Kampania referendalna będzie festiwalem populizmu

Aktualności,

Prezydent Duda sugeruje, że w konstytucji można zapisać prawo do 500+ i ponownie obniżony wiek emerytalny. Na tego typu kwestie nie powinno być miejsca w ustawie zasadniczej

Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy Andrzej Duda jest nadal częścią obozu „dobrej zmiany”, powinien się ich wyzbyć. Jego wystąpienie otwierające debatę na temat postulowanych zmian w Konstytucji RP, zorganizowaną w piątek w Gdańsku przez NSZZ „Solidarność”, doskonale współbrzmiało ze słowami wygłoszonymi chwilę wcześniej zarówno przez szefa związku Piotra Dudę, jak i marszałka senatu Stanisława Karczewskiego. Wiemy, w jakim kierunku prezydent chciałby zmieniać konstytucję.

Jeśli różnice występowały, to były drobne. Konferencja nosiła tytuł: „Konstytucja dla obywateli, nie dla elit” – prezydent trzeźwo w swoim przemówieniu uzupełnił, że ustawa zasadnicza ma by nie „tylko” dla elit. Trzeźwo, bo raz, że z narodu politycznego można wykluczać elity, tylko będąc skończonym populistą, a dwa, że o tym, czy Konstytucja zostanie zmieniona, a także o tym, jakie pytania otrzymamy na karcie do głosowania w przyszłym roku (przypominam, że nie jest znany jeszcze termin plebiscytu ani nawet to, czy na pewno się odbędzie), zdecydują właśnie elity, do których należy także prezydent Duda. Sam twierdzi, że nie chce sugerować żadnych odpowiedzi, ale wiadomo, że już sam zestaw pytań i ich brzmienie będzie je podpowiadało. Zresztą głowa państwa popycha dyskusję w konkretną stronę, choćby opowiadając, kiedy i dlaczego doszedł do wniosku, że potrzebujemy zmiany nadrzędnego prawa w państwie. Takie kamienie milowe wskazuje dwa: pierwszy, gdy trwał spór kompetencyjny między premierem Donaldem Tuskiem a prezydentem Lechem Kaczyńskim, drugi, gdy Trybunał Konstytucyjny zatwierdził podniesienie wieku emerytalnego przez koalicję PO-PSL. Wtedy w oczach Dudy tamten Trybunał się „zdelegitymizował”.

W pierwszej sprawie trudno się spierać. Dziś nie ma już chyba nikogo, kto by uważał, że sytuacja, w której kompetencje prezesa rady ministrów i prezydenta na siebie nachodzą, jest w porządku. Zwolennicy zmian dotyczących umocowania prezydenta w systemie władzy, od Nowoczesnej, po Kukiz’15, różnią się najwyżej tym, że jedni chcą wprowadzenia w Polsce systemu na wzór kanclerski, inni chcą wzmocnić uprawnienia prezydenta. Oba rozwiązania mają swoje plusy i minusy i należą do tematów, które mają swoje miejsce w debacie konstytucyjnej.

Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy Andrzej Duda jest nadal częścią obozu „dobrej zmiany”, powinien się ich wyzbyć

Jednak podnoszenie tematów z „drugiej beczki” to igranie z ogniem. Marszałek Karczewski chce wpisania do Konstytucji 500+, w czym wtóruje mu prezydent, mówiąc, że nad tym należałoby się „zastanowić”. Pewne kontrowersje budzi kwestia emerytur, bo obóz władzy nie ma jednolitego poglądu na temat tego, czy wiek 60/65 uczynić prawem obywatelskim, czy tylko uznać, że jego zmiana wymaga większości kwalifikowanej w parlamencie. Także w kwestii zabezpieczenia dla osób niepełnosprawnych nie wystarczą prezydentowi Dudzie dotychczasowe zapisy, chciałby, aby ustawa zasadnicza określała jeszcze ich poziom. Być może tylko z rozpędu wspomniał także o bezpłatności edukacji, bo tę akurat konstytucja nam obiecuje.

Papier zniesie wszystko, toteż można do ustawy zasadniczej wpisać każdą nową ustawę, jaką Prawo i Sprawiedliwość ze swoimi koalicjantami przegłosuje. Tyle, że od tego nie zwiększą się wpływy do budżetu, a nowe zapisy w konstytucji będą obowiązywały także w czasach recesji. Problem w tym, że wyobraźnia większości obywateli tak daleko nie sięga – i trudno się dziwić, skoro elity polityczne myślą nie dalej niż cztery lata w przód. Wyobrażam sobie, że gdy już na serio ruszy kampania referendalna, przeciwnicy tego typu zapisów będą traktowani jako ci, którzy tylko na to czekają, by po przejęciu władzy odebrać ludziom świadczenia, które im się „należą”. Choć tak naprawdę dzielić możemy tylko z tego, co mamy – i gdy środków zabraknie, trzeba będzie się albo jeszcze bardziej zadłużyć, albo liczyć na to, że Trybunał Konstytucyjny, kierując się troską o stan finansów publicznych, uczyni różnego rodzaju pobożne życzenia pustymi zapisami, co zresztą nie raz już robił.

Konstytucja powinna określać sposób organizacji państwa, a także wyliczać uprawnienia, na jakie obywatele mu pozwalają i wolności, których naruszać nie wolno. Na zapisy dotyczące świadczeń czy wieku emerytalnego jest miejsce w ustawach. Wygląda niestety na to, że rozpoczynająca się właśnie kampania przed-przedreferendalna będzie w dużej mierze festiwalem populizmu. Na szczęście (jak już pisałem kiedyś w „Nowej Konfederacji”), wynik tego referendum nie będzie nikogo wiązał i należy go traktować jako wielki sondaż. Istnieje więc szansa na to, że politycy prędzej czy później pójdą po rozum do głowy i gorąco oczekiwanych przez obywateli socjalnych fajerwerków zwyczajnie nie przegłosują. Albo przygotowywanie nowych zapisów potrwa tak długo – a prezydent Duda zapowiada, że to praca, do której trzeba się solidnie przygotować, przez co na nowelizację musimy poczekać może nawet kilka lat – że w końcu rozejdzie się po kościach.