Litewska łamigłówka polskich elit

Aktualności,

Nowa odsłona „afery taśmowej” mimowolnie przypomina ciągnącą się od lat niemoc w kwestii ułożenia dobrych relacji z Litwą. Nie ma ona barw politycznych, nie pokonała jej na razie żadna „dobra zmiana”

Trwa gorąca dyskusja w kwestii sposobu ujawnienia przez TVP INFO kolejnej puli nagrań z funkcjonujących w obiegu od trzech lat „taśm prawdy”. Zapewne tylko osoba grzesząca polityczną naiwnością twierdzić będzie, iż sposób ten nie nosi znamion propagandowej pokazówki wymierzonej w poprzednią ekipę rządową. Przy pominięciu dyskusji na temat zasadności ujawnienia kolejnych „taśm” oraz tak chętnie komentowanych w mediach wątków obyczajowo-garderobianych centralnym tematem nagranej na początku 2014 roku rozmowy szefa MSZ Radosława Sikorskiego i prezesa Orlenu Jacka Krawca wydaje się kwestia stosunków polsko-litewskich. Losy rafinerii w Możejkach zakupionej przez PKN Orlen przed 11 laty pozostają jednym z najbardziej dobitnych ilustracji trudnego do rozwiązania przez obydwie strony polsko-litewskiego rebusu.

Trudny partner

Litwa, której proces odbudowy suwerenności był na początku lat dziewięćdziesiątych zdecydowanie wspierany przez Polskę, nigdy nie była partnerem łatwym. Najbardziej zapalnym punktem w relacjach dwustronnych były nie tyle zaszłości historyczne, ale bieżąca praktyka kolejnych ekip sprawujących władzę w obydwu stolicach. Po stronie litewskiej były i są to przede wszystkim nierozwiązane kwestie polskiej pisowni imion i nazwisk w dowodach tożsamości, zachowanie podwójnego obywatelstwa oraz problem zwrotu ziemi Polakom wydziedziczonym po 1945 roku. Strona polska z kolei w relacjach z Litwinami często popełniała psychologiczny błąd niezrozumienia mentalności niewielkiego kraju, liczącego niespełna 2,8 mln ludności i prawie 10 proc. mniejszości narodowych. Państwa położonego pomiędzy dwoma, znacznie potężniejszymi żywiołami: polskim i rosyjskim. Borykającego się z negatywnymi trendami demograficznymi, w tym ze znacznym odsetkiem emigracji zarobkowej młodego pokolenia na Zachód. Cytowany już do znudzenia przez TVP INFO fragment wypowiedzi ministra Sikorskiego: „(…) to jest mały kraik i ich przewaga nad nami jest, że oni pilnują absolutnie tylko tego, gdzie mają interes, a tu mają interes i mają to zriserczowane”, pomimo że niezbyt dyplomatyczny i elegancki, oddaje generalnie istotę polityki wielu mniejszych krajów europejskich, z której w istocie trudno jest czynić wielki zarzut.

Wszystkie te problemy nie przeważały jednak swoim ciężarem podczas pierwszego 15-lecia relacji dwustronnych. Świadczą o tym: układ o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy podpisany w Wilnie w 1994 roku, dobre relacje Aleksandra Kwaśniewkiego i Lecha Kaczyńskiego ze sprawującym dwukrotnie urząd głowy państwa Valdasem Adamkusem (w latach 1998–2003 oraz 2004–2009), intensywna działalność grupy międzyparlamentarnej, istniejący przez ponad 12 lat Litewsko-Polski Batalion Sił Pokojowych biorący udział w operacjach ONZ i NATO (stacjonujący w Orzyszu oraz Olicie) czy też wspólny obszar powietrzny w ramach Bałtyckiego Funkcjonalnego Bloku Przestrzeni Powietrznej. Stąd też naturalnym wydawało się również promowanie przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego idei bliskiej współpracy energetyczno-surowcowej z Wilnem, polegającej nie tylko na inwestycjach w zakup rafinerii w Możejkach, ale także na planach budowy mostu energetycznego pomiędzy obydwoma krajami.

Cytowany już do znudzenia przez TVP INFO fragment wypowiedzi ministra Sikorskiego: „(…) to jest mały kraik i ich przewaga nad nami jest, że oni pilnują absolutnie tylko tego, gdzie mają interes, a tu mają interes i mają to zriserczowane”, pomimo że niezbyt dyplomatyczny i elegancki, oddaje generalnie istotę polityki wielu mniejszych krajów europejskich, z której w istocie trudno jest czynić wielki zarzut

Jaki bilans Możejek?

Relacje dwustronne wyraźnie zaczęły się psuć pod koniec poprzedniej dekady. Trudno jednoznacznie wskazać winowajcę tego stanu. Z jednej strony, ówczesny premier Andrius Kubilius był członkiem tej samej, chadeckiej grupy w Europarlamencie co koalicja PO-PSL, z drugiej, efektywna współpraca ślimaczyła się i nie wychodziła poza ładnie brzmiące deklaracje. Objęcie urzędu prezydenta przez Dalię Grybauskaitė w 2009 roku oznaczało z kolei bardzo wyraźny, choć stopniowy, odwrót Litwy od związków z Europą Środkową na rzecz zbliżenia z krajami skandynawskimi i niemiecko-francuskim „jądrem UE”. Za niezwykle znamienny uznać należy fakt, że Litwa była miejscem ostatniej wizyty zagranicznej Lecha Kaczyńskiego 8 kwietnia 2010 roku. Gdy prezydent RP przebywał w Wilnie, litewski Sejm odrzucił projekt ustawy, który umożliwiłby litewskim Polakom zapis swego nazwiska w języku polskim. Prezydent Bronisław Komorowski odwiedził Litwę sześciokrotnie podczas swojej kadencji, ale jedynie w latach 2010 – 2013. Od tego czasu prezydenci obydwu sąsiednich krajów nie spotkali się w czasie dwustronnych wizyt ani razu, pomimo że celem pierwszej podróży zagranicznej Andrzeja Dudy była sąsiednia Estonia, a rok później przyjął w Warszawie prezydenta Łotwy. Nowy szef litewskiego rządu Saulius Skvernelis w swoim expose w grudniu 2016 roku zapowiedział co prawda otwarcie nowego, lepszego rozdziału w relacjach z Polską, ale do tej pory, pomimo wystosowania zaproszenia przez Litwę, premier Beata Szydło nie pojechała z wizytą do Wilna.

Trudno więc w tym świetle stwierdzić, że od czasu objęcia władzy przez PiS jesienią 2015 roku doszło do znaczącej i zauważalnej poprawy w relacjach polsko-litewskich, co można byłoby wnioskować z wypowiedzi polityków tej partii komentujących ujawnioną porcję taśm i zarzucających poprzednikom „zdradę litewskich sojuszników”. Litwa jest oczywiście wciąż obecna w promowanej przez ośrodek prezydencki koncepcji Trójmorza. Zwłaszcza z gazoportem w Kłajpedzie, który wraz z podobnymi inwestycjami w Świnoujściu i na chorwackiej wyspie Krk byłby elementem regionalnego „hubu gazowego” oraz z planami inwestycji logistycznych na wschodnim szelfie bałtyckim – niemniej potrzeba jest do tego zwykłej woli politycznej i przezwyciężenia dwustronnych uprzedzeń.

Ekipa rządząca musi po prostu znaleźć niełatwy sposób na trwałe ułożenie politycznej i gospodarczej współpracy z Wilnem

Celowość zakupu rafinerii „Mažeikių Nafta” przez Orlen (ostatecznie sfinalizowanego w grudniu 2006 roku za czasów rządów koalicji PiS-Samoobrona-LPR) wbrew stereotypom nie była jednak nigdy niepodważalnym dogmatem w polskich środowiskach biznesowych i politycznych. Zwracano uwagę, że już w 1999 roku sprzedaż części koncernu amerykańskiej „Williams Companies” doprowadziła w Wilnie do kryzysu rządowego i dymisji ówczesnego litewskiego rządu. Amerykanie szybko zresztą sprzedali przynoszącą straty inwestycję rosyjskiemu Jukosowi. Represje, jakie ze strony administracji Władymira Putina spadły na jego właściciela, Michaiła Chodorkowskiego z pewnością ponagliły Warszawę do bardziej zdecydowanych działań, które mogłyby uniemożliwić zakup większościowego pakietu Możejek przez oligarchię związaną z Kremlem. Czy ten pośpiech, zakończony zakupem 53 proc. akcji za 1,5 mld dolarów i późniejszym dalszym odkupem 30 proc. akcji od rządu Litwy, nie okazał się, w świetle znanych już później problemów z rentownością Możejek i wieloletnią, litewską obstrukcją, z dzisiejszej perspektywy zbyt duży? Czy po prawie 8 latach od przejęcia rafinerii i braku płynących z niej zysków stan ten nie wymagał refleksji Warszawy i Płocka i rozważaniem wszystkich, nawet najbardziej nietypowych rozwiązań biznesowych, w tym ponownej sprzedaży rafinerii Rosjanom? Pytanie to pozostaje otwarte.

Ekipa rządząca musi po prostu znaleźć niełatwy sposób na trwałe ułożenie politycznej i gospodarczej współpracy z Wilnem. Z pewnością nie znajdzie go dzięki kolejnej odsłonie „spektaklu taśmowego” i sloganom o „zdradzie narodowej” skandowanym pod adresem poprzedników.