Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Polityka między ziemią a niebem

Formą Polski będzie zawsze chrześcijaństwo. W oderwaniu od niego zbudować możemy społeczeństwo, które stanie się kłosem targanym wichurami ziemskich ideologii, cynizmu i gier. Będzie niewolnikiem Lewiatana

Zaczynając lekturę najnowszej książki Tomasza Rowińskiego, publicysty i przedstawiciela środowiska pisma i portalu „Christianitas”, byłem pełen sprzecznych emocji. Z jednej strony, sam tytuł tego zbioru esejów (jak podał autor, są to rozbudowane teksty pisane od 2013 roku, szczególnie ogniskujące się wokół 1050 rocznicy Chrztu Polski), narzucał już na wstępie specyficzną perspektywę odbiorczą, szczególnie u czytelnika reprezentującego nieco inną tradycję chrześcijańską, inaczej rozumiejącego wywodzący się z języka greckiego przymiotnik „katolicki”, nieograniczający się do partykularnego Kościoła rzymskokatolickiego. Z drugiej strony – „barokowa” długość tytułu i być może jego zamierzona stylizacja, sugerująca powinowactwo z traktatami z dziedziny szeroko rozumianej apologetyki pogłębiła wrażenie, że będziemy mieli do czynienia z próbą syntezy historyczno-ideowej. Syntezy, udowodniającej związki Polski z łacińską formą chrześcijaństwa, z Rzymem i z powstałą na ich gruncie kulturą zachodnią. Ot, coś w stylu bardziej unowocześnionego Feliksa Konecznego, albo nawet prac autorów amerykańskich pod hasłem „co chrześcijaństwo wniosło do cywilizacji”. Tym bardziej, że na okładce książki widnieje rekomendacja Marka Jurka, mentora ideowego i politycznego autora, anonsującego lekturę dotyczącą „obrony zasad cywilizacji chrześcijańskiej (…) przed zastąpieniem jej wizją «nowoczesnego silnego państwa», zgodnie z deklaracjami przywódców radykalnej centroprawicy (…)”.

Trzeba przyznać rację, że Rowińskiemu częściowo udało się pójść w poprzek różnych oczekiwań oraz powiązań polityczno-zawodowo-środowiskowych

W poprzek oczekiwaniom

Przyznam jednak, że w trakcie lektury, nie pozbawionej oczywiście mnóstwa pytań i wątpliwości, te swoiste uprzedzenia udało się Rowińskiemu rozwiać. Być może wynika to z faktu, że obszarami, w których autor czuje się ewidentnie najlepiej są historia idei oraz publicystyka religijno-cywilizacyjna i polityczna. Tego rodzaju płaszczyzny refleksji są mi niezwykle bliskie, dlatego lektura „Królestwa nie z tego świata” okazała się interesującą przygodą. Wszystkim dobrze czującym się właśnie w tego rodzaju refleksji należałoby pracę Rowińskiego polecić. I to niezależnie od tego, czy będą zgadzać się z ogólnym i szczegółowym stanowiskiem Autora.

Wspomnę o jeszcze jednym „uprzedzeniu”, które sugerował tytuł. Chodzi o wers 36 z 18 rozdziału Ewangelii według św. Jana Apostoła (nazywanego na Wschodzie Teologiem), pochodzący z dramatycznej rozmowy Jezusa Chrystusa z Piłatem. Zbawiciel wypowiada w niej słynne zdanie: „Królestwo moje nie jest z tego świata”. Słowa te przez wieki pojawiały się w pismach i dyskusjach tysięcy chrześcijan – duchownych, teologów, filozofów, władców i zwykłych wiernych. Zadawali i wciąż zadają oni sobie identycznie brzmiące pytanie. Czy królestwo Boże zostanie zrealizowane już tutaj na ziemi, czy tylko w rzeczywistości nadprzyrodzonej, którą w równym stopniu teologowie zachodni (jak Joseph Ratzinger) i greccy Ojcowie Kościoła umieszczali już poza ziemskim czasem, zawartym w kategorii chronos? Użycie tego wersu przez Rowińskiego mogło sugerować chęć dołączenia przez niego do całej rzeszy chrześcijan, którzy przez wieki uznawali za swoją prawdziwą ojczyznę niebo, a nie zmienną rzeczywistość społeczno-polityczną, w której przyszło im żyć. Spojrzenie Autora wymyka się jednak zakwalifikowaniu go do tej grupy myślicieli, choć refleksja, czy chrześcijaństwo ma być bardziej z tego, czy innego świata, pozostaje aktualna. I efektem tej aktualności jest właśnie książka.

Czy ma rację inny lider środowiska „Christianitas” Paweł Milcarek, który obok opinii Marka Jurka poleca na okładce pracę jako „książkę rozrabiacką, pisaną z ogromną wolnością, bez certowania się z politgramotą partii, bez przylepiania się do «ojców chrzestnych» polskiego życia publicznego”? Ocena zależy zapewne od inklinacji ideowych. Niemniej trzeba przyznać rację, że Rowińskiemu częściowo udało się pójść w poprzek różnych oczekiwań oraz powiązań polityczno-zawodowo-środowiskowych. One to właśnie olbrzymim cieniem kładą się na dużą część współczesnej polskiej publicystyki politycznej.

Kanały łaski i Boża pamięć

Pierwsza część książki rozwija zagadnienie tożsamości chrześcijańskiej Polski, datującej się oficjalnie od Wielkiej Soboty 966 roku. „Oficjalnie” – bo na przykład, co nie jest wciąż dobrze znane w środowiskach rzymskokatolickich, wierni związani z prawosławiem i tradycją wschodnią podkreślają, że polska tradycja chrześcijańska może być wcześniejsza nawet o 100 lat. W tym ujęciu związana jest z oddziaływaniem misji na terenach ówczesnego Państwa Wielkomorawskiego, prowadzonej przez świętych Cyryla i Metodego z Salonik – wtedy mnichów jeszcze niepodzielonego Kościoła. Mogła ona dotrzeć na tereny dzisiejszej Małopolski i państwa Wiślan. Nie chodzi o rozwijanie dyskusji historycznej i archeologicznej, bo takiego charakteru nie ma praca redaktora „Christianitas”, ale pominięcie choćby jednym zdaniem tego faktu jest mankamentem książki. Rzutuje on zresztą na jej całość – poza jednym małym fragmentem, nie wspomina on nigdzie o wielowyznaniowym charakterze dawnej Rzeczypospolitej, i o tym, że duchowy i kulturowy jej kształt współtworzyli również prawosławni i protestanci, nie wspominając o przedstawicielach religii niechrześcijańskich.

„Królestwo nie z tego świata” można, jak sądzę, odczytywać na kilku poziomach. Przypomina to trochę słuchanie długiego,  dwupłytowego albumu z rockiem progresywnym, na którym zespół starał się połączyć komunikatywne przeboje z formami bardziej złożonymi – kilkunastominutowymi suitami, słuchanymi głównie przez koneserów

Autor wskazuje, że podobnie jak w przypadku indywidualnego chrztu, tak chrzest danego kraju lub dworu panującego wraz z elitą, jest otwarciem „kanału łaski”. To działanie sakramentalne, wlane w duszę, a nie osiągnięte na podstawie zasług czy długiej pracy. Dające zarówno duszy pojedynczego człowieka jak i „duszy” narodu możliwości do wzrastania w łasce. Otwierające potencjalność budowania struktur życia społecznego, opartych nie tylko na etycznym porządku wypływającym z Dekalogu i Ewangelii, ale również, a może przede wszystkim – na źródle i szczycie życia chrześcijańskiego, jakim jest liturgia, służba Boża przenikająca i odmieniająca świat doczesny. Od momentu chrztu naród jest zapisany w pamięci Boga, sięgającej dużo głębiej niż ludzka pamięć historyczna (ss. 24-43).

Takie ujęcie jest ciekawe i rzadko wskazywane w debacie publicznej. Podkreśla ona głównie aspekt pamięci historycznej i tożsamościowej chrztu, osiągniętych korzyści cywilizacyjnych i politycznych itp. Zapomina jednak o metafizyce. Zgodzą się z tym ujęciem zarówno prawosławni, jak i wierni wywodzący się z tradycji reformacyjnych i starokatolickich. Chrzest to dla człowieka wyznaczenie życiowego celu – zjednoczenia z Bogiem i osiągnięcia zbawienia. Niezależnie od tego, jakie były motywy początkowe tego aktu, także dla dworu Mieszka I – wyznaczył on nam cel zjednoczenia się z Bogiem i wejścia do wspólnoty Kościoła – jak już wspomniałem, wówczas jeszcze niepodzielonego.

Chrzest nadał Polsce regułę lub zasadę życia – zakorzenienie w Kościele i rozwój Bożej łaski, która jest i będzie trwała niezależnie od wydarzeń historii. Łaska buduje na naturze, ale jest zawsze czymś nadrzędnym wobec ludzkich działań, upadków, błędów i grzechów. Formą Polski będzie więc zawsze chrześcijaństwo i w oderwaniu od niego zbudować możemy społeczeństwo, które stanie się kłosem targanym wichurami ziemskich ideologii, mniej lub bardziej brutalnego cynizmu i gier. Mówiąc wprost – będzie niewolnikiem Lewiatana.

Współczesne procesy laicyzacji, wciąż trwające i zbierające owoce, nie muszą mieć zawsze i wszędzie formy, którą możemy określić jako postępowo-liberalną

Poziomy refleksji i laicyzacji

„Królestwo nie z tego świata” można, jak sądzę, odczytywać na kilku poziomach. Przypomina to trochę słuchanie długiego, dwupłytowego albumu grupy rocka progresywnego, na którym zespół starał się połączyć komunikatywne przebój z formami bardziej złożonymi – kilkunastominutowymi suitami, słuchanymi głównie przez koneserów. Te bardziej komunikatywne tematy, w których ujawnia się publicystyczny nerw autora i być może staną się przedmiotem polemik, dotyczą przede wszystkim bieżącej sytuacji politycznej. Upraszczając przekaz na potrzeby niniejszej recenzji, Rowiński dokonuje zdecydowanej krytyki rządzącej obecnie w Polsce większości parlamentarnej z pozycji, które roboczo nazwać możemy chrześcijańsko-konserwatywnymi. Gdyby krytyka ta ograniczała się do znanego z wielu prawicowych forów i sieci społecznościowych sloganu „PiS to nie żadna prawica, tylko socjaliści”, do którego, nomen omen w niektórych miejscach książki Autor, co trzeba przyznać, dość subtelnie nawiązuje, nie wymagałoby to szczególnej uwagi. Raczej zasługiwałoby na wzruszenie ramion, gdyż dla większości obserwatorów współczesnej polityki jasne staje się, że pojęcia „prawica” i „lewica” mają znaczenie zmienne i coraz bardziej umowne.

Rowiński podąża bardziej oryginalnym i wymagającym tropem – zarzuca PiS instrumentalne podejście do religii i elektoratu chrześcijańskiego. Pokazuje linię rozbieżności pomiędzy praktyką działania tej partii, a nauczaniem chrześcijańskim (ss. 311-313). Pierwszą rozbieżnością jest brak działań w sprawie zakazu aborcji eugenicznej. Drugą: sztywne stanowisko pod względem kwestii pomocy uchodźcom. Największe Kościoły chrześcijańskie w Europie wykazują tu o wiele większą chrześcijańską roztropność, miłość i miłosierdzie niż uparte stanowisko rządzących, sprowadzające się do zamknięcia granic i powtarzaniu narracji o „pomocy na miejscu”. Trzecią: napięcie pomiędzy, jak określa to autor, „instytucjonalnym radykalizmem” PiS w kwestii zawłaszczania kolejnych instytucji demokratycznego państwa prawnego, takich jak Trybunał Konstytucyjny i sądy (tutaj dodać byłoby można sektor mediów publicznych). Czwartą: brak sprzeciwu wobec tzw. Konwencji stambulskiej, ratyfikowanej jeszcze w końcówce rządów koalicji PO-PSL i kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zdaniem nie tylko Kościoła katolickiego, ale i np. Cerkwi prawosławnej (mówi o tym niedawne, wspólne stanowisko kilku autokefalicznych Cerkwi z krajów należących do UE) wobec niejasnych zapisów tej konwencji w sprawie pojęcia „płci kulturowej” oraz tradycyjnych ról kobiety, mężczyzny i dzieci w rodzinie.

Stanowisko PiS nie różni się w tym miejscu według Rowińskiego od kapitulanckiej pozycji europejskiego mainstreamu politycznego, zwłaszcza o korzeniach chadeckich i centroprawicowych. W dużej mierze, co wynika logicznie z wcześniejszych, teologicznych i cywilizacyjnych rozważań w książce, PiS poddał się logice „tego świata” i zrezygnował z aktywnego wpływu na życie społeczne. Polityka PiS, pomimo narracji o obronie wartości, a nawet używania chrześcijańskiej symboliki, kierowana jest paradygmatem modernizacji laicyzacyjnej. Chrześcijaństwo jest w nim najwyżej formułą tożsamości historycznej, a nie żywą wiarą zmieniająca świat i przenikającą jego struktury niewidzialną Bożą energią.

Być może takie wnioski wydają się zaskakujące dla obserwatora, który widzi polityków PiS w pierwszych ławkach podczas publicznych liturgii, pląsających przed ołtarzem i śpiewających popularne sacrosongi w Toruniu. Kogoś słuchającego liderów tej partii opowiadających, jak to Kościół rzymskokatolicki wraz z niepokornym społeczeństwem „zwalczał zaborców, komunę i tradycje wrogie Narodowi Polskiemu”. Oglądającego premiera rządu RP, najpierw wzywającego w expose sejmowym do rechrystianizacji Europy, a następnie ostrzegającego z Wałów Jasnogórskich, że „różni nasi przeciwnicy ideowi próbują zrobić podkop pod Polskę, pod polskość, pod nasze wartości, tradycyjne wartości” (cytat z wystąpienia 8 lipca 2018 roku). W końcu, prezesa stronnictwa „broniącego naszych dzieci” przed działaczami LGBT+. Rowiński przekonująco zestawia jednak słowa z realnymi czynami i praktyką polityczną. Udowadnia, wprost lub nie wprost, że są to działania służące pozyskaniu elektoratu chrześcijańskiego. W istocie jednak stoi za nimi swoisty jakobinizm, próbujący podporządkować religię celom świeckim.

Polityka PiS, pomimo narracji o obronie wartości, a nawet używania chrześcijańskiej symboliki, kierowana jest paradygmatem modernizacji laicyzacyjnej. Chrześcijaństwo jest w nim najwyżej formułą tożsamości historycznej, a nie żywą wiarą

W tym miejscu, jak sądzę, można byłoby jeszcze pokusić się o szerszą interpretację zjawiska, o którym pisze Rowiński. Współczesne procesy laicyzacji, wciąż trwające i zbierające owoce, nie muszą mieć zawsze i wszędzie formy, którą możemy określić jako postępowo-liberalną. Strategia Viktora Orbána, który w niezwykle zlaicyzowanych Węgrzech, gdzie Kościoły chrześcijańskie nie mają w zasadzie nic do powiedzenia w debacie publicznej, a w nabożeństwach może stale uczestniczyć mniej niż 10 proc. społeczeństwa, wciąż opowiada o „keresztény állam” („państwie chrześcijańskim”), stale pomstuje na George’a Sorosa i multi-kulti, to świadectwo, że elementy religijne mogą być doskonale użyte jako narzędzia laickiej polityki i PR. Jeszcze dalej niż wywodzący się ze zlaicyzowanego środowiska o korzeniach ewangelicko-reformowanych Orbán idzie przecież „kulturowy katolik”, Matteo Salvini, który na wiecach wyborczych pojawiał się z różańcem w ręku. Podkreślał, że to „symbol włoskiej tożsamości” i „sprzeciwu wobec nacierającego islamu”, choć w szczerej rozmowie z dziennikarzami przyznał, że prywatnie nie odmawia modlitwy różańcowej i ma zastrzeżenia do niektórych elementów tradycyjnej etyki seksualnej.

Pytania (na razie) bez odpowiedzi

Refleksje Rowińskiego są w dużej mierze trafne i odświeżające. Trudno jednak znaleźć w nich jednoznaczną odpowiedź na pytanie o przełożenie tych obserwacji na konkretne życie polityczne i społeczne. Autor w jakiś sposób stara się to robić – i dostrzega przepaść pomiędzy oczekiwaniami wypływającymi z zasady polskiego życia a ich praktyczną realizacją. Nie tylko w samej polityce, gdzie liderzy odwołujący się do integralnej i w pewnym sensie „ortodoksyjnej” strategii chrześcijańskiej zyskują minimalne poparcie elektoratu, ale również w strategii samego Kościoła (sam napisałbym „Kościołów”), która zdecydowanie nie potrafiła wykorzystać rocznicy 1050-lecia do stworzenia aktualizacji i rekonstrukcji chrześcijańskiego modelu państwa i społeczeństwa. Nie chodzi oczywiście o brak eventów, widowisk lub akademii okolicznościowych, ale o odważne i jednoznaczne stanowisko w sprawach moralnych. O dbanie o liturgię i sakralną kulturę estetyczną, o wspólnotowy i publiczny wymiar kultu, który nie może ograniczać się tylko do wyborów i zachowań indywidualnych.

Diagnoza zawarta w książce jest w moim odbiorze raczej pesymistyczna. Świeckiej polityce, mającej często cele zupełnie niechrześcijańskie, udaje się skolonizować i rzesze wiernych, i niekiedy samą hierarchię duchownych, która w istocie zaczyna tracić sprzed oczu horyzont nadprzyrodzony i sprowadza wiarę do prywatnych wyborów. Do jednej z wielu funkcjonujących równolegle tożsamości społecznych lub dostojnego, aczkolwiek zakurzonego dziedzictwa przeszłości. Stąd tak łatwe uleganie chrześcijańskiej wspólnoty anachronicznym mitom romantycznym, widoczne w całkiem niedawnej jeszcze popularności twórczości Jarosława Marka Rymkiewicza wśród „prawicowego ludu” oraz w próbach, ostatecznie chyba jednak nieudanych, budowania świeckiego mitu smoleńskiego, zbliżonego do XIX-wiecznego mesjanizmu.

Czy rozwiązanie czterech wymienionych w książce punktów zapalnych pomiędzy chrześcijańską wizją państwa a rządem Zjednoczonej Prawicy (aborcja, radykalizm instytucjonalny, uchodźcy, Konwencja stambulska) sprawiłoby, że Polska ostatecznie stanie się krajem prawdziwie chrześcijańskim?

Rowiński nie daje konkretnych odpowiedzi, jak postulaty realizacji podstawowej reguły polskiego życia realizować w rzeczywistości państwa demokratycznego, które, jak głosi Konstytucja w art. 25 ust. 2, „zachowuje bezstronność w sprawach przekonań religijnych”. Czy rozwiązanie czterech wymienionych w książce punktów zapalnych pomiędzy chrześcijańską wizją państwa a rządem Zjednoczonej Prawicy (aborcja, radykalizm instytucjonalny, uchodźcy, Konwencja stambulska) sprawiłoby, że Polska ostatecznie stanie się krajem prawdziwie chrześcijańskim? Czy istnieją inne postulaty, które należałoby za sprawą aparatu państwa zrealizować w procesie przybliżania się do tego celu, co wpłynęłoby administracyjnie na indywidualne wybory Polaków? Kto będzie te postulaty realizował: rząd, który nagle weźmie sobie do serca idee Josepha de Maistre’a, aby prowadzić ludzi do zbawienia, czy sam Kościół (Kościoły)? Jaką rolę widzi Autor w swojej wizji wymarzonej Polski żyjącej zgodnie z główną swoją regułą, którą bez wątpienia odczytuje w Kościele rzymskokatolickim dla członków innych Kościołów chrześcijańskich, nie mówiąc już o wyznawcach innych religii lub niewierzących? W końcu, dlaczego chrześcijańska opinia publiczna jest zdaniem Rowińskiego tak słaba, że wciąż daje się zagospodarować a to przez „jakobiński PiS”, a to „modernizacyjną PO”, a niegdyś przez niemrawy AWS, postkomunistyczne SLD lub radykalną Samoobronę? Czy rzeczywiście jedyną odpowiedzią na te zjawiska będzie często przytaczana przez Autora formuła o „kapitulacji” chrześcijan przed naciskami współczesności, o „braku odwagi zabierania głosu” i „słabości” wobec współczesnego Lewiatana? I czy rzeczywiście, nawet w porównaniu z innymi krajami, w Polsce jest w tych kwestiach tak źle, a niewątpliwe osiągnięcia – niedoskonała, ale działająca od 22 lat ustawa antyaborcyjna, chroniona orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, spory odzew społeczny w debacie na temat obecności religii w życiu publicznym, a ostatnio granic krytyki wiary lub krytyki zła dziejącego się w największym liczebnie Kościele chrześcijańskim – nie są warte afirmacji?

Chciałoby się bardzo, aby mimo wszystko ambitna i wartościowa książka „Królestwo nie z tego świata” stała się asumptem do tego rodzaju poważnych i szczerych dyskusji.

 

Tomasz Rowiński, „Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych”, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2018, w serii „Biblioteka Christianitas”, ISBN 978-83-7354-849-7, ss. 354.

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, filozof polityki, dziennikarz, publicysta. Współpracuje m. in. z „Laboratorium Więzi”, „Magazynem Kontakt”, Aleteia.pl oraz Polskim Radiem24.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz