Nowa asymetryczna Unia?

W swojej książce „Pokryzysowa Europa. Dylematy Unii Europejskiej” prof. Tomasz Grzegorz Grosse pokazuje, w jaki sposób rozwiązanie kryzysów UE przyczyniło się do zmiany jej modelu funkcjonowania

Najnowsza książka prof. Tomasza Grzegorza Grosse diagnozuje stan Unii Europejskiej po przejściu dwóch największych kryzysów ostatnich lat, jeśli nie w całej historii integracji. Należą do nich kryzys w strefie euro oraz kryzys migracyjny, których nadejście okazało się gamechangerem – punktem zwrotnym w procesie integracji europejskiej. Taką tezę stawia w swojej książce prof. Grosse i pokazuje, w jaki sposób rozwiązanie powyższych kryzysów przyczyniło się do zmiany modelu funkcjonowania UE.

Wzrost niechęci społeczeństw Europy Zachodniej do dalszej liberalizacji rynku i związane z tym tendencje protekcjonistyczne wśród największych państw UE przyczyniły się według prof. Grosse do zmiany strategii Komisji

Inna integracja

Zdiagnozowana przez autora zmiana ma polegać na odejściu od dotychczasowego modelu integracji europejskiej, który opierał się na równowadze między największymi a mniejszymi państwami członkowskimi, oraz zwiększającej się stopniowo autonomii instytucji ponadnarodowych (m.in. Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego), czyli modelu wspólnotowego. Zastępuje go w coraz większym zakresie model międzyrządowy i tzw. metoda unijna. A zatem mamy do czynienia z próbą wzmocnienia roli państw i instytucji międzyrządowych (Rady Europejskiej, Rady UE), ale także z zastępowaniem kultury konsensu między państwami UE polityką siły. W tym scenariuszu Komisja przestaje pełnić rolę neutralnego arbitra i orędownika liberalizacji gospodarczej, jej autonomia polityczna słabnie, natomiast rośnie nieformalne podporządkowanie najsilniejszym państwom członkowskim. Ustrój polityczny Unii upodabnia się tym samym do „asymetrycznej konfederacji”, w której dominujące znaczenie mają Niemcy oraz Francja.

Przyjmując optykę prof. Grosse i przyglądając się ingerencji tych dwóch państw w unijne działania antykryzysowe po 2008 roku, odnoszące się zarówno do strefy euro, jak i polityki migracyjnej, powyższe wnioski wydają się uprawnione. Przeforsowana przez niemiecki rząd polityka oszczędności wobec krajów strefy euro dotkniętych kryzysem – w szczególności Grecji – czy późniejsza decyzja Rady UE o przymusowym systemie relokacji uchodźców, były przejawem narzucania politycznej woli największych państw Unii tym słabszym lub znajdującym się w gorszej sytuacji gospodarczej i finansowej. W tym względzie trudno się z autorem „Pokryzysowej Europy” nie zgodzić. Dokonywana przez niego w kolejnych rozdziałach analiza wprowadzonych i proponowanych reform w Unii Gospodarczo Walutowej (UGW) oraz działań Komisji Europejskiej w obrębie rynku wewnętrznego dostarcza kolejnych argumentów na wzmocnienie tej tezy. Problemem przyjętej perspektywy jest natomiast dość wąskie i jednostronne interpretowanie dobranych przykładów.

Jak oceniać Niemcy?

Pierwsze zastrzeżenie dotyczy oceny reform dokonanych w strefie euro po 2010 roku, a w szczególności zachowawczej pozycji Berlina wobec pomysłów daleko idących zmian instytucjonalnych oraz tworzenia nowych instrumentów transferowych w UGW. Brak zgody niemieckich polityków na utworzenie europejskiego systemu gwarantowania depozytów w ramach unii bankowej, na uwspólnotowienie długu zagrożonych niewypłacalnością państw UGW, powołanie osobnego budżetu oraz ministerstwa finansów strefy euro, czy też utworzenie silnego funduszu inwestycyjnego, można interpretować jako przedkładanie dobra niemieckich wyborców ponad solidarność w ramach unii walutowej. W ten sposób postrzega te działania prof. Grosse, posądzając niemiecki rząd o hamowanie niezbędnych reform w UGW i kierowanie się przede wszystkim uwarunkowaniami krajowymi, a nie potrzebą zabezpieczenia unii walutowej na wypadek kolejnego kryzysu. Traci tym samym z pola widzenia inną interpretację, która niechęć do wzmacniania instytucji UGW oraz tworzenia wewnętrznych mechanizmów redystrybucyjnych tłumaczy obawą przed pogłębieniem rozdźwięku między państwami UGW a tymi, które do niej nie należą. Taką interpretację wypadałoby przynajmniej rozważyć, szczególnie że w interesie niemieckiej gospodarki (a tym samym niemieckich wyborców) jest istnienie możliwie dużego rynku wewnętrznego – a zatem uniknięcie potencjalnego rozłamu Unii.

Moje zastrzeżenia budzi również analiza zmian na rynku wewnętrznym UE po 2008 roku, z której wynika, że kryzys w strefie euro oraz kryzys migracyjny osłabiły autonomię Komisji, a tym samym możliwość realizowania jej dotychczasowej misji pogłębiania swobód gospodarczych na rynku wewnętrznym. Wzrost niechęci społeczeństw Europy Zachodniej do dalszej liberalizacji rynku i związane z tym tendencje protekcjonistyczne wśród największych państw UE przyczyniły się według prof. Grosse do zmiany strategii Komisji. Pokryzysowa Komisja w większym stopniu otworzyła się na protekcjonistyczne preferencje tych państw – w szczególności Francji i Niemiec – a także praktyki regulacyjne, które umożliwiają sterowanie tym, kto będzie bardziej, a kto mniej konkurencyjny na rynku wewnętrznym. Na uzasadnienie takiego stanu rzeczy autor przytacza przykłady działań regulacyjnych z ostatnich lat, które wyraźnie faworyzowały firmy pochodzące z państw o wysokim poziomie regulacji i silnych związkach zawodowych, głównie z Europy Zachodniej. Wskazuje w tym kontekście m.in. na dyrektywę o pracownikach delegowanych, przyjęcie Europejskiego filaru praw socjalnych, jak również przykład zwlekania Komisji z podjęciem działań przeciwko rozbudowie Gazociągu Północnego, w którą zaangażowane są koncerny energetyczne z największych państw UE. Wysuwanie daleko idących wniosków z szeregu indywidualnych działań wydaje się jednak przedwczesne. Tezę o otwarciu się Komisji na praktyki protekcjonistyczne i sprzyjanie największym państwom członkowskim należałoby zweryfikować na podstawie bardziej systemowych badań, które obejmują całokształt działalności unijnej egzekutywy. Pod tym względem szkoda, że prof. Grosse nie mógł uwzględnić w swojej książce wyników raportu PIE o protekcjonizmie gospodarczym w UE, który ukazał się już po wydaniu „Pokryzysowej Europy”. Wynika z niego chociażby to, że począwszy od 2005 roku Komisja kwestionuje pomoc publiczną udzielaną w państwach „starej” Unii proporcjonalnie o wiele rzadziej niż w przypadku krajów „nowej” UE. Szczególnie uprzywilejowane są przy tym duże kraje – ponownie Niemcy i Francja.

Ostatnie zastrzeżenie, które nasuwa się po lekturze książki prof. Grosse, dotyczy próby uchwycenia zjawisk dezintegracyjnych w UE po 2008 roku

Co dalej z Unią?

Ostatnie zastrzeżenie, które nasuwa się po lekturze książki prof. Grosse, dotyczy próby uchwycenia zjawisk dezintegracyjnych w UE po 2008 roku. Podjęcie się tego zadania wydaje się uzasadnione w kontekście skali kryzysów, które dotknęły Unię na początku XXI wieku. Kontrowersyjne jest natomiast wykorzystanie do tego celu koncepcji historiozoficznej Arnolda Toynbeego, która opisuje procesy wzrostu i upadku cywilizacji w długim trwaniu. Rozpatrywanie Unii Europejskiej jako ostatniego stadium cywilizacji europejskiej – próby zbudowania państwa uniwersalnego – wydaje się co najmniej ryzykowne. Tym bardziej, jeśli przyjmiemy za autorem, że obecny model integracji europejskiej zmierza w kierunku „asymetrycznej konfederacji”, której celem nie jest budowa organizmu o charakterze państwowym na maksymalnym obszarze oddziaływania danej cywilizacji. Do takiej refleksji skłaniają chociażby aktualne koncepcje integracji europejskiej reprezentowane przez przywódców Francji i Niemiec, a zatem koncepcja „Europy dwóch prędkości” oraz „Europy wielu prędkości”. Obie wpisują się w model zróżnicowanej integracji, który odchodzi od dążenia do pełnej harmonizacji polityk państw członkowskich. Można na tej podstawie przypuszczać, że charakterystyczne dla państwa uniwersalnego zjawisko hybris, czyli zbyt wielkich ambicji, które są nieadekwatne do rzeczywistych możliwości, zostało w ramach UE tymczasowo przezwyciężone.

Przyszłość Unii jest rozpatrywana za pomocą kilku koncepcji teoretycznych, co stanowi moim zdaniem główny walor poznawczy całej pracy

Te uwagi nie wpływają w żaden sposób na jakość prognozy, którą autor przeprowadza w ostatniej części książki. Przyszłość Unii jest rozpatrywana za pomocą kilku koncepcji teoretycznych, co stanowi moim zdaniem główny walor poznawczy całej pracy. Uzyskujemy dzięki temu zabiegowi obraz, w którym proces integracji następuje w czterech głównych kierunkach. Władza polityczna w Unii jeszcze bardziej skupia się w największych państwach członkowskich, zwłaszcza w Niemczech i we Francji, co prowadzi do pogłębienia się asymetrycznych relacji wewnątrz Wspólnoty. Następuje dalsze delegowanie władzy do instytucji technokratycznych, m.in. Komisji i Europejskiego Banku Centralnego, które pozostają jednak pod nieformalnym wpływem największych państw. Podstawowym problemem UE w kolejnych latach jest zwiększający się deficyt demokratyczny. Działania dyscyplinujące wobec państw opornych przed wdrażaniem unijnych polityk przybierają na sile. W efekcie kryzysów Unia zmierza w stronę większej skuteczności zarządzania, ale kosztem zmniejszenia podmiotowości mniejszych krajów. Niezależnie od tego, czy prognoza oparta na bazie ostatnich tendencji w UE się potwierdzi, czy też kierunki integracji zostaną odwrócone, w interesie polskiej racji stanu jest przygotowanie strategii na wypadek realizacji tego (niekorzystnego dla nas) scenariusza. „Pokryzysowa Europa” prof. Grosse stanowi pod tym względem cenny i ważny punkt odniesienia.

 

Tomasz Grzegorz Grosse, Pokryzysowa Europa. Dylematy Unii Europejskiej. PISM, Warszawa 2018, ss. 313

członek zespołu NK, doktorant nauk o polityce na Uniwersytecie Wrocławskim, współautor raportu Miasta Dolnego Śląska i Opolszczyzny po reformie administracji publicznej z 1998 r. Próba bilansu (2017). Konsultant w Regionalnym Ośrodku Debaty Międzynarodowej we Wrocławiu.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Nowa asymetryczna Unia?”

  1. Senecal pisze:

    Recenzja niezła, lecz pozbawiona dobitnych akcentów. Ja bym bardziej odnosił stan cywilizacji już coraz bardziej post europejskiej, jako stadium pogłębiania się w stanie „symulakry”, szczególnie na poziomie dystrybuowania idei przez władzę. Należałoby się zastanowić nad nowoczesnymi rozwiązaniami z greckich „polis” zaadoptowanymi przez Unię, co mogłoby być chwilowym przegrupowaniem sił… Unia w tym kształcie zmierza do pewnego rodzaju osobliwej utopii. Pokładałbym jednak nadzieję w Trójmorzu i wzmacnianiu go co daje szanse na zrównoważenie sił wewnątrz wspólnoty.

  2. Niepublicysta pisze:

    Trafnie choć z „naukowymi” akcentami czasem słabo rozumianymi przez przeciętnego czytelnika postawiona diagnoza organizmu jakim jest UE. W tym stanie rzeczy nie wróży to nic dobrego na przyszłość idei wspólnej Europy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz