Jeśli chcesz przeczytać ponownie ten artykuł lub brak Ci teraz czasu aby przeczytać całość, możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Nic o nas bez nas

Czy gmina jest rzeczywiście samorządna, jeśli jej mieszkańcy nie mogą decydować o kształcie jej granic? Pora skończyć z wszechwładzą rządu w tym zakresie​

Czy gmina jest rzeczywiście samorządna, jeśli jej mieszkańcy nie mogą decydować o kształcie jej granic? Pora skończyć z wszechwładzą rządu w tym zakresie​

Co jakiś czas włodarze większych miast zapowiadają powiększanie administrowanego przez nich terytorium, poprzez przyłączanie okolicznych gmin. Charakterystyczną okolicznością, towarzyszącą sporej liczbie tego typu sytuacji, jest sprzeciw mieszkańców, którym nie do śmiechu, że bez pytania ich o zdanie, likwiduje się ich miejscowości. Gdy brakuje narzędzi prawnych, by temu przeciwdziałać, w ruch idą inne, w postaci protestów, nierzadko radykalnych w formie. Najgłośniejszym chyba ostatnio przykładem sporu powstałego na tym tle jest inicjatywa prezydenta Opola, w wyniku której wraz z początkiem 2017 roku w granice Opola mają zostać włączone tereny z gmin: Dobrzeń Wielki, Komprachcice, Dąbrowa i Prószków, co zdecydowanie nie podoba się mieszkańcom tych obszarów, którzy w akcie desperacji organizowali nawet blokady dróg i pikiety, a także zakłócali uroczystości z udziałem oficjeli.

Dzieje się tak dlatego, że w obecnym stanie prawnym, jeśli władza się uprze, to mieszkańcy formalnie nie mają nic do gadania w sprawie własnej przynależności terytorialnej, a z niej wynikają często istotne konsekwencje. Przykładowo, włączenie w granice miasta może oznaczać konieczność płacenia wyższych podatków lokalnych i realne zagrożenie, że poprzez oddalenie czynnika rozdzielającego fundusze, na włączonym terenie będzie mniej inwestycji. Z drugiej strony mamy sytuacje, kiedy niekorzystne jest trwanie w granicach gminy, która poprzez fatalne zarządzanie lub pojawienie się sprzeczności interesów pomiędzy poszczególnymi obszarami hamuje rozwój gospodarczy lub kreuje społeczne konflikty.

Koneksje decydują

W Opolu pomysły ekspansji istniały już wcześniej, teraz jednak pojawił się odpowiedni klimat polityczny, bo dzięki obecności w rządzie wiceministra Patryka Jakiego, można było liczyć na akceptację Rady Ministrów dla wniosku o zmianę granic miasta i przyłączenie okolicznych gmin. Mieszkańcy ostro protestują, pojawiają się nawet kontrowersje wykraczające poza granice Rzeczypospolitej, bo włączeniem do Opola pokrzywdzeni czują się przedstawiciele mniejszości niemieckiej. Na nic jednak wszelkie protesty, decyzja została podjęta i stolica województwa się rozrasta. Takie sytuacje to nic nowego, jako Wielkopolanin doskonale pamiętam, jak wielkie niesnaski przed niespełna dwoma laty wzbudziła sama luźna wypowiedź prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, gdy wyraził on zdanie, że należy zastanowić się nad powiększeniem stolicy Wielkopolski o poszczególne gminy powiatu poznańskiego. Koncepcja ta nie została zrealizowana i zapewne w najbliższych latach nie dojdzie do skutku, choćby z racji ostrego sporu politycznego na linii prezydent Poznania-władze centralne. Nietrudno jednak sobie wyobrazić, że gdyby na miejscu Jaśkowiaka była osoba związana z obecnym obozem rządzącym, która podzielałaby jego mocarstwowe plany i była w nich na tyle zdeterminowana, by podjąć odpowiednie działania, to podobnie jak w Opolu, bez względu na sprzeciw mieszkańców, udałoby się je zrealizować.

Nietrudno sobie wyobrazić, że gdyby na miejscu prezydenta Poznania była osoba związana z obecnym obozem rządzącym, która podzielałaby jego mocarstwowe plany i była w nich na tyle zdeterminowana, by podjąć odpowiednie działania, to podobnie jak w Opolu, bez względu na sprzeciw mieszkańców, udałoby się je zrealizować

Ten mechanizm może działać również w drugą stronę – poprzez konieczność pozostawania danego obszaru w granicach danej jednostki terytorialnej, wbrew woli jego mieszkańców. Warto zastanowić się nad tym, czy taki stan rzeczy jest słuszny i postawić pytanie: kto powinien mieć decydujące zdanie w tym temacie, władza czy obywatele?

Rząd przemówił, koniec tematu

Gmina to podstawowa jednostka samorządu terytorialnego w Polsce, rozumiana zarówno jako wspólnota samorządowa, którą z mocy prawa tworzą mieszkańcy gminy, jak też odpowiednie terytorium. Gminy różnią się od siebie pod względem powierzchni, liczby i struktury ludności, warunków naturalnych, kulturowych czy też rozwoju gospodarczego. Dlatego też niezwykle istotne jest odpowiednie ukształtowanie granic poszczególnych gmin, tak by podział terytorialny na tym podstawowym szczeblu był optymalny i uwzględniał te różnice. To jednak nierzadko wymaga podjęcia arbitralnych decyzji. Szczególnie dotyczy to sytuacji konfliktu pomiędzy, przykładowo, więziami społecznymi a więziami gospodarczymi (jak wydaje się to mieć miejsce w sytuacji Opola), jakie łączą poszczególnych mieszkańców.

Konsultacje z mieszkańcami mogą być przeprowadzone za pomocą referendum, którego wynik jest wiążący jedynie dla rady gminy. Rada Ministrów może podjąć decyzję niezgodną z oczekiwaniami głosujących

Obecnie podmiotem decydującym o kształcie granic poszczególnych gmin jest Rada Ministrów, natomiast główni zainteresowani, czyli mieszkańcy tworzący dane wspólnoty lokalne, pełnią w tym procesie jedynie rolę konsultacyjną. Rada Ministrów może dokonać przekształceń w tym zakresie, w drodze rozporządzenia z urzędu albo na wniosek zainteresowanej rady gminy. Sama procedura wygląda z grubsza w ten sposób, że wymagane jest zasięgnięcie przez ministra właściwego do spraw administracji publicznej opinii zainteresowanych rad gmin, poprzedzonych przeprowadzeniem przez te rady konsultacji z mieszkańcami, a w przypadku zmian granic gmin naruszających granice powiatów lub województw – dodatkowo opinii odpowiednich rad powiatów lub sejmików województw. Co istotne, w przypadku zmiany granic gmin lub granic miasta, polegającej na wyłączeniu obszaru lub części obszaru, np. sołectwa lub w miastach osiedla bądź dzielnicy (są to jednostki pomocnicze gminy), i jego włączeniu do sąsiedniej jednostki pomocniczej tej gminy lub do sąsiedniej gminy, takie konsultacje mogą zostać ograniczone do mieszkańców jednostki pomocniczej, objętych zmianą albo mieszkańców gmin objętych zmianą naruszającą granice powiatów lub województw. Natomiast jeśli zmian granic gminy dokonuje się na wniosek rady gminy, niezbędna jest również opinia wojewody właściwego dla gminy lub gmin objętych wnioskiem. Konsultacje z mieszkańcami mogą być przeprowadzone za pomocą referendum, którego wynik jest wiążący jedynie dla rady gminy. Rada Ministrów może podjąć decyzję niezgodną z oczekiwaniami głosujących.

Prawo do secesji

Tak mocna pozycja Rady Ministrów w procesie kształtowania granic gmin uzasadniana jest przede wszystkim koniecznością ochrony interesu publicznego, w ramach którego ważna jest stabilność podziału terytorialnego. Trudno oczywiście negować konieczność dbania o interes publiczny w tym aspekcie, dlatego też władze centralne bez wątpienia powinny mieć pewne narzędzia, za pomocą których mogłyby interweniować w sytuacji, gdy ten interes byłby istotnie zagrożony – na przykład wetując zaproponowane zmiany z powołaniem na uzasadnienie w postaci bezpieczeństwa państwa. Uprawnienie to powinno być jednak wyjątkiem od reguły, zasadą zaś kształtowanie granic wspólnot terytorialnych zgodnie z wolą mieszkańców. Niestety, w kontekście wpływania na zmiany granic gmin, prawo mieszkańców do decydowania o własnych sprawach bez konieczności pytania o zdanie władz centralnych jest bardzo iluzoryczne. Uważam więc, że należałoby rozważyć reformę procedury w kierunku większej decyzyjności obywateli i przyznania mieszkańcom kompetencji do składania wiążących wniosków w tym przedmiocie. To oni są bowiem znacznie bardziej świadomi tego, z kim i jakie więzi ich łączą, a z kim nie. Dla realizacji tej koncepcji należałoby dodać, obok istniejących obecnie trybów kształtowania granic gmin przez Radę Ministrów z urzędu oraz na wniosek rady gminy, tryb dokonywania zmian na podstawie wyniku referendum. Istotne byłoby doprecyzowanie zasad przeprowadzania takiego referendum, szczególnie tego, kto miałby w nim uczestniczyć i wnioskować o jego przeprowadzenie w konkretnych sytuacjach. Co ważne, w kontekście celów tego typu reformy, referendum w każdym przypadku powinno być ograniczane jedynie do kręgu mieszkańców bezpośrednio zainteresowanych przeprowadzanymi zmianami. Przykładowo, jeśli część mieszkańców chce oddzielić się od danej gminy (lub gmin) i utworzyć własną, to referendum powinno dotyczyć jedynie tych jednostek pomocniczych danej gminy, które miałyby utworzyć nową gminę. Oczywiście, gdyby sprawa dotyczyła chęci przyłączenia się do istniejącej już gminy, zasadne byłoby zapytanie o zdanie także wszystkich mieszkańców tej gminy. W przypadku osiągnięcia odpowiedniego wyniku, przy wymaganej frekwencji takie referendum byłoby wiążące i Rada Ministrów byłaby zobowiązana dokonać zmian zgodnie z jego wynikiem.

Możliwość realnego decydowania o własnej przynależności do konkretnej wspólnoty samorządowej mogłaby stać się istotnym czynnikiem, stymulującym zdrową konkurencję pomiędzy gminami

Wyjątkami od tej reguły mogłyby być, oprócz wspomnianego wyżej bezpieczeństwa państwa, sytuacje, w których planowana gmina miałaby mieć zbyt mały obszar, nie mogłaby wykonywać zadań publicznych lub miałaby składać się z oddalonych od siebie i rozdzielonych innymi gminami części. W takich sytuacjach RM mogłaby zawetować przeprowadzenie zmian. Powyższe kryteria należałoby jednak możliwie dokładnie sprecyzować. I co niezwykle istotne, inaczej niż obecnie Rada Ministrów każdą odmowę powinna dokładnie uzasadnić, powołując się na którąś z przesłanek w ramach zamkniętego katalogu. Mieszkańcy powinni mieć też możliwość wyrażania wiążącego sprzeciwu wobec dokonywania zmian granic gmin z urzędu przez Radę Ministrów.

Koniec z arbitralnością centrali

Rada Ministrów, która w obecnym stanie prawnym może wbrew woli mieszkańców zmieniać granice gminy, jako organ centralny, oddalony od spraw lokalnych praktycznie nie ponosi odpowiedzialności politycznej za decyzje niezgodne z wolą mieszkańców danej wspólnoty samorządowej. Zwiększenie zakresu partycypacji mieszkańców w procesie ustalania granic gmin pozwoliłoby więc na pełniejszą realizację zasady samorządności i decentralizacji. Mieszkańcy uzyskaliby bowiem realny wpływ na to, do której wspólnoty samorządowej chcą należeć, dzięki czemu mogliby wybierać przynależność w zgodzie z odczuwanymi więziami społecznymi, gospodarczymi i kulturowymi. Dałoby to im zarazem możliwość wywierania silniejszego nacisku na władze gminy. Obecnie w przypadku gmin, w których istnieją jakiekolwiek podziały społeczne, szczególnie gdy istnieje dominacja jednej części gminy nad drugą, ta część, która ma mniejszą siłę przebicia zazwyczaj jest notorycznie dyskryminowana w decyzjach władz gminy. Przykładowo: gros inwestycji realizowana jest w sołectwach zamieszkiwanych przez większą liczbę mieszkańców. Dzięki proponowanym rozwiązaniom mieszkańcy uzyskaliby w takiej sytuacji realne prawo do dokonania secesji z gminy, która nie spełnia ich oczekiwań.

Rozwiązanie takie, oprócz swojej wartości aksjologicznej, byłoby atrakcyjne również na gruncie czysto utylitarnym. Możliwość realnego decydowania o własnej przynależności do konkretnej wspólnoty samorządowej mogłaby bowiem stać się istotnym czynnikiem stymulującym zdrową konkurencję pomiędzy gminami. Złe zarządzanie gminą, bez liczenia się ze zdaniem mniejszości, wiązałoby się z zagrożeniem odpływu niezadowolonych mieszkańców. To z kolei wiązałoby się ze spadkiem wpływów do budżetu czy też np. zmniejszeniem liczby radnych, co na pewno dałoby do myślenia kiepskim włodarzom danej jednostki terytorialnej, a także powodowało u dominującej części silniejszą skłonność do kompromisu z mającą odrębne interesy mniejszością. Natomiast w sytuacjach, gdy taki kompromis nie byłby możliwy, dawałoby to jasny sygnał, że dana gmina została stworzona w sposób sztuczny, niezgodny z łączącymi mieszkańców lokalnymi więziami, którzy dzięki swoistemu prawu do secesji mogliby utworzyć gminę bardziej odpowiadającą ich potrzebom. Zyskałoby na tym również nasze państwo, w którym w wyniku tej konkurencji gmin samoistnie kształtowałby się optymalny podział terytorialny, delikatnie tylko modyfikowany przez organy centralne.

Prawnik, publicysta. Od 2011 roku felietonista lokalnego tygodnika „Kurier Słupecki”, pisał również dla ogólnopolskich tytułów (m.in. były felietonista ”Wprost”), współpracownik „Nowej Konfederacji”. Ukończył z wyróżnieniem kurs Polsko-Amerykańskiej Akademii Liderów. W ramach „Projektu Arizona” odbył kurs dotyczący ekonomii, polityki i historii Stanów Zjednoczonych na Arizona State University, był także stażystą w kancelarii adwokackiej w Phoenix. Od lat związany z sektorem organizacji pozarządowych, organizował lub współorganizował wiele eventów i tworzył liczne projekty ( m.in. jest jednym z pomysłodawców i twórców ogólnopolskiego projektu „Lekcje Ekonomii dla Młodzieży”). Były Prezes Stowarzyszenia KoLiber, obecnie ekspert Instytutu Przedsiębiorczości i Rozwoju, a także wykładowca Polsko-Amerykańskiej Akademii Liderów. Interesuje się myślą polityczną, prawną i ekonomiczną, historią oraz filozofią prawa i polityki.

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Nic o nas bez nas”

  1. mobile slot games real money
    online casino for us players
    online mahjong

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz