Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Przyłączmy wreszcie Śląsk do Polski

Książka o „polskich obozach koncentracyjnych” dla Ślązaków mogła powstać, ponieważ polskie władze do tej pory nie zdały sobie sprawy ze specyfiki historii tego regionu

Na początku roku 2017 wydawnictwo Horyzont Znak wydało książkę Marka Łuszczyny pod tytułem Mała Zbrodnia, polskie obozy koncentracyjne. Jest to reportaż historyczny, w którym autor przedstawia historię obozów utworzonych w Polsce po 1945 r., zwykle na terenie porzuconej przez Niemców infrastruktury obozowej. Autor skupia się w dużej części na obozach działających na Śląsku, przeznaczonych przez NKWD i UB dla niemieckich cywilów i niemieckich jeńców wojennych. De facto trafiali tam głównie Ślązacy, niezależnie od tego, czy uważali się za Polaków czy za Niemców.

Autor w sposób przedziwny prowadzi narracje swojej książki: próbuje nam udowodnić, że obozy na terenie Polski są polskie, nie tylko ze względu na ich geograficzne położenie, ale również ze względu na fakt, jakoby to polska władza samodzielnie je stworzyła, że był to wynik polskiej polityki narodowościowej. Dowiadujemy się, że „polskie obozy” zbudowała „polska nowa władza”, na co pozwalało „polskie prawo”, i że w tych obozach „Polacy” dręczyli Ślązaków i Niemców. W stosunku do słów “polski”, “Polska”, “Polacy”, w kontekście obozów i oprawców, marginalnie padają takie słowa jak “komunistyczny” czy “stalinowski”. Pewnie autor wychodzi z założenia, że to niepotrzebne dzielenia włosa na czworo. Zdaje się, że myśli tak również wtedy, gdy opisuje powojenną Polskę. Czytając tę książkę, możemy odnieść wrażenie, że polscy komuniści i funkcjonariusze UB reprezentują praktycznie suwerenne państwo, że to od ich decyzji zależało powołanie tych obozów. Nie wspomina o dominującej roli NKWD i Armii Czerwonej na terenie Polski ani o tym, że polscy komuniści mogli jedynie wykonywać bezpośrednie polecenia Moskwy. Skupia się natomiast na przekazaniu nam informacji, że tak jak były niemieckie obozy koncentracyjne, gdzie dręczono Polaków i Żydów, tak i były polskie, gdzie dręczono Niemców i Ślązaków, co ma stworzyć może nierówną, ale jednak symetrię winy.

Komunistyczne obozy

W rzeczywistości sprawa z rzekomo polskimi obozami miała się inaczej. Już w styczniu 1945 roku NKWD wydało rozkaz, który upoważniał Armię Czerwoną i NKWD do oczyszczania zaplecza frontu ze wszystkich nieprzychylnych sobie sił, głównie polskiego podziemia. By te działania postępowały sprawnie, 6 kwietnia 1945 r. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego utworzyło Centralne Obozy Pracy. Było ich ponad 200, a przewinęło się przez nie prawdopodobnie nawet 300 tys. (zginęło w nich być może nawet 60 tys.) żołnierzy podziemia antykomunistycznego, Wermachtu, SS, osób należących do UPA, ale w przygniatającej mierze zwykłych cywili, również osoby, które podpisały Volkslistę, głównie Ślązacy. Pamiętajmy, że do deklaracji niemieckiego pochodzenia zachęcały podczas wojny same polskie władze podziemne, gdyż pozwalała ona polskim obywatelom w miarę normalnie żyć, bez narażania się, a polskim działaczom prowadzić akcje konspiracyjne. Podobnie było z wpisywaniem się na Volkslistę w latach 1941–1942. Niepodpisanie groziło wywózką i utratą majątku, dlatego też biskup katowicki Stanisław Adamski, przy wsparciu i zgodzie polskiego rządu w Londynie, zachęcał Ślązaków do wpisywania się na te listy. To, że najpierw namawiano do wejścia na Volkslistę (zresztą często nie było wyboru), a teraz za to karano, budziło przerażenie i niezrozumienie. Wśród części Ślązaków musiało się z czasem pojawić odczucie, że dręczono ich tylko za bycie Ślązakami.

Rok 1945 i nadejście Armii Czerwonej przynosi horror, którego wierni Polsce Ślązacy się nie spodziewali

Książka tego typu mogła powstać, gdyż przez ostatnie 28 lat nie udało nam się opowiedzieć historii polskich obywateli udręczonych przez NKWD i UB, również tych ze Śląska (tak Polaków, jak i Niemców), a przynajmniej nie mogła ona dobrze wybrzmieć i dotrzeć do wystarczająco dużej grupy osób. Gorycz w końcu przemieniła się w gniew. Bo skoro ludzie o polskich nazwiskach nas dręczyli, a przyszła nowa Polska i dalej nikt nie chciał wspominać tej historii, pojawiła się pokusa winienia Państwa Polskiego jako takiego. A jest za co, choć właśnie nie Polskę.

Cierpienia Ślązaków

Rok 1945 i nadejście Armii Czerwonej przynosi horror, którego wierni Polsce Ślązacy się nie spodziewali. Żołnierze Armii Czerwonej na większości terenów II RP byli trzymani w ryzach. Rabunki i gwałty były ograniczone. Inaczej było na ziemiach Śląska, gdzie cała ludność, nieważne, czy uważająca się za Polaków, czy Niemców, czy nie mająca sprecyzowanej tożsamości, była narażona na egzekucje, gwałty i rabunek żołnierzy sowieckich, chcących zemścić się na niemieckim przeciwniku. Dla Sowietów nie miało znaczenia, kim się jest. Śląsk, także Górny Śląsk, to były ziemie niemieckie, a na Niemcach – według zbrodniczej logiki – trzeba było się okrutnie mścić. Nie chodzi o to, że okrutne traktowanie Niemców można w jakiś sposób obronić. Działań Sowietów nie da się w żaden sposób wytłumaczyć, ale chodzi o zaznaczenie faktu, że polscy Ślązacy spodziewali się wyzwolenia, a otrzymali coś całkiem przeciwnego. Ludność przedwojennego Górnego Śląska potraktowano jedynie trochę lepiej niż tę zamieszkującą jego niemiecką część. Znajomość języka polskiego w żaden sposób przed niczym nie chroniła. Przykładem dramatycznego losu Ślązaków, może być wymordowanie 25/26 stycznia 1945 r. 380 mieszkańców Miechowic, robotniczej dzielnicy Bytomia, tylko dlatego, że uznano ich za Niemców. Nie oszczędzono dzieci, kobiet i starców. Prócz dręczenia ludności trwało rabowanie i dewastowanie Górnego Śląska przez Armię Czerwoną.

Prócz wielu innych konsekwencji wywózki miały jeden bardzo ważny skutek: pozbawiły tysiące śląskich rodzin jedynego źródła utrzymania, jakim był pracujący mężczyzna

To jednak nie wszystko. Pomiędzy styczniem a marcem 1945 r. armia sowiecka dokonała aresztowania na terenie Górnego Śląska tysięcy mężczyzn, którzy następnie zostali deportowani na roboty do ZSRS. Działano na podstawie uzgodnień konferencji jałtańskiej, w trakcie której postanowiono, że jedną z form reparacji dla Związku Sowieckiego będzie wykorzystanie ludności niemieckiej do pracy przymusowej przy odbudowie ZSRS. W trakcie akcji deportacyjnej służby sowieckie bardziej niż na narodowość deportowanych zwracały uwagę na ich wiek i kwalifikacje zawodowe. Głównym celem aresztowań byli młodzi górnicy, ale zdarzały się też kobiety. Prócz wielu innych konsekwencji wywózki miały jeden bardzo ważny skutek: pozbawiły tysiące śląskich rodzin jedynego źródła utrzymania, jakim był pracujący mężczyzna. Ani żonie, ani dzieciom nie przyznano żadnych rent lub zapomóg, gdyż oficjalnie nie było wiadomo, gdzie dana osoba przebywa i czy żyje.

Sytuacja ta sprowadziła na wiele śląskich rodzin głód i nędzę. Według szacunków wywózki ogarnęły około 60 tys. osób, może więcej, z czego 20–25 tys. górników. Do Polski powróciło zaledwie 20 proc. Powracający byli szykanowani przez władze komunistyczne i inwigilowani. Wspominanie o tym, co się im przydarzyło w ZSRS, groziło ponownym aresztowaniem. Wydarzenia te nazywane Tragedią Górnośląską stanowiły tabu do roku 1989 i nadal – poza Śląskiem – mało kto o nich wie.

Na Śląsku nie było zaborów

My nie tylko mało wiemy o koszmarze, jaki z rąk komunistów przeżyli Ślązacy. My w ogóle mało wiemy o historii Śląska.

Ślązacy powinni nadal poznawać dzieje swych współobywateli spoza Śląska, ale jednocześnie powinniśmy zastanowić się, w jaki sposób wprowadzić więcej historii Śląska do powszechnego programu nauczania

Jak to określił mój śląski przyjaciel i zagorzały polski patriota, jednym z problemów jest to, że w Polsce, także na Śląsku, uczy się w szkołach „historii Kongresówki”, a praktycznie pomija się historię Śląska, która bardzo różniła się od losów reszty Polski. Już w 1339 r. Kazimierz Wielki zrzekł się praw do Śląska na rzecz Czech. Bez względu na złożone tło tej decyzji ostatecznie na prawie 600 lat przypieczętowała dzieje tego terytorium. Od tego czasu ziemie śląskie były pod panowaniem najpierw korony czeskiej, po czym od 1526 r. Habsburgów i od 1763 r. Prus (później zjednoczonych Niemiec) aż do I wojny światowej i Powstań Śląskich. Na Śląsku nie było zaborów, nie było powstań w XIX wieku. Ślązakom trudno utożsamiać się z kulturą szlachecką Polski, skoro większość śląskiego rycerstwa zgermanizowała się i zespoliła z elitami czeskimi lub niemieckimi. Dopiero w II połowie XIX wieku, gdy następuje wśród Ślązaków uświadamianie i poszukiwanie polskich korzeni, oraz w II RP pojawia się poczucie pełnej wspólnoty dziejów Polaków i ze Śląska, i z reszty Polski. Tymczasem uczniowie uczą się najpierw o Śląsku do panowania Kazimierza Wielkiego, po czym ta ważna prowincja wyskakuje jak Filip z Konopi dopiero po I wojnie światowej, bez jakiegokolwiek opisu, co się z nią działo przez ostatnich 578 lat…

Ślązacy powinni nadal poznawać dzieje swych współobywateli spoza Śląska, ale jednocześnie powinniśmy zastanowić się, w jaki sposób wprowadzić więcej historii Śląska do powszechnego programu nauczania. Ale, co jest równie ważne, polskie władze centralne powinny w kwestii symbolicznej zadbać o Ślązaków. Brak pomnika Korfantego w Warszawie, obok innych trzech ojców II RP: Piłsudskiego, Dmowskiego i Witosa, jest często powtarzanym zarzutem Ślązaków.

 Potrzebna wspólna opowieść

Obecne władze Polski powinny jak najszybciej rozpocząć działania mające na celu zblokowanie procesu przeciwstawiania śląskości i polskości, zaakcentowanie wagi losów Śląska i Ślązaków dla państwa polskiego oraz otwarcie kolejnego rozdziału w budowie wspólnej narracji historycznej

Tak mało kojarzona ze Śląskiem polska prawica jest szczególnie predestynowana do tego, by przywrócić go Polsce, także jeśli chodzi o wspólną tożsamość historyczną. Uczczenie powojennej tragedii i sporządzenie rachunku krzywd, jakie zostały wyrządzone Śląskowi przez władze komunistyczne, jest całkowicie tożsame z jej antykomunistycznym programem i nakazuje to zwykła przyzwoitość. Polskie władze centralne powinny zorganizować duże uroczystości na Śląsku, z udziałem prezydenta i premiera, które rozpoczną proces przypominania o ofiarach reżimu komunistycznego dręczonych w obozach pracy i za pomocą pomników odsłanianych w kolejnych latach uzmysławiać, że III RP, jak sama nazwa wskazuje, jest kontynuacją II RP, i co za tym idzie, w całości potępia i zarazem odcina się od zbrodni dokonanych na Polakach przez Sowietów i komunistów. Jest to sprawa ważna, szczególnie w kontekście nie tylko wspominanej książki, ale pojawiających się coraz częściej tekstów, jakoby obozy budowane przez komunistów były polskie. Wymaga tego realny interes państwa polskiego, ale przede wszystkim moralny obowiązek, by upamiętnić tysiące uwięzionych i zabitych w obozach NKWD i UB. Ważne jest również, by w procesie opisu naszej wspólnej historii skupić się na specyfice danego regionu czy grupy społecznej. Mimo że mieszkamy w państwie unitarnym i większość polskich obywateli należy do narodu polskiego, trzeba pamiętać o różnicach, jakie występują pomiędzy dzielnicami takimi jak Wielkopolska, Małopolska czy Podlasie i szczególnie dbać o taki region jak Śląsk, który ma wybitnie inne dzieje od reszty Polski.

Tu obecne władze Polski powinny jak najszybciej rozpocząć działania mające na celu zblokowanie procesu przeciwstawiania śląskości i polskości, zaakcentowanie wagi losów Śląska i Ślązaków dla państwa polskiego oraz otwarcie kolejnego rozdziału w budowie wspólnej narracji historycznej, która obejmie nie tylko tych aktywnych, jak żołnierze podziemia antykomunistycznego i antyniemieckiego, czy działaczy antykomunistycznych lat 60., 70. i 80. XX w., lecz opowie także o zwykłych ludziach, którzy cierpieli pod komunistycznym reżimem. Stawka jest wysoka –  wspólna tożsamość historyczna całego narodu.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Przyłączmy wreszcie Śląsk do Polski”

  1. Robert Gleń pisze:

    Prawicy w Polsce się to nie uda, póki będzie tak jednoznacznie i dość ślepo nacjonalistyczna i dopóki nie zatrą się słowa o “ukrytej opcji niemieckiej”. Niestety, domyślnym wyborem człowieka traktowanego jako obcego będzie zawsze ta grupa, która przykłada mniejsze znaczenie do pochodzenia. PiS stoi tu na przegranej pozycji przy swojej obecnej retoryce. Przyszłej, może lepszej, prawicy być może się to uda. Ale musi zacząć ona więcej mówić o obywatelach a mniej o narodzie.

  2. km pisze:

    Niemcy wspierają Ruch Autonomii Śląska. Niemieckie polskojęzyczne czasopisma są wydawane na wszystkich terenach, które wchodziły w skład zaboru pruskiego. Niemcy wykupują ziemie na Mazurach. W Polsce zachodniej nazwy miejscowości są dwujęzyczne. Co to za kraj, który tak po prostu się na to zgadza?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz