Newsletter

Pedagogika i cnoty

Klasyczna etyka wychowawcza dostrzegała słabości młodego człowieka. Podkreślała konieczność stawiania mu wymagań i prowadzenia przez dorosłych w okresie wychowania. Naturalizm ją odrzucił – czas do niej wrócić

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

 

Ten artykuł powstał dzięki hojności Darczyńców NK. Zostań jednym z nich!

 

Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku amerykański psycholog Walter Mischel przeprowadził głośny eksperyment zwany „testem cukierka”. Postawił badaną grupę czterolatków przed alternatywą: albo zjedzą jednego cukierka od razu, albo poczekają dwadzieścia minut i zjedzą dwa cukierki („słodkie pianki marshmallow”).

Gdy po latach prześledzono koleje życia tych dzieci okazało się, że te, które zdecydowały się zaczekać, w życiu dorosłym były lepiej wykształcone, lepiej radziły  sobie w związkach, potrafiły powściągać emocje itp. Generalnie silna wola pozwoliła im osiągać większe sukcesy życiowe, niż dzieciom z „grupy niecierpliwej”.

Silna wola i tzw. charakter to podstawa sukcesów życiowych. Eksperyment Mischela jednynie potwierdza prawdy znane od wieków. Już w czasach antycznych sformułowano koncepcję cnoty, jako dyspozycji do dobrego działania, która opierała się na silnej woli i automatyzmach samokontroli. Filozofowie greccy (Arystoteles i inni) zauważyli, że tak jak nabywamy umiejętności praktyczne, tak analogicznie usprawniamy się (lub nie) w wymiarze moralnym. Brak tych dyspozycji sprawia, że nie jesteśmy w stanie osiągać wyznaczanych celów życiowych, współpracować z ludźmi, a także radzić sobie z lękiem, smutkiem itp.

Zarzucona aretologia

Nauka o cnotach (aretologia), zapoczątkowana przez filozofów greckich, a rozwijana później między innymi przez filozofów i teologów katolickich (ale nie tylko), głęboko wrosła w cywilizację łacińską i stała się podstawą formowania przyszłych pokoleń. W efekcie nawet tam, gdzie bezpośrednio nie znano pism Arystotelesa czy św. Tomasza z Akwinu, klasyczne kody wychowawcze były tak głęboko zakotwiczone w świadomości ludzi, że mimowolnie formowano cnoty (lepiej lub gorzej, to już osobna kwestia), nawet nie zdając sobie z tego faktu sprawy.

Dopiero w ostatnich stuleciach zaczęto odchodzić od tej praktyki pedagogicznej. Przyczyniło się do tego kilka spraw. Przede wszystkim cnoty są ofiarami współczesnych wojen ideologicznych i sporów o podłożu religijnym i politycznym. Trudno nie odnieść wrażenia, że jedną z przyczyn odejścia od kształtowania sprawności moralnych w klasycznym rozumieniu było mocne osadzenie aretologii w tradycji Kościoła katolickiego. Nurty polityczne, które podważały rolę Kościoła w życiu społecznym automatycznie z nieufnością spoglądały też na „Jego cnoty”, zapominając, że korzenie cnót są o wiele starsze.

Przyjmując naturalistyczne stanowisko, trudno jest w praktyce formować sprawności moralne w ich klasycznym i katolickim rozumieniu. Teoretycznie, a czasami nawet praktycznie, mogłoby się to nawet udać, ale dziecko rzadko samo z siebie stawia przed sobą wymagania, częściej wymaga kierowania

 Naturalistyczna pedagogika, sceptyczna psychologia

Spory te kontynuowano na gruncie pedagogiki. Klasyczna etyka wychowawcza zdroworozsądkowo dostrzegała słabości młodego człowieka i zwracała uwagę na konieczność stawiania mu rozsądnych wymagań oraz prowadzenia przez dorosłych w okresie wychowania.

Naturalizm J.J.Rousseau i późniejsza pedagogika post- i modernistyczna akcentują z kolei „wolność” i realizację „potrzeb dziecka”. Wychodzą z założenia, że dziecko samo wie, co jest dla niego dobre, a wymagania i nakazy, narzucając wzorce zachowań, wypaczają tylko jego naturalny, „dobry charakter” (choćby poprzez stresy i kroczące za nimi kompleksy).

Innymi słowy – przyjmując naturalistyczne stanowisko, trudno jest w praktyce formować sprawności moralne w ich klasycznym i katolickim rozumieniu. Teoretycznie, a czasami nawet praktycznie, mogłoby się to nawet udać, ale dziecko rzadko samo z siebie stawia przed sobą wymagania, częściej wymaga kierowania.

Można wręcz zaryzykować twierdzenie, że poza wyjątkowymi sytuacjami naturalistyczna metoda wychowawcza jest tu nieprzydatna.

Wreszcie wraz z rozwojem dwudziestowiecznej psychologii zaczęto podważać w ogóle możliwość udysponowania człowieka w klasycznym rozumieniu. Część psychologów społecznych przyjęła pogląd, że ludzie zachowują się chaotycznie, podejmując działania pod wpływem nastroju, autorytetu itp. W tym sensie – według nich – nie można mówić o stałych dyspozycjach do dobrego działania, ale o nieskoordynowanych zachowaniach uzależnionych od różnych czynników sytuacyjnych (tzw. sytuacjoniści).

Jednakże wbrew temu nawet prosta obserwacja ludzkich zachowań prowadzi do konkluzji, że każdy ma jakieś wzorce, ideały moralne, których stara się trzymać na co dzień. Wszelkie niedoskonałości w tym zakresie świadczą tylko o zaniedbaniach samo- i wychowawczych w pracy nad konkretnymi sprawnościami moralnymi.

Konflikt polegający na specyficznym rozumieniu cnoty ujawni się także w przypadku cnót niekoniecznie społecznych (umiarkowanie w jedzeniu i piciu jest raczej sprawnością osobistą, choć ma również wymiar społeczny)

Co więcej, niektórzy myśliciele zwracają uwagę, że w arystotelesowskiej koncepcji cnoty decydującą rolę odgrywa czynnik rozumowy phronesis (Daniel C. Russell), który bierze pod uwagę umiar rzeczowy i osobisty (o. Jacek Woroniecki). A to oznacza, że cnota wymaga oceny konkretnej sytuacji, nie jest bezmyślnym powielaniem określonych schematów zachowań (tym właśnie różni się od nawyku)! Psychologowie-sytuacjoniści zdają się pomijać ten fakt. Stałość zachowań moralnych (typowa dla cnoty) w różnych kontekstach może się różnie przejawiać (nie mylić z relatywizmem moralnym) i to, co dla obserwatora z boku wydaje się być przejawem niestałości, w rzeczywistości może być innym, uzależnionym od kontekstu, przejawem cnoty (temat jest szeroki i wieloaspektowy, tutaj tylko akcentuję jego istnienie; szerzej zagadnienia relacji współczesnej psychologii i cnót opisuje w swoich książkach dr Natasza Szutta).

Dziecko samo się nie wychowa

Cnoty wiążą się zawsze z konkretną koncepcją człowieka. Z tego względu ustalenie uniwersalnego kanonu cnót, który byłby do zaakceptowania dla wszystkich uczestników życia społecznego, jest niezwykle trudne (choć takie próby podejmowano). Nie można wykluczyć, że w określonej sytuacji taki consensus byłby możliwy, ale…

Jak wspomniałem problem polega na tym, że wraz z przyjętą koncepcją człowieka rożnie rozumiane są poszczególne cnoty. O zgodę trudno zwłaszcza w kontekście sprawności mających wymiar społeczny (tolerancja, sprawiedliwość, posłuszeństwo), ale również sama woźnica cnót – roztropność, będzie rozmaicie interpretowana, zależnie od przyjętych założeń światopoglądowych.

Ponadto spór przełoży się również na preferowane metody pedagogiczne (co sygnalizowałem już w tym artykule). Przeanalizujmy go na przykładzie umiarkowania w jedzeniu i piciu.

Naturaliści i tzw. „postępowi” pedagodzy będą skłonni zostawić dzieciom swobodę w tym zakresie, twierdząc, że powinny one same podążać za swoimi potrzebami kulinarnymi i je odpowiednio regulować. Antypedagodzy już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku posuwali się nawet do twierdzenia, że dzieci powinny same decydować, czy mają brać leki i pić alkohol.

Słowem – to co spontaniczne, zgodne z naturalnymi potrzebami, staje się przy takim podejściu ważnym atrybutem swoiście rozumianej „cnoty umiarkowania”. Liczy się naturalne podążanie za potrzebą, który to pęd dziecko samo reguluje. Nie stawia się tu pytań moralnych, nie mówi w zasadzie o zaletach samoopanowania itp.

Przy takiej postawie wychowawczej syn czy córka będą bez umiaru ulegały przyjemnościom podniebienia i w efekcie to, co ma być swoiście rozumianą cnotą, ugruntuje się w postaci wady grymaszenia czy obżarstwa i zdominuje zachowanie w trakcie spożywania posiłków. Bez pomocy wychowawców, którzy odpowiednio by  nimi pokierowali, nie znajdą prawdziwego „złotego środka” i umiaru. Teoretycznie mogą nawet z czasem zrozumieć, że ślepe podążanie za przyjemnościami kulinarnymi odbije się negatywnie na ich zdrowiu i osłabi charakter, ale ukształtowane w międzyczasie złe nawyki staną się po prostu trudne do przezwyciężenia.

Jak widać, konflikt polegający na specyficznym rozumieniu cnoty ujawni się także w przypadku cnót niekoniecznie społecznych (umiarkowanie w jedzeniu i piciu jest raczej sprawnością osobistą, choć ma również wymiar społeczny). Podobnie będzie w przypadku męstwa, wytrwałości, pracowitości, odwagi cywilnej itp. Jeśli za naturalistami pozostawimy tu swobodę i spontaniczność, wychowankom uniemożliwimy im w praktyce pracę nad charakterem.

Warto się postarać

Zarysowany tu konflikt światopoglądowy uniemożliwia w zasadzie powrót do kształcenia cnót w wymiarze publicznym. Sprawność moralna i jej formowanie zawsze wiąże się z pewną wizją człowieka, która wyklucza neutralność światopoglądową.

Jeśli w wymiarze publicznym ten powrót jest w zasadzie niemożliwy, to czy w wymiarze rodzinnym, indywidualnym, istnieją tu jakieś szanse? Odpowiedź jest oczywiście twierdząca. Rodzice zawsze mogą formować sprawności moralne u swoich dzieci zgodnie z klasycznym (bądź nie) kanonem cnót i nikt im tego nie zabroni (formalnie). W praktyce jednak nie jest to takie proste.

Dawne podręczniki ostrzegały, że „cnota jest efektem czasu i wielokrotnych powtórzeń”, a to wymaga rodzicielskiego heroizmu, zwłaszcza, że w dzisiejszym świecie trudno osiągnąć jednolitość oddziaływań pedagogicznych. Skoro rodzice i dzieci pozostają 8-10 godzin dziennie poza domem, to kiedy ma mieć miejsce  formowanie cnót? Ba, nawet pozostały czas trudno jest poświęcić wyłącznie dzieciom. Rodzice mają przecież inne obowiązki domowe.

Powrót do ideałów klasycznej paidei wymaga zatem od rodziców heroicznego wysiłku, samozaparcia, umiejętności organizacji czasu, a nade wszystko wiedzy na temat czym właściwie są cnoty i jak je formować

Nie możemy też zapominać, że przebywając w szkole czy z kolegami na podwórku (czytaj: w galeriach handlowych) młodzież poddawana jest określonym oddziaływaniom, które niekoniecznie służą budowaniu sprawności moralnych. Gdy dorzucimy do tego jeszcze problem oddziaływaniu mediów na świadomość młodych, okaże się, że perspektywa wychowawcza nie jest zbyt optymistyczna.

Niemniej nie można jednoznacznie stwierdzić, że wychowanie cnót jest w dzisiejszym świecie niemożliwe. Mimo obcych oddziaływań, to rodzice są wciąż największymi autorytetami dla swoich podopiecznych i ich wpływ ma w perspektywie całego życia o wiele większe znaczenie, nawet pomimo jego zachwiania w okresie dojrzewania. Pewnym wsparciem dla wychowawców i rodziców mogą tu być organizacje odwołujące się do tych samych bądź podobnych ideałów wychowawczych, np. harcerstwo, Kościół oraz prywatne szkoły o zbliżonym profilu wychowawczym.

Powrót do ideałów klasycznej paidei wymaga zatem od rodziców heroicznego wysiłku, samozaparcia, umiejętności organizacji czasu, a nade wszystko – wiedzy na temat czym właściwie są cnoty i jak je formować.

Wiedza ta obecnie w praktyce nie jest zbyt popularna i duża grupa rodziców jest skłonna raczej odwoływać się do szeroko dostępnych w internecie różnych współczesnych mutacji naturalistycznego wychowania, myśląc, że nie ma dla niego alternatywy. Jednak równolegle pojawia się szereg inicjatyw rodzicielskich (np. skupionych wokół edukacji domowej), a także różnego rodzaju stowarzyszeń, odwołujących się do klasycznych i katolickich ideałów wychowawczych, które mogą być symptomem odradzania się zainteresowania dawną areté.