Newsletter

Neonazizm: ostrzegać, ale nie przeceniać

Polskiej skrajnej prawicy niewątpliwie warto się przyglądać, ale zarazem nie należy jej przeceniać. W ten sposób robi się jej tylko darmową i niepotrzebną reklamę

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Dziennikarz TVN Bertold Kittel zrobił reportaż, o którym mówi cała Polska. Autor wraz ze swoją współpracowniczką przeniknął w szeregi polskich neonazistów. Dziennikarze nagrali ukrytą kamerą odbywające się w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego 128 urodziny Adolfa Hitlera. Kadry pokazujące flagi III Rzeszy i płonącą swastykę obiegły cały internet z prędkością błyskawicy. Nic dziwnego –  dla części mediów jawiły się bowiem jako potwierdzenie narracji o rozkwitającym w trakcie (i na skutek) rządów PiS prawicowym ekstremizmie. Problem polega na tym, że ta narracja rozsypuje się jak domek z kart, kiedy tylko wyjrzymy poza nasze własne podwórko. Tego samego dnia, kiedy Kittel filmował kryjących się po lasach polskich miłośników Hitlera, sześćset kilometrów dalej na zachód przez niemiecką Jenę przeszło kilkuset niemieckich neonazistów. Świętowali urodziny führera, z pochodniami, zupełnie otwarcie, na oczach całego świata. Przeszło rok później podobna „impreza” z okazji trzydziestej rocznicy śmierci Rudolfa Hessa odbyła się w Berlinie.

Niepokój budzi kooperacja polskich nacjonalistów i neonazistów z podobnymi środowiskami w innych krajach

A to tylko początek problemów z reportażem TVN-u. Materiał filmowy udowadnia, że w Polsce funkcjonują marginalne neonazistowskie grupy, których działalność zasługuje na całkowite potępienie. Ale niewiele więcej. Jednym z wiodących wątków reportażu jest temat relacji między neonazistowskim liderem stowarzyszenia „Duma i Nowoczesność”, Marcinem S., a asystentem posła Roberta Winnickiego, Jackiem Lanusznym. Rzeczywiście jest to sytuacja niepokojąca. Niemniej wystarczy obejrzeć się wokół, aby przekonać się, że w wielu krajach europejskich osoby sympatyzujące z hasłami neonazistowskimi, antysemickimi i rasistowskimi znajdują się nie na obrzeżach struktur władzy, lecz w ich obrębie. Andrij Biłecki, lider ukraińskiego „Azowa” i deputowany ukraińskiej Rady Najwyższej, jeszcze kilka lat temu tytułował się mianem „Białego Wodza”. Dziś zaprzecza sympatiom neonazistowskim, lecz znalezienie odpowiednich treści w internecie nie stanowi żadnego problemu. Lider Partii Ludowej Nasza Słowacja, Marian Kotleba, szuka inspiracji do zrozumienia rzeczywistości w Protokołach Mędrców Syjonu. Do niedawna prowadził też sklep o nazwie KKK Angielska Moda (nazwa rzekomo pochodzi od trzech braci Kotlebów, a nie od Ku Klux Klanu). Odpowiadający za sprawy polityki zagranicznej w partii Jobbik Marton Gyöngyösi w listopadzie 2012 r. wzywał do tworzenia listy Żydów zasiadających w węgierskich włądzach. Miesiąc później inny polityk wybrany z list Jobbiku, Balázs Lenhardt, zasłynął spaleniem flagi Izraela przed budapesztańską synagogą.

Podobnie ma się sprawa z innymi wątkami podniesionymi w reportażu TVN-u. Niewątpliwie źle się dzieje, kiedy polska policja patrzy przez palce na wybryki środowisk radykalnie nacjonalistycznych i neonazistowskich. Trudno też mi poprzeć wycinanie szkoleń dotyczących symboli nienawiści. Ale ciągle mówimy tylko o pierwszych symptomach choroby.  A nie jest tajemnicą, że w innych krajach skrajna prawica przenika do kierownictwa służb mundurowych. W listopadzie 2016 r. były członek paramilitarnej, skrajnie nacjonalistycznej organizacji „Patriota Ukrainy”, Wadym Trojan, został pełniącym obowiązki szefa policji. Z posady został zwolniony w lutym, gdyż… awansował na stanowisko zastępcy ministra spraw wewnętrznych (nacjonalistyczny „Azow” jest faktycznie podporządkowany szefowi MSW, Arsenowi Awakowowi). Z nieco inną sytuacją niż na Ukrainie mieliśmy do czynienia w Grecji. Według doniesień medialnych w pewnych okresach poparcie dla „Złotego Świtu” wśród policji osiągało 50%. Dochodziło nawet do tego, że policjantów uczestniczących w akcjach neonazistów zatrzymywali inni mundurowi.

Autorzy reportażu TVN jak najbardziej słusznie zwracają też uwagę na możliwe zmiany w ustawie o dostępie do broni, które mogą umożliwić organizacjom takim jak „Duma i Nowoczesność” posiadanie karabinów. Najlepiej przekonuje nas o tym rzeczywistość ukraińska. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych paramilitarna „Ukraińska Samoobrona Narodowa”, licząca do 5 tysięcy bojowników, która brała udział w konfliktach w Naddniestrzu, Abchazji i Czeczeni. Po Majdanie problem się pogłębił, czego ilustracją była chociażby strzelanina w Mukaczewie z udziałem „Prawego Sektora” w lipcu 2015 r. czy odpalenie granatu przed Radą Najwyższą podczas demonstracji „Swobody” miesiąc później. Do dziś sytuacja uległa pewnej poprawie, lecz trudno mówić o pełnej kontroli państwa nad formacjami paramilitarnymi.

Lider Partii Ludowej Nasza Słowacja, Marian Kotleba, szuka inspiracji do zrozumienia rzeczywistości w Protokołach Mędrców Syjonu

Powyższa kontekstualizacja jest potrzebna, jeżeli chcemy rozmawiać o polskiej skrajnej prawicy poważnie. Niewątpliwie kilka wątków, które podnieśli autorzy reportażu jest istotnych. Zdecydowany sprzeciw wywołują treści propagowane na festiwalu Orle Gniazdo. Niepokój budzi kooperacja polskich nacjonalistów i neonazistów z podobnymi środowiskami w innych krajach. Warto tu przypomnieć obecność sporej „międzynarodówki nacjonalistycznej” na Marszu Niepodległości (m.in. w Czarnym Bloku, którego hasła zapewniły nam ogólnoświatową „reklamę”).

Ale już próba tworzenia metanarracji w oparciu o fakt, że w Polsce znalazło się kilkunastu miłośników Hitlera (którzy powinni być ukarani z całą surowością!) budzi poważne wątpliwości.  Na Węgrzech Jobbik ma obecnie 16% poparcia. W samym ukraińskim pułku „Azow” służy ponad tysiąc ludzi. Grecki Złoty Świt był oskarżony o kilka zabójstw i wiele innych aktów przemocy. Tymczasem polska skrajna prawica pod względem militarnym i elektoralnym nie istnieje. Faktycznie akty na tle ksenofobicznym się nasilają. Wydaje się wszakże, że raczej należałoby je łączyć z ogólną radykalizacją nastrojów społecznych w skali ogólnoeuropejskiej związaną m.in. z kryzysem uchodźczym. Warto też zwrócić uwagę na nacjonalizację części subkultur (stosunkowo nowym zjawiskiem jest pojawienie się nacjonalistycznego rapu). Nie można też całkowicie lekceważyć przypadków kreowania „obrazu wroga” w postaci muzułmanów przez niektóre media. Polskiej skrajnej prawicy niewątpliwie warto się przyglądać, ale zarazem nie należy jej przeceniać. W ten sposób robi się jej tylko darmową i niepotrzebną reklamę.