Newsletter

Nie ma geopolitycznej „pułapki Tukidydesa”

Perspektywa III wojny światowej nie jest już abstrakcją. W tych okolicznościach wydawać by się mogło że metafora geopolitycznej „pułapki Tukidydesa” jest aktualna jak nigdy. Ale właśnie nie jest

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Żyjemy w ciekawych czasach. Rywalizacja USA i Chin wchodzi w nową fazę kolejnych ciosów w niewypowiedzianej wojnie handlowej. To powoduje, że perspektywa III wojny światowej nie jest już abstrakcją. W tych okolicznościach wydawać by się mogło, że metafora geopolitycznej „pułapki Tukidydesa” jest aktualna jak nigdy. Ale właśnie nie jest.

Nie ma żadnej „pułapki Tukidydesa”, podsumowuje Waldron, by następnie obśmiać Allisona za brak znajomości Chin (w stylu „co ty wiesz o Chinach?”), mających, wg Waldrona, tak gigantyczne problemy wewnętrzne, że do żadnej wojny z USA nie dojdzie

„Pułapka Tukidydesa” zrobiła zawrotną karierę w ostatnich latach za sprawą Grahama Allisona i jego książki Destined for War: Can America and China Escape Thucydides’s Trap? (wydanej w Polsce jako „Skazani na wojnę? Czy Ameryka i Chiny unikną pułapki Tukidydesa?” przez Wydawnictwo Pascal), będącej rozwinięciem wcześniejszego eseju. Według interpretacji Allisona, wschodzące mocarstwo najprawdopodobniej zetrze się z panującym hegemonem (stąd tytułowe zdanie o „skazanych na wojnę”), gdyż obawa hegemona uczyni wojnę wysoce prawdopodobną, wręcz nieuniknioną. Taka interpretacja Tukidydesa, połączona z opisem innych „wojen dominacyjnych” z historii i mocnym ostrzeżeniem przed zbliżającym się konfliktem amerykańsko-chińskim, zawojowała świat, w tym Polskę, zyskując wielu fanów wśród ostatnio modnego intelektualnie podejścia geopolitycznego.

Tukidydes nie wymyślił pułapki

Również i mnie początkowo ujęła, bo brzmi logicznie i przekonująco. Odwołuje się do Tukidydesa, a więc – na gruncie europejskim – ojca realizmu politycznego, filozofii politycznej mi bliskiej, a w Polsce niestety rzadko spotykanej (mówiąc obrazowo, tak jak James Clavell pisał kiedyś, że warunkiem wstępnym dopuszczenia do polityki powinno być zdanie egzaminu ze znajomości „Sztuki Wojny” Sun Zi, tak polscy politycy powinni być egzaminowani z „dialogu melijskiego” Tukidydesa – może oszczędziłoby to Polsce tylu klęsk w dziejach?). Tak więc przemawiała do mnie metafora „pułapki”, bo była bliska ideowo.

Z czasem jednak to przekonanie zburzyły głosy krytyczne. Najważniejszym z nich była recenzja książki Allisona autorstwa Arthura Waldrona pod wielce wymownym tytułem „There is no Thucydides Trap”. Waldron potraktował swego kolegę po fachu w stylu bardziej pasującym do polskich recenzji akademickich, niż do zachodnich, zwykle umiarkowanych. Na „dzień dobry” wykazał Allisonowi, że ten nie zna literatury: dwóch wybitnych badaczy Tukidydesa, Donald Kagan i Ernst Badian (ten ostatni z macierzystego dla Allisona Harvardu!) – o których Allison nie wiedział (co Waldron podsumował: „trzeba by mu zadać pytania w stylu «jak napisałeś o ‘Iliadzie’, nie wspominając Homera?»”) – już dawno udowodniło, że określenie „pułapka” na opis wybuchu wojny peloponeskiej u Tukidydesa nie pada. Nie wiadomo, kto wymyślił „pułapkę Tukidydesa”, ale na pewno nie był to Tukidydes.

Waldron następnie zarzucił Allisonowi, że całą swoją teorię opiera o jedno zdanie (w polskiej wersji brzmi ono: „Otóż za najważniejszy powód (wybuchu wojny peloponeskiej – ML), chociaż przemilczany, uważam wzrost potęgi ateńskiej i strach, jaki to wzbudziło u Lacedemończyków” (I,23, str. 21)), które jest wyrwane z kontekstu, i już dawno zostało odrzucone przez wspomnianych „tukidydystów”. To Ateny (wschodzące mocarstwo) zaczęły wojnę, nie Sparta (hegemon). Początkowo wojna się tliła, bo Grecja było opleciona siecią powiązań polityczno-rodzinnych, utrzymujących pokój. Jednak gdy zaraza zabiła utrzymującego ten mechanizm Peryklesa, w Atenach do głosu doszli schlebiający ludowi populiści, którzy – prowadząc awanturniczą politykę – doprowadzili Ateny do zguby. Sparta nie znała pojęcia uderzania wyprzedzającego, za to wojować umiała. Zmuszona do wojny, weszła do niej i wygrała. Nie ma żadnej „pułapki Tukidydesa”, podsumowuje Waldron, by następnie obśmiać Allisona za brak znajomości Chin (w stylu „co ty wiesz o Chinach?”), mających, wg Waldrona, tak gigantyczne problemy wewnętrzne, że do żadnej wojny z USA nie dojdzie.

W jego ujęciu allisonowsko-geopolityczna „pułapka” jest owym „przekłamanym kompasem”, gdyż wybiórczo cytuje fragmenty Tukidydesa pod swoją tezą, wyjąwszy je z kontekstu epoki i dzieła

Dlaczego wybuchła wojna?

Jakkolwiek druga część krytyki Waldrona – ta o Chinach – nie jest przekonująca (szczególnie dziś), to pierwsza (o Tukidydesie) – jak najbardziej jest. Są to na tyle poważne zarzuty, do tego dobrze uargumentowane, że w tej sytuacji nie pozostaje nic innego jak… sięgnąć po Tukidydesa.

Opis wybuchu wojny peloponeskiej znajduje się w I księdze jego „Wojny peloponeskiej”. I tam zdanie o wzroście potęgi ateńskiej i strachu Sparty (I,23, s. 21) nie jest odosobnione. Podobną sentencję Tukidydes powtarza w innych miejscach: „Lacedemończycy podjęli uchwałę o zerwaniu układu i konieczności wojny nie tyle z namowy sprzymierzeńców, ile ze strachu przed Ateńczykami. Widząc bowiem, że wielka część Hellady jest już opanowana przez Ateńczyków, bali się, żeby ich potęga jeszcze bardziej nie wzrosła” (I,88, ss. 64-65) oraz pod koniec pierwszej księgi: “Ateńczycy umocnili swoje panowanie i sami doszli do wielkiej potęgi. Lacedemończycy nie przeszkodzili im wcale albo niewiele i przez większość część tego czasu zachowywali się biernie. Nigdy bowiem nie byli skorzy do wypraw wojennych, chyba, że ich do tego zmuszono, a do pewnego stopnia hamowały ich także wojny domowe. Dopiero kiedy potęga ateńska wzrosła w sposób oczywisty i Ateńczycy zaczęli zaczepiać ich sprzymierzeńców, uznali, że nie można dalej tego znosić. Postanowili więc z całą energią zabrać się do rzeczy – i jeśli się tylko da – obalić potęgę ateńską na drodze wojny” (I,118, ss. 85-86).

Wydawałoby się więc, że Allisonowska „geopolityczna”, deterministyczna interpretacja ma solidne podstawy, mimo iż zdanie o pułapce w dziele Tukidydesa rzeczywiście nie pada (to nie jest mocny argument przeciw „pułapce”; wszak w historii idei wielokrotnie różne koncepcje zapisywały się nazwiskami autorów, którzy ich nie nazywali wprost, ot „brzytwa Ockhama” na przykład). Co więcej, na naszym gruncie podobną do Allisonowskiej interpretację, choć bez geopolitycznego determinizmu, wyłożył już dawno Bronisław Łagowski, jeden z najważniejszych filozofów politycznych („obie strony, wszczynając wojnę, kierowały się nie tyle chęcią zawojowania przeciwnika, co obawą, iż żywi on wrogie zamiary (…) w Atenach przewodził wówczas wielki, genialny Perykles. Mówił wprawdzie: «dla tych, którym się dobrze powodzi i którzy mają możność wyboru, wojna jest najwyższym szaleństwem» (II, 61), lecz opowiedział się za wojną, ponieważ uważał ją za nieuniknioną”). A i we wstępie do pierwszego wydania „Wojny peloponeskiej” w III RP autorstwa Romualda Turasiewicza (kolejne z wielkich nazwisk polskiej akademii) czytamy podobne rozważania.

Przekłamany kompas

A więc jak? Istnieje jednak ta „pułapka” (chociaż nienazwana), a złośliwiec Waldron nie ma racji? Po dokładnym przeczytaniu ponad 600 stron „Wojny peloponeskiej”, dochodzę do wniosku, że odpowiedzieć trzeba popularną frazą: to skomplikowane. Owszem, te zdania padają, i w pierwszej księdze Tukidydes daje pewne podstawy do tej deterministycznej interpretacji. Ale potem się to zmienia. „Im dalej w las” – a „Wojna peloponeska” powstawała długo, zresztą autor jej nie ukończył – tym bardziej Tukidydes zwraca uwagę na rolę jednostek (przede wszystkim Peryklesa i Alkibiadesa, choć nie tylko). Staje się głębszy, przenikliwszy. To przywódcy – i ich trafne bądź błędne decyzje – rozstrzygają losy swoich państw. Ateny poległy, gdyż: zabrakło Peryklesa mającego trafną wizję wojny (już w pierwszej księdze Tukidydes wyraźnie podkreśla, że następcy Peryklesa, zamiast prowadzić wojnę defensywną, zrobili dokładnie odwrotnie – i przez to przegrali); przez Kleona nie zawarły satysfakcjonującego pokoju, gdy było to jeszcze możliwe; a na skutek ambicji Alkibiadesa wdały się w samobójczą wyprawę sycylijską. Każdy z tych wyborów mógł być inny, podobnie jak decyzja o rozpoczęciu wojny (Ateńczycy apelowali do Spartan o niewłączanie się do sporów, król Sparty Archidamos był przeciw wojnie, ale został przegłosowany, itp. itd.) Podobnie interpretował to „tukidydysta” Donald Kagan: „Wojnę peloponeską spowodowali ludzie, którzy podjęli złe decyzję w odmiennych okolicznościach. Ani okoliczności, ani decyzje nie były nieuniknione”. Tak też, akcentując znaczenie jednostek u Tukidydesa, pisał również Turasiewicz.

Dlatego właśnie po ponownej lekturze Tukidydesa dochodzę do wniosku, że najlepiej kontrowersje związane z „pułapką” przedstawił grecki badacz, Ilias Kouskouvelis w swoim tekście „A Distorted Compass”. W jego ujęciu Allisonowsko-geopolityczna „pułapka” jest owym „przekłamanym kompasem”, gdyż Allison wybiórczo cytuje fragmenty Tukidydesa pod swoją tezą, wyjąwszy je z kontekstu epoki i dzieła. Co gorsza, zubaża intelektualnie Tukidydesa, gdyż jego myślenie, podobnie jak u innych starożytnych, jest wieloprzyczynowe (a nie monokauzatywne jak u geopolityków) – u Tukidydesa mamy dwie teorie wojny, skrzyżowane z trzecią. Pierwsza to ta z I,23, cytowana powyżej. Druga – to ekspansja hegemonistyczna, imperialistyczna (VI,6), a trzecia, łącząca się z obiema, to złe decyzje polityczne (IV, 59). Nawet w pierwszej teorii (użytej przez geopolityków) mowa jest nie tyle o strachu, co o konieczności: strachu by nie było, gdyby nie zwiększona potęga. A więc wojna między mocarstwami nie jest nieunikniona, dopóki mocarstwa nie czują się zmuszone na nią iść.

To jest zgodne z przedstawionym przez Tukidydesa schematem podejmowania decyzji (przedstawionym w tekście w odpowiedzi poselstwa ateńskiego do Sparty: „Nie zrobiliśmy zatem nic nadzwyczajnego ani niezgodnego z naturą ludzką, jeśli ofiarowaną nam władzę przyjęliśmy i jeśliśmy jej z rąk nie wypuścili kierując się najbardziej naturalnymi pobudkami: strachem, honorem i względami na korzyść”, I, 77, ss. 57-58). Według Tukidydesa więc, najważniejszymi motywacjami państw i ludzi są interesy, strach i honor. To zaś wywołuje pytania: kto czuje konieczność? Kto uznaje, że trzeba przejąć przywództwo lub iść na wojnę? To tutaj (konkretnie w I, 76) Tukidydes wprowadza decydującą zmienną: czynnik ludzki.

Nie ma niczego nieuniknionego – wojna amerykańsko-chińska może wybuchnie, a może nie – ale o tym, czy tak będzie, nie zdecydują żadne „odwieczne prawa geopolityki”, tylko przywódcy i ich decyzje

Decyzje podejmują jednostki

U Tukidydesa – pisze Kouskouvelis – nie ma determinizmu: „Ludzie dzierżą los w swoich rękach. Podejmą «nieracjonalność» pójścia na wojnę z powodu swojej decyzji. Ludzie kalkulują, czego strach nie zatrzyma”. Ilustruje to odpowiedź Peryklesa z księgi IV: „Po cóż mówić obszernie o tym, jak bardzo ciąży ludziom wojna, skoro wszyscy o tym wiedzą? Przecież nikt nie podejmuje jej wskutek nieświadomości, ani też nie unika pod wpływem strachu, jeśli tylko sądzi, że może coś na niej zyskać. Jedni uważają, że zyski z wojny są większe niż okropności, jakie ona za sobą niesie, drudzy wolą narazić się na niebezpieczeństwo niż na bezpośrednią stratę” (IV, 59, str. 309). Ludzie kalkulują i mogą przekalkulować, gdyż „z wielu powodów ludzie narażają się na niebezpieczeństwo; biedaka rozzuchwala nędza i konieczność, bogacza zaś buta i zarozumiałość napełnia rządzą krzywdzenia drugich; poza tym i w innych przypadkach pcha ludzi na niebezpieczną drogę namiętność jako coś od nich silniejszego i nie do odparcia, zależnie od tego, czym kto jest opanowany. Najwięcej szkody przynosi żądza i nadzieja: pierwsza prowadzi, druga idzie w jej ślady, pierwsza obmyśla plan, druga łudzi widokami powodzenia; i chociaż to niewidzialne klęski, są one straszniejsze od widocznych. A do nich jako trzeci, nie mniej ważny moment popychający do ryzyka, dołącza się los: bywa bowiem, że niekiedy zjawia się on niespodziewanie i gna ludzi do ryzykowanych działań nawet w warunkach niezbyt sprzyjających. W jeszcze większej mierze odnosi się do państw (…) Po prostu jest rzeczą niedopuszczalną i niezwykle naiwną myśleć, że można naturę ludzką dążącą do jakiegoś celu odwieść od tego siłą prawa albo jakąś inną groźbą” (III, 45, s.220-221). Na tym właśnie, wg Kouskouvelisa, polega prawdziwa „pułapka Tukidydesa” – na złych wyborach jednostek, przywódców: „jeśli spytać Tukidydesa, to wojny można uniknąć. Ludzie, mając mały wpływ na zmienne koleje siły, w jedyną pułapkę jaką mogą wpaść, to zła decyzja. To przed tym ostrzega nas starożytny myśliciel”.

I to jest według mnie najlepsze podsumowanie kontrowersji związanych z „pułapką”. Tak, ona istnieje, ale nie w tej wersji, jaką przedstawiają ją Allison i miłośnicy geopolityki. Nie ma niczego nieuniknionego – wojna amerykańsko-chińska może wybuchnie, a może nie – ale o tym, czy tak będzie, nie zdecydują żadne „odwieczne prawa geopolityki”, tylko przywódcy i ich decyzje. Pozostaje smutną ironią, że wyznający determinizm geopolitycy podpierają się Tukidydesem, który akcentował znaczenie jednostek – co wynika prawdopodobnie z tego, że go po prostu nie czytali.

Zawarte w tekście cytaty z Tukidydesa pochodzą z następującego polskiego wydania:

Tukidydes, „Wojna Peloponeska”, przełożył Kazmierz Kumaniecki, opracował Romuald Turasiewicz, Biblioteka Narodowa, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków 1991

Masz dość bzdur i propagandy?

Wspieraj niezależny i ambitny ośrodek myśli

Solennie zobowiązuję się przemyśleć czy stać mnie na wsparcie serwisu Nowa Konfederacja stałym zleceniem przelewu dowolnej kwoty

przykładowe kwoty:

  • 16 zł - latte z dodatkami w kawiarni
  • 50 zł - bilet ulgowy do teatru
  • 150 zł - bilet do opery
  • 500 zł - zostań mecenasem polskiej myśli politycznej