Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Zaoczni i wieczorowi postudiują dłużej. Czy lepiej?

Sprowadzenie problemu wydłużenia studiów niestacjonarnych wyłącznie do pieniędzy niestety zaciera realny problem, którym jest transformacja struktury rynku edukacyjnego w Polsce

Sprowadzenie problemu wydłużenia studiów niestacjonarnych wyłącznie do pieniędzy niestety zaciera realny problem, którym jest transformacja struktury rynku edukacyjnego w Polsce

W ostatnich dniach media obiegła informacja udostępniona przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego o tym, że wraz z wejściem w życie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym studia niestacjonarne na każdym ze stopni będą trwały o dwa semestry dłużej niż obecnie. Zamiast obecnych pięciu lat potrzebnych na ukończenie studiów licencjackich, a potem magisterskich, potrzebne będzie w sumie lat siedem. W komentarzach w internecie pojawiła się bardzo gorąca krytyka tego rozwiązania, choć niestety sprowadzająca się zbyt często wyłącznie do finansowego wymiaru całej sprawy – więcej semestrów oznacza bowiem droższe studia. Spłycenie problemu wyłącznie do pieniędzy niestety zaciera realny problem, którym jest transformacja struktury rynku edukacyjnego w Polsce, w tym osłabianie sektora prywatnego. Według raportu „Szkoły Wyższe i ich finanse” z 2015 roku w Polsce funkcjonowało ok. 415 uczelni wyższych, z czego ok. 283 uczelni niepublicznych, w których studiowało do ok. 1,4 mln studentów. Ważniejsza jest jednak struktura studiujących na studiach niestacjonarnych. W szkołach publicznych w trybie zaocznym studiowało ok. 236 tysięcy studentów, na niepublicznych więcej, bo 249 tysięcy. Natomiast w trybie dziennym odpowiednio w publicznych – 838 tys. i 80 tys. w niepublicznych. Studia dzienne w uczelniach niepublicznych w dużej mierze były uruchamiane dzięki dofinansowywaniu ze środków zewnętrznych (np. projektów unijnych) oraz pozyskiwaniu studentów z zagranicy (głównie z Ukrainy i Turcji). Jasno więc widać, że na poziomie rekrutacyjnym realna „konkurencja” odbywa się wyłącznie o kandydata na studia w trybie niestacjonarnym, ponieważ tu zasady konkurowania są w miarę wyrównane – niezależnie, czy studiuje się na uczelni prywatnej czy państwowej, płaci się czesne.

Zmiana czasu trwania studiów jest już od dawna możliwa w obecnym stanie prawnym i leży wyłącznie w gestii uczelni. W myśl zapisów ustawy prawo o szkolnictwie wyższym studia pierwszego stopnia mają trwać co najmniej 6 semestrów, a stopnia drugiego od 3 do 5 semestrów, przy czym studia niestacjonarne mogą trwać o jeden lub dwa semestry dłużej. Polskie uczelnie z tego prawa zazwyczaj nie korzystały z obawy o niepopularność ich oferty edukacyjnej. Uczelnie bały się po prostu utraty kandydatów, których nie będą w stanie, na etapie rekrutacji, przekonać, że specyfika studiowania na niektórych kierunkach wymaga wydłużenia czasu trwania samych studiów (np. filologicznych czy lingwistycznych).

Obecnie obowiązujące prawo wciąż wymaga, aby studenci trybu dziennego osiągali te same efekty co ich koleżanki i koledzy studiujący zaocznie, choć oczywistym jest, że osoby studiujące niestacjonarnie na przyswojenie materiału, w odróżnieniu od studentów studiujących w trybie dziennym, dysponują mniejszą liczbą godzin realnych (np. wykładów, ćwiczeń, laboratoriów, konwersatoriów realizowanych np. podczas 10 – 15 zjazdów na semestr). Ten deficyt muszą nadrobić swoją własną pracą. Argument „jakościowy” ministerstwa wydaje się być w związku z tym jak najbardziej racjonalny, jednak cały problem jest bardziej złożony i może mieć strukturalny wpływ na cały sektor szkolnictwa wyższego w naszym kraju. Nie można też zapomnieć, że transformacji ulega również profil osób kształcących się.

Obowiązek, a nie możliwość wydłużenia studiów niestacjonarnych może oznaczać generalny spadek zainteresowania tym trybem. Negatywnie odbije się to szczególnie mocno na uczelniach niepublicznych

Jeszcze w latach 90. i na początku lat dwutysięcznych zazwyczaj na studnia zaoczne lub wieczorowe trafiała młodzież z uboższych rodzin lub mniej ambitna, traktująca swoją przygodę intelektualną w sposób wybiórczy. Do tego absolwenci szkół średnich preferowali kierunki społeczne i humanistyczne. Obecnie profil studenta studiów zaocznych zaczyna bardziej przypominać osoby rozwijające się w ramach studiów podyplomowych lub klientów rynku szkoleniowego. Tzn. są to ludzie starsi od doczasowych studentów, posiadający nierzadko znaczne doświadczenie zawodowe, których stać na samodzielne opłacenie swojej edukacji i którą traktują jak inwestycję. Na razie studia niestacjonarne stanowią dobrą alternatywę dla osób chcących pogodzić swój rozwój osobisty z utrzymaniem aktywność zawodowej przy np. jednoczesnym redukowaniu wydatków związanych z koniecznością utrzymania się w miejscu, w którym znajduje się siedziba uczelni (bardzo często duże miasto).

Obowiązek, a nie możliwość wydłużenia studiów niestacjonarnych może oznaczać generalny spadek zainteresowania tym trybem. Negatywnie odbije się to szczególnie mocno na uczelniach niepublicznych. Wydaje się bowiem, że rynek nie jest jeszcze gotowy na przyjęcie takiej „jakościowej” rewolucji, choć kierunek zmian promowany przez MNiSW należy ocenić pozytywnie. W momencie, gdy studia zaoczne zostaną wydłużone, znaczna część potencjalnych studentów najprawdopodobniej wybierze inne formy rozwoju.

W przyszłości zmianie ulegnie rynek studiów niestacjonarnych – dominować będzie profil praktyczny i nauka umiejętności, których przedsiębiorstwa nie są w stanie rozwijać samodzielnie. Chodzi tu głównie o języki obce, których nauka jest kosztowna i wymaga wielu lat. Obok tego silną grupę będą stanowić kierunki prawnicze, lekarskie i szeroko rozumiane biznesowe. Logika tych zmian nieuchronnie będzie zmierzać w stronę zastępowania w ofercie studiów niestacjonarnych wszystkich kierunków, za wyjątkiem filologicznych, rocznymi studiami podyplomowymi lub szkoleniami (zapewne wspierane przez nie aktualnie popularne, ale też nowoczesne platformy e-learningowe). Istotne jest, że można w nich brać udział już po ukończeniu studiów pierwszego stopnia. Ponadto, gdy rynek dojrzeje, alternatywą dla wybierania kolejnego kierunku studiów będą stanowić kursy MOOC. Beneficjentami wydłużenia czasu trwania studiów niestacjonarnych mogą okazać się uczelnie prowadzące pożądane przez biznes studia podyplomowe oraz firmy szkoleniowe.

W kontekście samej propozycji MNiSW, należy zaznaczyć, że problemu nie stanowią same kierunki studiów jako takie, ale efekty kształcenia, które mają być na studiach osiągane. Dlatego optymalnym rozwiązaniem wydaje się nie generalne wydłużanie czasu trwania wszystkich studiów, ale ustalenie listy kompetencji, których kształcenie zostałoby objęte „ustawowym” wydłużeniem trybu kształcenia. Innymi słowy powinno się wydłużyć czas trwania tylko niektórych kierunków studiów, których specyfika tego rzeczywiście wymaga.

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz