Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

To nie upadek mediów, ale odmasowienie komunikacji masowej

Można się pocieszać, że w pełni wolne są nowe media, bo internet znosi w ich przypadku wiele ograniczeń politycznych, ekonomicznych i prawnych, ale mamy firmy technologiczne, które nam tę wolność ograniczają, na przykład usuwając konta w mediach społecznościowych

Media zmieniają się na naszych oczach. Przejście z dotychczasowych nośników informacji, do których należała jeszcze nie tak dawno drukowana prasa, jest jednym z przejawów tej szybkiej ewolucji. Jak  medioznawca ocenia ten proces? Czym wyróżniały się polskie media w okresie międzywojennym? A jak ocenia pan media nam współczesne?

Podstawowa różnica ma charakter technologiczny. Okres międzywojenny to media masowe, przede wszystkim papierowe, i powoli rozwijające się radio. Ówczesna prasa drukowana podlegała reglamentacji, po przewrocie majowym była narażona na cenzurę. Wprowadzano kolejne obostrzenia. Dokuczano również prasie pod względem finansowym. Z kolei radio było najpierw inicjatywą prywatną, ale w latach 30. zostało wykupione przez państwo, co tłumaczono względami bezpieczeństwa narodowego. Co znamienne, w konstytucji marcowej wolność prasy była zapisana, ale w ustawa zasadnicza z kwietnia 1935 roku już o tej wolności nie wspominała.

A jeżeli pyta pan o czasy nam współczesne, w zasadzie wszystko wydaje się być w porządku, czyli mamy dobre prawo, które powinno być stosowane. Niemniej jednak jest wiele ograniczeń tej wolności mediów, zaczynając od prostego faktu, że dzisiaj w zasadzie nie stosuje się prawa prasowego. W praktyce jeśli chce się, przepraszam za kolokwializm, „dowalić” dziennikarzowi, wyciąga się argument w postaci artykułu 212 kodeksu karnego. A jeśli jeszcze doda się do tego jakieś absurdalne roszczenia finansowe, to w zasadzie krępuje się wolność mediów. A w szerszym kontekście, jeśli weźmiemy pod uwagę wskaźniki rankingowe, gdzie opisywane są inne aspekty funkcjonowania mediów, to w ostatnich latach wypadamy coraz gorzej. Mam tu na myśli również upaństwowienie mediów lokalnych. Oczywiście rządzący używają argumentu, że odzyskaliśmy pewne media, że są one teraz polskie, narodowe, patriotyczne, ale ja pozwolę sobie zauważyć, że są też deficytowe i nierentowne. Jak w tym dowcipie o używanych samochodach sprowadzanych do Polski. Kupując tracące czytelników i wpływy reklamowe dzienniki regionalne również zrobiliśmy niemieckiemu sprzedawcy przysługę.

Można się pocieszać, że w pełni wolne są nowe media, bo internet znosi w ich przypadku wiele ograniczeń politycznych, ekonomicznych i prawnych, ale mamy firmy technologiczne, które nam tę wolność ograniczają, na przykład usuwając konta w mediach społecznościowych. I tak mimo że w USA pierwsza poprawka do konstytucji gwarantuje wolność słowa,  w przypadku blokowania kont w mediach społecznościowych nie ma drogi sądowej. Tutaj najbardziej spektakularny jest przykład byłego prezydenta USA Donalda Trumpa. Abstrahując od jego wypowiedzi, to on tej wolności został pozbawiony.

A wracając do Polski, co jeszcze jest takie charakterystyczne w naszym kraju? 

To przede wszystkim przenikanie się systemu politycznego i systemu medialnego. To wynika z naszej historii, że ten paralelizm zawsze był obecny. Nie dość tego: towarzyszą mu zjawiska tożsamościowe, czyli powiązanie korzystania z jakiegoś medium z wyznawanym światopoglądem czy poglądami politycznymi. Czytam konkretny tytuł, oglądam dany program telewizyjny tylko dlatego, że utwierdza mnie w moich przekonaniach. To zjawisko można też oczywiście odnosić do mediów społecznościowych. Dobrane w odpowiedni sposób algorytmy, które rządzą tymi mediami, będą podpowiadać takie treści, które mi się podobają.

Kontynuując sprawę mediów społecznościowych: czy to nie jest trochę tak, że ten próg wejścia do debaty publicznej za pośrednictwem tych mediów został skrajnie obniżony, i czy to nie dzieje się ze szkodą dla mediów? Czy w ogóle możemy mówić o takim użytkowniku mediów społecznościowych, jako twórcy medium, dziennikarzu, bo mam wrażenie, że tutaj te granice powoli się zacierają?

Zawsze twierdzę, że dziennikarzem jest ten, kto ma do tego przygotowanie, ma jakieś kompetencje zawodowe czyli mówiąc innymi słowy potrafi zebrać materiał i potrafi ten materiał opracować. Oczywiście ja jako oldskulowiec zawsze wnikliwie słucham też ludzi, którzy dzięki przymiotom swojego charakteru, dzięki doświadczeniu życiowemu, dzięki wypracowanej pozycji społecznej, mają coś do powiedzenia. Media społecznościowe to jest bazar. Rację ma ten kto krzyczy najgłośniej, używa argumentacji, która ma podłoże emocjonalne, a nie racjonalne. Profesjonalne media porównać należy do agory. Jak wiemy z historii, na agorze orator nie tylko poprzez siłę głosu, ale siłę argumentacji skupiał uwagę swoich współobywateli.

W mediach klasycznych zgłasza się tematy, dyskutuje w czasie kolegium, dochodzi do sporów pomiędzy redaktorami. Ma to jednak służyć temu, żeby materiał, który w końcu zostanie opublikowany miał wysoką jakość. W mediach społecznościowych występuje zjawisko zakrzykiwania się. Rozumiem, że coś takiego musi funkcjonować, bo to jest wykreowane przez ludzkie potrzeby, ale jakoś nie bardzo mam ochotę w tym uczestniczyć.

Cofnijmy się jednak do przeszłości mediów w Polsce. Jak wyglądało wejście do zawodu dziennikarza w XIX wieku i okresie międzywojennym, i czym różnie się to wchodzenie do dziennikarskiej profesji teraz?

W XIX wieku dziennikarzami zostawali zdeklasowani szlachcice, ci, którzy z jakichś powodów musieli przenieść się z majątków ziemskich do miasta i musieli podjąć pracę zarobkową. Do tego jeszcze dochodzili bardziej światli mieszczanie. Można ich określić mianem inteligencji. Natomiast nie brano pod uwagę wykształcenia kierunkowego. Oczywistym było, że dziennikarz, jeśli chce uprawiać swój zawód musi biegle posługiwać się językiem polskim, potrafić szybko pisać, ale formalnego wykształcenia od dziennikarzy nigdy nie oczekiwano. Jeśli chodzi o okres międzywojenny to oczywiście zaczęły powstawać szkoły dziennikarskie    pierwsza powstała w 1917 roku. I miały swoich słuchaczy. Z kolei po drugiej wojnie światowej było różnie. Szkoły prywatne szybko zlikwidowano, a na uniwersytetach państwowych z kształcenia dziennikarskiego zrezygnowano, dochodząc do wniosku, że dobry dziennikarz powinien skończyć jakieś studia kierunkowe, żeby mieć kompetencje w jakimś obszarze wiedzy. A później odbyć kształcenie dziennikarskie    w postaci dwuletnich studiów podyplomowych. W PRL prowadzono odrębne studia dziennikarskie albo też jako specjalność przy innych kierunkach np. naukach politycznych.

Kto zatem może zostać dziś dziennikarzem?

Jak pan doskonale wie, dziennikarzem może być każdy. Nie ma żadnych formalnych ograniczeń.  Nieważne, jak kto śpiewa. Wystarczy, że stanie przy mikrofonie, odwołując się do słynnej piosenki w wykonaniu Jerzego Stuhra. Każdy, kto chce, może tę profesję uprawiać. Nawet jeśli ma tendencje grafomańskie, jest agresorem, bo używa agresywnego języka. I nie wiemy, co z tym zrobić. Czy, jak to się dzieje w zachodniej Europie, uznawać za dziennikarzy te osoby, które należą do korporacji dziennikarskiej, niepodlegającej żadnej politycznej presji? Tak dzieje się w innych zawodach w Polsce. Jeśli chce pan zostać adwokatem,  to w ramach tej korporacji musi pan złożyć egzaminy, wykazać się kompetencjami. W przypadku dziennikarzy we Francji bierze się pod uwagę również czynniki etyczne. Jeśli ktoś zachowuje się nieetycznie, łamie zasady etyki dziennikarskiej, jest usuwany z korporacji. W poważnych mediach taki człowiek już pracy nie dostanie. Natomiast w Polsce jest dziennikarzem osoba, która prowadzi bloga czy kanał w mediach społecznościowych, wypisuje lub mówi tam różne rzeczy, nie sprawdza ich i nie weryfikuje. Problem weryfikacji informacji pojawia się nawet w czasie zajęć na uczelni. Często wydaje się młodym ludziom, że jeśli coś jest w internecie, to jest prawdziwe, nie ocenia się jakości tego źródła i przepisuje bezrefleksyjnie.

Źródła to jedno, ale chyba również sympatie dziennikarza, jego poglądy, coraz bardziej wpływają na medialny przekaz. Czy istnieje w pełni obiektywne dziennikarstwo? A jeśli nie, to czy uporządkowanie kwestii związanych z uprawianiem zawodu w Polsce nie pomogłoby rozwiązać częściowo tego problemu? Jednak inicjatywa powołania takiej izby na razie wydaje się również nieszczęśliwa ze względu na to, że wychodzi z kół rządzących, a zatem doszłoby do kontroli wolności mediów przez władzę.

Kluczowe są badania dotyczące obiektywizmu nadawców. Niedawno większość respondentów twierdziła, że w miarę obiektywny jest Polsat, a  w przypadku TVP i TVN ten obiektywizm był już mniejszy.  Mówiąc o obiektywizmie, musimy pamiętać, że każdy człowiek podlega procesowi socjalizacji. Urodził się w konkretnej rodzinie, rodzice mieli takie, a nie inne dochody, chodził do konkretnej szkoły. Ta sprawa wydaje się oczywista. Druga rzecz dotyczy samego dziennikarstwa. My mamy model środkowoeuropejski, w którym często wyraża się sądy wartościujące, komentuje rzeczywistość. Alexis de Tocqueville, pisząc w XIX wieku o demokracji w Ameryce, ocenił również ówczesną amerykańską prasę. Pisał, że jest kiepska, bo podawała  informacje i nie było tam w ogóle publicystyki.

Jak zatem to powinno wyglądać?

Jeśli dziennikarz przestrzegałby reguł, to powinien oddzielać informację od komentarza. Przedstawić informację opartą na faktach, dobrze zrobione pod względem warsztatowym, wieloźródłowe materiały, a następnie zaprezentować różne oceny i stanowiska. Wszystko to jest zapisane w karcie etycznej mediów. Za wzór porządnego dziennikarstwa w przypadku Polski uznaję „Rzeczpospolitą” za czasów Dariusza Fikusa. Robili w niej bardzo rzetelne dziennikarstwo informacyjne, a jak się pomylili, to przepraszali. Nie trzeba było w ogóle ich prosić o to, bo dla nich było oczywiste, że tak należy się zachować. To jest model anglosaskiego, liberalnego dziennikarstwa.

Tymczasem w Polsce wszystkie media mają z tym problem. Dziennikarze, nie wiem, czy z powodu braków warsztatowych, czy z lenistwa, nie budują fundamentu informacyjnego, ale wolą zajmować się komentowaniem. Natomiast jeżeli chodzi o próbę stworzenia izby, to inicjatywa powinna wychodzić od samych dziennikarzy. Musieliby widzieć w niej korzyści, takie jak wsparcie przy negocjowaniu podwyżek, pomoc prawna, której dziś wielu dziennikarz jest pozbawiona. Istniejące stowarzyszenia dziennikarskie nie są popularne, są często grupami emeryckimi i nie przyciągają młodych. Wiszą też nad nimi różne flagi „plemienne”, a nie wszyscy chcą się utożsamiać z określonymi poglądami. Dlatego dobrze byłoby, żeby to dziennikarze sami wyszli z tym pomysłem, a nie była to decyzja odgórna, administracyjna, która wykluczałaby osoby krytyczne wobec nadzorującej izbę władzy.

Często słychać, że dziś obserwujemy upadek mediów w Polsce. Goni się za sensacyjnymi i klikalnymi w internecie informacjami. Przekazy medialne wiążą się często z politycznymi sympatiami wydawców i nadawców. Czy możemy mówić o upadku mediów w Polsce i jaka przyszłość czeka te media?

Jeśli będziemy patrzeć na te media pod względem jakościowym, czyli że są media głupie i mądre, to nie ma problemu. Jeśli będziemy patrzeć z perspektywy politycznej to też nie ma problemu, dlatego, że każdy ma jakąś propozycję, i to zarówno jeśli chodzi o sposób przekazywania komunikatu, ale też i jego barwę polityczną. Każdy odbiorca ma takie medium, które jest dostosowane do jego możliwości intelektualnych    i tutaj nie dostrzegam żadnego zagrożenia. Dostrzegam natomiast jedno kardynalne zagrożenie, które wynika ze zmiany istotnych sposobów komunikowania się ludzi, czyli komunikacji społecznej.

Mamy dzisiaj do czynienia z odmasowniem komunikowania masowego, a zatem pojawia się tutaj niebezpieczeństwo dla profesjonalnych mediów, że ich byt ekonomiczny te fundamenty ekonomiczne powolutku rozmyje. Proszę zauważyć     i to nie jest tylko moja obserwacja    że pieniądze za reklamę, które wcześniej trafiały nie tylko do drukowanej prasy, i do innych mediów, poszły do internetu. Ale kto w tym internecie zarabia największe pieniądze? Firmy technologiczne, a nie media. I tu jest ten problem. Do tego instytucje rządowe, samorządy, firmy dzisiaj mają własne witryny. I to tam zawsze mogę znaleźć u źródła informacje, których szukam. Człowiek dziś googluje, a nie szuka ogłoszeń i informacji w klasycznych mediach. Media się ratują, idąc za tą agendą internetową. Owszem, definicja mediów i komunikowania też się zmienia. Mówi się przecież, że od kiedy człowiek zaczął używać języka, czyli jakoś porozumiewać się z innym przedstawicielem swojego gatunku, to już mamy do czynienia z mediami. Dziś zaczynają dominować media społecznościowe, i pewnie to one będą dominantą tej komunikacji społecznej. A ja, zajmując się klasycznymi mediami, nie będę, jak to mówią młodzi ludzie, „ogarniać tego wszystkiego”.

prasoznawca, historyk i medioznawca. Profesor zwyczajny związany z Instytutem Dziennikarstwa i Informacji na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
współpracownik NK, doktor nauk humanistycznych, z wykształcenia historyk, politolog i dziennikarz. Miłośnik przyrody i Wileńszczyzny. Obecnie wspiera działania Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze i prowadzi Magazyn Poświęcony Przyrodzie natropie.tv [1]. Zajmuje się również tematyką afrykańską i interesuje bliskowschodnią, w kontekście niemuzułmańskich społeczności Bliskiego Wschodu.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz