Są granice proamerykańskości i proizraelskości

Izrael ma dla Polski duże znaczenie zwłaszcza ze względu na swój pierwszorzędny status i wpływ na USA. Ale Polska też ma dla Stanów duże znaczenie: zależność i możliwości oddziaływania są więc dwustronne, choć asymetryczne

Odwołanie spotkania Grupy Wyszehradzkiej w Jerozolimie to słuszna reakcja na ostentacyjnie obraźliwe i stygmatyzujące Polskę słowa izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu i p.o. szefa dyplomacji Israela Katza. Lokalizacja szczytu V4 akurat tam była kolejnym gestem przychylności Warszawy – i pozostałych krajów wyszehradzkich – wobec Izraela. Gestem konfrontowanym w ostatnich dniach z agresywnym przypisywaniem Polakom już to współudziału w Holocauście, już to antysemityzmu – bez żadnego wyraźnego powodu po naszej stronie.

Czołowi politycy izraelscy osiągnęli chyba historyczne apogeum protekcjonalnej arogancji, kierowanej wobec jednego z najbardziej proizraelskich krajów świata, szczególnie wyczulonego na kwestie pamięci historycznej i własną martyrologię czasu II wojny światowej. Powinni więc teraz poczuć, że polska życzliwość wobec nich – w III RP już tradycyjna, a za rządów PiS wręcz rekordowa – ma swoje granice, które oni przekraczają. Wycofanie (po próbie dojścia do porozumienia) naszej obecności ze szczytu w Jerozolimie jest środkiem do tego celu. Czy wystarczającym? To poznamy po reakcjach Izraela. Jeśli będą niesatysfakcjonujące, należy rozważyć użycie innych kart: z obszaru relacji dyplomatycznych, zakupów broni, stosunku do żydowskich roszczeń majątkowych czy finansowania polityki historycznej.

Bywają wydarzenia polityczne, które obrastają tak silnym ładunkiem symbolicznym, że stają się punktem odniesienia same w sobie, a nie ze względu na treść zawartych porozumień (tu szczyt bliskowschodni wiele zresztą nie zmienił, co może poniekąd wyjaśniać gniew Izraela) i tym podobne, namacalne sprawy

W sensie strategicznym, Izrael ma dla Polski duże znaczenie, przede wszystkim ze względu na swój pierwszorzędny status i wpływ na Stany Zjednoczone, pod rządami Donalda Trumpa sprzyjające Jerozolimie (dosłownie i w przenośni) jak chyba nigdy wcześniej. Ale Polska też ma dla USA duże znaczenie: zależność i możliwości oddziaływania są więc dwustronne, choć asymetryczne.

Awantury polsko-żydowskie ostatnich dni są pokłosiem zeszłotygodniowego szczytu bliskowschodniego w Warszawie, z Netanjahu uruchamiającym „na dobre zakończenie” wydarzenia spiralę wzajemnych pretensji. Wydarzenia, nadmieńmy, wybitnie proizraelskiego samego w sobie, bo służącego – wbrew zapewnieniom ministra Jacka Czaputowicza – wypracowaniu stanowiska przeciwko Iranowi. Państwu, z którym Warszawa jako taka – w ostrym kontraście do Tel-Awiwu – nie ma żadnych istotnych różnic interesów.

Bardzo marny bilans tego wydarzenia z polskiej perspektywy dobrze opisał już na łamach „Nowej Konfederacji” Witold Sokała, potraktujmy go więc skrótowo. Z jednej strony: jasne straty w relacjach z Iranem, dla polskiej pozycji w Unii Europejskiej, związane z wizerunkiem kraju jako amerykańskiego satelity politycznego, cała seria upokorzeń. Z drugiej: brak porównywalnych korzyści, a więc praktycznie pusta – poza samym faktem organizacji wydarzenia – druga strona bilansu. Nie wypełnił jej ani zakup wyrzutni HIMARS w liczbie jednego (zamiast trzech planowanych) dywizjonowego modułu ogniowego, przy braku własnego systemu identyfikacji celów, bez transferu technologii i udziału polskiej zbrojeniówki, ani – zdementowana zresztą przynajmniej częściowo przez Pentagon – deklaracja ambasador Mosbacher o wzroście amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce o co najmniej tysiąc żołnierzy.

Oczywiście, nie ma sensu przypisywać zbyt wielkiej roli jednemu wydarzeniu. Budowa bliższych relacji polsko-amerykańskich jest procesem, a konferencja bliskowschodnia – incydentem. Nie wiemy też, jakie dokładnie negocjacje toczy obecnie rząd z Amerykanami. Jednak, po pierwsze, te dwa wymiary powinny być współmierne. Jeśli publicznie prowokujemy gniew sponsorującego terroryzm mocarstwa regionalnego, to polska opinia publiczna powinna poznać namacalne korzyści związane z podjęciem takiego ryzyka, wykraczające poza prowincjonalną dumę z bycia gospodarzem międzynarodowego wydarzenia.

Po drugie, bywają wydarzenia polityczne, które obrastają tak silnym ładunkiem symbolicznym, że stają się punktem odniesienia same w sobie, a nie ze względu na treść zawartych porozumień (tu szczyt bliskowschodni wiele zresztą nie zmienił, co może poniekąd wyjaśniać gniew Izraela) i tym podobne, namacalne sprawy. Warszawska konferencja jest mocnym kandydatem do tej kategorii wydarzenia. I w tym sensie asumptem do poważnej korekty polskiej polityki zagranicznej.

PiS od początku postawił zbyt wiele na jedną, amerykańską (a przez to także na izraelską) kartę. Dziś budzi się – świadomie lub nie – z potężnym kacem klienta, który długo i wytrwale wisząc u klamki feudalnego pana, nie osiągnął prawie nic, co nie byłoby możliwe przy bardziej asertywnej polityce. Upokorzenie warto rozpamiętywać o tyle, o ile przybliży nas do mądrzejszych zachowań. Amerykanie to naród pragmatyków, wyćwiczonych w „sztuce robienia interesów” („The Art of the Deal” – brzmi tytuł książki Donalda Trumpa i Tony’ego Schwartza). Doskonale wiedzą, jak ważna jest dla nich Polska, geopolityczny zwornik Europy Środkowo-Wschodniej, bez którego nie da się np. obronić krajów bałtyckich, a więc także elementarnej wiarygodności USA. Nie handlują wdzięcznością, jak ciągle zdajemy się naiwnie wierzyć, lecz wzajemnymi korzyściami.  Jeśli dostają wiele za darmo i bez poczucia, że Polska ma alternatywy, nie mają powodu bardziej się starać.

Najpóźniej w czwartek wieczorem polski rząd powinien był rozpoczynać przygotowywanie przynajmniej inscenizacji ocieplenia z Berlinem, Brukselą, Pekinem. Dla samego tylko zdrowia sojuszu z USA, który powinien pozostać priorytetem naszej dyplomacji. Obawiam się jednak, że przy obecnej asymetrii korzyści jest w tej roli zagrożony.

dyrektor i założyciel „Nowej Konfederacji”. Politolog zaangażowany, publicysta i eseista, organizator. Absolwent UMCS i studiów doktoranckich na UKSW. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał w Polskim Radiu i, zwłaszcza, w „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego, później był wicenaczelnym portalu Fronda.pl i redaktorem kwartalnika „Fronda”. Następnie założył i w latach 2010–2013 kierował kwartalnikiem „Rzeczy Wspólne”. W okresie 2015-17 współtwórca i szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Publikował też m.in. w „Gazecie Polskiej”, "Dzienniku Gazecie Prawnej", „Gościu Niedzielnym”, „Polsce The Times”, "Arcanach", „Super Expressie”, „Znaku”. Pochodzi z Lublina, mieszka w Warszawie. Prowadzi profile na Facebooku i Twitterze. https://www.facebook.com/bradziejewski https://twitter.com/Radziejewski

Komentarze

6 odpowiedzi na “Są granice proamerykańskości i proizraelskości”

  1. Adrian pisze:

    Chciałbym zauważyć, że wbijanie klina między Polskę i jej sojuszników jest na rękę Rosji. A przynajmniej neutralności Rosji potrzebuje Izrael, by wyprzeć Iran z Syrii. Relacje z Polską są sprawą drugoplanową. Po co drażnić Rosję jakimś niepotrzebnym zbliżeniem?

  2. Dalej patrzący pisze:

    Podstawowym celem strategicznym i lewarem na wszelkie roszczenia i wszelkie metody ubezwłasnowolnienia i ograniczania i manipulacji kosztem Polski – obecnie jako junior-partnera de facto bez prawa głosu – jest pozyskanie broni jądrowej. Jest to nadrzędny metaczynnik, klucz, który otwiera wszystkie drzwi i wszystkie pola – polityczne, ekonomiczne, finansowe. Bez tego wszelkie pomysły na suwerenność Polski i Polaków są mrzonkami w twardym świecie twardych graczy. Pozyskanie broni jądrowej to strategiczna racja stanu Polski – i gwarancja PRZETRWANIA na ciężkie czasy, które będą zgniatały w grze globalnej i regionalnej całe państwa i narody. Jesteśmy stykiem Rimlandu i Heartlandu Eurazji – „nasza chata w CENTRUM” – więc zamiast chować głowę w piasek i łudzić się, że „jakoś to będzie”, ZAWCZASU postarajmy się o decydujące aktywa na czasy bezpardonowej konfrontacji. Atom to podstawa przetrwania Polski – ZA WSZELKA CENĘ I DOWOLNYM KOSZTEM I SPOSOBEM. Tym razem nie stać nas na „bycie mądrymi po szkodzie”. To nie jest tylko sprawa 447 i bandyckiej hucpy zbankrutowania Polski i Polaków na 300 mld dolarów, a następnie – logicznie nieuniknionego wrogiego przejęcia Polski wraz z tubylcami w pakiecie. To kwestia asymetrycznego odstraszania strategicznego, gdy gracze zaczną grać [powiedzmy ok 2030] naprawdę na twardo. Znam SWOT plusów i minusów posiadania broni jądrowej. Obecnie, gdy rzecz idzie już o byt Polski i Polaków – rozważania o minusach nie mają sensu z definicji [bo jak nie będzie Polski – to nie będzie do czego tych minusów przypiąć] – więc drogą prostej eliminacji pozostają same plusy. Izrael nie odpuści możliwości przejęcia tak ważnego geostrategicznie terytorium, i jednocześnie likwidacji rywala, który to terytorium aktualnie ma w ręku. To czysta geopolityczna zagrywka długofalowa – naturalna reakcja, gdy okazało się, że w rachunku gry geostrategicznej [nie tylko dla USA – dla Chin, Rosji i Niemiec także] Polska ma w ręku znacznie ważniejszy teren, niż teren w ręku Izraela. Rosja też za nic nie odpuści maksymalnej wygranej, jaką jej daje ustanowienie supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – silniejszego od Chin- i od USA. Stąd wręcz naturalny jest pakt Putin-Netanjahu zblatowany przeciw Polsce 9 maja 2018 na Placu Czerwonym. A Biały Dom jest całkowicie ślepy, ze Izrael i Wall Street już przepinają się na nowe, bardziej perspektywiczne – i SILNIEJSZE supermocarstwo. Po planowym zbankrutowaniu dolara, USA nie miałyby innego wyjścia, jak stać się junior-partnerem supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Zwykła rzecz – już raz tak zrobiono – przepinając się z Imperium Brytyjskiego na nowe, bardziej perspektywiczne Imperium Amerykańskie. Sumując: atom to cel i priorytet nr 1 dla Polski. Kto nam może sprzedać/przekazać/darować? – moim zdaniem na 99% Pakistan – z błogosławieństwem per procura Pekinu. Który to Pekin absolutnie nie życzy sobie silniejszego od Chin supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – z doczepionym USA i resztą Anglosasów na dokładkę. Kwestia odnowienia i rozszerzenia strategicznego paktu o współpracy z 20 grudnia 2011, oraz obustronnych kontaktów z 2016 już za Dudy. Oczywiście pod stołem. Działając metodą faktów dokonanych. A zawczasu radzę też przepiąć rozliczenia międzynarodowe SWIFT na CISPA. No i zrobić podwójną sprzedaż – i przy okazji z musu cnotę drogo sprzedana – i dogadać się kompensacyjnie i tymczasowo także z Niemcami i z UE. Jak zyskamy atom – będzie to bez znaczenia – i tak wszystko poukładamy na nowo. Jeżeli my nie kopniemy w stolik i nie poukładamy kart na nowo wg naszego interesu i zasad – inni nas sprzedadzą i wykorzystają do końca bez drgnięcia powieki. Gra długofalowo idzie o PRZETRWANIE. Reszta jest bez znaczenia.

  3. Trzeba głośno mówić pisze:

    Słusznie pisze Autor, że „Najpóźniej w czwartek wieczorem polski rząd powinien był rozpoczynać przygotowywanie przynajmniej inscenizacji ocieplenia z Berlinem, Brukselą, Pekinem.” Natomiast w mojej ocenie takie ocieplenie albo przynajmniej normalizacja powinna był nastąpić dawno, a w zasadzie stanowić stały element polskiej polityki zagranicznej. Tego wymaga po prostu prowadzenie polityki, zwłaszcza na arenie międzynarodowej. Tam nie ma ani wyłącznie dobrych ani wyłącznie złych. Niestety, żeby ziściło się to o czym piszę ja i o czym wspomina Pan Redaktor, to rząd warszawski musiałby najpierw zrozumieć, czym jest polityka, zwłaszcza międzynarodowa i co to jest racja stanu. Jednym z filarów polskiej racji stanu powinno być natomiast założenie, żeby nie dać się konfliktować z innymi (zwłaszcza za free, vide Iran), a przede wszystkim nie dać się wmanewrować w wojnę, tak jak w 39, kiedy podpuściła nas GB, a teraz robi to samo USA. A miarą przegięcia naszych „sojuszników” jest choćby to, że już nawet PiS nie zdzierżył. A to znaczy, że faktycznie zdrowo przegięli, choć nie pierwszy już raz i pewnie nie ostatni.

  4. Dalej patrzący pisze:

    Brakuje skalowalnych planów ewentualnościowych – adekwatnych do stopnia agresji Izraela. Od bojkotu produktów z Izraela [mają kod 729 – np. MK Cafe, Pedros, Fort, Sahara, Syropy Fabbri, herbata Teartis. Nie chodzimy do kina Cinema City i nie kupujemy leków w Super – Pharm] przez likwidację wszelkich dotacji i subwencji z Muzeum Polin włącznie – z jednoczesnym przekierowaniem tych środków na polska politykę medialną, kierowaną także, a może zwłaszcza do Chin, Indii, ASEAN, Afryki, świata islamu, Ameryki Łacińskiej – wg strategii „błękitnego oceanu”. Poprzez przywrócenie zakazu działalności Bnai Brith i Chabadu – jako organizacji zbrodniczych, promujących rasistowską ideologię rasy panów. Anulowanie wszelkich wydanych obywatelstw Polskich. Wpisanie na czarną listę przedsiębiorstw izraelskich [zwłaszcza zbrojeniowych]. Persona non grata, na końcu odwołanie konsulów i ambasadorów, aż po zerwanie stosunków dyplomatycznych – do czasu pełnego anulowania 447, wszelkich roszczeń, zarazem pełnej rehabilitacji i pokornego publicznego przeproszenia Polaków przez wszystkie bez wyjątku organizacje rządowe i pozarządowe. Uruchamianie tych mechanizmów powinno być oparte o drobiazgową skalkulowana analizę koszt-efekt i działania towarzyszące – z obserwacją skutków i sprzężeniem zwrotnym korekty działań. Żadnych emocjonalnych działań – czysta chłodna, przemyślana długofalowo kalkulacja. I za każdym razem – wystawiana „furtka”odpuszczenia danych dolegliwych działań – ale za dokładnie skalkulowane twarde długofalowe korzyści, wzmacniające Polskę i osłabiające agresora. Natomiast absolutnie nie prowadzić polityki za jakieś mgliste obietnice, za niesprecyzowane korzyści, za poklepanie po plecach czy za nic, czy za zwykłe „cieszenie się”, że nie atakują nas mocniej. Skutki muszą być wymierne, trwałe, długofalowe – i konsekwentnie odwracające całość wrogich działań na korzyść Polski – z nawiązką pokrywająca koszty tych działań. Podobna polityka – względem USA. Ze strategicznym lewarem przygotowania balansu ze strony Chin, ale także UE, Turcji, Pakistanu i innych graczy. Zwłaszcza maksymalizując dywidendę geostrategiczną kluczowego położenia Polski [Polska to kluczowy styk Rimlandu i Heartlandu Eurazji – przesmyk bałtycko-karpacki] jako bufora między Rosją , a Niemcami [a szerzej – między zdominowaną przez Niemcy UE] – co GWARANTUJE obu supermocarstwom, że nie powstanie trzecie, silniejsze supermocarstwo – silniejsze i od USA i od Chin – supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. Ten aspekt jest bardzo dobrze rozumiany przez Pekin, dlatego od mocnego i wielowektorowego i długofalowego i trwałego polepszenia stosunków Polska-Chiny, winien rozpocząć działania rząd reprezentujący polską rację stanu. Tu wszelkie dąsy i groźby USA [np. wycofania ABCT itd] należy spokojnie przetrzymać negocjacyjnie. Więcej – aktywnie należy rozpocząć wspólne ćwiczenia z Chinami, np. przez przylot brygady aeromobilnej do Polski i wspólne ćwiczenia. Casus ćwiczeń chińsko-rosyjskich na Bałtyku – jest tu znaczący – i stanowi otwarta ofertę i sygnał dla Polski. Więcej – polska delegacja może zaproponować nawet całościowe rozwiązanie dla Kremla – np. wycofanie wojsk USA za demilitaryzację Obwodu Kaliningradzkiego i przekazanie go Polsce – i za utrzymanie Białorusi jako strefy buforowej. Tu chodzi o to, by rozgrywac innych graczy – wiedząc dobrze, ze ich groźby np. wycofania wojsk sa puste [Waszyngton pierwszy by się obawiał, że zanim wyjdzie ABCT i grupna natowska, już jej miejsce zajmą ze 2-3 brygady aeromobilne z Chin – detaszowane do Polski – w ramach rozwiniętego strategicznego paktu z 20 grudnia 2011, i w ramach rozszerzenia współpracy wojskowej z 2012, czy kontynuacji kontaktów Dudy z 2016. Jednak główny trwały długofalowy „game changer” to pozyskanie broni atomowej dla asymetrycznego odstraszania – najlepiej pod stołem od Chin via Pakistan. Celem jednak nie jest przepięcie się na zasadzie „albo-albo” z USA na Chiny – tylko wykorzystanie faktu, że na kluczowym przesmyku bałtycko-karpackim dysponentem tego terytorium jest Polska. Chodzi o równą odległość do Waszyngtonu i Pekinu – zbalansowanie wzajemne obu supermocarstw – by brać wsparcie od OBU NARAZ. I by te dwa supermocarstwa „odwaliły czarną robotę” neutralizacji i marginalizacji Kremla, Berlina i Tel Avivu względem Polski. Docelowo oznacza to, po szeregu akcji zwiększających realną siłę i pozycję Polski, zmusimy Waszyngton do wyboru między Izraelem i Polską – i w tym wyborze [wspieranym aktywnie przez Polonię jako źródło głosów wyborców] USA będzie ze względu na własną żywotną geostrategiczną rację stanu wybrać Polskę kosztem Izraela. To Izrael dostrzegł już dawno – stąd właśnie ta WYPRZEDZAJĄCA agresja i dążenie do zbankrutowania i wrogiego przejęcia przesmyku bałtycko-karpackiego i eliminacji konkurenta – trudno, sami chcieli – chowaniem głowy w piasek byśmy tylko spowodowali przegrana na całej linii włącznie z likwidacją Polski w terminie do 15 lat [po wyjściu USA z Europy na Pacyfik – gdzie jeżeli my nie będziemy silni i z bronią atomową – to rolę bufora dla USA [początkowo – bo Izrael woli stworzyć z Kremlem i Berlinem własne, perspektywiczne supermocarstwo] a potem już tylko dla siebie, będzie pełnił Izrael, który przechwyci to terytorium] – zatem musimy skutecznie kontrować i wygrać na poziomie strategicznym. Za każdą cenę i każdym sposobem. Chodzi o przetrwanie.

  5. Dalej patrzący pisze:

    Musimy sobie uświadomić jedno – Polska stanęła wobec agresji Izraela. Świadomej, skalkulowanej na zbankrutowanie, przejęcie wszystkich aktywów, przejęcie kontroli nad przesmykiem bałtycko-karpackim – włącznie z jednoczesna likwidacja Polski. To nie jest kwestia jakichś emocji – tylko prosta konsekwencja faktu, że w globalnej grze hegemonalnej, obecna Polska zajmuje terytorium dużo ważniejsze od terytorium Izraela. Czyli w naturalny nieuchronny sposób Polska staje się dla USA dużo ważniejsza od Izraela – ze wszystkimi tego konsekwencjami, aż po przekierowanie strumienia wsparcia na Polskę. Stąd ruch Izraela jest oczywisty – przechwycić to ważniejsze geostrategicznie terytorium, z jednoczesną eliminacją podmiotu dotychczas zajmującego i kontrolującego to terytorium. A to oznacza, ze wszelkie kalkulacje obliczone na ustępstwa wobec Izraela, obliczone na oczekiwanie, że „jakoś rozejdzie się po kościach” – są fałszywe ze względu na strukturalną, eskalacyjną naturę działań Izraela. Ty, bardziej, że Izrael chce mieć „plan B” na wypadek, gdyby wielka wojna na Bliskim Wschodzie, o zasięgu dużo większym, niż tylko złamanie Iranu, gdyby ta wojna, która ma złamać pretendentów i zapewnić Izraelowi głębię strategiczną, okazała się porażką, nawet klęską – wtedy potrzebny jest teren do szybkiej ewakuacji i przejęcia – wraz z tubylcami jako nowymi Palestyńczykami. W konfrontacji na poziomie globalnym jest jeszcze jeden aspekt geostrategiczny -Izrael widzi plany Kremla ustanowienia supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – supermocarstwa silniejszego i od Chin – i od USA. Zajmując teren Polski – Izrael, dysponujący strategicznym potencjałem jądrowym, antyrakietowym, także sił konwencjonalnych – staje się dla Kremla i Berlina graczem koniecznym i nieusuwalnym, wręcz decydującym o powstaniu tego supermocarstwa. Dla decydentów Izraela – ale także dla decydentów sfer Wall Street wielkiej finansjery – jest jasne, że USA wyczerpało swój resurs, zwłaszcza wobec Chin, których temp wzrostu jest przynajmniej 2 razy wyższe od USA, a w wyścigu technologicznym Chiny również osiągnęły wyższe temp wzrostu od USA – co długofalowo decyduje o przegranej USA. Stąd od 2009, po wstrząsie w Tel Avivie zmiany punktu ciężkości i jego przerzutu na Pacyfik przeciw Chinom – Izrael wyraźnie szuka nowej drogi. Tu współpraca z Kremlem i Berlinem jest oczywistym dogadywaniem się pod przyszłe wspólne supermocarstwo – z Izraelem okupującym kluczowy styk Rimlandu i Heartlandu Eurazji. Nie łudźmy się – agresja Izraela może tylko taktycznie przygasnąć, natomiast strukturalnie i systemowo, w planie długofalowym do 15 lat max [do wyjścia sił USA z Europy – co Pentagon jasno zadeklarował na Warsaw Security Forum] – Izrael zrobi wszystko, aby zyskać maksymalną wygraną przez wrogie przejęcie pomostu bałtycko-karpackiego z jednoczesna realną likwidacja konkurenta-Polski. Dla jasności – pewne elementy pro forma – zwłaszcza symboliczne, jak flaga, hymn, pozory granic, mogą przez pewien czas zostać – ale pełne przejęcie steru i dyspozycji hard-power – będzie do 15 lat przejęte całkowicie przez Izrael – o ile tego nie skontrujemy dla obrony. Jaki jest sposób na tę agresję? – moim zdaniem Biały Dom jest całkowicie zinfiltrowany przez Izrael. Krótko mówiąc – trzeba przestać się łudzić i przyjąć zgodnie z zasada ostrożności wariant pesymistyczny, ale zgodny po podpisaniu 447 z faktami, że Trump jest izraelską marionetką. Nadzieja jest w uświadomieniu w elitach Pentagonu – mówiąc słowami George Friedmana – że „dla połączenie militarnego, surowcowego i przestrzennego potencjału Rosji, z ekonomicznym, technologicznym i finansowym potencjałem zdominowanej przez Niemcy UE – to najgorszy możliwy koszmar dla USA”. Trzeba przekazać do Pentagonu, że właśnie Izrael realizuje konsekwentnie ten „najgorszy koszmar USA” – tak, by kontrakcja obrony egoistycznej, elementarnej racji stanu i interesu narodowego USA – wyszła metodą faktów dokonanych ze strony bardzo konkretnych działań Pentagonu [i innych agend bezpieczeństwa narodowego USA]. Natomiast jest to krok taktyczny. Strategicznie Polska musi oprzeć się na sobie – by być jedynym suwerennym dysponentem kluczowego pomostu bałtycko-karpackiego – i brać dywidendę geostrategiczna z tego tytułu. Droga na pewno prowadzi najpierw przez pozyskanie głowic pod stołem – i w ciągu 15 lat max – zbudowanie [już oficjalnie] suwerennej strategicznej strefy A2/AD Tarczy Polski – sieciocentrycznej, obejmującej całą Polskę z buforami dokoła – asymetrycznie skoncentrowanej na obronie – z „maczugą zabójcy” zbudowaną na wykorzystanych „prosto z półki” efektorach zasadniczo defensywnych, przez użycie ich do celów ofensywnych [np. antyrakiet – jako hipersonicznych, najskuteczniejszych z możliwych w przechodzeniu obrony przeciwrakietowej, efektorów „kinetycznych „hit-to-kill” – czyli z COP=0, do likwidacji zwłaszcza mobilnych wyrzutni rakiet]. Ersatze w rodzaju NATO Nuclear Sharing nie są już w naszej sytuacji zadowalające [chyba, że głowice W80 byłyby do instalacji w JASSM-ER – min. 100 sztuk] – aczkolwiek nie należy zaniechać starań o ich suwerenne pozyskanie i dysponowanie – bo to daje oficjalny komunikat strategiczny [także wewnętrzny] do innych graczy na poziomie właśnie oficjalnym i „medialnym” – czego z natury rzeczy nie dadzą głowice pozyskane pod stołem własnymi kanałami. Bo te głowice – owszem będą GŁÓWNYM instrumentem pierwszoplanowym nacisku i wyceny i kalkulacji koszt-efekt i realizacji skutecznego odstraszania względem innych graczy – ale nie będą miały waloru oficjalnego uświadomienia przez społeczność międzynarodową zmiany statusu Polski.

  6. Dalej patrzący pisze:

    Na pewno też warto propagować zmianę stanowiska wobec USA – robiąc to w rozmowach z Waszyngtonem z pozycji dysponenta kluczowego geopolitycznie terytorium. Jedna rzecz – to, o co wprost apelował „Za udostępnianie obszaru Polski amerykanom, mamy żądać od nich rekompensaty – dr Bartosiak.” https://www.youtube.com/watch?v=2IWuav5ch_o – gdzie podstawą takiego zwrotu byłaby już sama sprawa położenia Polski i KUPIONEGO stanowiska Polski wobec Ukrainy i Bałtów – w sprawach nader ważnych dla hegemona, którego Rosja testuje tak boleśnie na oczach całego świata. A przecież nasza zasadnicza karta geostrategiczna, o której dr Bartosiak nawet nie wspomniał, jest dużo większej wagi – to Polska jako dysponent bufora miedzy Rosją, a Niemcami, Polska, która nie dopuszcza do „najgorszego koszmaru” i nie dopuszcza do katastrofy dla USA w postaci powstania silniejszego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Polska – dla której USA nie mają alternatywy – natomiast Polska ma alternatywę dla USA w postaci chętnych Chin – co Chiny same udowodniły podpisując traktat strategiczny 20 grudnia 2011 – i od tego czasu sytuacja na poziomie układu geostrategicznego [prócz jakichś taktyczno-medialnych ruchów w stylu szpiega Huawei – BEZ ZNACZENIA dla poziomu strategicznego] – ta sytuacja geostrategiczna nie zmieniła się ani o jotę. Jeżeli za rolę Polski wobec Bałtów i Ukrainy już możemy żądać opłaty od USA za prawo stacjonowania sił US Army na terenie Polski – to pytanie, jak dużego wsparcia możemy żądać za absolutnie żywotną i zasadniczą rolę ochroniarza USA? – za rolę Polski jako dysponenta polisy dla USA przed katastrofą geostrategiczną utraty hegemonii przez Amerykanów? – i za rolę bezpiecznika przed koszmarem gwałtownego zjazdu w rankingu światowym… po nieuchronnym w tym przypadku upadku dolara? [bo ten swoją pozycję waluty międzynarodowej nie funduje już na parytecie złota, nawet nie na handlu ropą czy zastawem innych dóbr realnych – tylko właśnie na pozycji USA jako hegemona]. To jest REALNE pole manewru strategicznego skoku w statusie międzynarodowym dla Polski – sęk w tym, że MENTALNIE nasi decydenci w Warszawie w ogóle tego nie widzą i tkwią w całkowicie fałszywej i szkodliwej dla Polski mentalności dokładnie odwrotnego kursu niewolniczego uwieszenia na klamce Waszyngtonu…no i przez to i Tel Avivu. W sumie – Waszyngton i Tel Aviv jadą po nas jak po przysłowiowej łysej kobyle – bo nasi decydenci sami ze wszystkich sił to im zapewniają, kierując się całkowicie fałszywą oceną sytuacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz