Newsletter

Są granice proamerykańskości i proizraelskości

Izrael ma dla Polski duże znaczenie zwłaszcza ze względu na swój pierwszorzędny status i wpływ na USA. Ale Polska też ma dla Stanów duże znaczenie: zależność i możliwości oddziaływania są więc dwustronne, choć asymetryczne

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Odwołanie spotkania Grupy Wyszehradzkiej w Jerozolimie to słuszna reakcja na ostentacyjnie obraźliwe i stygmatyzujące Polskę słowa izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu i p.o. szefa dyplomacji Israela Katza. Lokalizacja szczytu V4 akurat tam była kolejnym gestem przychylności Warszawy – i pozostałych krajów wyszehradzkich – wobec Izraela. Gestem konfrontowanym w ostatnich dniach z agresywnym przypisywaniem Polakom już to współudziału w Holocauście, już to antysemityzmu – bez żadnego wyraźnego powodu po naszej stronie.

Czołowi politycy izraelscy osiągnęli chyba historyczne apogeum protekcjonalnej arogancji, kierowanej wobec jednego z najbardziej proizraelskich krajów świata, szczególnie wyczulonego na kwestie pamięci historycznej i własną martyrologię czasu II wojny światowej. Powinni więc teraz poczuć, że polska życzliwość wobec nich – w III RP już tradycyjna, a za rządów PiS wręcz rekordowa – ma swoje granice, które oni przekraczają. Wycofanie (po próbie dojścia do porozumienia) naszej obecności ze szczytu w Jerozolimie jest środkiem do tego celu. Czy wystarczającym? To poznamy po reakcjach Izraela. Jeśli będą niesatysfakcjonujące, należy rozważyć użycie innych kart: z obszaru relacji dyplomatycznych, zakupów broni, stosunku do żydowskich roszczeń majątkowych czy finansowania polityki historycznej.

Bywają wydarzenia polityczne, które obrastają tak silnym ładunkiem symbolicznym, że stają się punktem odniesienia same w sobie, a nie ze względu na treść zawartych porozumień (tu szczyt bliskowschodni wiele zresztą nie zmienił, co może poniekąd wyjaśniać gniew Izraela) i tym podobne, namacalne sprawy

W sensie strategicznym, Izrael ma dla Polski duże znaczenie, przede wszystkim ze względu na swój pierwszorzędny status i wpływ na Stany Zjednoczone, pod rządami Donalda Trumpa sprzyjające Jerozolimie (dosłownie i w przenośni) jak chyba nigdy wcześniej. Ale Polska też ma dla USA duże znaczenie: zależność i możliwości oddziaływania są więc dwustronne, choć asymetryczne.

Awantury polsko-żydowskie ostatnich dni są pokłosiem zeszłotygodniowego szczytu bliskowschodniego w Warszawie, z Netanjahu uruchamiającym „na dobre zakończenie” wydarzenia spiralę wzajemnych pretensji. Wydarzenia, nadmieńmy, wybitnie proizraelskiego samego w sobie, bo służącego – wbrew zapewnieniom ministra Jacka Czaputowicza – wypracowaniu stanowiska przeciwko Iranowi. Państwu, z którym Warszawa jako taka – w ostrym kontraście do Tel-Awiwu – nie ma żadnych istotnych różnic interesów.

Bardzo marny bilans tego wydarzenia z polskiej perspektywy dobrze opisał już na łamach „Nowej Konfederacji” Witold Sokała, potraktujmy go więc skrótowo. Z jednej strony: jasne straty w relacjach z Iranem, dla polskiej pozycji w Unii Europejskiej, związane z wizerunkiem kraju jako amerykańskiego satelity politycznego, cała seria upokorzeń. Z drugiej: brak porównywalnych korzyści, a więc praktycznie pusta – poza samym faktem organizacji wydarzenia – druga strona bilansu. Nie wypełnił jej ani zakup wyrzutni HIMARS w liczbie jednego (zamiast trzech planowanych) dywizjonowego modułu ogniowego, przy braku własnego systemu identyfikacji celów, bez transferu technologii i udziału polskiej zbrojeniówki, ani – zdementowana zresztą przynajmniej częściowo przez Pentagon – deklaracja ambasador Mosbacher o wzroście amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce o co najmniej tysiąc żołnierzy.

Oczywiście, nie ma sensu przypisywać zbyt wielkiej roli jednemu wydarzeniu. Budowa bliższych relacji polsko-amerykańskich jest procesem, a konferencja bliskowschodnia – incydentem. Nie wiemy też, jakie dokładnie negocjacje toczy obecnie rząd z Amerykanami. Jednak, po pierwsze, te dwa wymiary powinny być współmierne. Jeśli publicznie prowokujemy gniew sponsorującego terroryzm mocarstwa regionalnego, to polska opinia publiczna powinna poznać namacalne korzyści związane z podjęciem takiego ryzyka, wykraczające poza prowincjonalną dumę z bycia gospodarzem międzynarodowego wydarzenia.

Po drugie, bywają wydarzenia polityczne, które obrastają tak silnym ładunkiem symbolicznym, że stają się punktem odniesienia same w sobie, a nie ze względu na treść zawartych porozumień (tu szczyt bliskowschodni wiele zresztą nie zmienił, co może poniekąd wyjaśniać gniew Izraela) i tym podobne, namacalne sprawy. Warszawska konferencja jest mocnym kandydatem do tej kategorii wydarzenia. I w tym sensie asumptem do poważnej korekty polskiej polityki zagranicznej.

PiS od początku postawił zbyt wiele na jedną, amerykańską (a przez to także na izraelską) kartę. Dziś budzi się – świadomie lub nie – z potężnym kacem klienta, który długo i wytrwale wisząc u klamki feudalnego pana, nie osiągnął prawie nic, co nie byłoby możliwe przy bardziej asertywnej polityce. Upokorzenie warto rozpamiętywać o tyle, o ile przybliży nas do mądrzejszych zachowań. Amerykanie to naród pragmatyków, wyćwiczonych w „sztuce robienia interesów” („The Art of the Deal” – brzmi tytuł książki Donalda Trumpa i Tony’ego Schwartza). Doskonale wiedzą, jak ważna jest dla nich Polska, geopolityczny zwornik Europy Środkowo-Wschodniej, bez którego nie da się np. obronić krajów bałtyckich, a więc także elementarnej wiarygodności USA. Nie handlują wdzięcznością, jak ciągle zdajemy się naiwnie wierzyć, lecz wzajemnymi korzyściami.  Jeśli dostają wiele za darmo i bez poczucia, że Polska ma alternatywy, nie mają powodu bardziej się starać.

Najpóźniej w czwartek wieczorem polski rząd powinien był rozpoczynać przygotowywanie przynajmniej inscenizacji ocieplenia z Berlinem, Brukselą, Pekinem. Dla samego tylko zdrowia sojuszu z USA, który powinien pozostać priorytetem naszej dyplomacji. Obawiam się jednak, że przy obecnej asymetrii korzyści jest w tej roli zagrożony.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej