Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

O Marcu ‘68 w 30 sekund

Mateuszowi Morawieckiemu et consortes przydałby się na 50. rocznicę Marca ’68 „elevator pitch” o tych wydarzeniach – mowa, którą można wygłosić podczas krótkiej jazdy windą

Trwają mozolne prace nad naprawą relacji polsko-izraelskich po uchwaleniu i podpisaniu nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Do tego konfliktu byliśmy kompletnie nieprzygotowani. Pisząc „byliśmy” mam na myśli zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak i opozycję; prezydenta Dudę, publicystów, naukowców, dyplomatów czy osławioną Polską Fundację Narodową, mającą dbać o nasz wizerunek. Nikt – także ja, żeby nie było niejasności – nie spodziewał się tak ostrej reakcji ze strony Izraela, a ubieranie się opozycji w szaty Katona jest po prostu śmieszne: nikt nie grzmiał na ten temat przed głosowaniem, co więcej, przeciw nowelizacji zagłosowała tylko jedna frakcja w parlamencie, mianowicie Unia Europejskich Demokratów.

Efekty są, jakie są, i widać, że wizerunek odbudowuje się trudno. Tym bardziej jest to ciężkie zadanie, gdy co chwilę potykamy się („my” w tym wypadku znaczy choćby „premier Morawiecki”) o własne sznurowadła. A tu jak na złość zbliża się rocznica Marca ‘68. W polskim kontekście jest on kojarzony dwojako: po pierwsze z protestami przeciwko zdjęciu „Dziadów” z afisza Teatru Narodowego, po drugie – z antysemicką nagonką, której efektem było opuszczenie ojczyzny przez kilkadziesiąt tysięcy polskich Żydów. Za granicą, o ile w ogóle, w polskim kontekście kojarzyć się będzie gorący rok ’68 z tym drugim (pamiętajmy, że zwłaszcza zachodnie elity znacznie większy nacisk kładą na to, co się działo wówczas w Paryżu czy RFN). I jest to „idealny” moment do tego, by utwierdzić na świecie stereotyp Polaka-antysemity.

„Ta nagonka nie powinna była się wydarzyć i jest przestrogą dla wszystkich, którzy chcieliby stosować narodową odpowiedzialność zbiorową. O, dojechaliśmy na górę. Au revoir!”

Problem w tym, że kwestia Marca (tak to ogólnie ujmijmy – antysemicka nagonka rozpętana przez Gomułkę i Moczara zaczęła się bowiem już w poprzednim roku, po wybuchu wojny sześciodniowej) jest bardzo skomplikowana. W skrócie: w latach 60-tych XX wieku w Polsce żyło co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób pochodzenia bądź narodowości żydowskiej. Sprawę konfliktu na Bliskim Wschodzie wykorzystała jedna z frakcji partii komunistycznej w walce przeciwko drugiej, w której istniała spora reprezentacja towarzyszy pochodzenia żydowskiego. Pochodzenia, bo bardzo często nie mieli oni żydowskiej tożsamości. Ta uderzyła w dziesiątki tysięcy Bogu ducha winnych osób, które (lub ich rodzice) przeżyły Holokaust i wcale nie widziały powodu, by się z Polski ruszać. Do czasu, gdy władza państwa polskiego, które jednak nie było w pełni suwerenne i na pewno nie było demokratyczne (legitymacja władzy była więc wątpliwa, choć niektórzy wyprowadzają ją z entuzjazmu, z jakim spotkało się przejęcie władzy przez Gomułkę w 1956 roku) dała im do zrozumienia, że nie są tu mile widziani. Taka postawa była niestety po myśli także części społeczeństwa, choć przecież nie całego, o czym świadczą przejmujące relacje z pożegnań na warszawskim Dworcu Gdańskim. Wielu wyjeżdżało obawiając się, że może się powtórzyć to, co miało miejsce kilkadziesiąt lat wcześniej. To, że ostatecznie do tego nie doszło, pokazała historia i los tych, którzy zostali w kraju – taka jednak była świadomość w tamtym czasie. I trudno się dziwić tym, którzy zdecydowali się na emigrację.

„W skrócie” – dobre sobie! Jestem przekonany, że taki wywód, i tak mocno upraszczający – nie tylko nie przekonałby obcokrajowca, ale ten w ogóle by go nie zrozumiał. Obawiam się jednak, że niejeden polityk będzie próbował taki lub podobny wygłosić, wchodząc nierzadko w niuanse niezrozumiałe nawet dla przeciętnego Polaka. I problem gotowy. Przydałby im się więc „elevator pitch” – trzydziestosekundowa wypowiedź, którą można wygłosić jadąc windą z parteru na, powiedzmy, 10 piętro. Taka, która w zwięzły sposób przedstawi, jak się sprawy miały. Okrągła, nie wdająca się w szczegóły. Tak, by jednocześnie pokazać grozę sytuacji, ale i nie przykleić Polakom łatki antysemitów. Gotowy produkt premier Morawiecki et consortes winni wkuwać na blachę przed najbliższymi wyjazdami zagranicznymi i spotkaniami z dziennikarzami.

Pułapek na tej drodze jest co niemiara, zaczynając od tego, że już samo fundamentalne dla sprawy przypomnienie walk frakcyjnych (pal licho, że zgodne z prawdą) łatwo może zostać uznane za hołdowanie stereotypowi „żydokomuny”. Myślę, myślę i… spróbuję. Z góry zastrzegam, że to tylko prototyp, ale może komuś się przyda – czytelników zaś zachęcam do wskazywania błędów i kantów.

Znacie tych antysemitów przebierających się w płaszczyki antysyjonistów? No właśnie. W latach 60-tych w zależnej od Moskwy i rządzonej przez komunistów Polsce tacy ludzie wykorzystali cynicznie konflikt na Bliskim Wschodzie do rozprawienia się ze swoimi towarzyszami pochodzenia żydowskiego (tu twarz wykrzywiona w niesmaku mile widziana). Przy okazji zmusili lub nakłonili do wyjazdu tysiące Żydów, którzy wcale nie chcieli opuszczać naszego kraju. Ta nagonka nie powinna była się wydarzyć i jest przestrogą dla wszystkich, którzy chcieliby stosować narodową odpowiedzialność zbiorową. O, dojechaliśmy na górę. Au revoir!

Politolog, dziennikarz, tłumacz, współpracownik Polskiego Radia Lublin. Pisze doktorat z ekonomii i finansów w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Publikował i publikuje też m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Do Rzeczy", "Rzeczpospolitej", "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym" i "Dzienniku Gazecie Prawnej". Tłumaczył na język polski dzieła m.in. Ludwiga von Misesa i Lysandera Spoonera; autor książkek "W walce z Wujem Samem", "Żadna zmiana. O niemocy polskiej klasy politycznej po 1989 roku", "Mała degeneracja", współautor z Tomaszem Pułrólem książki "Upadła praworządność. Jak ją podnieść". Mąż, ojciec trójki dzieci. Mieszka w Lublinie.

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

4 odpowiedzi do “O Marcu ‘68 w 30 sekund”

  1. Realista pisze:

    Wizerunek odbudowuje się łatwo, pod warunkiem, że tym u których budujemy wizerunek zależy na naszym dobrym wizerunku. Ze Stalina dało się zrobić Wujaszka Joe gdy było to potrzebne i potwora gdy potrzebne być przestało. To wizerunek dostosowuje się do potrzeb, a nie potrzeby do wizerunku.

  2. Marcin pisze:

    Recenzja w 1 zdaniu.
    Opis Marca 68 w wydaniu Pana Sękowskiego niewiele różni się od halachy Krytyki Politycznej sponsorowanej przez Sorosa.

  3. Kuba pisze:

    Krótka przemowa całkiem niezła, zastanawiałbym się jednak nad początkiem: „Znacie tych antysemitów przebierających się w płaszczyki antysyjonistów? No właśnie.” Czy ten przekaz umiejscowiony na samym początku jest prosty w odbiorze? I jeśli nie, to czy nie zaburzy odbioru reszty wypowiedzi? Nic lepszego jednak w tym momencie nie przychodzi mi do głowy.

  4. jerzy pisze:

    pierwsze zdanie powinno brzmieć: „Jak nazwać ludzi, którzy dla kasy i wejścia w układy mogą zrobić wszystko np. zostać antysemitą (lub antysyjonistą)”.

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo