktów zapalnych i gdzie dyslokowana jest większość chińskich sił zbrojnych. Konieczność sprowadzania zapasów i uzupełnień wojennych z daleka oraz rosnące zdolności systemu świadomości sytuacyjnej obu stron zmieniłyby cały Zachodni Pacyfik w strefę wojny, z bardzo poważnymi skutkami ekonomicznymi dla świata.

Mało prawdopodobne byłoby użycie broni nuklearnej. Analitycy RAND twierdzą, że ze względu na specyfikę konfrontacyjną nie ma szans na to, by konflikt przekształcił się w wojnę atomową. Zakładają także, że Chiny nie zaatakują kontynentalnych Stanów Zjednoczonych za wyjątkiem cyberataków, jako że nie mają istotnych zdolności wojskowych, by to zrobić. Za to USA mogą zadać naprawdę sporo strat atakami konwencjonalnymi na Chiny. Rozwój broni antydostępowych (A2AD) i systemów technologicznych doprowadziły do sytuacji, w której oba mocarstwa mogą strzelać i trafiać do swoich wojsk, baz i jednostek na naprawdę bardzo duże odległości. Wzajemne symetryczne zdolności stwarzają pokusę do wykonania potężnego uderzenia wyprzedzającego, mającego rozstrzygnąć konflikt zaraz na początku. Wojna lądowa z powodu uwarunkowań geografii teatru wojny raczej nie grozi. Potężne i rosnące zdolności obu stron do uderzania na duże odległości szybko zniszczyłyby zasoby wojskowe obu stron, a potem trzeba by było je odtwarzać. Wówczas liczyłyby się potęga przemysłowa, mobilizacja rezerw, a to jest trudne do przewidzenia, co zauważają analitycy RAND.

Scenariusze wojny

Raport kreśli cztery scenariusze: intensywna acz krótka wojna; intensywna i długa; krótka i mało intensywna; długa i mało intensywna wojna. Wszystkie są rozpisane bądź na rok 2015, bądź na 2025 (gdy potęga wojskowa i ekonomiczna Chin będzie znacząco większa względem USA). W zakresie przebiegu wojny sporo zależałoby także od tego, jak dużo wolnej ręki mieliby wojskowi na polu walki ze strony władzy politycznej. Nie ulega bowiem kwestii, że obie strony mają potencjał na długą, intensywną i wyniszczającą wojnę. Efekty starcia zostały ujęte w raporcie w następujące kategorie: wojskową, gospodarczą, krajową i międzynarodową. Analitycy RAND przewidują, że od dziś do roku 2025 dokona się poważna zmiana technologiczna w prowadzeniu wojny, w szczególności w zakresie rozwoju chińskich zdolności antydostępowych (A2AD), zdolności do zwalczania obiektów w kosmosie (ASAT) oraz w cyberwojnie. W roku 2025 Chiny mogą mieć też gospodarkę, która będzie potężniejsza od amerykańskiej.

Czym dłuższy konflikt, tym większe ryzyko włączenia się do niego innych krajów, w pierwszym rzędzie Japonii

Ich zdaniem w razie wojny krótkiej acz intensywnej na rok 2015 amerykańskie straty floty oraz sił powietrznych, w tym lotniskowców floty oraz baz powietrznych w regionie Zachodniego Pacyfiku, byłyby poważne. Straty chińskie jednakże, w tym zdolności antydostępowe (A2AD) oraz bazowania lądowego, jeszcze większe. W ciągu kilku dni stałoby się jasne dla obu stron, że przewaga Amerykanów w razie kontynowania wojny rośnie. W 2025 roku jednak Amerykanie ponieśliby dużo większe straty, choć strona chińska także bardzo poważne. Nie wiadomo też, czy wówczas wojna tym bardziej nie miałaby tendencji do przekształcenia się w długotrwałą. Gospodarczo nawet krótka, acz intensywna wojna byłaby szokiem dla globalnego handlu Chin, jako że przechodziłby on przez strefę wojny Zachodniego Pacyfiku, podczas gdy straty gospodarcze Stanów Zjednoczonych byłyby tylko ograniczone do handlu dwustronnego z Chinami. W razie krótkiego konfliktu krajowe i międzynarodowe skutki nie byłyby poważne.

W przypadku wojny długiej i intensywnej, w 2015 roku, im dłużej by ona trwała, tym gorzej wojskowo wypadałaby dla Chin. Jednak już w 2025 roku brak szybkich rozstrzygnięć mógłby motywować obie strony do dalszej walki, pomimo ciężkich strat. Wówczas cały Zachodni Pacyfik, od Morza Żółtego do Morza Południowochińskiego, byłby zamknięty dla handlu morskiego i powietrznego. To zaszkodziłoby bardzo poważnie chińskiej gospodarce. Ponadto, czym dłuższy konflikt, tym większe ryzyko włączenia się do niego innych krajów, w pierwszym rzędzie Japonii. W razie wojny krótkiej i ograniczonej, konflikt mógłby się szybko skończyć bez poważnych skutków, w tym dla gospodarki światowej.

Strategiczna próżnia

W razie wojny długiej i ograniczonej, brak definitywnych rozstrzygnięć wojskowych spowodowałby z czasem bardzo negatywne skutki gospodarcze, przede wszystkim dla Chin. Analitycy RAND twierdzą jednak, że dwie łagodne wersje wojny o charakterze ograniczonym są mało prawdopodobne, gdyż ciężko jest politycznie redukować działania wojskowe przy symetrycznej wojnie pomiędzy zaawanasowanymi przeciwnikami, na tak geograficznie ogromnym teatrze operacyjnym, jak Zachodni Pacyfik. Co warte podkreślenia, zwłaszcza długa wojna w 2025 osłabiłaby oba mocarstwa kosztem innych potęg. Amerykanie mieliby problem z utrzymaniem swoich zobowiązań globalnych, w tym w Europie i na Bliskim Wschodzie, gdyż inni gracze od razu wykorzystaliby powstałą próżnię.

Pomoc rosyjska dla Chin, zarówno wojskowa, jak i ekonomiczna, będzie ograniczona i mało znacząca, ze względu przede wszystkim na ograniczenia potencjału Rosji

W ogóle dłuższa wojna zostałaby rozstrzygnięta głównie przez czynniki pozawojskowe. A te faworyzują według RAND Corporation Amerykanów – zarówno obecnie, jak i w roku 2025. Po jednym roku długiej i intensywnej wojny utrata PKB Chin oszacowana jest w raporcie na 20–35 procent, czyli na poziomie podobnym do strat gospodarczych Niemiec w trakcie I wojny światowej, podczas gdy w USA na 5–10 procent PKB. Ponadto to Chiny i ich bezpośrednie otoczenie byłyby też miejscem fizycznych zniszczeń. To następnie mogłoby znosić legitymację władzy, rozniecić konflikty wewnątrz Chin, podzielić ten kraj – jak podczas budzącego najgorsze wspomnienia w Chinach Wieku Upokorzenia itp.

Autorzy raportu oceniają, że reakcja międzynarodowa również będzie faworyzować USA, za którymi stanie cały ASEAN, państwa regionu i NATO. Rosja i Indie będą miały mniejsze znaczenie, przy czym wskazuje się, że państwa NATO mogłyby w Europie zneutralizować ruchy rosyjskie oraz z czasem wprowadzić embargo na handel z Chinami. Wejście do wojny Japonii, zwłaszcza w 2025 roku, istotnie pomogłoby Stanom Zjednoczonym. RAND Corporation ocenia, że pomoc rosyjska dla Chin, zarówno wojskowa, jak i ekonomiczna, będzie ograniczona i mało znacząca, ze względu przede wszystkim na ograniczenia potencjału Rosji.

Epilog

Analitycy RAND rekomendują, by Stany Zjednoczone zaczęły się przygotowywać na odcięcie od sprowadzania niektórych ważnych produktów z Chin, aby uaktualniały plany wojenne wspólnie z Japonią i innymi sojusznikami na Pacyfiku, gromadziły zasoby wojenne. Dla najważniejszych komponentów materiałów i urządzeń krytycznych zaczęły poszukiwać własnych krajowych dostawców, również trenowały wojnę nowoczesną, symetryczną i intensywne operacje wojskowe oraz rozważyły opcje na sposób odcięcia Chin od dostaw wojennych surowców, np. paliwa.

ekspert ds. geopolityki i strategii, doktor nauk społecznych, obronił doktorat w Polskiej Akademii Nauk na temat sytuacji geostrategicznej Stanów Zjednoczonych i Chin na Zachodnim Pacyfiku i w Eurazji w kontekście amerykańskiej koncepcji wojny powietrzno-morskiej. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, adwokat i partner zarządzający w kancelarii adwokackiej zajmującej sie obsługą biznesu. Jest członkiem Rady Budowy Okrętów, współpracownikiem amerykańskich ośrodków analitycznych zajmujących się geopolityką, bezpieczeństwem oraz konfliktami zbrojnymi, w tym planowaniem przyszłości i przyszłych zamówień wojskowych. Zajmuje się analityką związaną z bezpieczeństwem narodowym oraz sprawami międzynarodowymi; na powyższe tematy publikuje i wypowiada się w mediach. W szczególności interesuje się polityką bezpieczeństwa USA oraz rywalizacji największych mocarstw, w tym kwestiami bezpieczeństwa na Zachodnim Pacyfiku i w Azji.

Komentarze

20 odpowiedzi na “A więc wojna”

  1. leger pisze:

    Powoli ale jednak wypełniają się PROROCTWA KRÓLOWEJ SABY, wielka wojna już blisko

    • Mirek pisze:

      Chiny raczej nie będą agresorem, a nawet zdecydowanie nie będą. To jest nie zgodne z doktryną Państwa Środka wobec ładu światowego. Oni przekonają świat o tym że to oni są „ci dobrzy” a USsrAel zły. Czasami mam wrażenie iż napływ niechcianej ludności do europy to sprawka Chińczyków co ukazuje zbrodniczą politykę USA.

      • tommi pisze:

        Chiny na pewno nie będą agresorem. Ale Jankesom marzy się i będzie sie marzyło osiodłanie ‚chinskiego smoka’ .

      • Therese Kosowski pisze:

        Nie tylko dlatego, chcą świat przekonać, że są tymi dobrymi. W w trwającej wiele tysięcy lat historii Chin, państwo to nigdy nie zaczynało wojen. Wręcz odwrotnie: odcinało się od świata — topos mur chiński. Czy ta cecha (narodowa?) ma przełożenie na wojnę handlową — nie wiem. Pytanie jest, czy Ameryka bierze to pod uwagę w swoich planach i czy przypadkiem z głupoty nie rozpocznie wojny. Bo że Chiny nie rozpoczną — jest prawie pewne.

  2. Krzysztof pisze:

    Wojna Chińsko – Amerykańska nie wybuchnie, póki Chiny nie będą znacząco silniejsze od USA (wtedy to Chiny mogą stać się agresorem). USA nie wypowie Chińczykom bezpośrednio wojny, ani teraz, ani później. 1) Kto pierwszy dołącza do wojny, ten najwięcej traci. 2) Bezpośredni konkurenci najwięcej tracą 3) W tym czasie wszyscy nie-walczący rosną w siłę. (Czyli dla hegemona chcącego utrzymać prymat to sytuacja skrajnie nie wygodna – wojna = osłabienie).

    Warto też spojrzeć na historię. I i II WŚ. USA dołączyło do konfliktów pod koniec wojen(mimo, że co najmniej II WŚ sami inspirowali finansując/wspierając Hitlera do 39′). Weszli z pełną siłą, na podmęczonego przeciwnika, przeważyli szalę, okazali się jedynymi tak na prawdę zwycięzcami i ustanowili własną hegemonię na Świecie.

    Warto również spojrzeć na ich współczesną politykę. Proxy – wars. Wzniecanie konfliktów, bez bezpośredniego zaangażowania wojskowego (Afryka Płn. , Bliski Wschód). Na tych konfliktach USA wręcz zarabia (sprzedaż broni, uzależnianie państw poprzez kredyty na sprzedawaną im przez siebie broń).

    WNIOSKI.

    Najmądrzejszym posunięciem USA w obecnej sytuacji, jest powtórzenie historii. Wywołanie globalnego konfliktu, który osłabi wszystkich potencjalnych konkurentów (Euro, Rosję, a przede wszystkim Chiny). Wówczas Ameryka dołączy do walczących stron pod koniec konfliktu, przeważy szalę i znów będzie hegemonem na długie lata.

    OBSERWACJE:

    1) To już się dzieje. Destabilizacja państw muzułmańskich przez USA, stanowi olbrzymie zagrożenie dla Europy. Jeśli ktoś może wywołać globalną wojnę światową – to właśnie tylko islamiści (wszyscy inni myślą trzeźwo i chcą się bogacić – islamiści chcą podbijać świat w imię religii – tylko fanatyk może nie bać się globalnej wojny z zagrożeniem użycia broni jądrowej). Pan Jacek Bartosiak jest specem od geopolityki i sam przyznaje, że nie przywiązuje znacznej wagi do względów kulturowo-religijnych. I tutaj widzę właśnie braki w jego rozważaniach. Ponieważ czynniki kulturowo-religijne mogą być przecież kontrolowane przez pragmatycznych geopolityków z USA, którzy mogą chcieć je wykorzystać na swoją korzyść.

    2) Destabilizacja Ukrainy + sankcje gospodarcze na Rosję + zmuszenie Rosji do zaangażowania w kilka konfliktów na raz (Bliski Wschód), doprowadzi wkrótce do upadku gospodarczego tego Państwa.

    3) Destabilizacja Europy, rozpad Rosji (a być może wojna domowa),co spowoduje ogólny kryzys i destabilizację ładu światowego mogą stać się marchewką dla Chin, które zamiast walczyć z mocarstwem za oceanem, mogą zechcieć sięgnąć po swoją własność od Rosji i być może przejąć niezamieszkałą, a bogatą w surowce syberię. To spowoduje konflikt Rosja – Chiny i to będzie idealny scenariusz dla USA (który będzie możliwy, jeśli teraz USA odwróci sojusze tj. przekupi Chiny np. Tajwanem, taki manewr już raz im się w historii udał).

    4) Data z raportu – 2025 rok – moim zdaniem jest bardzo znamienna. Być może do tego czasu USA wyznaczyły sobie termin na realizację wszystkich planów „przedwojennych” mających w konsekwencji doprowadzić do globalnego konfliktu, w który uwikłają się również Chiny.

    Żyjemy w „ciekawych czasach”, które mam wrażenie dopiero się zaczynają.

    pozdrawiam
    K.

    • Jakub P. pisze:

      Bardzo konkretny komentarz. Mogę powtorzyć : kto pierwszy włącza się do wojny – pierwszy ją przegrywa. Przykładem jest II RP, którą sprawnie alianci wmanewrowali w wojnę z III Rzeszą Na pewno USA i Chiny starały się wejść na końcu konfliktów. Podoba mi się szczególnie 3 punkt dot. destabilizacji Europy i rozpad Rosji. Ja to widzę inaczej : USA pcha do Polski dość silny kontyngent, propaganda w naszym kraju antyrosyjska trwa w najlepsze, a jeśli CIA dorzuci prawdę o Smoleńsku (a na pewno doskonale wiedzą o tym) wojna Rosja – Polska jest już gotowa. Rosja – główny dostawca ropy naftowej dla Chin – wnioski nasuwają się same. Także moim zdaniem wojna pomiędzy Chinami a USA będzie się rozgrywać w strefach buforowych, z dala od swoich krajów. Wojna będzie wymierzona w swoich sojuszników. Oba mocarstwa najpierw zniszczą swoich partnerów, poźniej okaże się, kto lepiej będzie się trzymać i myślę, że gdy tylko oni zostaną na teatrze wojny, słabszy się po prostu podda zapewne bez żadnego wystrzału, by nie doprowadzić do zniszczenia swojego kraju (fizycznie – jako ostateczność)

    • PP pisze:

      Komentarz lepszy od samego artykułu.

    • tommi pisze:

      „K” … ja też pozdrawiam.

  3. abc pisze:

    W (hipotetycznej) amerykańskiej strategii rozniecania konfliktów to Polska niestety znowu jest na jednej z pierwszych linii, a nasi politycy wydają się intelektualnie niezdolni do refleksji na ten temat, a co dopiero do wymiksowania nas z takiego scenariusza. Słowo „nasi” jest tu przy tym dosyć umowne bo trudno rozstrzygnąć ile jest w tym wszystkim rzeczywiście naszych, a ile obcej agentury. Tak czy siak możemy mieć poważny problem.

    • Janina pisze:

      Abc – wyobraź sobie, że jesteś politykiem polskim. Co byś robił, opisz w zarysach strategię… Jeżeli tak mało od ciebie zależy, to pozostaje jedynie reakcja na bieżące sprawy – a błędy sa nie do uniknięcia….

  4. Bartek pisze:

    Dzisiaj miała miejsce kolejna próba atomowa Korei Północnej.

    Zaczynam się zastanawiać, czy w przypadku wybuchu wojny USA-Chiny, to czy jest prawdopodobieństwo, że w trakcie ewentualnej wojny albo też po niej (ale w związku z nią) sojusznicy amerykańscy jak Korea Płd., Japonia będą chcieli rozwiązać sprawę koreańską?

    Wydaje się, że nie będzie lepszej okazji aby tę sprawę załatwić niż zawierucha wojenna, lub po ewentualnej wojnie przegranej przez Chiny, kiedy nie będą w stanie otaczać Korei Płn. mocnym protektoratem. Bo w przeciwnym wypadku będziemy mieli kontynuację status quo przez co najmniej następne pół wieku albo i dłużej.

  5. Nie przeczytałem jeszcze całego, wspomnianego w tekście, raportu, ale ciekaw jestem, czy jego autorzy próbowali zanalizować mentalność potencjalnego przeciwnika i jego sposób myślenia. Piszą, że wojna nuklearna jest mało prawdopodobna… Jeżeli podaję jakieś informacje, zawsze powołuję się na źródła. W tym wypadku niestety nie mogę tego zrobić. Parę lat temu trafiłem na artykuł rosyjskiego historyka (a może był to wywiad z nim?). Nie pamiętam nawet tematu, bo był mało interesujący. W głowie utkwił mi jeden fragment. Historyk ów mimochodem napomknął, że przeglądał protokoły sprawozdania, jakie składał Chruszczow biuru politycznemu, po swoim spotkaniu w cztery oczy z Mao. Mao naciskał na większą pomoc ze strony ZSRR w budowie chińskiej boby atomowej. Nie ukrywał przy tym, że zamierza przy jej pomocy „odzyskać” Tajwan. Przerażony Chruszczow powiedział mu, że Amerykanie nie będą obojętni i ta wojna może oznaczać kilkadziesiąt milionów ofiar. Mao miał lekceważąco machnąć ręką i powiedzieć: „a co to jest kilkadziesiąt milionów!”. Ludzkie życie nigdy nie miało w Rosji wysokiej ceny, ale nawet tam są jakieś granice. Według historyka, członkowie radzieckiego biura politycznego byli tak przerażeni, że postanowili natychmiast wstrzymać wszelką pomoc dla Chin. Mimo usilnych poszukiwań nie udało mi się odnaleźć ani tej strony, ani innego źródła dla potwierdzenia tej informacji. Przebieg ówczesnych wydarzeń zdaje się ją jednak w pośredni sposób potwierdzać.
    Bardzo mało mówi się także o tym, że wojna USA-Chiny wcale nie musi być prowadzona tradycyjnymi metodami! Chińczycy mogą bez jednego wystrzału zadać USA straty sięgające nawet 30% PKB! To samo może zrobić Rosja. Ale wtedy postawionym pod ścianą Amerykanom pozostanie jedynie odpalenie rakiet balistycznych, albo ich klasa rządząca zostanie zmieciona z powierzchni ziemi przez swoich poddanych. Dokładniej próbuję wyjaśnić to tutaj:
    https://pecuniaolet.wordpress.com/2015/06/12/panowanie-nad-swiatem-cz-2-inne-rodzaje-broni

  6. Zygmunt pisze:

    Perspektywa wojny USA z Chinami, nawet w dalszej przyszłości jest mało rzeczywista.
    Sytuacja, wskazuje raczej na ogromną szansę agresji Chin na Rosję, nie później niż w ciągu nadchodzących dziesięciu lat. Ewentualny i uzasadniony casus beli dla strony chińskiej przeciw USA, czyli potrzeba dominacji w basenie Morza Południowochińskiego może zostać (i zostanie) odsunięty drogą pokojową. Jeśli wybory wygra Donald Trump, jest to prawie pewne, że Stany Zjednoczone wycofają swoje zaangażowanie w tym rejonie.
    Rosja jest w z roku na rok coraz bardziej zdestabilizowana i odizolowana. Już dziś za Uralem mieszka ogromna, napływowa mniejszość chińska. Liczebnie już kilka lat temu przewyższyła mieszkańców o pochodzeniu rosyjskim. Niektórzy politolodzy wskazują, że to kwestia kilku lat, aby niektóre, wschodnie części FR w najbliższym czasie upomniały się o autonomię.

  7. Jan van Riebeeck pisze:

    Scenariusz upadku Rosji śnił się podobnym już wieki temu. Rothszyldowie sfinansowali Napoleona, który nawet dotarł do Moskwy w 1812, ale już dwa lata później kozacy w Paryżu domagając się szybko jakiejś strawy i nieopatrznie bary „bistro” stały się prekursorami fast food’ów macdonaldów itp. Minął wiek i znowu czosnkowi bankierzy wysłali Troskiego i Uljanowa ze Szwajcarii przez Szwecję do Rosji by obalić cara. Plan zakładał upadek rządu Lenina po roku, góra dwóch latach, no ale znowu się przeliczono i „związek nasz bratni” istniał ponad 70 lat. W międzyczasie the wall street finansowało kanclerza tysiącletniej rzeszy, który miał ostatecznie dać dostęp do rosyjskich bogactw naturalnych zachodnim Übermensch’om i WASPom, ale skończyło się jak zawsze. Czerwonoarmiści odwiedzili Berlin w 1945 i zatknęli swe sztandary na pół wieku, kontrolując przy okazji pół Europy. Jeśli teraz czytam dyrdymały o upadku, klęsce czy krachu Rosji, to wiem że piszą je podobni dyletanci jacy podpowiadali uzurpatorowi i kanclerzowi dokonanie dzieła ostatecznego zakończonego sukcesem. Polecam wybrać się do Rosji, spróbować tam popracować i pomieszkać i dopiero wtedy się wypowiadać, bo może to będzie mieć jakąś wartość merytoryczną. Poza tym Trzecia Tajemnica Fatimska (Rosja się nawróci) i księga Daniela („A król północy wróci i wystawi rzeszę liczniejszą niż pierwsza; i po upływie czasów, szeregu lat, nadciągnie, przybywając z wielkim wojskiem) nie przewidują klęski Rosji.

  8. ubu król pisze:

    Ludzkość dążąca do wojny.. to jednak błąd Matrixa..
    wydaje mi się, że Konflikt USA-Chiny byłby bardzo na rękę Rosji.. gdzie Putin musi uzasadniać swoje carskie panowanie.. zagrożeniem zew. i wrogami ojczyzny..

    • Janina pisze:

      Jak ludzkość – kilka tysięcy oszołomów na kluczowych stanowiskach…. Może ujawnić taką listę – to nie byłoby ujawnienie, bo przecież nawazwiska tych ludzi sa dostępne. Trzeba by tylko zebrać to do kupy i mamy winowajców potencjalnych sprawców. Nie ma USA, Rosji itp. Sa za tymi pojęciami konkretni ludzie. I nie chodzi o nazwiska przywódców, którzy muszą liczyć się z grupami wpływów… Pamiętajmy – najważniejsze jest to czego nie widać !!!!!!!!!

  9. nick pisze:

    W lipcu 2016 roku na świecie żyło 7,3 mld ludzi, z tego:
    Chiny 1,37
    Indie 1,27
    UE 0,51
    USA 0,32
    Rosja 0,14
    Japonia 0,13.
    „A najdzielniej biją króle,
    A najgęściej giną chłopi.”
    Sądzę, że króle to z grubsza USA (0,32 mld) a chłopi to 3 świat w tym Chiny (1,37 mld). Król już pokazał swoje możliwości w 1945 r. nad Hiroszimą i Nagasaki. Ponieważ dzisiaj nie jest monopolistą atomowym zatem ten sam efekt psychologiczny na własnej ludności cywilnej nie jest trudny do przewidzenia. Żaden wypasiony obywatel 1 świata nie chce wojny a zabawa w wojenkę nielicznej przecież elyty skończy się detronizacją tejże i to niezależnie od propagandy.

  10. Janina pisze:

    A wystarczyłoby posłać do nieba kilka tysięcy „specjalistów” i może świat wolny byłby od tych ciągłych wojen. Co bowiem przeciętny Chińczyk lub Amerykanin ma z tym wspólnego. NIC. To tzw. elity, czyli barbarzyńcy ciągle i bez opamiętania tworzą wojny….. Wiem, że to naiwnie brzmi, polityka ma swoje prawa (najważniejsze to permanentna głupota i pięść), ale pomyślmy czasem i tak naiwnie dlaczego tyle idiotyzmów. I z takich oto zagadnień robi się tytuły naukowe – z całym szacunkiem dla Pana Bartosiaka, którego niezwykle cenię i nie opuszczam żadnego z jego wykładów. A może właśnie -Panie Jacku (przepraszam ze tę poufałość nieuzasadnioną), może wykład z takiego bardzo praktycznego zagadnienia – których korporacji interesy, z nazwiskami ich szefów są tak zagrożone, że można by miliony ludzi posłać do piachu w imię ich interesów, jakie grupy medialne, finansowe, gospodarcze, wojskowe z ich lideami skłonn byłyby dziś dokonac takiej zbrodni. To nie jest jakieś abstrakcyjne USA czy abstrakcyjne Chiny – to są konkretni ludzie……. – potencjalni bandyci. I tym się nie pisze – dlaczego? Proste – to zbyt niebezpieczne. A można by przecież wymienić kilka korporacji z ich właścicielami – którzy dla przykładu bogacą się dziś na irackiej ropie – czasem wbrew interesom abstrackcyjnego USA…

  11. berecik pisze:

    Pan jest Bogiem wojny*, JHWH imię Jego.
    (2 Moj. 15:3)

    The Lord a man of war*: JHWH his name.

    (*)milchamah [מִלְחָמָה] – bitwa, wojna

    Dlaczego Bóg prowadzi, albo zmuszony jest prowadzić wojny?
    Dlaczego miała miejsce II wojna światowa?

    Według mnie powodem jest wolność – wolna wola człowieka, Prawo do budowania oraz niszczenia, czynienia dobra oraz zła. Konsekwencją tej wolności była rebelia Księcia tego świata.
    Jak jest ten świat zbudowany, nie wiem. Wiemy natomiast o książętach perskim, greckim, o Michale księciu anielskim występującym po stronie narodu Daniela, Izraela. Nawiasem mówiąc wątpliwe jest, by w związku z tym ten Michał był „patronem”** Ukrainy (obecny herb Kijowa, dawniej Księstwa Kijowskiego za czasów Rurykowiczów, województwa kijowskiego w Rzeczypospolitej, guberni kijowskiej za caratu – za Internetem).

    nie ma ani jednego, kto by mężnie stał po mojej stronie przeciwko nim, oprócz Michała, waszego(**) księcia anielskiego. (Dan. 10:21 BW) Jestem przekonany, że Bóg ma dobre propozycje i swoich aniołów dla każdego narodu. Podobnie rzecz się ma z Księciem tego świata. To jeden z powodów dlaczego nieustannie toczy się walka polityczna oraz wojny. Partie polityczne, ani ludzie nie reprezentują w pełni, cały czas, którejś ze stron. Są raczej jak swingujące stany USA. Poza tym w bataliach takich mogą uczestniczyć reprezentanci tego samego obozu, o czym (nieuzasadnionych sporach, niedojrzałości) pisał Paweł:

    wiadomo mi o was, bracia moi, od domowników Chloi, że wynikły spory wśród was. A mówię to dlatego, że każdy z was powiada: Ja jestem Pawłowy, a ja Apollosowy, a ja Kefasowy, a ja Chrystusowy. Czy rozdzielony jest Chrystus? Czy Paweł za was został ukrzyżowany albo w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? (1 Kor. 1:11-13 BW)Jak widzimy ochrzczeni powinni wiedzieć w Kim są ochrzczeni, oni też winni decydować, czy, kiedy i w Kim i zechcą zostać „zanurzeni”

    Hebr. 5:12-14
    12. Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej; staliście się takimi, iż wam potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego.
    13. Każdy bowiem, który się karmi mlekiem, nie pojmuje jeszcze nauki o sprawiedliwości, bo jest niemowlęciem;
    14. Pokarm zaś stały jest dla dorosłych, którzy przez długie używanie mają władze poznawcze wyćwiczone do rozróżniania dobrego i złego.
    (BW)

    II wojna światowa

    Od początku świata na czele wspólnoty stawali ludzie którzy zdobywali władzę na drodze przemocy, bądź drogą głosowania. W głosowaniu wspólnota wyłaniała najlepszych synów dla reprezentowania jej interesów z wyższego poziomu organizacyjnego. Byli to starsi (gr. episcopos, łac. senatores), osoby wyróżniające się wiedzą i doświadczeniem.

    Na początku XX wieku nikogo już nie zadowalał dotychczasowy porządek. Wszyscy wiedzieli, że zmiany idą szybko i będą towarzyszyć temu wstrząsy. Każdy się przygotowywał i każdemu towarzyszyło poczucie siły tudzież wyjątkowości. Na tym gruncie rozwinęły się nacjonalizmy*** (te są dobre), a obok nich szowinizmy (te są złe). Działo się tak w całej Europie, w Stanach Zjednoczonych, również wśród Żydów.
    Było trzech, czterech pretendentów do zajęcia miejsca oscarowego na gali politycznej świata:
    – Rusowie ubiegający się o nie od czasów cara Iwana,
    – Germanie którzy zaczęli swój bieg jeszcze w czasach imperium rzymskiego,
    – Samuraje
    oraz
    – Cowboy’s.

    Co z Brytami?
    Oni to miejsce, ostatkiem sił, zajmowali.

    Gdyby na początku XX wieku panowała demokracja i uczciwe wybory, może obyłoby się bez wojny. Kto podzieli ten pogląd? Hmm …
    Nie Bałkany było przyczyną konfliktu. Gdyby nie było Sarajewa, znalazłby się inny powód. Decydujące były zmiany w technologii, ekonomii i kulturze. Stał za nimi sam Pan. Tamte elity, ich mentalność po prostu nie wytrzymywały już tempa Jego rydwanów. Dlatego wydały ostatnią bitwę, a na ich miejscu pojawił się nowy bukłak (Mat. 9:17). Ten scenariusz powtarza się od czasu potopu, krwawego wejścia Izraelitów do Kanaanu, a skończy po powtórnym przyjściu Pana.

    Ktoś może spytać – czy Bóg chce wojny?
    Objawienie, całe Pismo podpowiada, jak jej uniknąć.

    (***)nacjonalizm – miłość do narodu i jego kultury duchowej; patriotyzm – miłość do kraju, miejsca urodzenia i jego kultury materialnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz