Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

PiS zjada nowe przystawki przed walką

Partia Jarosława Kaczyńskiego wchłania prawicowe ugrupowania, by stworzyć wrażenie, że potrafi scalać opozycję. Czy to jednak wystarczy, żeby odebrać pole KNP i uniknąć egzotycznych koalicji?

Partia Jarosława Kaczyńskiego wchłania prawicowe ugrupowania, by stworzyć wrażenie, że potrafi scalać opozycję. Czy to jednak wystarczy, żeby odebrać pole KNP i uniknąć egzotycznych koalicji?

PiS ma dziś dwa problemy na prawicy: łatwy – połknięcie następnych przystawek, i trudny – uporanie się z konkurencją, jaką stanowi partia Korwin-Mikkego.

Zapowiedziane przez PiS zjednoczenie prawicy oznacza koniec kolejnej już próby podważenia dominacji partii Tuska i Kaczyńskiego na polskiej scenie politycznej. W sensie strategicznym Jarosław Kaczyński może na zjednoczeniu prawicy parlamentarnej tylko zyskać. Stawką jest bowiem nie tylko pozyskanie dotychczasowych wyborców Solidarnej Polski i Polski Razem, lecz także neutralizacja niebezpiecznych nadal kontrkandydatów PiS w wyścigu prezydenckim.

Po pierwsze, wynik Gowina lub Ziobry mógł być lepszy od tego, który osiągnęły ich formacje. Po drugie, sam ich start ograniczał pole manewru, jeśli chodzi o wybór kandydata PiS w tych wyborach. Po neutralizacji Ziobry i Gowina Kaczyński może sobie pozwolić na niekandydowanie. Trzecim skutkiem jest uniknięcie ryzyka, że dobry wynik prezydencki któregoś z tych polityków przeniesie się na sukces ich ugrupowań w wyborach sejmowych.

Tak wygląda strategiczny efekt zjednoczenia. Taktyczny może być nie mniej ważny. Partia Jarosława Kaczyńskiego latem i jesienią tego roku musi poradzić sobie jeszcze z dwoma problemami. Pierwszy to rosnąca popularność Kongresu Nowej Prawicy. Drugi – brak dobrego pomysłu na dyskontowanie błędów rządu.

Szansą na osłabienie formacji Korwin-Mikkego jest jej izolacja i słaby wynik w wyborach samorządowych. Ryzykowna dla PiS byłaby sytuacja, w której KNP udałoby się stworzyć szersze koalicje prawicowe w dużych miastach czy wyborach sejmikowych. To dodawałoby mu skrzydeł przed kampaniami roku 2015, a także rujnowało szanse PiS na samodzielne rządy w województwach takich jak podkarpackie czy małopolskie.

Prawo i Sprawiedliwość nie miało w ostatnich tygodniach pomysłu na reakcję na „taśmowe” kłopoty rządu

Drugi problem jest nie mniej poważny. Prawo i Sprawiedliwość nie miało w ostatnich tygodniach pomysłu na reakcję na „taśmowe” kłopoty rządu. Jego ostentacyjne wyjście z sali posiedzeń plenarnych w czasie wystąpienia Janusza Palikota sprawiało wrażenie, że zachowanie tego polityka jest poważniejszym problemem niż ujawnione wypowiedzi członków rządu. Co więcej, pogłębiło przekonanie, że PiS nie będzie w stanie współpracować z ugrupowaniami opozycji lewicowej w żadnej sprawie.

W tej sytuacji by stworzyć wrażenie, że jest się partią, która może sprawiać kłopoty rządzącym, a przynajmniej skupiać wokół siebie opozycję, dobrze jest wykonać ruch otwierający PiS na grupy parlamentarnej prawicy: dwunastoosobowe koło SP i dwuosobową reprezentację PR. Obie formacje są tym łatwiejszym „łupem”, że po wyborach zaczęły się po prostu rozsypywać. Odejście Dorna, dezercja Godsona, wycofanie się z polityki Kurskiego i Migalskiego, to tylko te najbardziej widoczne symptomy. Nie mniej poważny problem stanowią dziesiątki działaczy tych partii planujących start w wyborach samorządowych i szukających jakiejś racjonalnej formuły kandydowania. To ze względu na nich Ziobro i Gowin nie mogą sobie pozwolić na zlekceważenie propozycji Kaczyńskiego i doczekanie do wyborów prezydenckich.

Zaproponowana przez PiS formuła zjednoczenia prawicy na podstawie wyników wyborów do PE oznacza zatem przede wszystkim możliwość „wpuszczenia na listy” Prawa i Sprawiedliwości polityków związanych z SPZZ i PRJG. W praktyce daje to szansę zwłaszcza mocnym kandydatom z tych partii. Słabsi zostaną przeskoczeni przez kandydatów PiS z dalszych miejsc.

Wiele wskazuje więc na to, że jedynym nowym elementem wyborów 2015 r. będzie znacznie silniejsza niż dotychczas formacja Janusza Korwin-Mikkego. A jej wpływ na logikę kampanii może się okazać większy niż to, co zbierze ona w sondażowych notowaniach. Na ile pojawienie się wyraziście antyestablishmentowej formacji osłabi skuteczność straszenia PiS, jak zmieni postrzeganie ugrupowania Kaczyńskiego i jego wizerunek ? – odpowiedź na te pytania może mieć istotniejsze znaczenie dla wyniku obu kampanii 2015 r. niż dzisiejszy proces zjednoczeniowy.

[wykres]

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY TYGODNIK IDEI, NR 27 (39)/2014, 3–9 LIPCA, CENA: 0 ZŁ
politolog, autor m.in. "Konserwatyzmu po komunizmie" i "Wyjścia awaryjnego", twórca idei IV Rzeczypospolitej

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

Jedna odpowiedź do “PiS zjada nowe przystawki przed walką”

  1. Istotna jest opinia Pana Rafała Matyi, że PIS-owi „brakuje pomysłów na dyskontowanie błędów rządu”, a szkoda. Radość z przewagi słupkowej PIS-u nad PO mnie nie satysfakcjonuje. PIS zbiera tych, co odeszli, a utrzymywanie się na poziomie 30% poparcia świadczy o braku otwarcia na niezagospodarowanie wielu organizacji o zbliżonych do tej partii poglądach w tym pogardzanych lemingów i słoików, dla których brak jest propozycji programowej. Hermetyczność Partii, czy też jej liderów na pewno ją osłabia.Potrzebne też są koalicje sekwencyjne, zadaniowe zawiązywane w celu doraźnych sukcesów politycznych.

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo