Newsletter

Macosza miłość państwa do Parków Narodowych

Wydawałoby się, że w kraju, gdzie wciąż tak wiele mówi się o tradycji, parki narodowe powinny cieszyć się zasłużonym prestiżem i troską państwa. Tymczasem od lat jesteśmy świadkami ich degradacji

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Puszcza Białowieska: ostatni taki las na Niżu Europejskim, gdzie powstał jeden z pierwszych polskich parków narodowych. Wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, przyciąga turystów z całego świata. To w białowieskich ostępach przetrwały żubry. Dzikie Karpaty Wschodnie, które chroni Bieszczadzki Park Narodowy, gdzie znajdziemy lasy nietknięte ręką człowieka od ponad wieku. Rozległa dolina Biebrzy, która dzięki istnieniu parku narodowego chroni unikatowe genetycznie łosie biebrzańskie i mokradła, których próżno szukać w zmeliorowanej Polsce. Najwyższe polskie góry, Tatry, stanowiące najważniejszą obok bieszczadzkiej ostoję niedźwiedzia brunatnego. W Tatrzańskim Parku Narodowym spotkamy również kozice i świstaki. Nad Bałtykiem dzięki istnieniu Słowińskiego Parku Narodowego przetrwały dzikie plaże i ruchome wydmy, które bez ingerencji człowieka kształtują wybrzeże.

Najwięcej parków narodowych w wolnej już Polsce powstało do połowy lat 90. ubiegłego stulecia. Potem sytuacja zaczęła się dramatycznie zmieniać

Parki narodowe zajmują dziś powierzchnię zaledwie 1 proc. terytorium Polski. To niewiele, biorąc pod uwagę postulaty przyrodników w sprawie powołania Turnickiego Parku Narodowego, poszerzenia Białowieskiego Parku Narodowego i Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Polska nie wypada korzystnie w zestawieniu z innymi krajami Europy: Francją (9,5 proc.), Włochami (5 proc.), Niemcami (2,7 proc.), a nawet sąsiadami, takimi jak Słowacja (7,5 proc.), Litwa (2,4 proc.), czy uboższymi od nas państwami europejskimi, takimi jak Serbia (2,3 proc.) czy Bułgaria (1,8 proc.). Spierać się można, jak wygląda parkowa rzeczywistość w poszczególnych przypadkach, ale w polskim prawie to park narodowy i rezerwat są jedynymi formami ochrony przyrody, które w sposób trwały zabezpieczają walory przyrodnicze. Nie zagwarantuje nam tego Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe, zajmujące się przede wszystkim hodowlą lasu i sprzedażą drewna oraz, w mniejszym zakresie, prowadzeniem gospodarki łowieckiej, pomimo zapisanej w Ustawie o lasach ochronie przyrody jako celu „trwale zrównoważonej gospodarki leśnej”.

Ekosystemy leśne stanowią 62 proc. powierzchni polskich parków narodowych. To znacznie więcej niż średnia lesistość naszego kraju, która stanowi około 29 proc. Na terenach leśnych znajdujących się w parkowych granicach, w miejscach, gdzie wyznaczana jest ochrona ścisła, możemy być świadkami procesów naturalnych bez ingerencji człowieka. Nie bez powodu Białowieski Park Narodowy znalazł się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z kolei w Bieszczadzkim Parku Narodowym taki status ma szansę uzyskać 3300 hektarów parkowych lasów, od minimum wieku nietkniętych ręką człowieka.

Spór o parki narodowe

Najwięcej parków narodowych w wolnej już Polsce powstało do połowy lat 90. ubiegłego stulecia. Potem sytuacja zaczęła się dramatycznie zmieniać. Szansę na utworzenie miał jeszcze Park Narodowy „Ujście Warty” w 2001 roku. Następnie przyszła zmiana prawa, która była przysługą wyświadczoną przez polski parlament przeciwnikom ochrony przyrody.

Zmiany w Ustawie o ochronie przyrody sprawiły, że utworzenie lub powiększenie parku narodowego uzależniono od uzgodnienia „z właściwymi miejscowo organami uchwałodawczymi jednostek samorządu terytorialnego, na których obszarze działania planuje się powyższe zmiany”. Dodatkowo do utworzenia parku niezbędna stała się specustawa w tej sprawie. W ten sposób samorządy wszystkich szczebli otrzymały prawo weta wobec powstania i poszerzenia granic parków narodowych. Z kolei większości parlamentarnej dano wyłączną legitymację do utworzenia nowych parków narodowych. W ten sposób odebrano kluczowe kompetencje ministrowi właściwemu do spraw ochrony środowiska. Natomiast powołanie parku narodowego, a więc nie gminnego czy powiatowego parku rozrywki, może zablokować jedna rada gminy lub powiatu, albo sejmik województwa.

Na zmianę decyzji polityków nie wpłynęło ćwierć miliona podpisów zebranych i złożonych do Kancelarii Sejmu w 2010 roku w ramach obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej, która odblokowałaby impas w tworzeniu parków narodowych. Rządząca Polską koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego nie chciała ryzykować utraty wpływów w samorządach. Dlatego inicjatywa trafiła do sejmowej niszczarki i nikt już do niej nie wracał. W ostatnich miesiącach do sprawy wróciła parlamentarna opozycja.

Sama idea konsultacji z samorządami, a tym bardziej – z mieszkańcami obszarów, gdzie miałby powstać park narodowy, nie jest niczym złym. Umożliwia bowiem wysłuchanie wszystkich stron i przygotowanie planu działań, które oznaczałyby ustalenie ewentualnej kompensacji z tytułu powołania lub poszerzenia parku.

Nie jest tajemnicą, że pracownicy parków narodowych zarabiają zdecydowanie mniej niż pracownicy Lasów Państwowych

Jednak to jednoczesne prawo weta stało się fatalnym rozwiązaniem, z którego cieszyć się mogły Lasy Państwowe, wyrastające na głównego hamulcowego najwyższej formy ochrony w Polsce. Ma to bez wątpienia związek z tym, że najpilniejsze do utworzenia i poszerzenia obszary chronione znajdują się na obszarach zarządzanych właśnie przez LP. Ten sam scenariusz, przerabiany w przypadku poszerzenia Białowieskiego Parku Narodowego, jest wciąż aktualny w planowanym Turnickim Parku Narodowym.

Turnicki przypadek prawie beznadziejny

Najciekawszym poligonem konsekwencji zmian wprowadzonych w Ustawie o ochronie przyrody jest planowany Turnicki Park Narodowy. Trudno w Polsce o bardziej uzasadniony naukowo park. Zanim pojawił się pomysł na jego powołanie, już w 1938 roku, Tadeusz Trella pisał o konieczności ochrony rezerwatowej turnickich lasów. Temat powołania parku pojawił się na początku lat 80., za sprawą profesorów Jerzego Pióreckiego i Janusza Kotlarczyka. Jednak był to początek wieloletniego sporu o przyszłość lasów na Pogórzu Przemyskim i w Górach Sanocko-Turczańskich. Najbliżej powstania Turnickiego Parku Narodowego było w połowie lat 90., kiedy powstał inny karpacki park narodowy – Magurski. W przypadku Turnickiego triumfowali jednak oponenci związani z lobby leśno-łowieckim, zainteresowani utrzymaniem swojej strefy wpływów w tym legendarnym komunistycznym łowisku, nazywanym w czasach PRL „Państwem Arłamowskim”.

Paradoksalnie to burzliwe wojenne i powojenne dzieje, a wreszcie funkcjonowanie specjalnego ośrodka Urzędu Rady Ministrów w Arłamowie zmniejszyły presję na ostatnie fragmenty Puszczy Karpackiej, których ciągłość leśna jest udokumentowana od XVIII wieku. Pomimo opracowania dokumentacji naukowej dla Turnickiego Parku Narodowego, pozytywnej opinii największych autorytetów reprezentujących świat nauk przyrodniczych, w tym Państwowej Rady Ochrony Przyrody, opór w sprawie Turnickiego tężał z roku na rok. Pierwsze skrzypce odgrywali w nim przedstawiciele Lasów Państwowych. Dziś wręcz próbują pozostawić nas z przekonaniem, że firma, która istnieje niewiele ponad 90 lat, zasadziła ponad stuletnie drzewa, a na terenie planowanego parku do czasów po 1945 roku nie było lasów, i to, co dziś oglądamy jest efektem pracy rąk pracowników LP.

Antyparkowa narracja trafia na zrozumienie w lokalnych samorządach, w których Lasy Państwowe mają swoje wpływy. W tej argumentacji przeciwko parkowi nie liczą się fakty. Bo jak można uzasadnić tezę wysuwaną przez LP, że park to utrata miejsc pracy, kiedy istnieje problem ze znalezieniem osób do prac leśnych, i to przy tak wysokiej stopie bezrobocia, sięgającej 15 proc. dla całego powiatu przemyskiego?

Wylewanie parków z kąpielą

Nie jest tajemnicą, że pracownicy parków narodowych zarabiają zdecydowanie mniej niż pracownicy Lasów Państwowych. Mimo że ich zadaniem jest troska o najcenniejsze przyrodniczo obszary, rządzący nie robią nic, aby tę sytuację zmienić. Pojawiają się za to pomysły, żeby parki narodowe oddać w ręce Lasów Państwowych, a zatem przedsiębiorstwa, które zajmuje się eksploatacją zasobów leśnych. Jest to propozycja, której konsekwencje byłyby fatalne dla samych parków. Nie oznacza jednak, że część pracowników nie byłaby z tego rozwiązania zadowolona. Nie wszyscy znaleźli się w parkach narodowych z własnej woli. Niektórzy zostali przesunięci z automatu, najczęściej jeszcze w czasach, kiedy dysproporcje w wysokości płac między pracownikami parków a pracownikami LP nie były takie duże. Dziś koledzy z LP zarabiają kilkakrotnie więcej.

Parki narodowe czekają na docenienie przez państwo i przez polskie społeczeństwo. Nie powinny być traktowane, jak dziś, po macoszemu

Już dziś działania ochronne w parkach narodowych są finansowane z Funduszu Leśnego, co powoduje, że Lasy Państwowe w sposób miękki zyskują nadzór nad tym co dzieje się w zakresie ochrony w parkach narodowych. Tak być nie powinno. Tym bardziej oddawanie parków narodowych pod kontrolę leśnego przedsiębiorstwa byłoby wylaniem ich z kąpielą. Zamiast uzdrowienia sytuacji, LP kontrolujące ponad ¼ terytorium Polski uzyskałyby dostęp do najcenniejszych przyrodniczo obszarów. Dlatego lepszym krokiem byłoby podniesienie płac pracowników parków narodowych, których wysokość zależałaby od poziomu ich wiedzy, kwalifikacji czy aktywności naukowej. Jednocześnie, jeśli rządzący rzeczywiście troszczą się o polską przyrodę, można wystąpić z inicjatywą zmian w prawie, które gwarantowałyby samorządom dodatkowe wsparcie z racji funkcjonowania na terenie danej gminy parku narodowego.

W samych parkach sytuacja z kadrami wygląda różnie. Błędem byłoby twierdzenie, że trafiają tam wyłącznie idealiści, eksperci z najwyższej półki. Ale są i tacy – ludzie z pasją, którzy zasługują na wsparcie. Wcale nie znajdują się oni w parkowej mniejszości. Dlaczego nie mieliby zarabiać tyle, co pracownicy Lasów Państwowych? Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę otoczenie, w którym muszą działać, często nieprzychylnie i bez zrozumienia spoglądające na sam park narodowy.

Kolejnym problemem jest upolitycznienie stanowiska dyrektora parku narodowego. Jest on odpowiedzialny przed Ministrem Środowiska. Kluczem do zwolnienia takiej osoby mogą być jego polityczne sympatie, spór z przeciwnikami parku narodowego, czy też niezgodność z linią polityczną szefa resortu. Część dyrektorów może i przetrwa kolejną burzę na szczytach władzy, ale nie wszystkim to się udaje. Za niezgodę na odstrzał żubrów swoje dyrektorskie stanowisko straciła Olimpia Pabian, która z oddaniem kierowała Białowieskim Parkiem Narodowym. Zaraz na początku rządów Jana Szyszki ze stanowiskiem pożegnała się Katarzyna Woźniak w Słowińskim Parku Narodowym. Pretekstem stał się wniosek radnych powiatu słupskiego. Nie spodobał się im pomysł szefowej parku, który dotyczył dokładnego oznakowania szlaków turystycznych i kąpielisk, celem lepszej ochrony przyrody na parkowych plażach. Jak donosiły media, „lokalni samorządowcy uważali, że znaki ograniczające poruszanie się po tym terenie odstraszały turystów”. W rezultacie dyrektor ciesząca się dobrą opinią i sprawnie zarządzająca parkiem straciła zatrudnienie po ponad dziesięciu latach pracy.

Parki narodowe są nadal ofiarą myślenia władz w kategoriach „jakoś sobie poradzą”. Po zmianie ustawy o ochronie przyrody w 2011 roku zostały zmuszone do szukania własnych źródeł dochodów. Mogą one pochodzić ze sprzedaży biletów, ale większość parków narodowych w Polsce nie cieszy się aż takim zainteresowaniem jak Tatrzański. Dlatego sięga się po wycinkę drzew i sprzedaż drewna, szuka pieniędzy, które zawsze są potrzebne.

Do tego dochodzi leśna pułapka, związana ze środkami przekazywanymi przez Lasy Państwowe. LP nauczyły się wykorzystywać ten zabieg piarowo, że „Lasy dały na parki”. Jednak to nie LP, które ciągną zyski z eksploatacji naszego wspólnego dobra, jakim są obszary leśne, stanowiące własność Skarbu Państwa dają, ale to my, jako obywatele tego kraju dokładamy się w ten sposób do parków narodowych. Fundusze nie są też ogromne, i rozdane pomiędzy 23 parki narodowe nie załatwiają problemu. Dlatego tak bardzo potrzebna jest poważna reforma nie tylko związana z przywróceniem parkom narodowym należnego im miejsca i znaczenia. Warto zadbać o fundusz leśny i scedować kontrolę nad nim na Ministerstwo Środowiska, gwarantując przekazywanie pieniędzy na zadania ochronne, a nie na budowę i remonty mostów np. w Bieszczadach.

Przywróćmy parkom ich prestiż

Parki narodowe czekają na docenienie przez Państwo i przez polskie społeczeństwo. Nie powinny być traktowane, jak dziś, po macoszemu. Potrzebujemy w naszym kraju parków narodowych, zarządzanych w imię troski o przyrodę. Czas zastanowić się również nad tym, jak pomóc parkowym kadrom. Park narodowy nie powinien być „samofinansującym się” przedsiębiorstwem, z trudem spinającym skromny budżet, ale instytucją, z której powinniśmy być dumni. Parków narodowych nie wyręczą obszary Natura 2000 i odwoływanie się do unijnego prawa.

Polskie władze mają dziś doskonałą okazję do nadrobienia zaległości w polityce dotyczącej parków narodowych

Polskie władze mają dziś doskonałą okazję do nadrobienia zaległości w polityce dotyczącej parków narodowych. Z okazji okrągłej rocznicy niepodległości warto zastanowić się również nad doprowadzeniem do końca idei objęcia ochroną całej Puszczy Białowieskiej, której to patronował Prezydent Rzeczpospolitej Polski, Lech Kaczyński. Warto odnieść się do postulatu ochrony turnickich lasów, który swoimi korzeniami sięga okresu dwudziestolecia międzywojennego. Czas na uczczenie polskiej niepodległości docenieniem naszego przyrodniczego dziedzictwa, jakim są bez wątpienia istniejące i planowane parki narodowe. To nasze wspólne dobro, które nie może pozostać zakładnikiem lokalnej sieci układów.