Schetyna: uczeń pilny, ale czy zdolny?

Aktualności,

Będąc liderem największej partii opozycyjnej Grzegorz Schetyna obrał sobie za idola swojego poprzednika na tym stanowisku: Jarosława Kaczyńskiego.

Wykluczenie z Platformy Obywatelskiej trzech posłów wcale nie musi być złe dla tego ugrupowania. Gdy PiS stracił władzę w 2007 roku, nie działo się w tej partii najlepiej. Media długimi tygodniami grillowały wewnętrzne konflikty, krytyczne wobec Jarosława Kaczyńskiego listy, promowały „zawieszanych” i „wykluczanych” polityków. Najpierw z PiS odeszło trzech wiceprezesów (Ludwik Dorn, Paweł Zalewski i Kazimierz Michał Ujazdowski) i ich nieliczni stronnicy, następnie dość przypadkowa i niejednorodna grupa młodszych polityków, którzy próbowali działać pod szyldem Polska Jest Najważniejsza, wreszcie zaś działacze skupieni wokół Zbigniewa Ziobry. Pozbywając się wewnętrznej opozycji Kaczyński ostatecznie przetrwał w roli szefa jedynej partii realnie zagrażającej Platformie i właściwie dopiero na ostatniej prostej – na własnych zasadach! – przygarniał na listy posypujących głowę popiołem dawnych secesjonistów. Jednocześnie wykorzystywał to do budowania wizerunku partii, która znów przyciąga – a więc na powrót jest zdolna do zwycięstwa.

Fakt, że Grzegorz Schetyna chce kroczyć ścieżką Kaczyńskiego ma więc logiczne uzasadnienie: wszak to właśnie Kaczyńskiego, a nie Tuska czy Kopacz, uznać należy za jego poprzednika. Schetyna jest dziś szefem największej partii opozycyjnej, która po pierwsze musi zachować rolę hegemona opozycji, a następnie, jeśli okoliczności będą sprzyjające, walczyć o zwycięstwo. Jeśli na drugie przyjdzie czekać długo – a wiele dziś na to wskazuje – faktycznie prościej będzie z partią mniejszą, ale nie targaną konfliktami. Kaczyński udowodnił, ze można przetrwać jako jedyna alternatywa dla partii władzy budując wąską, kadrową partię wykluczającą indywidua i barwniejsze osobowości.

Pogłoski o śmierci Platformy są przedwczesne: ma ona ciągle sporo strategicznych rezerw, które może w odpowiednim momencie wykorzystać.

Inne są więc problemy i szanse Schetyny, niż chciałaby większość komentatorów. Po pierwsze wciąż nie pokazał, że jest zdolny przekroczyć własne ograniczenia i wykrzesać z siebie charyzmę lub na tyle konsekwentny przekaz, że wokół jego słów ogniskuje się istotna część debaty publicznej. Po drugie, najpoważniejszym zagrożeniem dla Schetyny, które słusznie zwalcza, jest scenariusz jednoczenia się antypisowskiej opozycji na równych prawach i wspólnych, koalicyjnych listach. To wymarzony scenariusz dla Tuska: jeźdźca na białym koniu, który powraca i jednoczy zwaśnionych, niedojrzałych konkurentów. Optymalnym scenariuszem dla Schetyny jest z kolei wypchnąć poza Platformę wszystkich potencjalnych wichrzycieli, a potem wykorzystać do budowy pozycji hegemonicznej swoje największe atuty.

Nad konkurencją ma zaś cztery istotne przewagi. Przede wszystkim PO jest największą liczbowo frakcją opozycyjną w sejmie i musiałoby dojść do politycznego trzęsienia ziemi w tej partii, by to się zmieniło. Po drugie, w szeregach Platformy zasiada wielu polityków, którzy zjedli zęby w sejmowych rozgrywkach. Dziś Platforma w ogóle nie potrafi tego potencjału wykorzystać, ale nieliczne w tej kadencji przykłady – jak drobne, komisyjne sukcesy Rafała Grupińskiego czy Marka Biernackiego – są najlepszą wskazówką, jak stawać się opozycją najbardziej skuteczną, konstruktywną i poważną. Ponadto tylko PO ma, spośród partii „twardej” opozycji, potencjał do przejęcia bardziej „konserwatywnego” elektoratu, czyli podbierania głosów partii rządzącej. I wreszcie – żadne z ugrupowań opozycyjnych nie dysponuje takimi finansami, jak PO, a coraz bardziej realny scenariusz odebrania Nowoczesnej ¾ przysługującej subwencji w konsekwencji wytkniętych przez PKW błędów tylko tę dysproporcję pogłębi.

Pogłoski o śmierci Platformy są więc cokolwiek przedwczesne: ma ona ciągle sporo strategicznych rezerw, które może w odpowiednim momencie wykorzystać. Schetyna wzorując się na politycznych posunięciach Kaczyńskiego musi mieć tego świadomość. Na pewno jest uczniem pilnym. Tyle, że bez wykrzesania z siebie charyzmy, choćby i wiele energii wkładał w naśladowanie poprzednika, po prostu nie powtórzy jego sukcesu. W polityce nie wystarczy być pilnym, ale trzeba też mieć talent. Schetyna robi wiele, by przekonać opinię publiczną i własnych partyjnych współtowarzyszy, że jest go zupełnie pozbawiony.