Platforma nadal leje ciepłą wodę

Aktualności,

Potrzeba nam wolnorynkowej opozycji, która umie kontrolować rząd, a jednocześnie nie odmawia mu prawa do rządzenia. PO nią nie jest.

Po przegranych wyborach Platforma Obywatelska musiała się na nowo przedstawić wyborcom. Wcześniej była technokratyczną partią władzy, która chroniła Polskę przed Prawem i Sprawiedliwością – aż tu okazało się, że to nie wystarczy, PiS może jednak wygrać wybory, a PO z drugiej strony zajść może Nowoczesna. Stąd powstanie nowej „Deklaracji programowej Polska Obywatelska 2.0”, przedstawionej szerszej publiczności na konwencji PO 2 października.

Lektura dokumentu przypomina, że obecnie największym przeciwnikiem Platformy jest partia Ryszarda Petru. Zanim bowiem PO wytoczy ciężkie działa przeciw PiS, musi stoczyć bój z uprawiającą to samo poletko Nowoczesną. Jeśli go przegra, może odejść w niebyt, bowiem oba stronnictwa łowią w tym samym liberalno-demokratycznym stawiku, co więcej, N już przedstawiła swój program (który komentował dla nas Michał Kuź). Już na pierwszy rzut oka widać, że PO nie porzuciła swojej liberalnej autoidentyfikacji, już w pierwszym zdaniu programu możemy przeczytać, że jej działacze to „patrioci wolności”.

Jednak „Deklaracja” przypieczętowuje i tłumaczy ewolucję PO w lewą stronę – „doświadczenie ostatnich lat nauczyło nas, że wolności powinno towarzyszyć wsparcie dla słabszych, bez którego swoboda rozwoju może być tylko pustym hasłem. Wiemy, że świat jest bardziej skomplikowany niż ideologiczne doktryny” piszą autorzy dokumentu, wymieniając jako inspiracje liberalizm, konserwatyzm, ale i socjaldemokrację (w tej dokładnie kolejności).

Przynajmniej na poziomie obietnic w PO widać najwięcej właśnie liberalizmu: przywiązania do dyscypliny budżetowej, postulat emancypacji wykluczonych przez pracę, czy ponownego zdefiniowania stosunków państwa i Kościoła. W partii nie ma już miejsca dla tych, którzy do tej pory byli stereotypowo traktowani jako przedstawiciele „konserwatywnego” skrzydła: PO wpisała sobie bowiem do programu utrzymanie „kompromisu aborcyjnego” i powrotu do refundacji in vitro.

PO chce być gdzieś pomiędzy PiS a Nowoczesną, nie snuje wizji rozliczeń z kaczystowskim reżimem. Mentalnie pozostaje nadal partią ciepłej wody w kranie

Czytając jednak ten dokument trudno zapomnieć, że Platforma to partia, która przez 8 lat współrządziła Polską. Gdy widzi się postulat uproszczenia prawa, to człowiek zastanawia się: czemu żeście tego nie zrobili wcześniej? Czy chęć ograniczenia liczby kadencji dla stanowisk wykonawczych w samorządach można rozumieć w ten sposób, że nawet jeśli to się nie uda, to „wasi”, piastujący czasem już od kilkunastu lat swoje funkcje prezydenci miast, w imię zasad nie będą kandydować w kolejnych wyborach? Całkiem przypadkowo wtedy, gdy wyschną pieniądze z Brukseli, które nie zawsze z sensem wydawali na lewo i prawo?

Albo postulat zwiększenia partycypacji mieszkańców w samorządach: dlaczego budżety obywatelskie, które wpisaliście sobie do programu jako coś wartego wsparcia, są zazwyczaj internetowymi plebiscytami, w ramach których ci, co byli bierni, pozostali bierni, a różne grupy interesów mają kolejną możliwość powalczenia o kawałek miejskiego tortu?

Każdy może się pomylić i chcieć poprawić swoje błędy. Tylko że Platforma nie uważa, by je zbytnio popełniła. Nie widać w jej propozycjach wizji, która szczególnie różniłaby się od tej, którą prezentuje… PiS. Ot, tu nieco więcej zaufania do Unii Europejskiej, tam większe dbanie o to, by deficyt nie poszybował w kosmos. Jednak czytając fragmenty dotyczące innowacji czy szkolnictwa zawodowego odnoszę wrażenie, że pisał je Mateusz Morawiecki, a akapity o szkolnictwie wyższym i współpracy uczelni z biznesem Jarosław Gowin. Tam zaś, gdzie się PO od PiS różni, zaraz pojawia się próba prześcignięcia tej partii z lewej (socjalno-rozdawniczej) strony. To super, że Platforma nie boi się pisać o stopniowej likwidacji przywilejów emerytalnych, szkoda tylko, że za chwilę postuluje wprowadzenie… czeku turystycznego, dzięki któremu nasze wakacje będą finansowane z podatków.

Dokument zawiera parę ciekawych (niestety dość enigmatycznych) propozycji, wynika z niego, że PO chce być gdzieś pomiędzy PiS a Nowoczesną, nie snuje wizji rozliczeń z kaczystowskim reżimem. Faktycznie potrzeba nam takiej bardziej wolnorynkowej opozycji, która umie kontrolować rząd, a jednocześnie nie odmawia mu prawa do rządzenia.

Jednak PO taka nie jest, jej programowy przekaz jest zupełnie inny, niż medialne pohukiwania, nawet wielu postulatów wygłoszonych przez Grzegorza Schetynę podczas konwencji w nim nie znajdziemy. Ta niespójność każe wątpić w to, że PO znalazła nowy pomysł na siebie. Mentalnie pozostała nadal partią ciepłej wody w kranie, która z braku lepszych pomysłów chce zwrócić na siebie uwagę głośnym tupaniem.