Walka z obrazą uczuć religijnych: prawico, nie tędy droga!

Dziś najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski są takie akcje jak pokazowe zatrzymanie Elżbiety Podleśnej

Wzmożenie zapanowało na polskiej prawicy w sprawie walki z antyklerykalizmem. Przybiera ono coraz częściej postać przekonania, że należy używać w tej sprawie przepisu kodeksu karnego o obrazie uczuć religijnych. To, raczej wbrew intencjom, woda na młyn dla antyklerykalizmu i dechrystianizacji Polski.

Na czele krucjaty stanął minister spraw wewnętrznych i administracji, Joachim Brudziński, urządzając pokazowe zatrzymanie i przesłuchanie Elżbiety Podleśnej (oraz głośno się nim chwaląc). Podleśna jest autorką słynnej prowokacji z dorobieniem tęczy do wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, rozpowszechnieniem plakatów z tą treścią w okolicy kościoła w Płocku i profanacji Grobu Pańskiego wetknięciem weń flag LGBT. Szef MSWiA publicznie powołał się przy tym właśnie na art. 196 KK o „obrazie uczuć religijnych”.

A zatem, wbrew niektórym głosom, rzecz nie w wandalizmie, niszczeniu mienia czy naruszeniu prywatności. Chodzi o „obrazę uczuć religijnych”. Nie osób, wiernych, postaci będących przedmiotem kultu, ale właśnie „uczuć”. To tylko jeden z absurdów tego przepisu KK.

Francja stała się symbolem laickości, Polska pozostała katolicka. Bo tolerancja ułatwia asymilację

Powstał on w latach 30. XX wieku i, o dziwo, przetrwał w zbliżonej do obecnej postaci przez znaczną część PRL-u. Dzisiejszy jego kształt nie zmienił się od 1969 r., czyli schyłku rządów Gomułki. To jeden z najbardziej absurdalnych i antywolnościowych przepisów polskiego prawa, mogący z powodzeniem konkurować z niesławnym art. 212, umożliwiającym skazywanie za krytykę osób publicznych.

„Obraza uczuć religijnych” to pojęcie tak mętne, subiektywne, kuriozalne i wieloznaczne, że nie dziwi zupełny rozstrzał wyroków w tej sprawie. Za opinię, że autorzy Biblii „byli napruci winem i palili jakieś zioła” piosenkarka Doda została skazana na 5 tys. zł grzywny. Ale już lider satanistycznego zespołu Behemoth Nergal, oskarżony o publiczne podarcie tejże księgi i stwierdzenie, że „Kościół to największa grupa zbrodnicza na świecie”, został uniewinniony.

Za „obrazę uczuć religijnych” grozi do dwóch lat więzienia. Czy Leszek Jażdżewski w niedawnym wystąpieniu na UW podpadł pod ten paragraf? Niewątpliwie. Czy podchodzą pod niego niezliczone płyty i koncerty blackmetalowe? Z pewnością. A opublikowanie, modne w ostatnich dniach w niektórych kręgach, wizerunku Matki Boskiej z tęczą na Facebooku? Nie da się zaprzeczyć.

Poważne potraktowanie tego przepisu umożliwiłoby wsadzenie do więzień niezliczonych Polaków wyrażających krytyczne opinie o religii i Kościele. Ale przecież nie tylko katolicyzmu to dotyczy. Czy często spotykana na prawicy opinia o islamie jako religii wojny nie „obraża uczuć religijnych” muzułmanów? Nietrudno byłoby znaleźć takich. A pogląd, że wyznawcy judaizmu są w błędzie, nie uznając Chrystusa za Mesjasza, czy że poza Kościołem nie ma zbawienia? I tak dalej, i tym podobne.

Kryminalizacja „obrazy uczuć religijnych” to kuriozalny element prawa wyznaniowego w świeckim porządku prawnym. Nieudolnie tłumaczący pojęcie „bluźnierstwa” na potrzeby tego porządku. To nie tylko absurd intelektualny, pałka na wolność słowa, ale też – paradoksalnie – sposób na wzmocnienie dechrystianizacji Polski.

Porównajmy się z przodkami z najlepszego okresu naszej historii. Pisał Paweł Jasienica: „W roku 1564 stanął przed sądem sejmowym młody arianin Erazm Otwinowski, który podczas procesji w Lublinie wyrwał księdzu monstrancję z dłoni i podeptał ją. Bronił oskarżonego Mikołaj Rej: Otwinowski winien zapłacić za zniszczoną kosztowność, a jeśli Pan Bóg uważa się za obrażonego, to niech sam sobie wymierza sprawiedliwość – wywodził i przekonał posłów. Nam się dziś zdaje, że wyzywające i bezczelne słowa Reja mogły rozjątrzyć umysły i zamącić pokój pomiędzy różniącymi się w wierze. Prymas Jakub Uchański wcale się wypadkiem lubelskim nie przejął”.

W tym czasie we Francji i innych krajach Zachodniej Europy z powodu „obrazy uczuć religijnych” ginęły dziesiątki i setki tysięcy ludzi. Dla mnie wybór jest jasny, nawet jeśli oznacza on zarzut religijnej letniości.

A który kraj stał się bardziej religijny w efekcie tych wydarzeń? Francja stała się symbolem laickości, Polska pozostała katolicka. Bo tolerancja ułatwia asymilację. Represje – budują poczucie krzywdy, tworzą męczenników, i o ile nie są w stanie przeciwnika zniszczyć lub zmarginalizować, finalnie go wzmacniają.

Wracając do bliższych nam czasów: Jarosław Kaczyński zasłynął w latach 90. opinią, że Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe jest najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski. W domyśle: ekspansja siermiężno-opresyjnej wersji politycznego katolicyzmu niechybnie wzmocni antyklerykalną i antychrześcijańską reakcję. Dziś najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski są takie akcje jak pokazowe zatrzymanie Podleśnej.

W Polsce narasta spór o rolę religii i Kościoła. Jedną z głównych przyczyn jest słabo uświadamiany fakt, że od niedługiego czasu należymy do najszybciej laicyzujących się krajów świata. Polski katolicyzm ma szanse wyjść z tego kryzysu zwycięsko, jeśli wejdzie w spór i go wygra. Wygra argumentami, duchową atrakcyjnością, inteligencją i sprytem – a nie represjami. Te na dłuższą metę mogą mu tylko zaszkodzić. Wystarczy spojrzeć na liczbę kopii „utęczowionej” Matki Boskiej (w Polsce i na świecie) po zatrzymaniu Podleśnej – i na liczbę aktów solidarności z tą ostatnią.

Prawico, nie tędy droga!

dyrektor i założyciel „Nowej Konfederacji”. Politolog zaangażowany, publicysta i eseista, organizator. Absolwent UMCS i studiów doktoranckich na UKSW. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał w Polskim Radiu i, zwłaszcza, w „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego, później był wicenaczelnym portalu Fronda.pl i redaktorem kwartalnika „Fronda”. Następnie założył i w latach 2010–2013 kierował kwartalnikiem „Rzeczy Wspólne”. W okresie 2015-17 współtwórca i szef think tanku Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Publikował też m.in. w „Gazecie Polskiej”, "Dzienniku Gazecie Prawnej", „Gościu Niedzielnym”, „Polsce The Times”, "Arcanach", „Super Expressie”, „Znaku”. Pochodzi z Lublina, mieszka w Warszawie. Prowadzi profile na Facebooku i Twitterze. https://www.facebook.com/bradziejewski https://twitter.com/Radziejewski

Komentarze

4 odpowiedzi na “Walka z obrazą uczuć religijnych: prawico, nie tędy droga!”

  1. Kuba pisze:

    Zgodziłbym się w całej rozciągłości, ale jest „ale”. Mamy obecnie „asymetrie nietykalności”, banalne (już) przykłady Muzułmanów, Żydów, mniejszości seksualnych, które są nietykalne*, a po Chrześcijanach (Katolikach) można jak po.. Nie wiem czy represje przyśpieszą laicyzację, ale brak „obrony” świętości Chrześcijan (K) będzie rozkładało wspólnotę od środka. Czy widzę jakieś rozwiązanie? Nie, chrześcijaństwo zostało uznane za przyczynę „zła” na tak wielu poziomach i jest w tak głębokiej defensywie, że nie widzę dla niego szansy no może jako deizm terapeutyczny.
    *nietykalne= w przestrzeni publicznej (autorytetów?) mamy do czynienia z odruchowym gorącym potępieniem.

  2. mhhhm pisze:

    Obraza uczuć religijnych, to taka szczególna postać mowy nienawiści, a bardziej tradycyjnie naruszenie dobra osobistego prawnie chronionego, które ze względu na szczególny charakter (obok niektórych innych dóbr osobistych) zostało wyodrębnione i faktycznie poddane szczególnej ochronie.

    I nie chodzi o „obrazę uczuć religijnych” – „uczuć”, tylko o obrazę uczyć religijnych innych osób. Wskazywanie, że to absurd jest absurdalnie nonsensowne, wskazuje na niewiedzę.

    A co do dechrystianizacji, laicyzacji, przyczyny i mechanizmy są głębsze i złożone – na Zachodzie obserwujemy przebudzenie religijne.

    Mówienie stop – wszyscy poza chrześcijanami mogą mówić stop, gdy ktoś ich krzywdzi, obraża, szydzi z nich – to podstawowe prawo. A z chrześcijanami, szczególnie katolikami robią co chcą – nawet określają nas Czcicielami Wielkanocy, żeby gdy mordowani są katolicy nie używać określenia katolik.

    Ciekawe jak bardziej możemy jeszcze ustąpić, nie przejmować się, pozwalać na bycie popychanym, marginalizowanym.

  3. mhhhm pisze:

    Podjęcie przez katolików czy w ogóle chrześcijan elementarnej obrony swoich podstawowych praw, godności i tożsamości, obrony przed opluciem, znieważanie, nienawistnymi drwinami – wzmocni wewnętrznie wspólnotę i zamiast odpływu wiernych raczej ich przysporzy. Natomiast bierność, ciągłe wycofywanie się wspólnotę osłabia.

    Fakt, że ludzie nie powstrzymują nienawistnych fanatyków, którzy z furiacką agresją atakują katolicyzm, chrześcijaństwo – świadczy o upadku społecznym, zapaści nawet podstawowych norm.

    Sytuacja wygląda tak, że z katolików, chrześcijan można publicznie szydzić, drwić, znieważać ich, prowadzić nagonkę, a nawet atakować fizycznie – a katolikom odmawia się nawet praw do obrony, mają się kulić w kącie, postawieni pod murem przyjmować kolejne kopniaki.

    To ta postawa bierności, cofania się w dłuższym proces na pewno doprowadzi do laicyzacji.

  4. raj pisze:

    Wszystko, co można na ten temat powiedzieć, wyraża pewien popularny w Internecie mem. Nie wkleję tu rysunku, ale ważna jest znajdująca się na nim treść, która brzmi mniej więcej tak:
    „Nie mogę tego zrobić, moja religia mi nie pozwala” – to jest OK
    „Nie możesz tego zrobić, moja religia ci nie pozwala” – to nie jest OK.
    I tyle w tym temacie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz