Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Przychodzi Dworczyk do Przyłębskiej, czyli koszty serwilizmu TK

W wyniku prawdopodobnych nacisków na Trybunał Konstytucyjny część emerytek mogła otrzymywać niższe emerytury, a częściowo niezdolni do pracy opiekunowie niepełnosprawnych - nie otrzymywać świadczenia pielęgnacyjnego

Sprawa rzekomego konsultowania z „panią Julią P.” spraw w Trybunale Konstytucyjnym przez ministra Michała Dworczyka powinna zakończyć się ustąpieniem obydwojga ze swoich stanowisk, a być może także samego premiera Mateusza Morawieckiego, bo przecież minister nie działał z własnej inicjatywy. Szef kancelarii premiera miał omawiać z prezes TK terminy rozpraw, prawdopodobnych sprawozdawców i przewodniczących składów, a może nawet i treść orzeczeń. To absolutnie niedopuszczalne. Jeśli chcemy mieć niezależny sąd konstytucyjny, który będzie chronił nas przed tyranią większości zgodnie z ustawą zasadniczą, nie może dochodzić do sytuacji, w której politycy wpływają na termin rozpraw, czy, co gorsza, treść orzeczeń. Mail, w którym Dworczyk pisze do premiera, że rozmawiał z prezes Przyłębską, dobitnie o tym świadczy. 

Nie zmienia tego fakt, iż koniec końców w dwóch z trzech tych spraw (dotyczącej obliczania emerytur dla kobiet z rocznika 1953 oraz – prawdopodobnie – prawa do świadczenia pielęgnacyjnego w stosunku do osób pobierających rentę z tytułu niezdolności do pracy, sprawujących opiekę nad osobą niepełnosprawną) zapadł wyrok, który był korzystny dla obywateli, a jednocześnie kosztowny dla finansów publicznych. Ich przełożenie mogło bowiem pomóc w rozsmarowaniu potencjalnych kosztów na dłuższy okres. Tym bardziej, że trzecia sprawa (prawdopodobnie chodzi o zasiedzenie przez przedsiębiorstwo energetyczne służebności gruntowej o treści odpowiadającej służebności przesyłu) do tej pory, przez trzy lata, nie ruszyła z miejsca. Dzięki zakiszeniu sprawy skarb państwa może zaoszczędzić ok. kilkunastu miliardów złotych (tak wynika z rzeczonego maila). To teraz – nie przed 2015 rokiem – Trybunał Konstytucyjny stał się „trzecią izbą parlamentu”, zależną od partii rządzącej i wykonującej jego polecenia (pisaliśmy o tym szczegółowo wspólnie z Tomaszem Pułrólem w książce „Upadła praworządność. Jak ją podnieść”).  

Ktoś może powiedzieć: no i co z tego? Ano to, że, jeśli rzeczywiście po takim rzekomym spotkaniu doszło do, suflowanego przez rząd, odroczenia posiedzenia TK, emerytki urodzone w 1953 roku dłużej nie otrzymywały emerytury w należnej im wysokości. Nie ma znaczenia, że przysługiwało im wyrównanie – część z nich mogła w tym czasie np. umrzeć i nie skorzystać z przysługujących im pieniędzy. Także ci opiekunowie niepełnosprawnych, którzy mieli prawo do renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy (a więc sami byli schorowani), nie mogli liczyć na świadczenie pielęgnacyjne, jeśli minister Dworczyk odwiedził Julię P. i omówił z nią ten temat. Z kolei właściciele gruntów (w tym wypadku sprawę wniosła Parafia Rzymskokatolicka) zasiedzianych przez spółki energetyczne do tej pory nie mogą się doczekać rozstrzygnięcia swojej sprawy. 

Los schorowanych opiekunów niepełnosprawnych, części emerytek czy właścicieli gruntów poszkodowanych jeszcze w czasach PRL dobitnie pokazuje, że kwestia niezawisłości Trybunału Konstytucyjnego to nie jest jakaś tam przepychanka między politykami czy widzi mi się elit prawniczych, ale dotyczy każdego z nas 

Czy jednak do spotkania faktycznie doszło? Wiele wskazuje, że tak. Sam minister Dworczyk przyznał, że jego skrzynka została zhakowana. Czytając więc wiadomości na „Poufnej Rozmowie” możemy się zastanawiać, które maile są – ewentualnie – sfałszowane, a nie, czy doszło do wycieku i czy część jest prawdziwa. Hipotezę prawdziwości omawianego maila uwiarygadniają politycy PiS, a także sama Przyłębska, którzy wskoczyli na swojego ulubionego konika. „. Stawianie jakichś tez, powołując się na niesprawdzone źródła i to w czasie, gdy trwa wojna w Ukrainie, tylko pokazuje, że jest to działanie, żeby zdestabilizować państwo” – mówiła w „Trójkowym komentarzu dnia” prezes TK, zaś rzecznik rządu Piotr Müller otwarcie stwierdził, że nie będzie komentował działań rosyjskich służb. Znamienne, że politycy w takiej sytuacji chętnie wskazują na Moskwę jako na winowajcę. Nie inaczej robił Donald Tusk, który odnosząc się do afery taśmowej z 2014 roku mówił, że nie wie, jakim alfabetem pisany jest ten scenariusz. Tak, to możliwe, że tym razem cyrylicą. Tyle, że takie podejście przypomina zachowanie niewiernego męża, któremu żona pokazuje dowody zdrady, jakie otrzymała. „To skandal! Ktoś chce zniszczyć nasze wspaniałe małżeństwo!” – mówi mężczyzna. Tylko czy to coś zmienia w meritum sprawy? 

Wojna w Ukrainie nie zawiesza konstytucji w Polsce. Jeśli chcemy żyć w kraju, w którym standardy są dalekie od putinowskich, to absolutnie nie możemy godzić się na to, by rządzący sterowali Trybunałem Konstytucyjnym. A to ma właśnie miejsce. TK działa znacznie wolniej i jest znacznie mniej niezależny, od kiedy Jarosław Kaczyński i jego partia zaczęli przy nim majstrować i go delegitymizować. Los schorowanych opiekunów niepełnosprawnych, części emerytek czy właścicieli gruntów poszkodowanych jeszcze w czasach PRL dobitnie pokazuje, że kwestia niezawisłości Trybunału Konstytucyjnego to nie jest jakaś tam przepychanka między politykami czy widzi mi się elit prawniczych, ale dotyczy każdego z nas. 

Zastępca dyrektora "Nowej Konfederacji". Politolog, dziennikarz, tłumacz, współpracownik Polskiego Radia Lublin. Pisze doktorat z ekonomii i finansów w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Do Rzeczy", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym" i "Dzienniku Gazecie Prawnej". Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem", "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku", "Mała degeneracja", współautor z Tomaszem Pułrólem książki "Upadła praworządność. Jak ją podnieść". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Przychodzi Dworczyk do Przyłębskiej, czyli koszty serwilizmu TK”

  1. PI Grembowicz pisze:

    Przecież te meile to ustawka, podpucha szwindel… oraz kradzież.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zobacz