Geopolityzm Jacka Bartosiaka

Jacek Bartosiak swoją „Rzeczpospolitą” udowodnił, że jest myślicielem, zasługującym na własny „-izm”. Jego „geopolityzm” opiera się na zreinterpretowanej geopolityce klasycznej połączonej ze światopoglądem militarystów amerykańskich i polską tradycją mesjanistyczną

„Rzeczpospolitą między lądem a morzem” Bartosiaka przeczytałem późno, długo po wybuchu geopolitycznej debaty. Kierując się logiką sporu, powinienem książkę tę skrytykować (i to z góry w dół). Byłoby to dość proste. Wystarczyłoby zastosować wobec „Rzeczypospolitej” kryteria naukowe. Wtedy trzeba by być bezlitosnym.

Jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że Kopernik był(a) geopolitykiem. I Maria Skłodowska-Curie też

Redakcja często spała

Po pierwsze, książkę można by połajać za błędy faktograficzne. Przykładowo opisywana przez Bartosiaka percepcja oczami „geostratega późnego średniowiecza” (cóż za nazwa!) nie mogła prowadzić przez Kalkutę (str. 117), bo Kalkutę założono pod koniec XVII w., a ważna stała się dopiero w połowie XVIII w. Piotr I ani Katarzyna II nie mogli marzyć o podboju Brytyjskiego Raju (str. 235), bo Raj ów powstał w 1858 r. Wspomniany Piotr I nie napisał swojego „testamentu”, jak twierdzi Autor (str. 230) – owa Piotrowa „ostatnia wola” to sławna fałszywka z XIX w. Rosja nie próbowała opanować Chin w 1717 r. (str. 233) – w tym roku zmarł poseł rosyjski w Pekinie, archimandryta Iłłarion, i tyle (nowe poselstwo wysłano w 1721, do wojny doszło niecałe 150 lat później).

Po drugie, krytycznie należałoby ocenić wkładanie innym w usta swoich poglądów. Wątpię, czy amerykański sinolog Lattimore w pracy z 1940 r., wspominał o interwencji ZSRR na Węgrzech w 1956 r. i w Czechosłowacji w 1968 r. (str. 254). Janet Abu-Lughod w swojej książce o epoce mongolskiej raczej nie stawiała tez o tym, że Polska nie wzięła udziału w morskich odkryciach na Atlantyku (str. 471). Indyjski intelektualista Panikkar w monografii z 1953 r. chyba nie wspominał o tym, że USA mogłyby pomóc ogłoszonemu w 2013 r. Nowemu Jedwabnemu Szlakowi ekspertyzami bankowymi (str. 473). Zaś szwedzki dziennikarz Bertil Lintner słowem się nie zająknął o „pułapce Kindlebergera” (str. 405), gdyż pisał o relacjach birmańsko-północnokoreańskich.

Bartosiak omawia krytycyzm wobec geopolityki, przywołując krytykę lewicową i liberalną. I… tyle. Nic więcej! Nie ma słowa o akademickiej critical geopolitics

Część z tych błędów to chyba konsekwencja wybrania przez Bartosiaka wydawnictwa, które prawdopodobnie nie zapewniło recenzenta i nie sprawdziło tekstu (każdy autor wielu rzeczy nie widzi i od tego ma wydawnictwo, by takie błędy wychwytywało). Tymczasem tu redakcja często chyba spała: w książce można znaleźć takie kwiatki jak to, że pokonanie Napoleona przez Rosję występuje przed rozbiorami Rzeczypospolitej (str. 223), zaś pucz Janajewa – po upadku ZSRR (str. 225). Czuję wreszcie bezradność intelektualną, widząc, jak geopolitycy przywłaszczają sobie takie postaci jak: starożytni historycy Herodot i Tukidydes (str. 54), Braudel (i inni historycy ze społecznej szkoły Annales, str. 564), neomarksista Wallerstein (str. 610-613), Stańczycy (str. 575), a nawet Dostojewski (str. 333). Jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że Kopernik był(a) geopolitykiem. I Maria Skłodowska-Curie też.

Mógłbym tak długo: w książce jest masa tego typu mniejszych bądź większych potknięć (to, co tu wypisałem, to jedynie wycinek). Postanowiłem się jednak wznieść ponad własną recenzyjną małostkowość i nie tworzyć kolejnej „tabelki geopolitycznej”. Raz, że byłoby to niesprawiedliwe dla autora, który włożył w jej napisanie duży trud. A dwa, że mijałoby się to z celem. „Rzeczpospolita” to nie jest bowiem książka naukowa (choć na pierwszy rzut oka sprawia takie wrażenie i mniej wyrobieni czytelnicy mogą ją za taką uznać), nie należy więc od niej wymagać standardów akademickich. „Rzeczpospolita” to manifest myśli politycznej Bartosiaka.

Dobro ponad prawdą

Zrozumienie tego, jak czytać „Rzeczpospolitą” – podkreślam, w recenzji tej omawiam tylko i wyłącznie tę książkę, nie zaś inną aktywność intelektualną mecenasa – ma fundamentalne znaczenie. Traktując tę książkę jako naukową, wymagalibyśmy od niej próby obiektywnego opisu rzeczywistości: wszak rolą badaczy jest, przepraszam za patos, próba dojścia do prawdy o polityce. Celem teoretyków i praktyków polityki jest natomiast zmiana rzeczywistości na lepsze. Słowem, przywołując tradycyjny arystotelesowski podział, celem nauki jest prawda, polityki – dobro.

To, że Bartosiak w „Rzeczypospolitej” dąży do dobra, a nie do prawdy, stało się dla mnie oczywiste od samego początku. Widać to w licznych przykładach, ale z uwagi na ograniczenia długości recenzji podam tylko zasadnicze. W rozdziale pierwszym (podrozdział 2, str. 54-56) Bartosiak omawia krytycyzm wobec geopolityki, przywołując krytykę lewicową i liberalną. I… tyle. Nic więcej! Nie ma słowa o akademickiej critical geopolitics! Tak sztandarowe nazwiska dla współczesnej geopolityki, jak Gerard Toal (Gearóid Ó Tuathail), Simon Dalby, czy Paul Routledge, nie pojawiają się w pracy ani razu. Gdyby Bartosiak pisał tę książkę z zachowaniem standardów badawczych, to musiałby przytoczyć i omówić krytyków geopolityki, zarówno z paradygmatu realistycznego, jak i konstruktywistycznego, i dopiero odrzucić ich poglądy. Tymczasem wskazując oponentów przedstawił jedynie dwa najprostsze stanowiska, dorzucił do tego informację, że propaganda radziecka i peerelowska odrzucały geopolitykę, a całość krytyki pod adresem determinizmu geopolitycznego zakończył hasłem: „czytelnikom pozostawiam ocenę, czy jest to narzędzie tępe” (str. 51) W akademii taki brak kwerendy połączony z autorytarnym dictum byłby dla badacza kompromitujący. Za to takie zagranie idealnie nadaje się na wiec z wyznawcami, pełni bowiem funkcję mobilizującą.

Albo Bartosiak nie wie, że prezentuje – dawno sfalsyfikowane – poglądy pozytywizmu à la Comte z połowy XIX w., albo właśnie odwrotnie: wie, ale mimo wszystko je głosi

Po drugie, klasyczna geopolityka opierała się na dwóch podstawowych założeniach: geograficznym determinizmie i obiektywizacji geografii, które zostały poddane krytyce i sfalsyfikowane w połowie XX wieku. Od tego momentu geopolityka albo szła drogą realizmu albo konstruktywizmu. W tym drugim przypadku doprowadziło to do m.in. geopolityki feministycznej czy geopolityki LGBT, które niezmiennie polecam wszystkich miłośnikom geopolityki w Polsce: stosując ulubiony chwyt erystyczny moich oponentów, geopolityka LGBT jest badana w najważniejszych ośrodkach akademickich Zachodu  i wydawana w najbardziej prestiżowych wydawnictwach, podobnie jak geopolityka feministyczna.

Tyle współczesnego stanu badań. A jak to wygląda u Bartosiaka? Niby to głosi on, że odrzuca dwa pierwotne założenia geopolityki klasycznej (str. 54-56), ale uważny czytelnik szybko dojdzie do wniosku, że jest to z jego strony „ostrożność procesowa”. Tak naprawdę Bartosiak jest zanurzony w geopolityce klasycznej z początków XX w. Świadczą o tym chociażby takie sformułowania jak: „niezmienna geografia” (str. 44 i 403), „grawitacyjna konieczność” (str. 237), „odwieczna, naturalna dynamika” (str. 252), „odwieczne zasady geopolityczne” (str. 268), „wieczna geografia” (str. 42), „geografia stawia niezmienne wyzwania” (str. 403), „geografia przesądza” (str. 494), „nieubłagana cecha mas lądowych” (str. 283), zaś podstawowe siły w stosunkach międzynarodowych działają według autora „niczym prawa fizyki” (str. 125). Geografia wreszcie, za Mackinderem, „jest winowajczynią tego, że pokój nie może być trwały” (str. 199). Mało tego, Bartosiak idzie krok dalej i expressis verbis mówi, że nie tylko geografia, ale i geopolityka jest obiektywna (str. 38 i 39 oraz pokrewnie na str. 31 i 66).

Zwietrzałe poglądy

Wobec takich tez są tylko dwie możliwości: albo Bartosiak nie wie, że prezentuje – dawno sfalsyfikowane – poglądy pozytywizmu à la Comte z połowy XIX w., albo właśnie odwrotnie: wie, ale mimo wszystko je głosi. Moim zdaniem pierwsza opcja jest nieprawdopodobna: jako doktor nauk politycznych Bartosiak musi to wiedzieć. I myślę, że doskonale wie, co widać chociażby na str. 110, gdzie opisuje, w jaki sposób ustalono granicę Europy i Azji na Uralu: na skutek politycznych nacisków Rosji (mimo że „naturalna przebiega chyba wzdłuż działu wodnego między dorzeczami Donu i Dniepru a dorzeczem Wołgi”). Ten przykład pokazuje nam podstawowy problem z obiektywizmem geografii: jako nauka przyrodnicza i społeczna geografia ma jednocześnie element przyrodniczy (i ten zasadniczo można uznać za obiektywny), ale ma też społeczny, czyli konstruowany, a więc subiektywny. Nigdy więc nie będzie do końca obiektywna. To geografia, a co dopiero geopolityka na niej nabudowana!

Geografia ma jednocześnie element przyrodniczy (i ten zasadniczo można uznać za obiektywny), ale ma też społeczny, czyli konstruowany, a więc subiektywny. Nigdy więc nie będzie do końca obiektywna

Moim zdaniem Bartosiak ma pełną świadomość, że z punktu widzenia naukowego głosi dawno obalone archaizmy, a jednak to robi. I raczej nie z przyczyn marketingowych (jego przeciwnicy zarzucają mu, że z komiwojażerską umiejętnością sprzedaje produkt przeterminowany o sto lat), lecz dużo głębszych: on chce zmieniać rzeczywistość. Zaś geopolityka klasyczna z jej hasłami o nieuniknioności geografii służy mu do wzbudzenia w swoich zwolennikach przekonania, że oto istnieje klucz do zrozumienia świata polityki. To dla Bartosiaka narzędzie o wielkiej mocy mobilizacyjnej. Dokładnie tak samo jak marksiści ongiś głosili, że ich ideologia „naukowo” już wszystko udowodniła i najmądrzej jest jej słuchać. Ten manewr zamyka Bartosiakowi drzwi akademii, ale otwiera na oścież wrota do wpływu na społeczeństwo.

Z ww. względów uważam, że Bartosiaka nie należy, a wręcz nie wolno traktować jako badacza, lecz trzeba go sklasyfikować jako myśliciela politycznego. „Rzeczpospolita” to książka polityczna, nie naukowa. Takie postawienie sprawy oddaje Bartosiakowi sprawiedliwość jako oryginalnemu i ciekawemu pisarzowi politycznemu, jednocześnie immunizując go na trafne zarzuty środowiska akademickiego. Myśl polityczną Bartosiaka proponuję nazwać „geopolityzmem”: zdefiniowałbym ten -izm jako postrzeganie wszystkich sfer życia politycznego przez nadrzędny pryzmat geopolityki. Za trzy źródła myśli politycznej Bartosiaka uznałbym z kolei: poddaną liftingowi klasyczną geopolitykę, poglądy militarystów amerykańskich i współczesną polską tradycję mesjanistyczną.

Z klasycznej geopolityki Bartosiak wziął geograficzny determinizm i obiektywizację geografii. W pracy obficie czerpie z klasyków („wielkich geopolityków” wg jego słów, str. 326). Od Mackindera począwszy (brytyjski imperialista jest u niego „profetyczny”, jego myślą kierują się przywódcy mocarstw (str. 182), w tym chińscy (str. 190 i 469), ale i tak Amerykanie będą musieli się nad nim pochylić jeszcze raz (str. 470 i 480), gdyż jego tezy są „zabójczo trafne” (str. 194) i „ponadczasowe” (s. 333)), przez Mahana, Spykmana, Kjelléna, na Ratzlu skończywszy (niepokoi mnie używanie koncepcji Lebensraum w sposób neutralny, np. na str. 47, gdzie Bartosiak twierdzi, że „przestrzeń życiowa niezbędna jest do należytego funkcjonowania organizmu państwowego” albo na str. 48, gdzie jej posiadanie to „twarda konieczność”; co ciekawe, autor jest świadom używanych terminów, bo na str. 589 zaznacza, że Lebensraum usprawiedliwiał podbój). Do tego te wszystkie Heartlandy, Rimlandy, lądy, morza i inne podobne „teoryje”. U Bartosiaka klasyczna geopolityka przyjęta bezkrytycznie odżywa w pełni, poddana jedynie delikatnemu liftingowi.

Z geopolityką klasyczną organicznie łączy się u Bartosiaka myśl współczesnych militarystów amerykańskich (rozdział 4, str. 353-424). Bartosiak, afiliowany w waszyngtońskim Potomac Foundation, ma dostęp do kół militarnych w Waszyngtonie, co widać w przypisach. Jest to, podkreślam wyraźnie, wielki atut. Sposób jego użycia wszakże ponownie pokazuje polityczność Bartosiaka. Myśl środowiska militarystów jest przedstawiona, w kolejnym zabiegu mobilizacyjnym, jako stanowisko całego establishmentu amerykańskiego. Gdyby Bartosiak podszedł do sprawy naukowo, to omówiłby wielogłos amerykański odnośnie polityki zagranicznej. Ale on wolał przedstawić akurat tych analityków, którzy zgadzają się z jego tezą, i podsumować to zamykającym dyskusję zdaniem „mocarstwa myślą geopolitycznie” (kolejny ulubiony chwyt erystyczny miłośników geopolityki, prezentujący część jako całość). Tymczasem takie postawienie sprawy to potężna redukcja (myślę, że to właśnie z powodu tego redukcjonizmu Bartosiak wzbudza u amerykanistów szczególną irytację). Wystarczy posprawdzać poglądy amerykańskie na politykę zagraniczną, co może zrobić każdy, szukając na przykład po ośrodkach analitycznych, takich jak Brookings, Carnegie Endowment, Jamestown, Wilson Center, CSIS czy Potomac Foundation (by spróbować oszacować ich wpływ publiczny, można sprawdzić liczbę obserwujących ich osób na Twitterze; nie jest to narzędzie doskonałe, bo nie oddaje wpływu zakulisowego, ale coś nam jednak mówi). Wśród poglądów przez te instytucje głoszonych znalazłyby się tam, owszem, pokrewne Bartosiakowi głosy, ale byłaby też i geopolityka LGBT (i wiele innych). Nie ma w tym nic dziwnego, wszak w pluralistycznym społeczeństwie amerykańskich ścierają się różne głosy. I nie dziwne jest również, że Bartosiak głosi tezy środowiska militarystów, w jakim się obraca: wszak z kim się przystaje, takim się staje. Naturalne, że wojskowi będą mówili o wojnie, tak jak ekonomiści o handlu, a socjolodzy o społeczeństwie. Gdyby wojskowi mówili o pokoju, to straciliby pracę.

Niepokoi mnie używanie koncepcji Lebensraum w sposób neutralny, np. na str. 47, gdzie Bartosiak twierdzi, że „przestrzeń życiowa niezbędna jest do należytego funkcjonowania organizmu państwowego”

Wizje i cojones

Wreszcie ostatnim źródłem myśli politycznej Bartosiaka jest najnowsza polska tradycja mesjanistyczna. Szczególnie inspirujący jest tutaj Tomasz Gabiś, na którego Bartosiak powołuje się często (np. na str. 29), nazywając go wprost „przenikliwym” (str. 59). Warto zapoznać się z nadzwyczajną twórczością Gabisia – nadającą się do badań, choć niekoniecznie politologicznych (na przykład jego wizje walki „diabła wcielonego, wodza demonicznych sil Zła” przeciw „Armiom Zbawienia”) – by zrozumieć do czego to prowadzi. To z tej inspiracji biorą się takie sformułowania Bartosiaka jak „koncentryczne kręgi wtajemniczenia” (str. 9), „odwieczna, naturalna dynamika” (str. 252), „organiczne, nieusuwalne starcie” (str. 282), „wieczna gra o wpływy” (str. 403), „taka cywilizacja jest wieczna” (str. 494) czy „najbardziej wszechogarniający projekt w historii ludzkości” (o Nowym Jedwabnym Szlaku, str. 469), albo przekonanie autora „Rzeczypospolitej”, że Rosjanie „instynktownie pragną dostępu do Oceanu Światowego” (str. 230), a Brytyjczycy – też „instynktownie” nie chcą wiązać się sztywnymi zobowiązaniami (str. 402). Przedstawianie geopolityki jako jakiejś niedostępnej gnozy, wiedzy niemalże tajemnej, skrywanej przed maluczkimi i represjonowanej przez elity, świetnie się sprzedaje wśród części naszych wielbicieli tego nurtu, ogarniętych spiskowym myśleniem o świecie. Ma to jednak swoje konsekwencje: niech się potem geopolitycy nie jeżą, że krytycy zestawiają pisarstwo Bartosiaka ze strumieniami świadomości Tomasza Grygucia, gdyż Gryguć jest logiczną konsekwencją wybrania przez geopolityków gabisiowej drogi. Trzeba uczciwie przyznać, że u Bartosiaka jest tego (znacznie) mniej, ale jednak istnieje. A nie powinno. Jacku Bartosiaku i polska geopolityko! Nie idźcie tą drogą!

Wszystkie te inspiracje tworzą „geopolityzm” – unikatową myśl polityczną Bartosiaka. Czyni go ona jednym z najoryginalniejszych myślicieli politycznych III RP, przynajmniej w wymiarze polityki zagranicznej.  Zgodnie z nią (skracam i spłycam, bo recenzja robi się za długa) geopolityka jest obiektywna, a od polityków wymagamy jej odpowiedniego odczytania. W polskich warunkach będzie to zrozumienie, że konflikt rosyjsko-polski jest nieunikniony, gdyż geografia wymusza rosyjski imperializm. Wojna nas czeka, musimy się więc do niej przygotować. Trzeba również być niezależnymi, bo wiszenie na amerykańskim patronie skończy się prędzej czy później wystawieniem nas do wiatru (krótkofalowo wszakże musimy na USA polegać). Długofalowo czeka nas pojedynek o być albo nie być z Rosją. Tak musi być, bo zachodzi „nieusuwalna konieczność” (str. 495), żebyśmy byli mocarstwem, kontrolującym pomost bałtycko-czarnomorski. W przeciwnym nie będzie nas wcale. Tertium non datur.

Niech się potem geopolitycy nie jeżą, że krytycy zestawiają pisarstwo Bartosiaka ze strumieniami świadomości Tomasza Grygucia, gdyż Gryguć jest logiczną konsekwencją wybrania przez geopolityków gabisiowej drogi

Ponieważ do wojny mamy jeszcze chwilę czasu, powinniśmy się wzmocnić gospodarczo, a przede wszystkim zbudować CPK. To pozwoli nam stworzyć z Rzeczypospolitej potężny ośrodek siły, który ekonomicznie wpływać będzie na pomost bałtycko-czarnomorski (w domyśle – wyrwie go z dominacji rosyjskiej i podporządkuje nam). CPK jest więc chwilowo najważniejszym celem narodowym. Nie wiem, czy Bartosiak, pisząc książkę, wiedział, że zostanie prezesem CPK, czy nastąpiło to potem (co było pierwsze: kura czy jajo), ale po lekturze „Rzeczypospolitej” nie mam najmniejszej wątpliwości: CPK to istota geopolityzmu Bartosiaka. W tym miejscu, niezależnie od mojego krytycznego stosunku do geopolityki, muszę oddać mu honor. Zamieniając się z myśliciela politycznego w polityka, wziął odpowiedzialność za realizację swoich wizji. Mało znam intelektualistów, których byłoby na to stać. Bartosiak naprawdę ma cojones.

Jeśli zbuduje lotnisko, które stanie się wielkim hubem, to osiągnie sukces i dowiedzie, że miał rację. Nie, nie w kwestii „odwiecznych, obiektywnych praw geopolityki”, bo takowe nie istnieją poza wyobraźnią geopolityków. Ale w czymś znacznie ważniejszym: umiejętności poprawy losu Rzeczypospolitej. A tego właśnie oczekujemy od polityków: by zmieniali nasz kraj na lepsze.

Jeśli.

 

 

 

Stały współpracownik "Nowej Konfederacji", ekspert ds. współczesnej Birmy i relacji rosyjsko-chińskich, adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, autor pięciu książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych - "Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014" (Kraków, Akademicka 2014) i "Pani Birmy. Biografia polityczna Aung San Suu Kyi" (Warszawa, PWN 2015) oraz niedawno wydanego debiutu międzynarodowego "Russia and China. A Political Marriage of Convenience".

Komentarze

48 odpowiedzi na “Geopolityzm Jacka Bartosiaka”

  1. Polak pisze:

    Jednak to, co mówi Bartosiak opisuje rzeczywistość o wiele spójniej niż cokolwiek, co mówi Pan.
    Geopolityka nie jest 100% skutecznym narzędziem, ale najskuteczniejszym z dostępnych.

  2. A. pisze:

    Jest geopolityka i geopolityka. Trochę w tej recenzji jest racji. Ja potrafię sobie wyobrazić pokojowe współistnienie z Rosjanami tak jak dzisiaj współistnieją ze sobą Polanie, Wiślanie i Pomorzanie w jednym państwie.

  3. Marcin pisze:

    Bartosiak dobrze się wpisuje w dyletantyzm, jurgielt i dyzmizm „polityki polskiej”

  4. YohnY pisze:

    Właśnie kończę lekturę „Rzeczpospolitej…” Jacka Bartosiaka i bardzo się cieszę że ten artykuł ukazał się właśnie teraz, bowiem pozwala mi on spojrzeć na świeżo na różne sprawy zawarte w tej książce z innej perspektywy, w dodatku pan Michał Lubina wymienia w nim kilka ciekawych źródeł innego spojrzenia na świat niż te zawarte w książce pana Bartosiaka, co jest bardzo pomocne.
    Świetny artykuł, niezwykle konstruktywna krytyka, bardzo za niego dziękuję.

  5. koszał pisze:

    Jedna mała uwaga: Bartosiak nie jest doktorem nauk politycznych. On skończył WPiA UW.

  6. wojak pisze:

    przyznam ze zachwyciłem się szczeniacko panem Bartosikiem jak kiedyś panem KORWINEM – a jeszcze wcześniej JP2 —wszyscy oni mieli wspólna ceche — wyartykułowali moje ,,nasze polskie ,, fobie – marzenia – tęsknoty-socjopatologie –jako prawdy absolutne —niestety to podobne do mów HITLERA /na którego często jawnie lub nie /powołuje się KM–WIELKI NAROD W CENTRUM EUROPY – WSPANIAŁE TRADYCJE – KATOLICKI – KULTUROTWORCZY -historia pretenduje go do –przywództwa —wszyscy ci panowie mówili to co miło było słuchac — niekoniecznie prawde -albo prawde fragmetaryczna przystrzyzona do ,, swoich ,,wizji politycznych- wiec uprawiali propagandę -indokrynacje

  7. skullNbones pisze:

    Autor zarzuca Bartosiakowi różne „chwyty erystyczne” a jednocześnie sam takie stosuje: np. kwestia Pana Gabisia – atak i dewaluacja osoby Gabisia jako takiej, a nie jego poglądu; „wyliczenie” na wstępie błędów faktograficznych, które mają wykazać niewiedzę J. Bartosiaka, a tym samym „oczywistą” niesłuszność jego tez, podczas gdy tak naprawdę błędy te nie mają znaczenia dla oceny opisanych przez Bartosiaka zjawisk, ich przyczyn oraz skutków. Twierdzenie że „Gdyby Bartosiak podszedł do sprawy naukowo, to omówiłby wielogłos amerykański odnośnie polityki zagranicznej.” jest zwykłym pustosłowiem i w żaden sposób nie wskazuje na wadliwość tez Bartosiaka. To jakby mieś zarzut do M. Kopernika że jego teoria o tym że ziemia jest kulą krążącą wokół słońca nie jest naukowa bo nie przedstawił wielogłosu w tej materii i nie wskazał że są też naukowcy twierdzący przeciwnie do Kopernika – że ziemia jest płaskim dyskiem, nad którym krąży Słońce. Niestety brak w tych wszystkich krytykach odniesienia się do konkretów.

  8. skullNbones pisze:

    Polemika na pierwszy rzut oka dobra, ale jednak nie bardzo. Autor zarzuca Bartosiakowi różne chwyty erystyczne, a jednocześnie sam takie stosuje: np. kwestia Pana Gabisia – atak i dewaluacja osoby Gabisia jako takiej, a nie jego poglądu; „wyliczenie” na wstępie błędów faktograficznych, które mają wykazać niewiedzę Bartosiaka, a tym samym „oczywistą” niesłuszność jego tez, podczas gdy tak naprawdę błędy te nie mają znaczenia dla oceny opisanych przez autora Rzeczypospolitej zjawisk, ich przyczyn oraz skutków. Poza tym dużo treści bez treści – wskazywanie rzekomych błędów metodologicznych (i innych) bez jednoczesnego wyjaśnienia, jakie te błędy mają skutek na końcowe tezy Bartosiaka. Np. twierdzenie że „Gdyby Bartosiak podszedł do sprawy naukowo, to omówiłby wielogłos amerykański odnośnie polityki zagranicznej.” – jest zwykłym pustosłowiem i w żaden sposób nie wskazuje na wadliwość tez Bartosiaka. Jeżeli omówiłby te inne poglądy to jego tezy dopiero wtedy nabrałyby „prawdziwości”? a tak nie są prawdziwe? To tak jakby mieś zarzut do Kopernika, że jego teoria o kulistej ziemi krążącej wokół słońca nie jest naukowa bo nie przedstawił wielogłosu w tej materii. (???) Niestety brak w tych wszystkich krytykach odniesienia się do konkretów, wskazania że: dualizm na Łabie i 500 lat ciągłego zacofania Polski i całego obszaru Europy wschodniej nie wynika z położenia geograficznego tylko z: tego,tego i z tego; może istnieć silna niepodległa Polska i silna niepodległa Rosja, bo to, tamto i siamto. Tego nie ma, a kryta sprowadza się de facto do „moralnej” bądź jak kto woli „akademickiej” wyższość. Wszyscy „krytycy” Bartosiaka analizują, ale nie syntezują (rozbierają na czynniki pierwsze ale nie umieją sami nić zbudować) . Nie mają tych cojones, które ma Bartosiak.

  9. Marian Paździoch pisze:

    Generalnie bełkot. Waść co tam majaczy o zwietrzałych i sfalsyfikowanych poglądach, ale od siebie niczego nie podaje, że to jest błąd, ponieważ… i że naprawdę może być inaczej, ponieważ… . Tylko niczym wieszcz ludowy przekonany o swej mundrości bełkocze z piedestału swoje krytykanckie komunałki. Jedyne co można z tego bełkotu wychwycić to, że powinno się zajmować nowoczesną modną geopolityką LGBT i feministyczną, bo zajmują się tym prestiżowe ośrodki akademickie na zachodzie 😛 Czy najważniejsze ośrodki akademickie w Chinach również się tym zajmują? 😉 a może to jest właśnie znak czasu, że Chiny rosną, gdyż na uczelniach stawiają na kształcenie przede wszystkim inżynierów, a nie pięknoduchów od gender, a to tylko jedna z przyczyn dlaczego ten nowoczesny postępowy zachód powoli słabnie i traci moc.

  10. Sventevith pisze:

    Niech autor najpierw zdefiniuje takie pojęcia jak dobro, nauka, ideologia a później się stara coś udowodnić.

  11. Jacek pisze:

    Przykro patrzec na to co wyczynia dr. Lubina. Co jest jego prawdziwym motorem napedowym tego i podobnych artykulow. Wyglada albo na frustracje sukcesem dr. Bartosiaka (toz to przecie szarlatan panowie!) albo czysta zawiscia zazdriscia typowa dla swiatka akademickiego kiedy komus spoza lub z tego towarzystwa udaje sie spelbic nie tyljo sukces osobisty zawodowy publuczny ake jeszcze – o zgrozo – finansiwy, no i jeszcze ten prosty plebs go slucha i czyta. Ciemno gród i zacofanie nie to co swiatli i oczytani ale bez wiekszego sukcesu intelektualisci pokroju dr. Lubiny. Zal panie autorze, zal…

  12. Romulus pisze:

    @Wojak no ja tak samo, też się tak zachwyciłem jak ty i Bartosiaka (dokładnie nasze fobie, marzenia i sny o potędze, na tym gra Bartosiak a o tym lubi słuchać każdy) się dobrze słucha, ale ja szybko zrozumiałem że to wszystko nie jest takie proste. Żeby być cholernym mocarstwem to najpierw trzeba być mocarstwem gospodarczym i choć Bartosiak tyle mówi o łamaniu dualizmu na Łabie to od mówieni do złamania jest taka przepaść jak od zarodka do dorosłego człowieka. Więc nie ma szans na spełnienie pierwszego najpoważniejszego założenia stania się mocarstwem czyli zostanie gospodarczą potęgą, przez najbliższe 30 lat jakbyśmy zaczęli dzisiaj a nie zaczniemy. W zasadzie tu mogę skończyć, bo nie będąc gospodarczą potęgą nie będziemy mogli się stać militarną potęgą z bronią jądrową, więc o mocarstwowości możemy zapomnieć. Dobra pomarzmy sobie, jesteśmy potęgą gospodarczą, militarną z rakietami jądrowymi i za tym dopiero idzie podmiotowość i siła polityczna państwa. Gospodarka, militarna siła i idąca za tymi dwoma i z nich wynikająca siła polityczna składają się na prawdziwe, liczące się mocarstwo. I teraz gdzie my z tym wszystkim jesteśmy? Ja sądzę że w czarnej du… i nic z tym nasi politycy nie zrobią bo nie są zdolni. Mocarstwami (pomijam USA, Rosję i Chiny) są Francja i Anglia bo mają gospodarki i armię z bronią jądrową, Nawet już nie Niemcy bo choć są potęgą gospodarczą to Francja ich może zniszczyć i co im z tego przyjdzie jak nie mają się czym bronić, karły militarne? Nie mając broni jądrowej nie ma się nogi i tyle. Taka jest prawda, ja uważam ze dobrze rządzona Polska jak by miała dobre okienko geopolityczne i dobrych polityków to by mogła za te 30-40 lat Francji czy Anglii dorównać bo czemu niby nie? Ale to muszą się złożyć takie klocki i takie cuda ludzkie że to też się raczej nie stanie, choć teoretycznie by mogło i tu się kończy bajka Bartosiaka, jesteśmy nikim, nic nie znaczącym państwem, albo niewiele i niech Bartosiak powie jak zostać potęgą gospodarczą, militarną i polityczną jak jest taki mądry? Od gadania się nie staje potęgą choć gadanie jest potrzebne żeby zasiać ziarno ale potem trzeba działać.

  13. Marian pisze:

    Wziąłby się Lubina też za politykę zamiast marnować czas i intelekt na naukowe pierdolenie, z którego lichy pożytek.

  14. Michał Mroczkowski pisze:

    Kopernik się mylił bo ziemia nie jest kulą co nie znaczy że jego tezy mają sporo racji. Zupełnie Pan doktor nie odnosi się do głównych teez zawartych w książce. Dualizm na Łabie, dominacja Zachodu i jej przyczyny, wzrost znaczenia Chin, nieodzowność konfliku z Rosją. Przyczepię się tylko do tego ostatniego bo to tylko komentarz nie ma miejsca na rozpisywanie się jak to mam mijesce w recenzji. Czy geografia nie pcha Rosji do ciągłych podbojów szukania żyznych ziem, surowców, siły ludzkiej? Czy Rosja może poprostu lubi podbijać inne kraje. Rosjanie są poprostu może złymi ludźmi do szpiku kości i o niczym innym nie marzą? Geografia bardzo wiele tłumaczy i jest nie zmienna z punktu widzenia życia ludzkiego. Wola ludzka, postęp technologiczny może ją przełamywać ale jest to okrutnie trudne, długie i żmudne. Niestety zamiast konstruktywnej krytyki demagogia. Zamiast wskazania konkretnych przykładów – „czepialstwo”. Można rzecz że taki „Lubinizm”. Kolejny krytyk który nie umie czytać ze zrozumieniem – a niby doktor, a może czyta wybiórczo, a może czyta uprzedzony i z zamiarem postawienia jedynej słusznej tezy. Czekam na prawdziwą polemikę nadal. Droga redakcjo poproszę o polemikę odnośnie meritum tez p. Bartosiaka.

  15. skullNbones pisze:

    🙂 obawiam się że żadnej polemiki dotyczącej meritum książki Bartosiaka nigdy nie będzie. Bo to tak jakby polemizować z I. Newtonem na temat : czy zasady dynamiki są aby na pewno prawdziwe? – po prostu się k….. nie da! 🙂 pozostaje jedynie: „czepialstwo”, erystyka, argumenty „ad personam” i tyle… swoją drogą Newtonowi też można parę taki zarzutów sprawić (co to za naukowiec, który więcej czasu przeznaczył w swym życiu na badanie Pisma Świętego niż na fizykę!!!)

  16. Piotr pisze:

    Tekst jest tak przesiąknięty niechęcią do autora i brakiem odniesienia się do meritum że można posunąć się do twierdzenia które już wyżej zostało postawione – to coś osobistego. Wypunktowane potknięcia są faktyczne, ale co ma to do tego, że prawdziwe jest myślenie o polityce jako grze półślepych sił które próbują zapanować nad jak najwięszką ilością surowców, ludności, technologii, obszarów a przede wszystkim szlaków handlowych? Czy nie przez przypadek taka interpretacja nie tylko nadaje sens polityce, ale jest w stanie ją w jakikolwiek sposób przewidywać? Czy o rzeczach o których mówił Jacek Bartosiak 4 lata temu nie czytamy teraz w gazetach? Niestety nie znam poglądów Pana Lubiny na temat tego w jaki sposób może funkcjonować polityka bo nie czytałem jego książek ale….. chwila chwila, no i docieramy do sedna.

  17. zKrakówka pisze:

    uważam, że ta recenzja trochę zbyt „naukowa”, ale nie uderza w sedno, nie polemizuje z tezami, nie podaje innych rozwiązań, pomysłów/wizji, a tylko punktuje historyczne nieścisłości zupełnie nieistotne dla całości tematu, ale wydaje się to typowe dla środowiska naukowego z „Krakówka” – tu bardziej chodzi o stroszenie piórek i wykazanie się jak to się jest biegłym w faktach i erystyce, jakim się jest sprawnym słów szermierzem i tyle.. i koniec.. jak zawsze polskie bicie piany,
    Choć z p. Bartosiakiem nie ze wszystkim się zgadzam co pisze w tej książce to przynajmniej go cenie że podejmuje temat, i jak sam autor recenzji przyznaje ma cojones czego większości naukowcom brakuje…

  18. Inżynier pisze:

    Moim skromnym, to geopolityka ma takie samo prawo do ‚naukowości’ jak każda inna ‚nauka’ humanistyczna. Bo niekwestionowalnie naukowe są tylko nauki ścisłe.

  19. Remus pisze:

    @Romulus
    Mam dokładnie te same lęki! Nawiasem mówiąc, to chyba jakaś polska paranoja: czasami budzę się zestresowany w nocy i zastanawiam się, co tu do cholery zrobić, aby za 30 lat Polska była dostatnim i silnym państwem. Wizje i pragnienia ogromne, a mocy sprawczej prawie żadnej…

  20. Jan Kowalski pisze:

    @Romulus: Akurat Bartosiakowi ciężko zarzucić, że nie działa, co przecież przyznaje i sam Lubina.

    Co do samej recenzji to zupełnie nie rozumiem jednego fragmentu, może ktoś mi go rozjaśni:

    „I myślę, że doskonale wie, co widać chociażby na str. 110, gdzie opisuje, w jaki sposób ustalono granicę Europy i Azji na Uralu: na skutek politycznych nacisków Rosji (mimo że „naturalna przebiega chyba wzdłuż działu wodnego między dorzeczami Donu i Dniepru a dorzeczem Wołgi”). Ten przykład pokazuje nam podstawowy problem z obiektywizmem geografii…”
    Czy dobrze rozumiem i argumentem przeciwko niezmienności geografii jest to, że np. granice kontynentów ustala się również na podstawie czynników społecznych, czy politycznych, a nie geograficznych? Jakie to ma znaczenie? Z punktu widzenia geopolityki żadne, dany obszar geograficznie opisują odległości, sieć rzek, gór, rodzaj terenu itp., a nie do jakiego kontynentu został przypisany.

    Jakie są argumenty na to, że „niezmienna geografia” jest jakimś fałszywym stwierdzeniem (poza tym, że miało to kiedyś być już sfalsyfikowane – miło byłoby tu jednak przywołać jakieś argumenty). Oczywiście „niezmienna geografia” to pewne uproszczenie, bo mamy przykłady działań, które można powiedzieć, że zmieniły geografię, choć na większą skale zrobiły to chyba tylko Kanał Panamski i Sueski. No, do tego przy częściowej pomocy człowieka wyschło Jezioro Aralskie, chyba jednak mało istotne geopolitycznie. Zmienia się też sposób w jaki geografię można wykorzystać – możliwości transportowe, czy wykorzystanie różnych surowców. Tyle, że to są zupełnie oczywiste sprawy i przecież nikt im nie przeczy. Co do meritum to geografia jest niezmienna, np. między Polską a Rosją od wieków nie wydarzyło się nic co by ją zmieniało, góry ograniczają nas ciągle tak samo, rzeki płyną, tak jak płynęły, nawet bagna są tam gdzie były.

  21. Piotr Brzoza pisze:

    Zapraszam wszystkich chcących być na bieżąco z wypowiedziami pana Jacka Bartosiaka na facebookową grupę https://www.facebook.com/groups/109066400007648/

  22. tak tylko... pisze:

    Teraz jak ktoś zabiega o popularność, to już nie pisze o Chinach, tylko o Bartosiaku…

  23. daras pisze:

    Naprawdę się zawiodłem. Jestem świeżo po lekturze i z chęcią zapoznałbym się z jakąś mądrą polemiką. A tu nic, tylko ledwo skrywane złośliwości. Za mało mięsa w tym tekście. Ciągle mam wrażenie, że Pan Lubin tak naprawdę w ogóle nie zrozumiał Bartosiaka. Lubinizm?

  24. daras pisze:

    @Romulus @Wojak
    Ależ to właśnie o tym cały czas pisze i mówi Bartosiak! Żebyśmy stali się realistami, a nie marzycielami! Musimy polegać na własnych siłach i działaniach i konsekwentnie wzmacniać własną pozycję. „Nie ma szans, nie ma szans”- w cholerę z takim biadoleniem! Każde pokolenie tak się usprawiedliwia w swoim „nicnierobieniu” i zdawaniu się na cudzą łaskę. Całe przesłanie tej książki to wołanie o zrozumienie naszych ograniczeń, porażek, dawnych sukcesów, i podjęcie konkretnych działań, takich które niekoniecznie muszą się podobać w tej czy tamtej stolicy, ale które przed następny pokoleniem otworzą lepsze perspektywy. Chodzi o to żeby nie przespać, po raz kolejny, szans, które mogą się pojawić i żeby być do nich przygotowanym (przynajmniej intelektualnie). Do zagrożeń zresztą też.

  25. andrzej andys pisze:

    Jak wojak i Romulus zostałem kiedyś „ukąszony” przez Bartosiaka, ale jak i oni „wyzdrowiałem”. Podzielam opinie w/w forumowiczów na temat twórczosci Bartosiaka , jak i przyczyn jego popularnosci. To pisarz ludowy. Pisze to co ludzie chcą słyszeć. Istotny jest ten „sos” w jakim podane sa podejmowane przez niego treści. Książki nie kupie, nadal jednak bede sumiennym słuchaczem/widzem jego audycji na YT. Przyjąłem zasade – kupuje ksiązki, które uznałem za fundamentalne przedstawienie jakiegoś problemu, nie koniunkturalne, aktualność , których za kilka lat zniknie. Biezace ciekawostki i sensacje mam w Internecie.
    Myśle, ze wywody Bartosiaka o jakiejś naszej polskiej misji historycznej, zwiazanej z Miedzymorzem to zawracanie głowy i sprzeczne z fundamentalnymi interesami Polski i Europy. Przekonanie, że w Europie cos trzeba zmieniać, a moze nawet przesuwać jakieś granice , jest szkodliwe i niebezpieczne. Uwazam, że Europa po ponad tysiacu lat jest wreszcie kontynentem, gdzie w istocie rozwiązano podstawowe sprzecznosci polityczne miedzy państwami. Uregulowane sa sprawy graniczne, narodowosciowe (narody maja swoje państwa,a mniejszości są w nich szanowane i mają należne im prawa). Zreszta, co może wydawać sie dziwne po tylu wojnach, przemieszczeniach ludności, emigracji i prześladowań wszystkie państwa są w zasadzie jednonarodowe w tym sensie, że 70-80 a nawet wiecej % obywateli państw to ludność rdzenna, nawet w krajach poradzieckich, takich jak Białoruś, Ukraina, Litwa czy państwa środkowo-azjatyckie. „Wpychanie” sie wiec USA do Europy, czemu Bartosiak wyraźnie sympatyzuje, ze swoimi problemami powinno budzić wątpliwości. Uwazam, ze my Europejczycy rozwiążemy swoje sprawy sami.

  26. Realista pisze:

    @andrzej andys Teksty o „wpychaniu się USA do Europy” to oczywista narracja niemiecka. Skończyła się źle dwa razy. A teraz, skończy się katastrofalnie

  27. andrzej andys pisze:

    „USA wpychają sie do Europy” nie po to, aby bronić nas przed kimś (kim? – Rosją? Niemcami?), ale po to, aby pilnować Europe (UE) przed konszachtami z Chinami oraz mobilizować UE do naciskania na Rosje, w nadzieji, że Rosja sie złamie i pomoże USA w konflikcie z Chinami . Ten drugi cel, zreszta i pierwszy też, najprawdopodobniej nie uda sie im zrealizować, zostaniemy wiec z reką w nocniku.

  28. Babcia Hela pisze:

    „Uwazam, że Europa po ponad tysiacu lat jest wreszcie kontynentem, gdzie w istocie rozwiązano podstawowe sprzecznosci polityczne miedzy państwami. ” Serio? A Putin o tym wie? Myślisz tak samo jak Fukuyama który też ogłaszał koniec historii. Jak bardzo mozna sie mylić prawda?

  29. andrzej andys pisze:

    Jaki istotny konflikt, problem należy rozwiązać w Europie? Prosze nie mówić o Ukrainie, jest to wewnetrzna sprawa tego państwa i jej mieszkańców. Brexit to błąd UK, nie majacy jednak istotnego wpływu na sprawy UE. Jest jednak poważny problem zewnetrzny, idący spoza UE – to aktywność USA, próbujacych budować stosunki ekonomiczne na zasadach, wygodnych dla siebie oraz starajacych sie komplikować stosunki z Chinami, ale teraz przede wszystkim z Rosją. Chłodny stosunek do koncepcji armii europejskiej, to też próba sterowania UE, gdyż pozbawia sensowności koncepcje militarnej opieki USA nad Europą.
    Europa ogłosiła w Helsinkach na Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy e Europie (1975) https://pl.wikipedia.org/wiki/Akt_ko %C5%84cowy_Konferencji_Bezpiecze%C5%84stwa_i_Wsp%C3%B3%C5%82pracy_w_Europie
    cheć pokojowego współżycia i współpracy krajów Europy USA i Kanady.
    Należy przyznać, że stosunkowo spokojnie rozwiazywalismy od tego czasu swoje problemy – upadek sustemu socjalistycznego, UW, rozpad ZSRR, Czechosłowacji i Jugosławii. Niesłusznie zapominamy o tej konferencji i jej ustaleniach.
    Osobiscie do Babci Heli – prosze nie wmawiać mi jakichkolwiek pomyłek. Jesli ktoś nie zgadza sie z toba , to nie znaczy automatycznie, że nie ma racji !

  30. Georealista pisze:

    Geopolityka jest obowiązkowa dla polskiej dyplomacji i strategów w myśleniu, rozumieniu i w działaniu, ponieważ wszyscy inni gracze i ich dyplomacja i stratedzy myślą, rozumują i działają wg geopolityki. Kiedy Pan Czaputowicz, który swego czasu wolał dać zielone światło tomikowi wierszy rosyjskich, zamiast pracy nt doktryn i strategii Federacji Rosyjskiej – naprawi swój błąd? Kiedy doczekamy się dobrego opracowania nt doktryn i strategii wszystkich wielkich graczy? Bo TAKA lektura w zarodku by stłumiła różne dziwne wypowiedzi, mało merytoryczne, za to podszyte wpieraniem na siłe swoich tez, opartych bardziej na manipulacji i emocjonalnym szantażu, niż na logice i argumentacji opartej o real. Może NK z CAKJ wspólnie by coś takiego wydały? – choćby w odcinkach w postaci przynajmniej bardzo obszernych artykułów? Wtedy – po zapoznaniu ze strategiami i doktrynami innych graczy – wszelka ewentualna krytyka i uwagi byłaby przynajmniej oparta o rzeczowy, solidny materiał. I miałaby charakter konstruktywny – a tego w artykule brak.

  31. daras pisze:

    @andrzej andys Mogliśmy „spokojnie rozwiązywać swoje problemy” bo stacjonowała tu armia USA, która nam ten spokój zapewniałą. I nie tylko w Europie zapewniała, ale w ogóle na świecie strzegąc wolnorynkowego konsensusu i zapewniając swobodę handlu. Spokój w Europie był też dlatego, bo nikt nie kwestionował amerykańskiego prymatu. Teraz to się zmienia i o spokój będzie bardzo trudno.

  32. daras pisze:

    ” Uwazam, ze my Europejczycy rozwiążemy swoje sprawy sami.” – tak jak w 1914, 1939 ..

  33. andrzej andys pisze:

    W obu przypadkach przyczynami wojen były sprzecznosci miedzy blokami państw – 1914-Alianci kontra państwa centralne , w 1939 – Niemcy i satelici kontra reszta Europy, która utworzyła kolejny blok aliancki. A wiec brak takich bloków spowoduje pokój w Europie. To chyba proste?

  34. Realista pisze:

    @andrzej andys Twierdzenie „wszystkie problemy rozwiązano” zawsze okazuje się błędem. A w tym przypadku, gdzie oczywisty pax americana nazywa się „rozwiązaniem problemów przez Europę” okaże się błędem katastrofalnym.

  35. Polak pisze:

    @andrzej andys Wystarczy uświadomienie sobie co niemiecka konstytucja mówi o polskich ziemiach zachodnich by przestać opowiadać, że „Europa rozwiązała wszystkie problemy”. To iluzja. Gdy Amerykanie z Europy znikną wszystko zacznie się na nowo. Możliwe, że ze zdwojoną siłą, bo jeśli UE upadnie (a bez pax americana jest to bardzo możliwe) niemieckie roszczenia będą jeszcze ostrzejsze.

  36. andrzej andys pisze:

    Jesli wczytac sie w wypowiedzi Polaka i Realisty odnośnie Pax Americana , to okaże sie, że ich poglądy są przeciwstawne.
    Zarówno w tej dyskusji, jak i ogólnie w nastrojach w Polsce widać duzy strach przed Niemcami i to nie tylko ze wzgledów ekonomicznych, ale i militarnych. Uwazam, że Niemcy „wtłoczone” w UE I NATO nie sa zainteresowane i nie są w stanie realizować jakikolwiek program rewizji terytorialnej. A zaleznośc gospodarcza to juz sprawa nasza, sprawa efektywnosci naszej gospodarki. Nie mysle, aby Niemcy myslały o sojuszu z Rosją – silna współpraca gospodarcza – tak, militarna – nie. Współpraca militarna z Rosją przeciw Polsce ? Jak to sobie wyobrazić, przy zdecydowanym, pozytywnym stosunku Niemiec do UE i NATO , w odróżnieniu od Polski, co uważam za naszą głupote.
    Generalnie zasada powinna być taka – dobre stosunki z wszystkimi sąsiadami, również z Rosją. Tworzenie jakiegoś Miedzymorza, które w istocie jest taktycznym projektem USA , naraża nas na komplikacje w stosunkach z Rosją, ale i Niemcami a także z całą UE, gdyz pomysł ten nie dla całej Europy co najmniej dyskusyjny. Umieszcza (próbuje sie) jakiś dziwny twór w srodku Europy, bez historycznego i bieżącego uzasadnienia i rozbija sie jej jedność (Polske Jagiellonów zostawmy w spokoju) . A co bedzie , jesli Rosja znajdzie wspólny jezyk z USA na podstawie ochłodzenia stosunków z Chinami? O takiej mozliwości sie mówi. Te wszystkie sankcje to jedynie sposób , aby Rosja była bardziej „zyczliwa” dla USA w jej konfliktach z Chinami i UE, które obiektywnie sa konkurentami przynajmniej gospodarczymi . Dlatego powinnismy popierac idee armii europejskiej, który to projekt jest rozsądny i na czasie. Niech bedzie na swiecie równowaga millitarno-gospodarcza z supermocarstwami USA, Chinami i UE oraz partner -juniorem -Rosją, która akceptuje taki układ w zamian za wzrost poziomu zycia w ich kraju. Zresztą, spokojna, zjednoczona UE to olbrzym w stosunku do Rosji i bardzo atrakcyjny partner dla niej, co wyraził kiedys Putin w hasle „Europa od Lizbony do Władywostoku”.

  37. Realista pisze:

    @andrzej andys No to po kolei:
    1. Niemcy nie są pozytywnie nastawione do NATO. Można powiedzieć, że narasta tam NATOSceptycyzm. NATO to dominacja USA, a tę Niemcy chcą zrzucić.
    2. Zależność gospodarcza to nie tylko kwestia efektywności naszej gospodarki, ale też ustawiania systemu pod konkretnych graczy. Dyrektywa o pracownikach delegowanych dobitnie pokazała, że tam gdzie Europa Wschodnia za bardzo urosła, korzystając ze swoich przewag, tam trzeba zmienić reguły by rosnąć przestała.
    3. Współpraca militarna Niemiec z Rosją nie jest możliwa, ale Nord Stream jest dla Polski równie wielki zagrożeniem.
    4. Niemieckiej rewizji terytorialnej nie musimy się obawiać. Przykład NRD pokazuje dobitnie, że lepiej eksploatować biedniejszych jako gospodarczą kolonię niż inkorporować robiąc z tego pustynię. Ale za gospodarczą dominacją zawsze w końcu idą żądania polityczne.
    5. Międzymorze i Trójmorze oraz to jak Polska powinna się teraz pozycjonować to temat do dyskusji. Ala ta dyskusja powinna być oparta na realnych podstawach, a nie opowieściach o „ładzie opartym na wartościach”, bo ten jest tylko iluzją.

  38. andrzej andys pisze:

    1. Czy nie może być NATO bez USA?
    2. Polski przemysł i usługi realizują zadania proste, które zrealizować może każdy. Prawdziwy rozwój to wysoka technologia, IT itd.
    3. Dlaczego Nord Stream jest dla Polski wielkim zagrozeniem? Przecież sami nie chcielismy rury, pewnie nam była niepotrzebna. Rosjanom i Niemcom była potrzebna wiec zbudowali.
    4. Chwała Bogu!
    5. Dla mnie sytuacja jest jasna, o czym tu rozmawiać , nawet bez „wartości”?

  39. Realista pisze:

    @andrzej andys
    1. Nie. NATO to dominacja USA. Bez dominacji USA będzie się to nazywało Koncert Mocarstw
    2. Tak. Musimy się rozwinąć. A już widać, że Europie Zachodniej to nie w smak
    3. Wszystko co gospodarczo Polskę omija jest zagrożeniem. O tym, że „sami nie chcieliśmy” dyskutował nie będę. Oni też woleli wielokrotnie przepłacić niż uwzględnić polskie interesy
    4. Jeżeli cieszą Cię żądania polityczne innego państwa wobec Polski to właściwie kończy naszą dyskusję
    5. A dla mnie nie. UE się ewidentnie sypie, NATO też. Musimy szukać nowych rozwiązań.

  40. andrzej andys pisze:

    1. Jestesmuy swiadkami nowego rozdania kart w polityce. Niech USA przedstawi jakąś nową propozycje polityczna , korzystną dla Europy. Płacenie teraz trampowskich, wymyslonych rachunków za ochrone to jakieś dziwadło.
    2. Nasz rozwój to tylko nasza sprawa, nie powinnismy zwracać uwagi na czyjeś fochy. Powinniśmy uczestniczyć w dających korzyśći projektach politycznych i ekonomicznych.
    3. „Wszystko co gospodarczo Polskę omija jest zagrożeniem” Ciekawe jak to rozumieć? Czasami omija nas na nasze życzenie.
    4. Ciesza nie cieszą, wazne, że sytuacja jest jasna i nikt nie powinien zyć mżonkami.
    5. „Gratuluje ” łatwości z jaka sie poddajesz i gotów jesteś szukać nowych rozwiązań i pewnie nowych, egzotycznych przyjaciół?

  41. kulawy_laik pisze:

    Artykuł świetny. Doskonałe podsumowanie i recenzja (ważnej) książki Bartosiaka oraz jego poglądów…..

  42. Realista pisze:

    @andrzej andys
    1. A dlaczego to USA ma przedstawić propozycję korzystną dla Niemiec, a nie Niemcy propozycję korzystną dla USA? Bo na razie jednak wygląda, że siła jest po stronie USA, a słuszność nie jest w polityce żadną walutą.
    2. Nie. Nasz rozwój to też kwestia „równego boiska”. A dyrektywa o pracownikach delegowanych to nie fochy tylko realne niemiecko-francuskie uderzenie w polską gospodarkę
    3. O tej propagandowej tezie, że Nord Stream to wina Polaków po prostu nie dyskutujmy
    4. Nie wiem jaka sytuacja jest jasna. Wiem, że niezależność jest najlepszym sposobem na rozwój gospodarczy
    5. Ale że jak się poddaję? Szukanie alternatywnych wyjść, nawet jeśli Tobie się nie podobają, to poddawanie się? UE sami nie uratujemy, A jeśli mamy ją ratować podporządkowaniem komukolwiek to może nie warto jej ratować?

  43. daras pisze:

    @andrzej andys
    A dlaczego to Ameryka ma przestawiać propozycję korzystną dla UE (nie utożsamiać z całą Europą), a nie na odwrót?
    Owszem, nasz rozwój to nasza sprawa. I dlatego warto zauważyć, że UE nie koniecznie daje nam zawsze możliwości rozwoju, a zbyt często staje się przeszkodą. Berlin akceptuje nas tylko gdy „Polski przemysł i usługi realizują zadania proste”, bo są to zadania do obsługi ich przemysłu. I to im pasuje. Nic więcej.

  44. andrzej andys pisze:

    „Realista pisze:
    25 stycznia 2019 o 20:15
    4……………….. Wiem, że niezależność jest najlepszym sposobem na rozwój gospodarczy”

    To mit . Nie istnieją państwa niezależne, najwyzej quasi-niezależne. Nawet USA i Chiny muszą coś od innych kupować i sprzedawać im, nie dlatego, że chcą, ale dlatego, że muszą. Stąd ciagłe kompromisy i ustepstwa. Np. – USA nie krytykują Arabii Saudyjskiej.

  45. Realista pisze:

    @andrzej andys
    Najwyraźniej różnie rozumiemy niezależność. Dla Ciebie niezależność to rezygnacja z handlu. Dla mnie to możliwość wyboru jak chcemy w naszych warunkach handlować i co sobie, dla ożywienia tego handlu, wybudować. Np. sąsiad nie zatrudni chóru kupionych u nas mediów, polityków i zwykłych ludzi by nam wmówić, że CPK się nie opłaca.

  46. andrzej andys pisze:

    Tak to jest, gdy polityka zajmija sie amatorzy-profani. Długo musza wyjasniać swoje rozumienie róznych pojeć, np „niezależność”. Jednak co nam wybaczyć mozna to zawodowym politykom nie można . Znalazłem tekst , możesz przetłumaczyć w Googlu, który zadziwiająco celnie przewiduje możliwy wariant naszej europejskiej przyszłości.

    „И это очень хорошая новость. Практика показывает, что если не мешать нынешнему поколению западных политиков, то они постепенно приведут что Евросоюз (это видно на примере Brexit), что НАТО к состоянию, сильно напоминающему поздний СССР, а дальше „процесс пойдет” — и разрушению Западного блока уже ничего не сможет помешать.”
    РИА Крым: https://crimea.ria.ru/world/20190116/1115910290.html?utm_source=24smi&utm_medium=referral&utm_term=11036&utm_content=2045683&utm_campaign=2568

  47. Realista pisze:

    @andrzej andys
    No, i zaczęła się charakterystyczna dla „Europejczyków” arogancja. Jeśli dyskutujesz, musisz tłumaczyć swój punkt widzenia. Jeśli tego nie robisz, wystawiasz świadectwo sobie. Koniec transmisji.

  48. polonista pisze:

    Piszesz nie po polsku, nie używasz polskich znaków diakrytycznych jak i nie masz polskiej składni, popatrzyłem na twoje poglądy, dla mnie jesteś 100% ruskim trollem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz