Wpisz kwotę, którą chesz przekazać na rzecz NK
Podwyżka zasiłków dla bezrobotnych to nie głupi pomysł. Pod warunkiem, że jednocześnie zliberalizujemy Kodeks Pracy oraz usprawnimy pośrednictwo zawodowe.
Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska zaproponowała, by podnieść zasiłek dla bezrobotnych do 1000 zł miesięcznie. Czy to kolejny przejaw lewicowych tendencji, jakie od samego początku widać w działaniach rządu PiS, jeśli chodzi o reformowanie rynku pracy?
Sprawa nie jest jednoznaczna. Zasiłki dla bezrobotnych są w Polsce mocno zmitologizowane. Traktowane jako „chłopiec do bicia”, sztandarowy przykład złego „socjalu”, który rozleniwia ludzi i produkuje armię nierobów żyjących na koszt podatnika, jest źle skonstruowany i właściwie nie spełnia swojej funkcji. Teoretycznie zasiłek (podkreślmy: wypłacany z Funduszu Płacy, czyli z pieniędzy odprowadzanych przez pracodawcę, stanowiących de facto część wynagrodzenia brutto brutto pracownika) ma umożliwić osobie bezrobotnej przeżycie w okresie poszukiwania pracy i – w drugiej kolejności – być także elementem wspomagającym przy negocjacjach płacowych z potencjalnym zatrudniającym.
Tymczasem podstawowy zasiłek wynosi dziś w Polsce 831,10 zł miesięcznie przez pierwsze trzy miesiące pobierania przez (w zależności od stopy bezrobocia w danym powiecie) 6-18 miesięcy, nie są to więc żadne kokosy. Zasiłek jest często raczej dodatkiem do zarobków uzyskiwanych z pracy na czarno, od samej kwoty ważniejsze jest tu ubezpieczenie zdrowotne, jakim objęty jest bezrobotny. W tym kształcie, z systemowego punktu widzenia, zasiłek jest rzeczywiście pieniędzmi wyrzucanymi w błoto.
Chcemy stosować kij na proponujących głodowe pensje biznesmenów w postaci wysokiego zasiłku – dajmy im i marchewkę w postaci liberalizacji Kodeksu Pracy
Podwyżka zmieniłaby ten stan rzeczy – ale tylko połowicznie. Bo z jednej strony przywróciłaby sens jego istnienia jako zapory przed nędzą i obrony przed zbyt niskimi płacami, z drugiej strony pogłębiłaby inne patologie instytucjonalno-prawnego otoczenia rynku pracy. Rozwiązanie to miałoby ręce i nogi, gdyby uczynić go krokiem w kierunku stworzenia czegoś na kształt polskiego systemu flexicurity, łączącego bezpieczeństwo z elastycznością. Obecnie nie mamy ani jednego, ani drugiego.
Względną elastyczność rynku pracy umożliwiają furtki, jakimi przy zatrudnianiu są czy to umowy cywilnoprawne czy umowy czasowe – zdaniem rządu zmora polskiego rynku pracy. Pracodawcom mniej doskwiera nawet osławiony ZUS, niż sztywne rozwiązania zawarte w Kodeksie Pracy, jeśli chodzi o możliwość dostosowywania zatrudnienia do aktualnych potrzeb. Trudności związane z możliwością zwolnienia pracownika czy nieszczęsne okresy ochronne, które w mniejszym stopniu chronią pracowników krótko przed emeryturą przed utratą pracy, niż ich bezrobotnych rówieśników przed jej podjęciem – to wszystko wypycha ludzi chcących legalnie zarabiać na tzw. śmieciówki. Chcemy stosować kij na proponujących głodowe pensje biznesmenów w postaci wysokiego zasiłku – dajmy im i marchewkę w postaci liberalizacji Kodeksu Pracy. Tym bardziej, że by podołać wyższym wydatkom na zasiłki trzeba by się być może liczyć z podniesieniem składki na fundusz pracy.
Chyba, że uda się inny plan minister Rafalskiej, czyli uczynienie tych pieniędzy bardziej efektywnymi w zakresie aktywizacji bezrobotnych. Zasiłek nie powinien być wypłacany zbyt długo – a tymczasem pracy szuka się w Polsce średnio 10 miesięcy. Pośrednictwo pracy i doradztwo zawodowe jest u nas w bardzo kiepskim stanie, i jeśli tych elementów (a także edukacji dorosłych) nie usprawnimy, będzie można podwyższenie zasiłków traktować jedynie w kategorii przesuwania suwaczka.
Niestety zapowiadane przez wiceministra RPiPS Stanisława Szweda zmiany w tym zakresie nie brzmią optymistycznie. Podporządkowanie kierowanych do tej pory przez samorządy urzędów pracy rządowi może w jeszcze większym stopniu oddalić ich ofertę od lokalnych potrzeb, choć na pewno przybliży je wyobrażeniom ministerstwa na ich temat. Zasiłki to tylko jeden z elementów niewydolnego instytucjonalnego otoczenia rynku pracy.
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Bartłomiej Radziejewski ostrzega: narracja o „skradzionych wyborach” może posłużyć jako pretekst do bezprecedensowego nacisku na Sąd Najwyższy i delegitymizacji prezydenta elekta
Program konferencji obejmował siedem paneli dyskusyjnych, koncentrujących się na priorytetach polskiej prezydencji w UE w kontekście Zielonego Ordokonserwatyzmu.
Jeżeli teraz mamy problemy z łącznością i komunikacją, to aż strach pomyśleć, jak będzie w sytuacji realnego niebezpieczeństwa
Czy Indie zmieniają bieg światowej polityki? Jak wyglądają relacje międzynarodowe z perspektywy jednego z najważniejszych graczy w Azji?
Jaką rolę odgrywają Indie w dynamicznie zmieniającym się ładzie światowym? Dlaczego ich pozycja w geopolityce Azji jest kluczowa dla przyszłości globalnych relacji międzynarodowych? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w najnowszej książce Shivshankara Menona byłego Sekretarza Spraw Zagranicznych Indii.
„Ostatni Etap” to nie tylko analiza polityczna – to także historia współczesnej Polski i jej miejsca na mapie świata.
Zapisz się na listę mailingową i wybierz, na jaki temat chcesz otrzymywać alerty:
Login lub e-mail
Hasło
Zapamiętaj mnie