Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Narodowy program pełen niespodzianek

Większość postulatów mieści się w ramach przywoływanych we wstępie pryncypiów – „realizmu politycznego”, „odwagi w myśleniu” i „roztropności w działaniu”

Większość postulatów mieści się w ramach przywoływanych we wstępie pryncypiów – „realizmu politycznego”, „odwagi w myśleniu” i „roztropności w działaniu”

Ruch Narodowy, marginalna partia z reprezentacją jednego posła, ogłosił właśnie swój program polityczny. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że to jeden z najciekawszych tego typu dokumentów w Polsce. Z uwagą powinni przeczytać go również – a może przede wszystkim! – ci, którym narodowcy kojarzą się z wcielonym złem. Jest w nim wiele pozytywnych zaskoczeń. Wszak narodowcy poza swoimi standardowymi hasłami chcą zalesiać Polskę, wspierać crowdfunding i spółdzielczość, a nawet walczyć ze smogiem.

„Ruch narodowy (…) to tacy antykwaryści, którzy do zanudzenia będą zarzucali nas cytatami z Romana Dmowskiego, wskazywali na aktualność idei narodowej i usiłowali ją dopasować do współczesnych realiów” – pisaliśmy na łamach „Nowej Konfederacji” zaledwie pół roku temu. Docenialiśmy fakt, że to narodowcy w III RP, jako właściwie jedyne środowisko polityczne, prowadzili i wciąż prowadzą sukcesywną, formacyjną pracę u podstaw wśród młodego pokolenia. Jednocześnie wyrażaliśmy przekonanie o ich niezdolności do sformułowania aktualnego i wykraczającego poza ulubione przez nich obszary całościowego programu politycznego. Tymczasem 10 grudnia Ruch Narodowy (pisany wielkimi literami, gdy oznacza konkretną formację polityczną, której prezesuje Robert Winnicki) ogłosił 100-stronicowy dokument pt. „Suwerenny naród w XXI wieku”. Polska scena polityczna zaskakuje nas niezmiernie rzadko na swą korzyść, więc z tym większą radością przyjmujemy, że wbrew naszemu sceptycyzmowi propozycja narodowców to program jak na polskie standardy kompleksowy, spójny i w wielu momentach zdumiewający intelektualną otwartością jego twórców.

Oczywiście – z wieloma diagnozami i postulatami narodowców można się fundamentalnie nie zgadzać, a nasze polemiki z nimi mogłyby objąć pewnie wielokrotnie więcej stron niż objętość propozycji partii Winnickiego i Bosaka. Wiele jest też postulatów znanych i wyświechtanych, swoistych „evergreenów” ugrupowań narodowych i antysystemowych. Kara śmierci, obrona terytorialna, strzelnica w każdym powiecie, antyimigranckie mury i płoty na granicach, ochrona ziemi przed wykupem obcokrajowców, walka z antypolonizmem, jasna deklaracja woli opuszczenia Unii Europejskiej, zachowanie polskiej waluty – to arsenał haseł i postulatów, który co wnikliwsi obserwatorzy prawej części polskiej sceny politycznej dobrze znają i mają zapewne na jego temat wyrobione zdanie. Przyjrzyjmy się zatem w programie narodowców temu, co w pierwszej kolejności – najważniejsze z punktu widzenia dobra Rzeczypospolitej, w drugiej – najświeższe i potencjalnie najbardziej zaskakujące, w trzeciej wreszcie – pozostawiające największy niedosyt u czytelnika.

Konsekwentnie po stronie państwa

Cieszy, że – mimo popularności nastrojów antypaństwowych w środowiskach antysystemowych – narodowcy wyrzekają się szkodliwych uprzedzeń i większość ich propozycji zmierza, przynajmniej w swoich intencjach, do uczynienia Rzeczypospolitej państwem sterownym, sprawnym i skutecznym tam, gdzie w myśl zasady pomocniczości niezbędna i wskazana jest jego interwencja.

Program Ruchu zaczyna się od refleksji ustrojowej. Jego autorzy główną przyczynę niesterowności państwa upatrują w dwóch zjawiskach – trudności w osiąganiu samodzielnej większości parlamentarnej przez jedno ugrupowanie oraz w braku jednego centrum władzy wykonawczej. Narodowcy opowiadają się za ustrojową korektą na rzecz systemu kanclerskiego. Przekonują, że tylko takie rozwiązanie w całości likwiduje ryzyko kohabitacji. Przy okazji trzeźwo zwracają uwagę, że obecny system polityczny bliższy jest właśnie temu modelowi, więc przejście na konsekwentną koncentrację władzy wykonawczej przy urzędzie premiera będzie bezpieczniejsze i tańsze niż alternatywny eksperyment z systemem prezydenckim.

Propozycja narodowców to program jak na polskie standardy kompleksowy, spójny i w wielu momentach zaskakujący intelektualną otwartością

Sprawczość rządu w wizji narodowców ma zwiększyć reforma ordynacji wyborczej. Zastosowanie modelu inspirowanego obowiązującym na Węgrzech ma pozwolić na „wyłonienie silnej, stabilnej większości parlamentarnej”, przy jednoczesnym zagwarantowaniu „mniejszym lub nowym, ideowym partiom szansę na zaistnienie w polityce parlamentarnej”. Co to oznacza w szczegółach? Zniesienie progu wyborczego, bardziej proporcjonalną metodę przeliczania głosów, część kandydatów wybieranych w JOW-ach oraz „silną premię dla zwycięzcy”, co ma zagwarantować tworzenie jednopartyjnych gabinetów.

W programie zwrócona jest uwaga na kluczowe z punktu widzenia zarządzania państwem zjawisko nieadekwatności płac i warunków pracy do powagi zadań urzędniczych, co skutkuje słabością kadrową naszej administracji. Tym też narodowcy wyróżniają się pozytywnie na tle innych antysystemowych formacji. Niestety, mimo celnej i propaństwowej diagnozy, oczekujący pozytywnych propozycji muszą się tutaj zadowolić banalnymi ogólnikami o racjonalizacji kształtu administracji.

Propaństwową orientację widać też choćby we fragmencie dotyczącym funkcjonowania służb specjalnych. Tam Ruch Narodowy formułuje dość konkretną diagnozę i szereg szczegółowych postulatów, z których najważniejsze to wzmocnienie politycznego nadzoru nad służbami poprzez wzmocnienie kompetencji i aparatu wykonawczego ministra-koordynatora oraz urealnienie kompetencji kontrolnych sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Na poparcie i popularyzację zasługuje postulat prowadzenia na szeroką skalę szkoleń kontrwywiadowczych dla urzędników wysokiego szczebla i liderów politycznych. Niestety w tym obszarze nie obyło się bez zgrzytów. Niepokoić musi postulat nadania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wyraźnego uprawnienia do przeprowadzania prowokacji wobec polityków i urzędników, bez wymogu racjonalnych i udokumentowanych podejrzeń o brak lojalności lub dyskrecji.

Wielowektorowość, antyglobalizm i… niewykluczona relokacja uchodźców

Najmniej zaskoczeń powinny przynosić chyba diagnozy i postulaty narodowców w obszarze polityki zagranicznej. Kronikarski obowiązek każe przypomnieć, że zgodnie ze swoją tradycją intelektualną, politycy Ruchu Narodowego opowiadają się za pozbawionym sentymentów i uprzedzeń realizmem. Dlatego dostrzegają pilną potrzebę prowadzenia polityki wielowektorowej, w której dotychczasową orientację proamerykańską i proniemiecką chcą balansować współpracą z Rosją i Chinami. Otwarcie na umiarkowaną opcję prochińską wyraża się zarówno w wymiarze dyplomatycznym, jak i fragmentach poświęconych gospodarce i infrastrukturze. Przede wszystkim jednak narodowcy przez wiele przypadków odmieniają swój geopolityczny, gospodarczy i kulturowy antyglobalizm. Naturalnie opowiadają się też za zwiększeniem samodzielnych zdolności obronnych i odstraszających polskiej armii – począwszy od powszechnego przeszkolenia wojskowego w szkołach średnich, przez rozwój obrony terytorialnej i systemowych inwestycji w zbrojenia, a na dążeniu do posiadania broni jądrowej skończywszy.

Na poparcie i popularyzację zasługuje postulat prowadzenia na szeroką skalę szkoleń kontrwywiadowczych dla urzędników wysokiego szczebla i liderów politycznych

Być może dla części czytelników zaskoczeniem będzie, że w ramach rozszerzania współpracy państw Grupy Wyszehradzkiej i Bałkanów narodowcy opowiadają się – obok kluczowego dla tego wymiaru polityki rozwoju infrastruktury transportowej Północ-Południe – za stworzeniem telewizji środkowoeuropejskiej i analogicznej wspólnej agencji informacyjnej.

W obszarze stosunków międzynarodowych największą niespodzianką jest kwestia polityki wobec imigrantów. Wbrew buńczucznemu nagłówkowi stosownego fragmentu („Odmowa przyjęcia jakichkolwiek imigrantów z krajów Europy Zachodniej w ramach tzw. mechanizmu relokacji”) narodowcy… dopuszczają przyjęcie ich właśnie w tej procedurze! Zastrzegają tylko, z czym trudno polemizować, że taką decyzję musiałaby poprzedzić poważna debata nad tym, czy Polska może sobie na to pozwolić i nad tym, spełnienia jakich warunków politycznych i ekonomicznych powinna oczekiwać w zamian od państw zachodnich.

Dla każdego coś miłego

Jak na standardy polskiej polityki, autorzy „Suwerennego narodu w XXI wieku” dobrze poradzili sobie z wyzwaniem politycznego „mikrotargetowania”, czyli wynajdywania tematów i postulatów niszowych, ale ciekawych i mających swoich oddanych interesariuszy lub propagatorów. Chyba najbardziej spektakularny przykład to postulat… „wygodnej bandery”. Politycy Ruchu Narodowego zauważyli, że z powodów ekonomicznych polskie statki działają w reżimach krajów bardziej przyjaznych gospodarce morskiej. Proponują zatem radykalne obniżenie podatków w tym obszarze, z gwarancją stabilności na lata wprzód, co przy zachowaniu wysokich standardów bezpieczeństwa i zatrudnienia uczynić ma polską banderę atrakcyjną konkurencją dla innych państw europejskich.

Wśród równie niespodziewanych, co ciekawych propozycji znajdziemy choćby pomysł na ujednolicenie standardu ekspozycji informacji turystycznych przez samorządy, co pozwolić ma na ich prostą i bezkosztową implementację przez twórców aplikacji mobilnych. Miłośników cyfrowej rewolucji ucieszy też pewnie poparcie narodowców dla zmian prawa, służących ułatwieniu tzw. equity crowdfundingu, czyli małych, internetowych emisji akcji lub udziałów przedsiębiorstw.

Drobnych, ale dobrych pomysłów na zmiany jest o wiele więcej i znajdziemy je niemal w każdym rozdziale programu – od edukacji (programowa walka ze ściąganiem!) po hazard (legalizacja pokera), od polityki rodzinnej (bon wychowawczy w okresie żłobka i przedszkola) po szkolnictwo wyższe (obowiązek odpracowania darmowych studiów w kraju lub spłata czesnego w wypadku emigracji). To dobrze świadczy o otwartości umysłów narodowców, zwłaszcza wobec ich wyjałowionej intelektualnie politycznej konkurencji.

Są w programie Ruchu Narodowego postulaty, które można uznać za element stałej agendy kojarzonych z lewicą ruchów miejskich czy są wręcz obecne w dokumentach programowych partii Razem. Dobrze, że narodowcy wystrzegli się uprzedzeń i bezmyślnego odrzucenia pewnych ważnych problemów i pomysłów tylko dlatego, że z niezbyt jasnych przyczyn były dotąd domeną jedynie lewicy. Znajdziemy więc kilkukrotne deklaracje wsparcia dla różnych form spółdzielczości, postulat zwiększenia zalesienia Polski czy wskazanie potrzeby przeprowadzenia rzetelnych badań, pozwalających na skuteczną walkę ze smogiem w oparciu o wiedzę, a nie intuicję.

Wrażenie robi także poważny i z ducha republikański namysł nad architekturą i urbanistyką. „Warunkiem zaistnienia społecznego wymiaru miasta jest utrzymanie i rozbudowa tkanki miejskiej, opartej o niewysoką zabudowę pierzejową, zorganizowaną bezpośrednio wzdłuż ulic, które nie są zbyt szerokie, przy których na parterze jest wiele relatywnie tanich lokali usługowych i niekomercyjnych miejsc społecznych, z niezależnymi wejściami prosto z ulicy” – czytamy.

Cieszy, że narodowcy konsekwentnie opowiadają się za wprowadzaniem innowacji politycznych zwiększających podmiotowość obywateli. Mamy więc wprost wyrażone poparcie dla instytucji „Dnia Referendalnego”, który po raz pierwszy sformułowaliśmy na łamach „Nowej Konfederacji” i popularyzujemy w działaniach Klubu Jagiellońskiego. Narodowcy chcą też pełnej jawności wszystkich wydatków publicznych, włącznie z ograniczeniem tajemnicy przedsiębiorcy i ochrony danych osobowych, gdy w grę wchodzą wynagrodzenia i zlecenia realizowane za pieniądze podatników. Wreszcie, opowiadają się też za postulowaną w naszym środowisku deglomeracją, rozumianą jako rozproszenie instytucji publicznych i urzędów centralnych poza Warszawę.

Kto wyrabia sobie stereotypy na temat Ruchu Narodowego na podstawie materiałów liberalnych mediów, tego zapewne w osłupienie wprawi konsekwentne i programowe opowiedzenie się za… ideowym pluralizmem w polityce państwa. Narodowcy proponują stworzenie Szkoły Kadr Politycznych, która miałaby być „otwarta na ludzi o różnych poglądach, mieć elastyczne podejście do programu i formy nauczania”. Na etapie rekrutacji miałaby premiować przede wszystkim… szerokie horyzonty. Chcą też powołania Muzeum Polskich Ruchów Politycznych, które z równą atencją ma zajmować się historią polskiej narodowej demokracji, co ruchu ludowego czy robotniczego. Mecenat państwowy w kulturze obejmować ma nie tylko dzieła afirmatywne, ale narodowcy wręcz oczekują utworów krytycznych wobec naszych narodowych przywar. Wisienką na torcie niech będzie zielone światło dla „lewackiej”, obrazoburczej sztuki. „Postulujemy, aby instytucje kultury funkcjonujące za pieniądze podatnika w swej pracy odzwierciedlały takie samo zróżnicowanie światopoglądów, jakie występuje wśród podatników. Niech więc obok wystaw kręgów postępowych pojawią się wystawy kręgów konserwatywnych, obok galerii zorientowanych na sztukę nowoczesną pojawią się galerie skoncentrowane na sztuce odpowiadającej klasycznym gustom, obok teatrów kwestionujących świętości – teatry z programem katolickim” – czytamy.

Poważna programowa alternatywa

Mimo imponującej wielowątkowości, w „Suwerennym narodzie…” zabrakło kilku bardzo ważnych tematów. Narodowcy ani słowem nie wspominają w nim o procesie stanowienia prawa. Choć w rozdziale poświęconym sprawiedliwości, obok kilku raczej populistycznych postulatów, proponują też zwiększenie wpływu czynnika obywatelskiego na sądy (wprowadzenie ław przysięgłych i ciągłych procesów w przypadku najpoważniejszych sprawach), to nie dotykają jednak ustrojowych problemów sądownictwa z rolą Trybunału Konstytucyjnego włącznie. Niewiele uwagi poświęcono sprawom samorządu. Co zaskakuje najbardziej? Brak deklaracji Ruchu Narodowego w temacie roli Kościoła Katolickiego w życiu publicznym!

Chyba jedyną w Polsce formacją, która miała dotąd w zwyczaju prezentować programy obszerne, wieloaspektowe i zawierające konkretne propozycje, a nie jedynie priorytety i kampanijne hasła, było Prawo i Sprawiedliwość. Rządząca dziś partia przyzwyczaiła nas jednak, że są dokumenty niezbyt porywające, za to zatrważająco wprost niespójne, gdyż wychodzące spod rąk dziesiątek autorów o niekoniecznie podobnych poglądach i wartościach. Ruch Narodowy tymczasem stworzył program co do zasady konkretny, konsekwentny i świeży. Większość postulatów mieści się w ramach przywoływanych we wstępie pryncypiów – „realizmu politycznego”, „odwagi w myśleniu” i „roztropności w działaniu”.

Gdyby istotna grupa polskich wyborców miała w zwyczaju podejmować decyzje przede wszystkim na podstawie propozycji programowej, to śmiało można by postawić tezę, że 10 grudnia urósł partii Jarosława Kaczyńskiego poważny konkurent. Na szczęście dla polityków Prawa i Sprawiedliwości, i na nieszczęście dla działaczy Ruchu Narodowego, nic takiego nam nie grozi.

członek zarządu Klubu Jagiellońskiego. Redaktor naczelny portalu klubjagiellonski.pl. Pracował dla organizacji obywatelskich, instytucji publicznych, biznesu i polityków. Mąż Karoliny, ojciec Leona.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz