Turcy chcą przesuwać granice

Aktualności,

Północna Syria i Irak nie wyczerpują tureckich roszczeń terytorialnych. Erdogan ma także ochotę na ziemie należące m.in. do Grecji i Bułgarii.

Tuż przed rozpoczęciem operacji iracko-kurdyjskiej, mającej na celu wyzwolenie Mosulu spod okupacji Państwa Islamskiego, na tureckich kontach w mediach społecznościowych oraz w samej Turcji, zaczęły krążyć nowe mapy tego kraju. Mosul, a także iracki Kurdystan z Erbilem i Kirkukiem, zaznaczone były na nich jako część Turcji. Nie była to bynajmniej jakaś niszowa akcja trolli. 17 października udowodnił to sam prezydent Erdogan powołując się w przemówieniu wygłoszonym na Międzynarodowym Kongresie Prawniczym w Stambule, na Misaki Milli, dokument parlamentu Imperium Otomańskiego, przyjęty w 1920 r., według którego wspomniane tereny oraz północna Syria wraz z Aleppo miały pozostać w granicach Turcji.

Rewizjonistyczny szał wybuchł w chwili zaostrzenia się sporu między władzami Iraku a Turcją, dotyczącego obecności wojsk tureckich w bazie niedaleko Basziki, w północnym Iraku. Bagdad kategorycznie zażądał wycofania się przez Turcję i wykluczył możliwość jej udziału w operacji mosulskiej. Reakcja Turcji, a właściwie jej prezydenta, była niezwykle nerwowa. Erdogan nie tylko odrzucił te żądania, ale w przemówieniu pełnym niewybrednych wyzwisk pod adresem irackiego premiera Hajdera al-Abadi stwierdził, iż to nie Irak, lecz Turcja będzie decydować, gdzie w Iraku tureckie wojska będą stacjonować i jakie operacje prowadzić. Z drugiej jednak strony Turcja oświadczyła, iż celem jej obecności w Iraku jest „obrona suwerenności i integralności terytorialnej” tego kraju. Jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało jest to dowodem na to, iż Turcja jest bardziej zainteresowana faktyczną okupacją północnego Iraku i Syrii, a nie dezintegracją tych państw. Rozbiór tych państw oznaczać będzie bowiem powrót kwestii ustanowienia niepodległego państwa kurdyjskiego, a tego Turcja nie chce. Warto przy tym wspomnieć, iż już po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej pojawił się pomysł aneksji przez Turcję północnego Iraku i Syrii ale przy założeniu stworzenia federacji turecko-kurdyjskiej. Plan ten skończył się jednak otruciem ówczesnego prezydenta Turguta Ozala przez wojsko.

Kwestionowanie granic Turcji i porządku lozańskiego jest groźne również dla Turcji

Północna Syria i Irak nie wyczerpują jednak tureckich roszczeń terytorialnych. Erdogan w kolejnych przemówieniach zakwestionował traktat z Lozanny z 1923 r., który w zasadzie ustalił obecne granice Turcji (z jednym, dość istotnym wyjątkiem dot. sandżaku Alexandretty, dziś tureckiej prowincji Hatay), uznając, iż został on Turcji narzucony. W jego retoryce powtarzającym się elementem są pretensje terytorialne zgłaszane do greckich wysp na Morzu Egejskim, które jak stwierdził Erdogan „wcześniej były tureckie”. W tym kontekście warto wspomnieć o regularnych naruszeniach greckiej przestrzeni powietrznej przez tureckie samoloty wojskowe. Ostatnio Turcja zażądała też wycofania NATO-wskich patroli z Morza Egejskiego, patrolujących ten teren w związku z kryzysem migracyjnym.

W połowie października, w innym przemówieniu, Erdogan znów powołując się na Missaki Milli, stwierdził, iż Turcja jest odpowiedzialna nie tylko za 79 mln swych obywateli ale i za setki milionów „braci” pozostających poza jej granicami, m.in. w wyniku, jego zdaniem, niesprawiedliwych decyzji po I Wojnie Światowej. Według Erdogana, z faktu iż na ziemiach arabskich rozlatującego się wówczas Imperium Otomańskiego przeprowadzono referenda, miałoby wynikać, że podobne referendum powinno było się odbyć też w zachodniej Tracji. Erdogan w tym kontekście wymienił Cypr, Aleppo, Mosul, Erbil, Kirkuk, Batumi, Saloniki, Kyrdżali, Warnę i wyspy Morza Egejskiego jako tereny, które należą się Turcji.

Kwestionowanie granic Turcji i porządku lozańskiego jest groźne również dla Turcji. Może się to bowiem okazać mieczem obosiecznym. Warto pamiętać, iż traktat z Lozanny zastąpił traktat z Sevres, który przyznawał Grecji całą Trację wraz z Edirną oraz Smyrnę (dzisiejszy Izmir), a Trabzon, Erzurum i Van miały należeć do Armenii. W północnej Mezopotamii (m.in. Diyarbakir i Urfa) miało natomiast zostać przeprowadzone referendum w sprawie autonomicznego lub niepodległego państwa kurdyjskiego. Ponadto sandżak Alexandretty należał do Syrii aż do 1939 r., gdy Francuzi pozwolili Turcji na jego aneksję w ramach układów przed II wojną światową. Na mapach kurdyjskich teren ten znajduje się w obrębie „docelowych” granic zjednoczonego Kurdystanu.

Rewizjonistyczne zapędy Erdogana wywołały w Turcji nacjonalistyczną euforię ale realne możliwości implementacji tych planów są mizerne. Mimo buńczucznych zapowiedzi, póki co Turcja nie wzięła udziału w walkach wokół Mosulu. Tymczasem ofensywa przebiega tam szybciej niż przewidywano. Również w Syrii osiągnięcia Turcji po 2 miesiącach Operacji Tarcza Eufratu nie wyglądają imponująco. Wojsko tureckie zajęło pas ciągnący się między Azaz a Dżarabulus, głęboki na kilka do 20 km. Dalszy marsz na południe oznaczać będzie konfrontację z Państwem Islamskim, Kurdami i wojskiem syryjskim, co może zakończyć się dla Turcji totalną katastrofą. Dlatego nie można wykluczyć, że cała ta rewizjonistyczna retoryka obliczona jest tak naprawdę na odwrócenie uwagi Turków od kolejnych klęsk tureckiej polityki zagranicznej i jej ekspansjonizmu neootomańskiego.