Newsletter

Tadeusz Kościuszko byłby z nas niezadowolony

Kościuszko był czczony w XIX wieku jako Ojciec Założyciel narodu polskiego. Do Insurekcji narodem w Polsce była tylko szlachta. Od Insurekcji Polakami są wszyscy, którzy chcą być Polakami

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Jarema Piekutowski: W numerze 3/2017 „Kronosa” piszą Państwo o Tadeuszu Kościuszce jako o ojcu polskiego republikanizmu. Co to znaczy?

Wawrzyniec Rymkiewicz: Kościuszko zajmuje dzisiaj w polskiej kulturze miejsce bardzo szczególne. W wieku XIX i XX był otoczony powszechnym kultem. Mit Kościuszki – ponieważ Kościuszko szybko stał się mitem – przybiera w XIX wieku różne kształty, co świetnie pokazał profesor Skrzypek w otwierającym ten numer wyborze tekstów o Naczelniku. Romantycy widzieli w nim Rycerza Chrystusowego, przywódcę chrześcijańskiego Ludu. Po roku 1918 czcili go nie tylko ludowcy, ale także piłsudczycy i narodowi demokraci. Feliks Koneczny napisał o nim bardzo ciekawą książkę, w której pokazuje Kościuszkę jako wzorzec osobowy dla nowoczesnego Polaka.

Problem jest taki, że polskie elity – i dotyczy to zarówno prawicy, jak i lewicy – wciąż bardzo często (choć na szczęście są wyjątki) myślą o Polsce w kategoriach francuskich albo angielskich

Kościuszkę otaczali wreszcie kultem komuniści, był on patronem I dywizji LWP, walczącej pod Lenino.

I nagle – po roku 1989 – Kościuszko znika. Staje się dla wszystkich niewygodny. Wszystkim jest nie na rękę. Jest niewygodny dla lewicy, ponieważ był narodowym rewolucjonistą, jest niewygodny dla prawicy, ponieważ był oświeceniowym antyklerykałem, a Insurekcja Kościuszkowska wydaje się tutejszą, lokalną wersją rewolucji francuskiej.

Czyli Kościuszko stracił swą pozycję bohatera?

To jest tylko złudzenie, bo z drugiej strony – jeżeli spojrzymy na otaczającą nas rzeczywistość – zobaczymy, że polskie życie polityczne wciąż zaludniają postacie i figury, które pojawiły się w trakcie Insurekcji Kościuszkowskiej, pochodzące z kościuszkowskiego imaginarium. Proszę zwrócić uwagę: o Jarosławie Kaczyńskim mówi się „naczelnik”. Tak mówiono też o Piłsudskim, który był reinkarnacją (sądzę, że całkowicie świadomą) tamtego mitu: Królestwo Polskie upada i wtedy pojawia się charyzmatyczny przywódca, obdarzony charyzmatami władzy, który ma zastąpić Polakom króla.

Ale postacią z imaginarium kościuszkowskiego jest także – a przynajmniej kiedyś był – Lech Wałęsa! Do tego imaginarium należy bowiem również postać ludowego bohatera, szewca Kilińskiego albo Bartosza Głowackiego. Ta postać kilkakrotnie się potem w polskiej historii powtarzała – wspomnijmy choćby o Wincentym Witosie – i miała nawet, jak każdy głęboki archetyp, swoje negatywne odbicie, swoją ciemną stronę, którą najpełniej ucieleśnia Jakub Szela. Ciemnym odbiciem Wałęsy, anty-Wałęsą był w latach osiemdziesiątych Albin Siwak. Innym awatarem tego archetypu był niewątpliwie Andrzej Lepper.

Najważniejszym dziedzictwem I Rzeczpospolitej jest utożsamienie polskości i wolności. Polak jest wolnym człowiekiem

Kościuszko był czczony w XIX wieku jako ojciec założyciel narodu polskiego. Taki jest sens tamtego – powszechnego – kultu, którym był otoczony. Do Insurekcji narodem w Polsce była tylko szlachta. Od Insurekcji Polakami są wszyscy, którzy chcą być Polakami. Sensem Insurekcji było rozszerzenie polskości i objęcie nią albo przyjęcie do niej włościan i Żydów. To jest – jak sądzę – sytuacja trwała. Polska – czy chcemy tego, czy nie – jest Polską kościuszkowską.

Od Insurekcji dzielą nas jednak stulecia. To była zupełnie inna epoka…

I co więcej dzieli nas od niej 40 lat PRL-u, który – wydawać by się mogło – doprowadził rewolucję francuską w Polsce do ostateczności i zamknął w jakiś sposób sprawę. Proszę zwrócić jednak uwagę na osobliwą prawidłowość świata postkomunistycznego. Co łączy Polskę z – na przykład – Koreą Północną? W Korei dokonał się powrót do dziwacznej struktury o charakterze monarchicznym, rządy sprawuje tam dynastia Kimów. Po radykalnej sowieckiej modernizacji wróciła tam zatem jakaś archaiczna forma życia, ubrana jednak w nowoczesne kostiumy i uzbrojona w bombę atomową. Coś podobnego wydarzyło się także w Rosji, gdzie panuje putinowski neocaryzm i na Rusi-Ukrainie, gdzie władzę – zupełnie jak za czasów I Rzeczpospolitej – sprawują lokalni oligarchowie.

W Polsce natomiast spór polityczny toczy się dzisiaj w kategoriach osiemnastowiecznych i dziewiętnastowiecznych: jest konfliktem między elitami a ludem, między metropolią a prowincją. Po bardzo gwałtownej sowieckiej „modernizacji” mamy nagle dzisiaj w Polsce powrót do języka rewolucji ludowej: w jaki sposób upodmiotowić prowincję, jak wprowadzić w Polsce prawdziwą równość? Parafrazując Marksa: widmo ludowej rewolucji krąży po Polsce…

Mówi Pan o konflikcie między PO i jej elitami a PiS i jego ludem?

Spory partyjne są wtórne wobec głębszych podziałów, sięgających samego życia. Proszę zwrócić uwagę, jak zachowują się dzisiaj w Polsce aktorzy. Aktorzy pełnią w życiu społecznym bardzo ważną rolę: oni z jednej strony pokazują publiczności wzory zachowań, a z drugiej – od tej publiczności te wzory czerpią, wyostrzając je i nadając im wyraziste kształty. Otóż aktorzy w Polsce zachowują się dzisiaj, jak jakaś karykatura przedwojennej arystokracji. Znana aktorka niczym jakaś hrabini manifestuje publicznie swoją pogardę dla kibiców. Syn znanego aktora, skądinąd też aktor, dziedzic talentu, młody jaśniepanicz, ogłasza publicznie, że wstydzi się mówić po polsku. Paradoks polega na tym, że są to w większości ludzie wychowani w Polsce Ludowej, których Polska Ludowa wykarmiła, wykształciła, którym dała pracę i umożliwiła sukces. To dzięki niej stali się „elitą”, która może teraz pogardzać „ludem”. Wszystko to jest dziwne, przerażające, zabawne.

W jaki sposób Kościuszko może być nam zatem przydatny? Czy uważa Pan, że republikanie w Polsce powinni odwoływać się do Kościuszki? 

Republikanie polscy muszą się odwoływać do Kościuszki, ponieważ żadnego innego republikanizmu tutaj nie mamy. To słowo – republikanizm – w każdym kraju znaczy coś innego. W Hiszpanii „republikanie” to są komuniści. Polacy powinni myśleć o sobie we własnym języku i we własnym języku rozumieć swoją własną historię. Myśląc o polskiej historii w kategoriach historii francuskiej albo angielskiej dochodzimy do jakichś bredni. Mówi się na przykład, że Unia Polsko-Litewska była jakąś formą kolonializmu, że Ruś była polską kolonią. Problem polega na tym, że żaden radża ani szejk nie został królem Anglii, a syn kniazia Jaremy został królem Polski.

Wróćmy jednak do Kościuszki. Problem jest taki, że polskie elity – i dotyczy to zarówno prawicy, jak i lewicy – wciąż bardzo często (choć na szczęście są wyjątki) myślą o Polsce w kategoria francuskich albo angielskich. Konserwatyści często uważają, że toczą walkę z rewolucją francuską i są taką samą prawicą, jak francuscy monarchiści. Żołnierzy powojennego, antykomunistycznego podziemia porównuje się do powstańców z Wandei. Myśląc w ten sposób konsekwentnie, trzeba jednak odrzucić całą polską tradycję niepodległościową. Ostatnim królem Polski – o czym warto pamiętać – był Mikołaj II Romanow. Współcześni polscy monarchiści są całkowicie wykorzenieni z polskiej historii. To jest taka postsowiecka osobliwość: tradycjonalista wykorzeniony z własnej historii, nie rozumiejący własnej historii, obcy dziejom własnego narodu.

Unia Europejska jest nowym wcieleniem krzyżackiego i pruskiego ducha. Za wiarą w procedury stoi przekonanie, że rzeczywistość społeczna może mieć charakter mechaniczny, i że powinniśmy ograniczyć decyzje jednostki – dla jej własnego skądinąd dobra i bezpieczeństwa

Podobnym dziwactwem jest jednak umysłowość postępowa, dla której istnieje jakaś sprzeczność pomiędzy polskością a nowoczesnością. Otóż – jeśli polskość jest kościuszkowska, jeśli to Kościuszko jest ojcem założycielem narodu polskiego – to znaczy, że polskość esencjalnie jest formą nowoczesną. Trudnością, dla niektórych nie do przezwyciężenia, jest zrozumienie, że Polska ma swoją własną, osobną i szczególną postać Oświecenia, ucieleśnioną w Konstytucji 3 Maja, i że Polacy – jako Polacy, w istocie swojej – nie byli nigdy zapóźnieni, wsteczni, zacofani. Byli i są odrębni, osobni, samoswoi – ale nie zacofani.

Mam takie poczucie, że utraciliśmy w pewnym momencie własny język i własną samodzielność myślową. Być może stało się to w roku ‘89, a być może wcześniej. Porzucenie Kościuszki, to dziwne o nim zapomnienie, jest tego elementem.

Czy jest możliwe zjednoczenie wszystkich Polaków? Czy Kościuszko mógłby jakoś Polaków pogodzić?

Tak myślę. W Polsce dzisiejszej istnieje jakaś potrzeba radykalnej przemiany, głębokiej odnowy, która paradoksalnie łączy wszystkich: narodowców i liberałów, wyborców PIS-u i Platformy. Jedni chcą dogłębnej dekomunizacji (której ofiarą pada też polskie Oświecenie), drudzy – radykalnej europeizacji. Oba te radykalizmy są skutkiem PRL-u, wynikają z zerwania ciągłości, są oznaką zagubienia. Polacy czegoś szukają, choć nie do końca wiedzą czego. Chcą coś w sobie radykalnie zmienić. Sądzę, że szukają samych siebie.

Na czym może polegać republikanizm w polskim wydaniu?

Tu musimy się cofnąć do I Rzeczpospolitej i odpowiedzieć sobie, jaka była natura republikanizmu sarmackiego i w jaki sposób ta natura została przekształcona – przeformułowana – przez Insurekcję Kościuszkowską. Mówiąc najkrócej: filozofem I Rzeczpospolitej był Arystoteles (choć oczywiście w szkołach czytano wtedy Cycerona, więc mówiąc dokładniej: był to Arystoteles podany i wyłożony przez Cycerona). To, w jaki sposób dawni Polacy rozumieli wolność i doskonałość, czym była dla nich wspólnota narodowa i państwo, prowadzi nas do Etyki nikomachejskiej i Polityki. Można spojrzeć na I Rzeczpospolitą jako na próbę odpowiedzi na pytanie Arystotelesa: jak stworzyć państwo doskonałe, łączące zalety monarchii, arystokracji i rządów obywatelskich, państwo idealne, zgodne z naturą i zapewniające swoim obywatelom (czyli szlachcie) wolność.

Kto jest wolny – pracownik korporacji, który jest całkowicie zależny od swojego szefa, czy posiadacz drobnej własności, pracujący na swoim, którego nikt nie może wyrzucić z pracy?

Ale to się nie udało?

Nie wiem, czy się nie udało. Sądzę, że jednak jakoś się udało. Najważniejszym dziedzictwem I Rzeczpospolitej jest utożsamienie polskości i wolności. Polak jest wolnym człowiekiem. Nie można być Polakiem i niewolnikiem. Taka jest sarmacka definicja polskości. Ona jest oczywiście ograniczona. Nazbyt elitarna. Dla nas dzisiaj – po Kościuszce – nie do przyjęcia, ale mimo to zasadnicza i podstawowa.

W XVI stuleciu zaczął jednak powoli powstawać inny twór, obcy nam i wrogi – a także wrogi Arystotelesowi – który zniszczył Rzeczpospolitą. Udało się stworzyć państwo będące połączeniem koszar i klasztoru. Na tym polega wielki wkład Zakonu krzyżackiego do duchowości europejskiej. Zakon krzyżacki, który był zakonem rycerskim, przekształcił się w Prusy będące protestanckim państwem wojskowym, opartym na biurokracji i religii. Istotę tego zjawiska najpełniej wypowiedział Hegel, najważniejszy filozof Prusaków. Wolność w państwie pruskim polega na przestrzeganiu prawa i wypełnianiu obowiązków, a urzędnik państwowy – nowa forma życia – jest na wpół żołnierzem, a na wpół zakonnikiem.

Tę formę życia, którą stworzyli Prusacy, udało się następnie zaszczepić w Rosji, połączyć z azjatycką despotią. To jest dzieło przede wszystkim Piotra Wielkiego, ale także jego następców, aż do Józefa Stalina włącznie. Moskwa przestała być dzikim państwem mongolskim, Złotą Ordą. Przyjęła, zaadoptowała – i to czasem w sposób prawdziwie przerażający – zachodnie sposoby sprawowania władzy i nowoczesne formy dyscypliny społecznej. Polska przegrała konfrontację z dwoma „społeczeństwami dyscyplinarnymi”, żeby użyć formuły Foucaulta.

Rozbiory mają zatem głęboki sens filozoficzny. Warto w tym kontekście wspomnieć Nietzschego, najważniejszego niemieckiego krytyka Hegla. Otóż Nietzsche, jak Pan wie, uważał się za Polaka. To jest czasem przedstawiane jako jakieś jego dziwactwo albo umysłowa fanaberia. Tymczasem deklarację Nietzschego, że jest polskim szlachcicem par excellence, trzeba traktować poważnie. Nietzsche w dawnych Polakach, tych „Irokezach Europy”, widział ostatnich Greków, ostatni przyczółek starożytnej wolności w nowoczesnej Europie, którą gardził i której nienawidził.

W jaki sposób wiąże się to z naszą współczesnością?

Moralność Arystotelesa, wyłożona w Etyce nikomachejskiej, nie opiera się na prawie, lecz ma charakter sytuacyjny. Najważniejsza jest decyzja jednostki, która w danej sytuacji – a każda sytuacja jest zawsze w jakiś sposób wyjątkowa – musi dokonać wyboru. Człowiek, mówi Arystoteles, chce wybierać dobrze. Żadne prawa, przepisy i procedury, nie mogą jednak z góry określić, co ma wybierać. Człowiek nawet przeciętnie inteligentny łatwo znajdzie sytuacje, w których trzeba złamać tak podstawowe reguły, jak „nie kłam”, „nie kradnij”, „nie zabijaj”. Reguły moralne są dla dzieci. Tłumacząc dzieciom zasady moralności podajemy im łatwe do zapamiętania formuły. Człowiek dorosły – znajdujący się w rzeczywistej sytuacji wyboru – musi jednak opierać się własnym rozeznaniu moralnym. Dlatego tak trudno jest żyć dobrze. Wciąż popełniamy błędy.

Tymczasem współczesne społeczeństwa europejskie są w coraz większym stopniu poddane prawom i procedurom. Te prawa i procedury opisują i regulują różne szczegółowe dziedziny życia: co można jeść, jakich leków wolno używać, co robić ze śmieciami. Unia Europejska jest nowym wcieleniem krzyżackiego i pruskiego ducha. Za wiarą w procedury stoi przekonanie, że rzeczywistość społeczna może mieć charakter mechaniczny i że powinniśmy ograniczyć decyzje jednostki – dla jej własnego skądinąd dobra i bezpieczeństwa. Współcześni Prusacy uważają się za „przyjaciół Ludzkości”, są humanistami.

To jest jednak całkowicie sprzeczne z charakterem narodowym Polaków, z naszą – ukształtowaną najpierw przez I Rzeczpospolitą, a następnie przez zabory i opór przeciwko zaborcom – naturą. Z naszą złotą wolnością, z naszym liberum veto i z naszą narodową anarchią. Wszystko to nie jest i nigdy nie było żadną patologią. A raczej – to może być patologią tylko w oczach Prusaka, który chciałby poddać całą rzeczywistość kontroli i dyscyplinie i w ten sposób (Prusak jest protestantem) naprawić zniszczoną przez grzech pierworodny naturę…

Dla Polaków procedury i przepisy mogą być w najlepszym razie złem koniecznym. Dla Prusaków są one natomiast źródłem szczęścia i rozkoszy. Rzeczywistość zostaje wreszcie uporządkowana, uregulowana, okiełznana i zdyscyplinowana.

To, co pan mówi o Polsce, wydaje się zbliżone do ideału liberalnego.

Tak, to jest prawdziwy liberalizm. Uważam, że dusza polska jest z natury swej liberalna, wolnościowa, anarchiczna. Żyjemy dziś jednak w pojęciowym zamęcie: „liberałami” nazywają siebie technokraci. W ten sposób dochodzimy do zasadniczego problemu współczesności, który będzie narastał i który jest największym zagrożeniem dla nas – Polaków – ale też dla całej ludzkości, dla człowieczeństwa. Przymierze ołtarza i tronu zostało zastąpione przez sojusz biurokracji i technokracji. Można połączyć procedury biurokratyczne z kontrolą techniczną. Nie wiem, czy Pan słyszał o nowym pomyśle: kierowca wjeżdżając na autostradę ma oddawać prowadzenie pojazdu (którego nie będzie już można nazwać „samochodem” ani „autem”) zewnętrznej kontroli, nadzorowi samej autostrady, która będzie nim kierować. Nie wiem, czy ten pomysł zostanie zrealizowany. Jednak samo jego pojawienie się pokazuje dobrze, dokąd zmierzamy.

Jest w Warszawie rondo i pomnik de Gaulle’a, który tym się zasłużył, że lubił Polaków, za co Polacy są mu niesłychanie wdzięczni, a Hryniewiecki nie ma pomnika. Tymczasem bez tej postaci, ciemnej, rozpaczliwej, nie możemy zrozumieć nas samych i własnej historii, naszej własnej wewnętrznej grozy

Czyli republika w polskim wydaniu to przede wszystkim wspólnota wolnych jednostek, bez kontroli państwa?

Polska wolność przez lata PRL-u manifestowała się przede wszystkim negatywnie, anarchicznie, bo tak zachowywali się Polacy w konfrontacji z państwem totalitarnym. Tego ducha anarchii, który jest elementem polskiego liberalizmu, warto pielęgnować – choć dzisiaj mamy już własne państwo, do pewno stopnia niepodległe i powinniśmy mądrze nim kierować.

W państwie liberalnym rodzi się nam jednak problem z wolnością. Miejsce zniewalającego państwa i procedur szybko może zająć wielki kapitał.

Tak – dlatego celem istnienia państwa powinno być zabezpieczenie wolności jednostki. Tylko po to istnieje państwo, żeby jednostka była wolna. Państwo polskie istnieje po to, żeby zabezpieczać polską wolność.

A jakie konkretne rozwiązania prawne czy konstytucyjne pan widzi?

Ten ogólny postulat powinien rozpadać się na mnogość rozwiązań szczegółowych. Państwo polskie powinno bronić drobnych posiadaczy przeciwko wielkiemu kapitałowi. Stawać po stronie sklepikarzy przeciwko supermarketom. Ułatwiać nabywanie ziemi przez obywateli, zmniejszać podatki od posiadania nieruchomości.

Weźmy taki problem praktyczny: kto jest wolny – pracownik korporacji, który jest całkowicie zależny od swojego szefa, czy posiadacz drobnej własności, którego nikt nie może wyrzucić z pracy? Jest taka dawna polska formuła, niezmiennie aktualna: „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. To jest esencja polskiej myśli równościowej.

Dlaczego uważa pan jednak, że to właśnie Kościuszko ma być patronem tak rozumianego republikanizmu?

Mówiąc o Kościuszce, myślę o pewnej idei, która – uważam – jest żywa i wciąż przenika nasze życie. Kościuszko w zasadniczy sposób różni się od Robespierre’a i Lenina. Insurekcja jako forma lokalna ma swój kształt własny i jest znacznie bliższa rewolucji amerykańskiej i jej ideałom, niż rewolucji francuskiej.

Proszę zwrócić uwagę na takie zdarzenie. To jest chyba najdziwniejszy moment w życiorysie Kościuszki, który wiele nam o nim mówi. Kościuszko był więźniem cara Pawła w twierdzy Pietropawłowskiej i został z niej w roku 1796 zwolniony po tym, jak złożył carowi przysięgę, że nigdy nie wróci do Polski i że nie będzie walczył z Rosjanami.

I Kościuszko – co zawsze wszystkich dziwiło – tej przysięgi się trzymał. Cara Pawła uduszono. Mały kapral z Korsyki został cesarzem Francuzów. Francuzi wkroczyli do Polski. A Kościuszko wciąż trzymał się przysięgi – ponieważ słowa honoru, raz danego, nie wolno złamać, nawet jeśli się je daje śmiertelnemu wrogowi.

Co to znaczy? Otóż – on był rycerzem. Zachowywał dawny kodeks rycerski. I tak właśnie trzeba rozumieć (i tak skądinąd zawsze rozumiano) ostateczny cel Insurekcji. Jej celem było uszlachcenie chłopów. Polscy chłopi wybierając polskość stają się polską szlachtą. To jest radykalnie przeformułowana sarmacka definicja polskości: tylko człowiek wolny jest Polakiem. Polak nie może być niewolnikiem. Można zatem dawne formy życia przekształcić w sposób radykalny, a ich głęboki sens może pozostać nienaruszony.

I uważa pan, że takie przekształcenie jest możliwe?

Uważam, że dowodzi tego Insurekcja Kościuszkowska i cała późniejsza historia Polski. W Insurekcji zawarty jest pewien moment (nazwijmy go tak) nihilistyczny, albo – dokładniej – nihilistyczny punkt odniesienia. Wróćmy do pytania, dlaczego nie można być w Polsce tradycjonalistą?

Powodem są rozbiory. Trzy monarchie – Austria, Prusy i Rosja – zniszczyły Królestwo Polskie. Prusacy przetopili polskie insygnia koronacyjne na sztabki złota. W ten sposób – dla nas Polaków – monarchiczny porządek wypadł ze swoich posad. Sam siebie podważył i zakwestionował. Jeśli bowiem można zniszczyć Królestwo Polskie i stopić polską koronę, to może nie ma żadnych zasad? Może wszystko jest chwiejne? Tu się otwiera jakaś otchłań i nie mam żadnych wątpliwości, że nasi przodkowie w nią zajrzeli.

W historii Polski jest takie wydarzenie, o którym Polacy zapomnieli i którego się najwyraźniej boją. Polak zabił cara. Ten wielki czyn Ignacego Hryniewieckiego był odpowiedzią na rozbiory i na wszystkie rosyjskie zbrodnie. Kryminaliści z rodziny Romanowów, po tym co nam zrobili, zasługiwali tylko na śmierć. Ale współcześni Polacy o Hryniewieckim zapomnieli. Jest w Warszawie rondo i pomnik de Gaulle’a, który tym się zasłużył, że lubił Polaków, za co Polacy są mu niesłychanie wdzięczni, a Hryniewiecki nie ma pomnika. Tymczasem bez tej postaci, ciemnej, rozpaczliwej, nie możemy zrozumieć nas samych i własnej historii, naszej własnej wewnętrznej grozy.

Wróćmy do Kościuszki. I spójrzmy na niego od tej strony. Insurekcja jest odpowiedzią na rozbiory. Świat wypada ze swoich posad. Rozpada się jego dawny porządek. I w obliczu tego rozpadu Polacy dokonują przemiany radykalnej.

Powiedział pan, że od czasu Insurekcji Kościuszkowskiej Polakiem jest każdy, kto chce być Polakiem?

Tak. W ten sposób dochodzimy do zasadniczego punktu. Insurekcja, tak ją rozumiem, jest radykalizacją dawnej polskiej wolności. W I Rzeczpospolitej wolny był tylko szlachcic i była to wolność dana z natury i przez naturę, wolność z przyrodzenia, zagwarantowana przez urodzenie. Natomiast od czasów Insurekcji wolność w Polsce nie jest dana z natury, lecz stała się czymś, co zostało nam zadane i co jest przedmiotem naszego wyboru. Taki jest sens całej naszej tradycji insurekcyjnej, który jest absolutnie zasadniczy i o którym stale trzeba pamiętać.

Ja w ogóle uważam, że Insurekcja jest formą polską, że polskość jest Insurekcją permanentną

Wolność staje się decyzją. Proszę zwrócić uwagę na kolistą figurę, która tu się zarysowuje: wybierając wolność, wybieramy decydowanie o sobie. Filozofia nowoczesna opisuje to jako akt samostanowienia podmiotu. Podmiot sam się w sobie ustanawia i konstytuuje. Taki jest właśnie metafizyczny sens bitwy pod Racławicami i tej pięknej postaci, jaką był Bartosz Głowacki. Wybór wolności nie jest decyzją arbitralną, pozbawioną jakichkolwiek kryteriów. Ten wybór staje wobec kryterium ostatecznego, jakim jest śmierć. Wolny jest ten, kto gotów jest poświęcić życie dla Ojczyzny.

Nie wszyscy jednak uważają, że polskość należy wybierać.

Tak – i na tym właśnie polega największe niebezpieczeństwo. I taki jest też pewnie najgłębszy sens naszego zapomnienia o Kościuszce. Wydaje się nam, że polskość jest czymś całkowicie naturalnym, przyrodzonym, z góry nam danym, a może nawet narzuconym. Takie myślenie nie bierze pod uwagę najważniejszej lekcji naszej historii. Rzeczpospolita upadła. Rzeczywistość jest formą chwiejną. Ta podstawowa lekcja ma swój ciąg dalszy w XX wieku i we wszystkich tych straszliwych katastrofach, które wtedy nastąpiły.

Rozumiem, że potrzebna jest nam rewolucja?

Może – dla ścisłości – powiedzmy: Insurekcja. Ja w ogóle uważam, że Insurekcja jest formą polską, że polskość jest Insurekcją permanentną. Musimy nieustannie na nowo wymyślać samych siebie i własne formy życia, ale tak, żeby samych siebie jednocześnie w tej przemianie nie stracić, nie zgubić. Domagam się zatem Insurekcji, choć – jak Pan rozumie – powinna to być przede wszystkim Insurekcja duchowa. Potrzebna jest nam duchowa niepodległość. My jednak jesteśmy dziwnie słabi. Kościuszko byłby z nas niezadowolony.