USA i Rosja. Stare spory z nowym tłem

Aktualności,

W ostatnich dniach lipca Kongres USA (25.07 Izba Reprezentantów, a dwa dni później Senat) przytłaczającą większością głosów uchwalił kolejną ustawę dotyczącą sankcji dyplomatycznych i gospodarczych wobec Rosji.

W szczegółowym wymiarze prawnym nowe legislacje nie poszerzają zbytnio obowiązujących już sankcji wobec firm z sektora finansowego i energetycznego, które wprowadziła poprzednia administracja amerykańska na skutek rosyjskiej aneksji Krymu i zaangażowania Moskwy w konflikt na wschodzie Ukrainy w 2014 roku. Istotną zmianą są jednak zapisy amerykańskiego ustawodawcy wymierzone w europejskie (głównie austriackie, holenderskie, francuskie i niemieckie) koncerny energetyczne prowadzące rozległe interesy z Rosją, pomimo wciąż obowiązujących sankcji, wprowadzonych przez UE w wyniku kryzysu ukraińskiego. Interesy te to przede wszystkim budowa gazociągu Nord Stream 2, tłoczącego błękitne paliwo z północnej Rosji przez Bałtyk do Niemiec i dalej do Czech, Słowacji i Austrii (z pominięciem Polski, Białorusi oraz Ukrainy), inwestycje energetyczne w basenie Morza Kaspijskiego oraz wspólne eksploatowanie złóż gazu w Afryce Północnej.

Ustawa nr 3364 Izby Reprezentantów, uchwalona w celu „przeciwdziałania agresji ze strony rządów Iranu, Korei Północnej oraz Rosji”, nieznacznie poszerza katalog objętych amerykańskim embargiem firm rosyjskich. Na podstawie obowiązującej w amerykańskim prawie zasady eksterytorialności sankcji grozi zastosowaniem podobnych obostrzeń wobec przedsiębiorstw z państw trzecich. W dużej mierze treść lipcowej legislacji opiera się na ustawach z czasów Obamy, utrzymując zapisy przypominające, iż aneksja Krymu jest niezgodna z zasadami Karty Narodów Zjednoczonych, prawa międzynarodowego oraz stanowi pogwałcenie integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy.

W obowiązujących do tej pory ramach wprowadzonych za czasów Baracka Obamy prezydent mógł samodzielnie uchylać część sankcji. Obecnie będzie to mógł robić dopiero po osiągnięciu konsensu z Kongresem

Tego rodzaju instrument stosowany przez Kongres oraz kolejne administracje prezydenckie nie jest w relacjach amerykańsko-rosyjskich nowością. W przeciągu ostatnich dekad sankcje uchwalano wielokrotnie: od czasów przyjętych w pierwszym roku prezydentury Geralda Forda (1974-77), poprzez wprowadzony przez Obamę tzw. „Magnitsky Act”, zabraniający wjazdu do USA urzędnikom zamieszanym w śmierć niezależnego prawnika Siergieja Magnickiego, aż po sankcje z 2014 roku. Co ciekawe, to właśnie w 2012 roku poprzedni prezydent USA przyznał Rosji po latach pełną swobodę kontaktów handlowych. Wytrzymała ona tylko dwa lata.

Najważniejszy aspekt nowych uregulowań leży w przepisach wykonawczych związanych z wprowadzaniem i utrzymywaniem obostrzeń wobec Rosji, jak również Iranu oraz Korei Północnej. W obowiązujących do tej pory ramach wprowadzonych za czasów Baracka Obamy prezydent mógł samodzielnie uchylać część sankcji. Obecnie będzie to mógł robić dopiero po osiągnięciu konsensu z Kongresem. Ustawa stanowi potwierdzenie braku zaufania obu izb amerykańskiego parlamentu wobec administracji Donalda J. Trumpa, coraz poważniej oskarżanej o kontakty z Rosjanami w czasie kampanii wyborczej w 2016 roku oraz sabotowanie śledztwa prowadzonego przez FBI w sprawie zaangażowania Kremla w amerykańskie wybory. O poważnej erozji zaufania władzy ustawodawczej do prezydenta świadczy to, że inicjatywa w kwestii nowych uregulowań wyszła od strony Demokratów i została zdecydowanie wsparta przez Republikanów. W sytuacji tak powszechnego konsensu Trump nie ma innego wyjścia, jak podpisać ustawę.

Sankcje Kongresu wydają się grzebać nadzieje Kremla na nowy „reset” w relacjach z Waszyngtonem

Ustawa Kongresu będzie kolejnym, poważnym osłabieniem mocno prujących się relacji transatlantyckich. Nie bez kozery jednym z pierwszych europejskich polityków, który wyraził oburzenie ustawami, był szef dyplomacji i wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel, który wprost nie wahał się określić działań Waszyngtonu jako lobbingu służącego sprzedaży gazu skroplonego z USA na rynek unijny. Gabriel od dawna znany był zresztą jako gorący adwersarz Trumpa – w styczniu br. wraz z szefem dyplomacji Holandii podpisał list protestujący przeciwko wprowadzonemu przez Biały Dom dekretowi zabraniającemu wjazd na terytorium USA obywatelom kilku państw bliskowschodnich. Jeżeli Amerykanie zdecydują się na nałożenie kar finansowych na firmy z UE, stracą na tym wielkie koncerny w rodzaju austriackiego OMV, francuskiego Engie oraz niemieckiego Wintershall. Rosyjskie udziały w prowadzonych przez nie projektach przewyższają 33 proc., które zaporowo ustalił amerykański ustawodawca. Sankcje mogą w tej rozgrywce pozytywnie wpłynąć na rynek energetyczny Polski i państw Trójmorza, choć oczywiście tylko przy zachowaniu atrakcyjnej i konkurencyjnej ceny na amerykański gaz skroplony.

Sankcje Kongresu wydają się grzebać nadzieje Kremla na nowy „reset” w relacjach z Waszyngtonem. Kreml, poza uciążliwymi posunięciami dyplomatyczno-konsularnymi oraz zawieszeniem współpracy naukowo-badawczej (np. kosmicznej), nie ma w zasadzie innych skutecznych instrumentów retorsyjnych. Posunięcia Kongresu osłabiają w dalszym stopniu prestiż Rosji na arenie międzynarodowej (w szczególności utrzymujące się zaangażowanie w wojnę w Syrii). Sankcje mogą również wpłynąć na dalsze zaostrzenie się antyzachodniej i antyamerykańskiej retoryki używanej przez rosyjskie kierownictwo, które jednak paradoksalnie, pozwala Kremlowi na utrzymanie poparcia społecznego i kontynuowanie narracji o Moskwie jako globalnym ośrodku oporu przeciwko „jednobiegunowemu, amerykańskiemu porządkowi światowemu”.