Newsletter

Rosja podcina skrzydła ukraińskiej gospodarce

Rosyjska interwencja na Morzu Azowskim, odcinająca wschodnią Ukrainę od dostaw amerykańskiego antracytu, ma doprowadzić do powstrzymania wzrostu ukraińskiej asertywności i porzucenie przez Ukrainę prozachodniego kursu politycznego

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Rosja i Ukraina mają swoje interesy w niewielkim ograniczonym konflikcie regionalnym, gdyż przywództwu politycznemu obu krajom jest on na rękę. Konflikt konsoliduje poparcie wokół władzy w okresie widocznego spadku jej popularności. Niemniej Rosja sygnalizuje światu, że traktuje Morze Azowskie jako swój basen wewnętrzny, de facto odcinając wschodnią Ukrainę od morza, co skutkuje poważnym ograniczeniem znaczenia ukraińskiej bazy wojskowej w Berdiańsku i w znacznym stopniu upośledza możliwości komunikacyjne przemysłowego centrum kraju. Podcięcie gospodarczych fundamentów państwa ukraińskiego tworzy nacisk na rząd w Kijowie, aby podporządkował się Moskwie.

Interes w podtrzymywaniu ukraińskiej suwerenności mają właściwie jedynie Polacy oraz Amerykanie. Berlin i Paryż nie mają interesu w utrzymywaniu ukraińskiej suwerenności, a jedynie w utrzymaniu pozorów ładu konstruktywistycznego w Europie

W szczególności odcięcie od morza uderzy w biznes magnata stalowego Rinata Achmetowa, najbogatszego człowieka na Ukrainie (z majątkiem większym niż 3 mld USD), właściciela grupy kapitałowej SCM, do którego należą największe na Ukrainie zakłady hutnicze. Już w minionym roku Achmetow utracił na rzecz donieckich i ługańskich separatystów zakłady z grupy DTEK (dużą kopalnię węgla „Komsomolec Donbassa” w obwodzie donieckim i elektrociepłownię „Zujiwska” w Charcyzie) oraz należące do posiadanej przez niego grupy Metinvest hutę i zakłady stalowe w Jenakijewie.

Przejęcie tych zakładów przez separatystów było – jak się wydaje – wynikiem ich rosnącego niezadowolenia z postawy Achmetowa, którego od dłuższego czasu próbowali różnymi metodami skłonić do opłacania podatków na rzecz samozwańczych republik na wschodzie kraju. Początkowo, jeszcze w roku 2014 Achmetow próbował się z separatystami dogadywać, samemu będąc niepewnym stosunku rządu Arsenija Jaceniuka do jego interesów. Kiedy jednak prezydentem został Petro Poroszenko, Achmetow zmienił strategię. Powodem była rozpoczęta przez rząd Wołodymyra Demczyszyna reforma energetyczna, której celem miała być likwidacja aż jedenastu z 35 znajdujących się na kontrolowanym przez Kijów obszarze kopalń węgla kamiennego. Większość z nich należała do kontrolowanej przez Achmetowa grupy DTEK, której pracownicy zjechali tłumnie do Kijowa, wywołując tam głośne kilkudniowe demonstracje antyrządowe. Ostatecznie Poroszenko, Deczyszczyn i Achmetow dobili targu. Rząd zdecydował się kupować węgiel z należących do Achmetowa zakładów po znacznie zawyżonych cenach oraz zdecydował o wykupieniu części długów grupy DTEK w ramach rekompensaty za utracone na rzecz separatystów zakłady. Achmetow ogłosił zatem, że prorosyjscy separatyści, z którymi dotychczas jakoś się dogadywał (na Ukrainie mówiono wprost, że płacił im haracz) to „banda oszustów, która przejęła Donbas i terroryzuje region”, co było jawnym sygnałem, że o dalszej współpracy mowy być nie może.

Nie zmieniło to jednak bardzo trudnej sytuacji Achmetowa, gdyż należące do niego liczne zakłady metalurgiczne znajdujące się na terenach kontrolowanych przez Kijów muszą być zasilane węglem antracytowym produkowanym przez kopalnie, które znalazły się pod kontrolą separatystów. Wynika to z konstrukcji pieców, dostosowanych wyłącznie do tego rodzaju wysokoenergetycznego paliwa. Osiągnięto zatem skomplikowany kompromis polegający na tym, że separatyści sprzedają produkowany w kontrolowanych przez nich kopalniach węgiel Achmetowowi, co pozwala pracować jego hutom, a korzysta na tym również rząd ukraiński, gdyż część tego węgla trafia do elektrowni na wschodzie kraju zasilających w prąd regiony nieosiągalne – z powodów sieciowych – dla prądu z leżących na zachodzie i południu kraju siłowni jądrowych.

Z pomocą Ukrainie przyszły Stany Zjednoczone. Od jesieni minionego roku na Ukrainę zaczął trafiać sprowadzany przez spółkę „Centrenergo” antracyt amerykański kierowany do zasilania elektrociepłowni „Tripolska” w obwodzie kijowskim, „Żmijewska” w obwodzie charkowskim oraz „Krzyworoska” w regionie dniepropietrowskim. Ukraina sprowadziła już ponad 2 mln ton amerykańskiego antracytu, co jest ilością znaczącą. Zwiększenie tych dostaw było jednym z tematów listopadowych rozmów ukraińskiego szefa dyplomacji Pawło Klimkina z amerykańskim sekretarzem stanu, Markiem Pompeo, poświęconych stykowi polityki energetycznej i dyplomacji w kontekście rosyjskim i ukraińskim.

W konflikcie tym Ukraina zasadniczo nie ma przełożenia, które pozwoliłoby Kijowowi odzyskać kontrolę nad sytuacją. Wszystko zależy od determinacji Zachodu w wywieraniu wpływu na Moskwę – a determinacja ta jest coraz wątlejsza

Perspektywa uniezależnienia się od dostaw antracytu z Donbasu spowodowała natychmiastowy wzrost asertywności wojsk ukraińskich na wschodzie kraju. Kiedy w Waszyngtonie dyskutowali dyplomaci, oddziały ukraińskie kontynuowały ostrzał pozycji separatystów przy użyciu; działek przeciwlotniczych ZU-23-2 (90 wystrzałów), granatników AGS-17 (103 granaty) i SPG-9 (10 granatów) oraz opancerzonych wozów bojowych BMP-1 i BMP-2 (łącznie 107 wystrzałów), a także broni maszynowej, w tym ciężkiej, w wyniku czego na terytorium DRL spadło 314 pocisków, wobec 58 z dnia poprzedniego. Weekendowy ostrzał prowadzono w rejonie Gorłówki na teren osiedla Gołmowskiego oraz kopalni im. Gagarina, Zajcewo, wieś Ozierjanowkę i Dolomitnoje, w łuku światłodarskim. W rejonie Doniecka: Jasinowata, Wasilewka, Krótaja Bałka, Kasztanowoje, Aleksandrowka, Staromichajłowka i Spartakus oraz osiedle pracownicze przy kopalni Trudowskaja, gdzie został ranny 28-letni cywil, a także na południowym odcinku frontu (rejon wsi Nowołaspa, w obwodzie telmanowskim).

Wydaje się więc, że rosyjska interwencja na Morzu Azowskim, odcinająca wschodnią Ukrainę od dostaw amerykańskiego antracytu szybko przełoży się na politykę władz ukraińskich. Celem jest oczywiście doprowadzenie do powstrzymania wzrostu ukraińskiej asertywności, uznania w jakimś stopniu przez Kijów zmian terytorialnych będących skutkiem wydarzeń ostatnich lat i porzucenie przez Ukrainę prozachodniego kursu politycznego. Nie można tu wykluczyć wsparcia przez Rosję kolejnych prób przejęcia przez separatystów kontroli nad całym wybrzeżem Morza Azowskiego i doprowadzenia połączenia lądowego między kontynentalną Rosją a Krymem.

W konflikcie tym Ukraina zasadniczo nie ma przełożenia, które pozwoliłoby Kijowowi odzyskać kontrolę nad sytuacją. Wszystko zależy od determinacji Zachodu w wywieraniu wpływu na Moskwę – a determinacja ta jest coraz wątlejsza. Interes w podtrzymywaniu ukraińskiej suwerenności mają właściwie jedynie Polacy oraz – w regionalnym wymiarze strategicznym – Amerykanie. Berlin i Paryż nie mają interesu w utrzymywaniu ukraińskiej suwerenności, a jedynie w utrzymaniu pozorów ładu konstruktywistycznego w Europie, co stanowi znaczącą różnicę. Spodziewam się zatem, że zostaną dalej podtrzymane nałożone na Rosję sankcje, lecz nic więcej istotnego się nie wydarzy. Kontynentalny wektor polityki europejskiej będzie stopniowo zyskiwał na sile a na Kijów będą wywierane naciski, żeby jakoś się z Rosjanami dogadać.

Dla Polski jest to zasadniczo sytuacja ambiwalentna. Po pierwsze, sami jesteśmy w podobnej co Ukraina pozycji, tylko odrobinę lepszej. Też nie mamy na nic przełożenia i rosyjskim poczynaniom możemy się jedynie bojaźliwie przyglądać. W naszym interesie jest istnienie suwerennej Ukrainy jako bufora uniemożliwiającego rozwinięcie przez Rosję imperialnej pozycji na wschodzie kontynentu, lecz zarazem niepokojące są tamtejsze antypolskie nastroje. Pozostaje zatem wypatrywać przyszłości i liczyć na to, że rosyjskie manewry spowodują raczej konsolidację nastrojów antyrosyjskich i skłonią naszych sąsiadów do poszukiwania normalizacji sytuacji z Polską. Nadzieja ta jest jednak wątła, gdyż Ukraińcom prozachodni kurs po prostu coraz mniej się opłaca, a ograniczenia możliwości sprawczych Zachodu w zakresie poprawy sytuacji na Ukrainie są coraz wyraźniejsze.