Wpisz kwotę, którą chesz przekazać na rzecz NK
Na naszych oczach, na skutek niepokojów geopolitycznych i wzrastających na znaczeniu konfliktów, odradza się aktywna rola sektora publicznego w gospodarce
Rok 2026 będzie czasem wzmożonej edukacji zdrowotnej oraz gotowości na potencjalne pandemie
Jeżeli Europa wykaże odpowiednią determinację we wspieranie Ukrainy i ocali jej niepodległość, stanie się podmiotem w globalnym układzie politycznym
Podziały nie biegną tu po linii utartych schematów politycznych, a wszystko to potwierdza złożoność sytuacji oraz ogromną stawkę w grze mocarstw o wody Arktyki
Pojęcie integracji to w polskiej debacie publicznej zbiór pusty. Nie tyle konkretny problem, który należy zaadresować i w ramach którego spierają się sprzeczne wizje, a raczej niewiele znaczące słowo-wytrych.
Migracja przynosi realne korzyści gospodarcze i demograficzne, a rezygnowanie z nich z powodu niechęci do skorygowania kilkunastu procedur „bo tu jest Polska” jest zwyczajnie nierozsądne
Kim są dla nas migranci i migrantki? Zagrożeniem? Tanią siłą roboczą? Zabezpieczeniem emerytalnym? Szansą na zwiększenie różnorodności? A może po prostu ludźmi, których łatwo przeoczyć, gdy przesłaniają ich wielkie idee i tabele z danymi ekonomicznymi? Na kwestię migracji z różnych perspektyw spoglądają obywatele i obywatelki kraju przyjmującego, twórcy polityk publicznych i same osoby migrujące. Różne są także perspektywy etyczne, w ramach których rozpatrujemy to zagadnienie.
Budując politykę migracyjną, warto wrócić do idei asymilacji. To słowo nielubiane przez progresistów, ale coraz częściej powtarzane w Europie Zachodniej
Europa Zachodnia przez dekady wierzyła, że integracja migrantów wydarzy się „sama”: wystarczy silne państwo, nauka języka i dobrze finansowane programy wsparcia. Ta wiara okazała się iluzją. Polska, dopiero rozpoczynająca swoją przygodę z realną imigracją, dostaje tę lekcję za darmo –jeśli tylko zechce ją odrobić.
Słaba Rosja będzie zmuszona do współpracy z Zachodem, żeby uniknąć chińskiej pułapki
Świat wszedł w epokę wielobiegunową, w której USA nie mogą już narzucać zasad wszystkim, a Europa traci znaczenie, zmieniając się w gospodarczy i demograficzny skansen
Nowa strategia USA to ani błogosławieństwo, ani katastrofa. To wyzwanie polegające na tym, jak wpisać nasze interesy, cele i możliwości we właśnie opublikowane amerykańskie plany. Skoro już naszym zwyczajem – w przeważającej większości – musimy zawodzić i łamać ręce nad końcem świata, to może przynajmniej znajdziemy w sobie trochę sprytu płaczki Stasi?
Zapisz się na listę mailingową i wybierz, na jaki temat chcesz otrzymywać alerty:
Login lub e-mail
Hasło
Zapamiętaj mnie