Newsletter

Rozważania nad redefinicją bigosu

„Chcesz białe pawie, dam ci białe pawie!”; chcesz tuńczyka i połeć boczku – wrzuć tuńczyka i połeć boczku. Rozbawieni inicjatywą czcigodnego Senatu, dworowaliśmy sobie w ubiegłym tygodniu ze znajomymi myśląc, jakie jeszcze jubileusze można by dorzucić, by wzmóc doniosłość Dni Wolności

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Ze spostrzeżeniami dotyczącymi reklam kontekstowych należy szczególnie uważać, pamiętając o wpadce Tomasza Lisa („– Wpadce Tomasza Lisa? A której, której? – A wtedy, co to odkrył i ogłosił światu, że prawicowe pisma w wersji online bezwstydnie reklamują ukraińskie escort girls. – A, to…”), ale fakt: znajomi z różnych baniek, lat i sfer (socjalnych i wagowych) jednym głosem twierdzą, że Facebook uparcie poleca im w ostatnich tygodniach jakiś zamiennik żywności. Sprzedają go pono w małych, estetycznych buteleczkach, zrównoważono w nim elementy makro, mikro i midi, wystarczy wypić kubek zamiast obiadu, by poczuć sytość, no miód malina!

Ja czuję się na podobne reklamy dość uodporniony, bo ilekroć je widzę, na wewnętrznym ekranie pamięci wyświetla się scena z niezapomnianej „Nagiej broni 2½”, gdzie ubrana w zwiewny peniuar partnerka detektywa Leslie Nielsena z uroczym uśmiechem przyrządza sobie low-calorie cocktail, snując jednocześnie opowieść o podejrzanym, a my śledzimy zarazem wywód kryminalny i to, jak do shakera w ślad za ćwiartkami jabłek (bez gniazd nasiennych!), winogronami i płatami melona wędruje tuńczyk, połeć boczku i apetyczna girlanda parówek. Ale fakt: marzenie o „jedzeniu w pigułce”, które uwolni nas od konieczności wybierania, kupowania, obierania, blanszowania, zasmażania, odcedzania, opiekania, a wreszcie – mycia rąk, zasiadania, konwersowania i zmywania jest jednym z najdłużej pokutujących w fantastyce i futurologii. O syntetycznej strawie, które pozwolą oszczędzić do godziny dziennie marzyli, jak się zdaje, już bohaterowie Campanelli i Verne’a, a już na pewno Henry Ford i kosmonauci radzieccy. Bez zasmażki, bez błonnika i bez small talku: takie miały być posiłki przyszłości.

Marzenie to nie ogranicza się zresztą do dietetyki. Bodaj najczęstsze reklamy kontekstowe (a uprzedzaliśmy…) w pismach prawicowych i lewicowych w wersji online traktują o nauce języków przez sen: sześć godzin chrapania i mówisz po angielsku! Ciekawe, że rzadziej (na razie) polecane jest zdobywanie w ten sposób umiejętności niezbędnych do zdobycia prawa jazdy czy projektowania w CAD. Ale to przyjdzie, na pewno – a jednym z najwdzięczniejszych pól do podawania wiedzy w pigułce jest bez wątpienia, obok geografii, humanistyka. Zwłaszcza historia.

Marzenie o „jedzeniu w pigułce”, które uwolni nas od konieczności wybierania, kupowania, obierania, blanszowania, zasmażania, odcedzania, opiekania, a wreszcie – mycia rąk, zasiadania, konwersowania i zmywania jest jednym z najdłużej pokutujących w fantastyce i futurologii

Wiedział o tym już John Barth, trochę zapomniany dziś klasyk amerykańskiego postmodernizmu. „To dzień urodzin Jana Kalwina, Giorgia de Chirico, Jakuba III Stuarta, Carla Orffa, Marcela Prousta, Jamesa McNeilla Whistlera” – rozpoczyna swą powieść „Letters”. – „Alianci lądują na Sycylii, na statku Apollo 11 doszło do wycieku, wiceprezydent Fillmore objął rządy po poprzednim prezydencie USA Zacharym Taylorze (…). Niemcy rozpoczęli bombardowanie Wielkiej Brytanii, a także ratyfikowali traktat wersalski, łódź «Ra», zbudowana przez Thora Heyerdahla, znowu tuła się po niespokojnych morzach i chyba nie uda jej się dopłynąć do Barbadosu, rozpoczęły się rozmowy finansowe z Koreą, a Woodrow Wilson przedstawił Senatowi USA plan stworzenia Ligi Narodów…”.

„Letters” nie ukazały się dotąd po polsku (tu przytoczyłem fragment w przekładzie Mai Czauderny z kongenialnego zbioru esejów George’a Steinera, wydanych przez Fundację Terytoria Książki), ale podobne nagromadzenie faktów i rocznic, co w powyższym fragmencie, zna każdy, kto odkrył w Wikipedii zakładkę poświęconą rocznicom i jubileuszom, albo pamięta jeszcze kalendarze kuchenne z wydzieranymi kartkami: zawsze okazywało się, że na dany dzień przypadają dwie bitwy (o ile kalendarz drukowany był jeszcze w PRL, jedna obowiązkowo stoczona była przez oddział Gwardii Ludowej) i trzy koronacje; no a o tym, że codziennie przypada rocznica urodzin kogoś sławnego, wie każdy, kto ma więcej niż 365 znajomych na Facebooku. Znamienna zresztą w takich pamięciach jubileuszowych jest proporcja tego, co narodowe i co uniwersalne, i wyzwaniem dla translatorów świadomych, że przecież każda wspólnota ma swojego 10 lipca mogłoby być pytanie, czy tzw. głęboki przekład Bartha nie powinien brzmieć następująco: „To dziś rocznica urodzin Ksawerego Krasickiego, Wawrzyńca Żmurki, Carla Orffa, Henryka Wieniawskiego, Marcela Prousta i Bonawentury Graszyńskiego. Alianci lądują na Sycylii, rozpoczyna się obrona Zbaraża przed czernią Chmielnickiego, Ludwik Osiński zostaje dyrektorem Teatru Narodowego w Królestwie Kongresowym, powstańcy styczniowi zwyciężają pod Ossą, a August II Mocny podpisuje we Wschowie konkordat ze Stolicą Piotrową; ukazuje się pierwszy numer czasopisma «Skrzydlata Polska», czerń zbiera się na ulicach Jedwabnego, a Bill Clinton rozpoczyna wizytę w Warszawie”.

A jak dopiero można nawywijać, jeśli nie trzymać się zbyt sztywno dat dziennych i nie upierać zanadto przy okrągłości rocznic! „W roku, w którym przypada 450. rocznica zaprzysiężenia unii polsko-litewskiej (lubelskiej) i powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów (2 lipca 1569 r.); setna rocznica wybuchu pierwszego powstania śląskiego i osiemdziesiąta rocznica agresji Niemiec i ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 r.; 30. rocznica obrad Okrągłego Stołu (6 lutego 1989 r.) i wyborów czerwcowych (I tura – 4 czerwca 1989 r.); – 20. rocznica przyjęcia Rzeczypospolitej Polskiej do NATO (12 marca 1999 r.) – Senat Rzeczypospolitej Polskiej, uznając dążenie do wolności za to, co łączy Polaków od pokoleń, w czterdziestą rocznicę pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny Ojca Świętego, Jana Pawła II, ustanawia Dni Wolności od 2 do 10 czerwca 2019 r.” – głosi projekt uchwały, złożony tydzień temu do laski marszałkowskiej przez senatorów Platformy Obywatelskiej.

Oczywiście, kilka dni później było już jasne, że w tym wianuszku ważnych dat idzie tak naprawdę o tę jedną, jedyną, i nie jest to pierwsze powstanie śląskie ani pierwsza pielgrzymka; i to nie tyle nawet o datę idzie, co o uplecenie z niej kobierca, po którym na ojczystą ziemię wkroczy na koniu wronym on sam, Invictus, który powiedzie swoje wierne hufce na bój ostatni

Oczywiście, w kilka dni później było już jasne, że w tym wianuszku ważnych dat idzie tak naprawdę o tę jedną, jedyną, i nie jest to pierwsze powstanie śląskie ani pierwsza pielgrzymka; i to nie tyle nawet o datę idzie, co o uplecenie z niej kobierca, po którym na ojczystą ziemię wkroczy na koniu wronym on sam, Invictus, który powiedzie swoje wierne hufce na bój ostatni. Ale niech tam inni trzymają mu uzdę lub rzucają rumakowi kłody pod kopyta: mnie interesuje raczej ściśle użytkowe myślenie o historii, którego próbkę zaprezentowali szlachetni senatorowie.

Z tym, że nie tyle może interesuje, co załamuje. Okazuje się bowiem, że w rozumieniu tych mężów historia nie jest opowieścią o skutkach i przyczynach, o wielkich prawidłowościach i iskrze nieprzewidywalnego, o zderzeniach, które powstają na styku urodzaju zboża, epidemii, fali przyboju, odkrycia w dziedzinie gwintowania luf oraz zawodu miłosnego. Że można składać zdarzenia jak się chce, do kupy, na stos, epizody z zupełnie innych sensów, wywodów, nurtów; że można wycinać z nich gniazda nasienne i chrząstki, obcinać łeb i łapy, koniec i początek, wybierać z nich odpowiednio soczyste i pulchne kawałki, zmielić, uklepać, po czym nastrzyknąć nimi osłonkę celulozową, a stworzoną w ten sposób apetyczną girlandę parówek triumfalnie zawiesić na szyi zwycięzcy.

Propozycji było bez liku, ktoś proponował zwycięstwo Eryka II Pamiętnego w bitwie pod Fodwig (4 czerwca 1134), ktoś – okrągłe urodziny mozambickiej nowelistki Pauliny Chiziane, szczególnie cenionej wśród smakoszy nurtu négritude

Przeszłość staje się w podobnym rozumieniu niczym więcej jak daniem jednogarnkowym, w którym wszystko pojawia się obok siebie, jednocześnie i bez związku, my zaś, pochyleni z widelcem nad tym pyrkoczącym na wolnym ogniu Eintopfem sięgamy sobie a to po krewetkę, a to po szalotkę, nie przerywając jednocześnie miłej konwersacji z sąsiadem; bo w końcu triumf nasz jest już niedaleki, nieprawdaż, senatorze? I wszystko miesza się, i nasiąka swoimi sosami, niczym w niezrównanym utworze, perle polskiego XIX-wiecznego postmodernizmu, rozpoczynającym się od słów „Kiedy Kara Mustafa, wielki wódz Krzyżaków…”, z którego przypomnieć warto dwie ostatnie, a równie piękne jak pierwsze, strofy:

Krasicki, ucieszony tą okrutną karą,

wynalazł nowe statki poruszane parą,

lecz wypędzony z Francji, rodzinnego kraju,

uczynił z nich użytek na rzece Ałtaju.

Herodot, kompan jego, mąż z sercem niepłochem,

myślał nad telegrafem, a Byron nad prochem,

i kiedy ich odkrycie było uwieńczone,

puścili się nad morzem sukiennym balonem.

Tam zaskoczeni burzą i straszną zawieją,

unieśli się w powietrze żelazną koleją.

Szekspir, ów tyran Persji, rozgniewany o to,

z kopalń Bochni wydobył prawie wszystko złoto,

za nie uformowawszy trzy pułki ułanów,

pobił w trojańskiej wojnie walecznych janczarów.

Mieszkańcy wyspy Sandwich, schwytawszy go wreszcie,

uwięzili w Pekinie, a zabili w Peszcie.

Wtem przybył od papieża do Dawida goniec

i położył na miesiąc wszystkim wojnom koniec.

Eintopf, zwalniając nas od dyscypliny, pozwala dorzucać do garnka, na co ma się ochotę. „Chcesz białe pawie, dam ci białe pawie!”; chcesz tuńczyka i połeć boczku – wrzuć tuńczyka i połeć boczku. Rozbawieni inicjatywą czcigodnego Senatu, dworowaliśmy sobie w ubiegłym tygodniu ze znajomymi myśląc, jakie jeszcze jubileusze można by dorzucić, by wzmóc doniosłość Dni Wolności, co jeszcze zdarzyło się pamiętnego w dziejach w dniach 2-10 czerwca? Propozycji było bez liku, ktoś proponował zwycięstwo Eryka II Pamiętnego w bitwie pod Fodwig (4 czerwca 1134), ktoś – okrągłe urodziny mozambickiej nowelistki Pauliny Chiziane, szczególnie cenionej wśród smakoszy nurtu négritude. W końcu jednak przyszło zrozumienie: jeśli coś dorzucić można do tego bukietu rocznic, do tej zapiekanki z dziejowej spiżarni – to bodaj tylko 67. rocznicę przyjścia na świat (4.06.1952, w Obornikach Śląskich) polskiego polityka, który szczególnie zasłynął tym, że jak żaden inny usiłował rozsławić najdoskonalsze polskie danie jednogarnkowe: bigos.

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej