Newsletter

Kryzys męskości czy kryzys mężczyzn?

Pierwsze oznaki kryzysu siły, aktywności i odwagi mężczyzn pojawiły się już w XIX wieku. Wraz z postępem technicznym ten kryzys pogłębia się

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Współczesny mężczyzna jest jak ślimak bananowy – grzmiał kilka lat temu Philip Zimbardo, wybitny psycholog społeczny, współtwórca stanfordzkiego eksperymentu więziennego. „Ślimak bananowy to taki żółty obły robal, który je co popadnie na swojej drodze, ale generalnie porusza się bardzo wolno i nie ma żadnego celu, robi wrażenie jakby nie zmierzał w żadnym konkretnym kierunku” – mówił Zimbardo w wywiadzie dla polskiego „Newsweeka” przed premierą napisanej wspólnie z Nikitą S. Coulombe książki „Gdzie ci mężczyźni?”. „Mamy do czynienia z rekordową liczbą facetów niedających sobie rady w szkole, nieumiejących sprostać dziewczynom w kontaktach społecznych i kobietom w sferze seksualnej” – twierdzą Zimbardo i Coulombe.

Niezależnie jednak od tego, jakie są realne korzenie kulturowej męskości, szereg badań wskazuje, że z tradycyjnie rozumianym zestawem cech męskich, a więc z siłą, aktywnością, zaradnością, odwagą i umiejętnością walki, dziś większy problem mają mężczyźni niż kobiety

Zimbardo i Coulombe nie są jedyni ani pierwsi. Nieodpowiedzialni, leniwi, niedojrzali, słabi, lękliwi, depresyjni, niezaradni – taki obraz współczesnego mężczyzny coraz częściej wyziera nie tylko z kart czasopism lifestyle’owych, ale także z prac socjologów. Profesor Zbyszko Melosik z UAM kryzysowi męskości już w 2002 r. poświęcił całą książkę, a badanie Uniwersytetu Łódzkiego wykazało, że 71 proc. Polaków nie ma wątpliwości: w ciągu ostatnich 10 lat nastąpiły znaczące zmiany jeśli chodzi o rolę mężczyzny i ojca.

Życie cichej rozpaczy

Aby odpowiedzieć na pytanie, czym jest kryzys męskości, i czy faktycznie taki kryzys przechodzimy, należy przede wszystkim zastanowić się, czym jest męskość. Na Zachodzie jest ona tradycyjnie utożsamiana z zespołem cech takich jak siła, aktywność, odwaga, zaradność, ale i agresja lub skłonność do przemocy. Składają się one na tradycyjną „płeć kulturową” mężczyzn, ale przynajmniej część z nich reprezentuje tendencję bardziej uniwersalną: siła i aktywność także w starożytnej filozofii chińskiej są elementami yang, czyli pierwiastka symbolizującego męskość.

Dyskusja na temat źródeł męskości – a przede wszystkim tego, w jakim stopniu wspomniany zestaw cech wiąże się z biologią, a w jakim z kulturą – trwa od dawna. Socjobiologowie (często cytowani przez konserwatystów) skłaniają się ku podkreślaniu biologicznych podstaw męskości, a teoretycy gender studies (utożsamiani w dyskursie publicznym z lewicą) podkreślają czynniki kulturowe, wskazując nieraz, że w ukształtowaniu tradycyjnego podziału ról kobiet i mężczyzn istotną rolę pełniła przemoc i dominacja grupy silniejszej (pierwotnie głównie fizycznie), czyli mężczyzn, wobec grupy słabszej – kobiet. Współcześnie mówi się najczęściej o działaniu obu tych sił: biologicznej i kulturowej. Niezależnie jednak od tego, jakie są realne korzenie kulturowej męskości, szereg badań wskazuje, że z tradycyjnie rozumianym zestawem cech męskich, a więc z siłą, aktywnością, zaradnością, odwagą i umiejętnością walki, dziś większy problem mają mężczyźni niż kobiety.

Pierwsze oznaki kryzysu było widać już w XIX wieku. W 1854 r. Henry David Thoreau pisał w słynnym „Walden”, że „Większość mężczyzn wiedzie życie cichej rozpaczy”. Rosnące, zatłoczone miasta, coraz bardziej wypełnione technologiami, oddalone od natury – pisze Thoreau – nie sprzyjają szlachetnemu życiu. Dziewiętnastowieczna industrializacja i rozwój biznesu, w którego interesie było sprzedanie mieszkańcom miast kolejnych innowacji i usprawnień – to wszystko powoduje, że okazje do mierzenia się z życiem i rzeczywistością stawały się coraz rzadsze. Jeszcze niedawno, by wybrać się do sąsiedniego miasta, trzeba było osiodłać, ujarzmić i odpowiednio poprowadzić konia – rozwój kolei spowodował, że podróż taka przestała wymagać jakiegokolwiek wysiłku poza zakupem biletu w kasie. Aby wyżywić się, nie trzeba już zainwestować własnych sił w uprawę roli czy łowiectwo – wystarczy wybrać się do sklepu. Mężczyzna, który swą tożsamość opierał wcześniej na sprawczości, na zmaganiu i walce (o tym, czy to faktycznie jedyna właściwa podstawa tożsamości, jeszcze się zastanowimy) coraz częściej tracił grunt pod nogami. Sam Thoreau zdecydował się w takiej sytuacji na opuszczenie miasta i zamieszkał w lesie, w zbudowanym przez siebie domu. Po co taki radykalny krok? Thoreau odpowiada jednoznacznie: „abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem”. Prawdziwe życie to takie, które umożliwia kontakt i zmaganie z rzeczywistością, której emanacją jest przyroda. To tam wykuwają się cechy tradycyjnego, męskiego gender. Nie da się zbudować domu, zasadzić drzewa, obronić się przed wilkami bez siły, aktywności i odwagi. Krytycy z lubością wypominają Thoreau, że nie żył jednak życiem trapera, że w Walden korzystał z pomocy matki i siostry – a jednak nie da się zaprzeczyć: dom zbudował sam, żył dwa lata w lesie, wycofał się z miejskiego życia już w pierwszej połowie XIX wieku. Co więc mają powiedzieć mieszkańcy XXI-wiecznych smart cities, które coraz częściej zaspokajają wszystkie potrzeby mieszkańca bez konieczności wychodzenia z domu?

Polska może być w awangardzie światowych przemian – niewykluczone, że wkrótce zachodni mężczyźni będą zarabiać mniej od kobiet

Siła traci na znaczeniu

Prawdziwy wybuch kryzysu męskości można jednak datować na drugą połowę dwudziestego wieku. Zbiegło się tu kilka istotnych kwestii. Po epoce tradycyjnego przemysłu, kiedy to siła fizyczna, będąca nieodłącznym atrybutem mężczyzn, miała jeszcze – mimo wątpliwości Thoreau – istotne znaczenie, nadeszła era usług i informacji, dziedzin, w których kobiety radzą sobie co najmniej nie gorzej od mężczyzn. Efektem był znaczący wzrost pozycji kobiet na rynku pracy. Jednocześnie rewolucja seksualna i coraz silniejsze ruchy feministyczne sprawiły, że dotychczasowa dominacja mężczyzn zachwiała się w posadach, a następnie runęła. Kobiety zaczęły masowo kształcić się i rozwijać karierę zawodową, konkurując z powodzeniem z mężczyznami niemal na każdym polu. Co prawda do dziś na świecie mamy do czynienia z nierównościami na niekorzyść kobiet, np. nierównościami wynagrodzeń (gender pay gap), jednak nierówności te, zwłaszcza w świecie zachodnim, szybko się zmniejszają. Interesujące jest, że w Polsce, uważanej tradycyjnie za kraj konserwatywny, w którym przynajmniej teoretycznie nierówności między kobietami a mężczyznami powinny być duże, gender pay gap należy do najmniejszych w Europie i wynosi 7,2 proc. (dla porównania, w krajach takich jak Niemcy i Austria, utożsamianych raczej z progresywistycznymi poglądami, luka ta jest większa niż 20 proc.). Co więcej, w trzech województwach w tradycyjnie utożsamianej z konserwatyzmem wschodniej części kraju – podlaskim, lubelskim i warmińsko-mazurskim, kobiety w 2016 r. zarabiały wręcz więcej niż mężczyźni.

Polska może być w awangardzie światowych przemian – niewykluczone, że wkrótce zachodni mężczyźni będą zarabiać mniej od kobiet. Zimbardo wskazuje na rosnącą stopę bezrobocia w grupie mężczyzn, na ich coraz słabsze (w stosunku do kobiet) wykształcenie. Przyczyną jest jednak nie tylko brak ofert pracy i innowacje technologiczne, ale także przemiany kulturowe. Liczba dorosłych mieszkających z rodzicami w Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych jest rekordowa, a i w Polsce wskaźnik ten rośnie. Jak wskazuje raport CBOS, coraz częściej z rodzicami mieszkają osoby w wieku od 25 do 44 lat, i dotyczy to częściej właśnie mężczyzn. Zdaniem Zimbardo bezrobocie i brak aktywności zawodowej przestały być piętnem, mężczyźni przestali się ich wstydzić: „Wielu [mężczyzn] szuka długoterminowego schronienia albo w domu rodziców, albo w małżeństwie czy związku partnerskim. Spora grupa facetów zdaje się nie mieć ochoty pracować zarobkowo czy pomagać przy domowych obowiązkach. Z poczuciem samozadowolenia obijają się i poświęcają «własnym sprawom» (…) Niektórzy z tych mężczyzn dokonali nawet reinterpretacji „zależności”, by wyglądała ona na osiągnięcie, a nie na społeczną porażkę”. A więc nie tylko trudności zewnętrzne, ale i kompleks Piotrusia Pana – wieczna niedojrzałość.

Niezależnie od przemian wzorców kulturowych, role mężczyzny i kobiety nie mogą być w pełni zamienne, zwłaszcza w sytuacji, w której dwoje ludzi decyduje się na potomstwo

Amerykański psycholog nie pozostawia na mężczyznach suchej nitki. Są jego zdaniem niezdolni do samodyscypliny, kształtowania nawyków, ciężkiej pracy, a zwłaszcza odraczania gratyfikacji – chcą uzyskać przyjemność już tu i teraz. Dlatego miejsce budowania trwałego, intymnego związku coraz częściej zajmuje internetowa pornografia, a miejsce treningów i nauki – gry video, które dają natychmiastowy efekt. Mężczyźni nadużywają narkotyków, alkoholu, żywią się śmieciowym jedzeniem. W efekcie są często otyli (w Polsce – częściej niż kobiety) i niesprawni fizycznie. To z kolei powoduje spadek potencji seksualnej i negatywne przemiany hormonalne. Mężczyznom brakuje też umiejętności społecznych i śmiałości w świetle zmieniających się ideałów popkultury, gdzie wizerunek „miękki”, metroseksualny, delikatny miesza się z marzeniami o „drwalu” i twardzielu. Wszystkie te porażki odbijają się na ich zdrowiu, które próbują reperować lekarstwami, co powoduje nieraz wejście w „błędne koło”: Zbyszko Melosik zwraca uwagę, że popularność Viagry i leków antydepresyjnych „kwestionuje obraz mężczyzny silnego, potrafiącego poradzić sobie z własnymi słabościami”.

Kultura bezpieczeństwa

Aby mówić o kryzysie męskości, nie trzeba stać po stronie konserwatywnej, tradycyjnej wizji męskości. Cechy takie jak siła, aktywność i zaradność, mogą dotyczyć obu płci – a jednak to przede wszystkim u mężczyzn widać ich osłabienie i zachwianie.

Jakie są przyczyny kryzysu? Niezależnie od przemian wzorców kulturowych, role mężczyzny i kobiety nie mogą być w pełni zamienne, zwłaszcza w sytuacji, w której dwoje ludzi decyduje się na potomstwo. Zostawiając otwartą dyskusję na temat pożądanego stanu, społeczne i kulturowe normy wymagają przede wszystkim od mężczyzny opieki (wydaje się to racjonalne, gdyż czysto biologicznie rzecz biorąc kobiecie trudno okres ciąży – coraz częściej zagrożonej, także ze względu na późniejszą niż kiedyś decyzję o potomstwie – i połogu przetrwać bez wsparcia z zewnątrz). Najważniejsze jest zapewnienie schronienia. Tymczasem sytuacja mieszkaniowa pogarsza się na całym świecie. W Polsce ma to szczególny wymiar – według statystyk brakuje od dwóch do trzech milionów mieszkań. O ile pokolenie urodzone w latach 1945-1970 miało szansę na tanie wykupienie mieszkań komunalnych po transformacji ustrojowej, o tyle kolejne pokolenia, zwłaszcza po skokowym wzrostu cen po roku 2002, nie zawsze miały już tyle szczęścia. Szansa na porażkę jest dużo większa niż wcześniej. Zależność od rodziców często nie wynika więc jedynie z hedonizmu czy rozmyślnego tkwienia w niedojrzałości, a ze zderzenia wymagań życia z możliwościami. Najgorszym rozwiązaniem jest w takiej sytuacji twierdzenie, że te wymagania nie istnieją – co zdają się robić zwolennicy teorii płynności i zamienności ról.

Bardzo istotna jest tu niewyobrażalna dla wcześniejszych pokoleń dostępność „narzędzi szybkiej gratyfikacji” – pornografii, gier i innych wirtualnych rozrywek, dających szybką przyjemność bez konieczności zmagania się ze sobą, z rzeczywistością i z drugim człowiekiem. To uderza przede wszystkim w cechy stereotypowo męskie. Z pewnością ucieczka w świat tego typu działań póki co jest bardziej interesująca dla mężczyzn, a to znów przyczynia się do ich osłabienia. Zarówno z pornografii, jak i z gier komputerowych, korzysta więcej mężczyzn niż kobiet, jednak odsetki w obu kategoriach powoli zbliżają się do siebie, i możliwe, że kryzys siły, aktywności i odwagi niedługo będzie dotyczyć obu płci w takim samym wymiarze. Póki co jednak większe trudności mają mężczyźni. Seksuolog Michał Pozdał mówi: „Prawda jest taka, że mężczyźni – przynajmniej jeszcze na razie – tak przedsiębiorczo, kreatywnie i z rozmachem jak kobiety nie nauczyli się czerpać zysku z nowego porządku”. Może więc mamy do czynienia nie z kryzysem męskości, a z kryzysem mężczyzn?

Paradoksalnie, to właśnie w odpowiedzi na dwudziestowieczne tragedie wywołane przez nazizm i komunizm, po II wojnie światowej zaczęto budować społeczeństwo nastawione przede wszystkim na uniknięcie cierpienia i przemocy (wystarczy prześledzić, jak na przestrzeni XX wieku zaostrzały się przepisy i prawa związane z bezpieczeństwem)

Niezależnie od tego, być może najważniejszą przyczyną obecnego kryzysu jest coś, na co w swojej ostatniej książce, „12 życiowych zasad”, zwraca uwagę psycholog Jordan Peterson. Społeczeństwo zachodnie w obecnym kształcie jest bowiem niezbyt przychylnie nastawione do tradycyjnie męskich cech, takich jak podejmowanie ryzyka czy walka. Przeciwnie, mamy do czynienia z czymś, co można nazwać „kulturą bezpieczeństwa”.

Erich Fromm, mówiąc o ucieczce od wolności, analizował nazizm i inne autorytarne nurty, które zapewniały zwolennikom poczucie bezpieczeństwa za cenę wolności. Paradoksalnie, to właśnie w odpowiedzi na dwudziestowieczne tragedie wywołane przez nazizm i komunizm, po II wojnie światowej zaczęto budować społeczeństwo nastawione przede wszystkim na uniknięcie cierpienia i przemocy (wystarczy prześledzić, jak na przestrzeni XX wieku zaostrzały się przepisy i prawa związane z bezpieczeństwem). Intencje były dobre, natomiast ofiarą kultury nastawionej przede wszystkim na eliminację agresji i ryzyka przy okazji stały się cechy męskie – zdrowa agresja służy bowiem ochronie słabszych, a podejmowanie ryzyka – rozwojowi. Jednocześnie do rozwijania tych cech zachęcano kobiety i zniechęcano mężczyzn, czego efektem jest zjawisko, które opisuje Peterson: dziś kobietom silnym, wykształconym i zaradnym coraz częściej trudno znaleźć partnera, którego będą mogły podziwiać i który sprosta ich oczekiwaniom. Jeśli więc nie chcemy, by masy mężczyzn były bierne i niezaradne, i by tradycyjnie męskie cechy znajdowały karykaturalny, a nieraz naprawdę niebezpieczny wyraz, na przykład w ruchach quasi-nazistowskich – musimy znaleźć w społeczeństwie miejsce dla tradycyjnych męskich cech. Natomiast ich ciemniejszą stronę – zamiast negować i eliminować – trzeba raczej przekształcać w większe dobro.