Fundusze norweskie: spór o pieniądze czy kolejny otwarty front?

Aktualności,

Polski rząd zbyt łatwo wchodzi w konflikty z zagranicą, chętnie też podporządkowuje sobie instytucje publiczne. Nie oznacza to, że samo wykorzystanie funduszy norweskich nie nadaje się do reformy

Istotą sporu pomiędzy polskim rządem (wspieranym dodatkowo przez Konfederację Inicjatyw Pozarządowych Rzeczpospolitej, w której skład wchodzi kilkadziesiąt organizacji o profilu prawicowym) a Norwegią jest to, czy publiczne środki przeznaczone na budowę społeczeństwa obywatelskiego z funduszy, które Norwedzy transferują do Polski i innych państw członkowskich UE w zamian za korzystanie z przywilejów jednolitego rynku unijnego, powinny być rozdzielane centralnie przez mające powstać Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskie, czy też, jak działo się do tej pory, przez Operatora formalnie niezależnego od władz – Fundację Stefana Batorego.

Po stronie polskiej głównym dysponentem środków z funduszu norweskiego jest Ministerstwo Rozwoju. Co warte przypomnienia, społeczeństwo obywatelskie to tylko jeden z sektorów norweskiego wsparcia. Inne obszary to odnawialne i oszczędne źródła energii, zielone technologie, bioróżnorodność środowiska, rozwój społeczny i regionalny, dialog trójstronny, badania naukowe, pielęgnacja dziedzictwa kultury oraz kwestie związane z funkcjonowaniem bezpieczeństwa strefy Schengen. W każdym z sektorów, w drodze konkursu powoływany jest tzw. Operator zajmujący się wykorzystaniem środków. Wachlarz odbiorców pomocy jest dość szeroki, obejmuje bowiem podmioty publiczne i prywatne, komercyjne i niekomercyjne. Obecnie w Polsce realizowana jest już trzecia, pięcioletnia edycja tej pomocy, a w latach 2013-16 w ramach tylko sektora społeczeństwa obywatelskiego pomoc finansową otrzymało ponad 660 organizacji na łączną kwotę ponad 130 mln PLN.

Rzeczywiście, problem pewnego rodzaju bezalternatywności Fundacji Batorego jako Operatora obywatelskiego sektora pomocy istnieje. Są jednak krajowe możliwości jego rozwiązania, inne niż wchodzenie w kolejny, ostry konflikt z zagranicą

Nadzór ze strony norweskiej nad funduszami sprawuje tamtejszy MSZ, więc siłą rzeczy każdy spór dotyczący rozdzielania i wydatkowania tych pieniędzy w Polsce staje się automatycznie zagadnieniem międzynarodowym. Rząd norweski nie ma jednak wpływu na przebieg i zasady konkursu w kwestii wyłonienia Operatorów poszczególnych gałęzi pomocy. Twierdzenia Oslo, iż pomoc w ramach funduszu w sektorze budowy społeczeństwa obywatelskiego ma charakter apolityczny, choć wspierający budowę instytucji demokratycznych i liberalnych, trudno jest podważyć za pomocą sensowych argumentów. To, że Fundacja Batorego od lat wygrywa konkursy na Operatora pomocy, jest nie tyle kwestią polityczną, co wynikiem strukturalnej słabości polskiego społeczeństwa obywatelskiego, które przez lata nie potrafi zbudować silnych i sprawnych instytucji. Niemniej, rządowe pomysły tworzenia jednej, centralnej instytucji zajmującej się budowaniem społeczeństwa obywatelskiego zostało przez stronę norweską odebrane z niezrozumieniem i zakłopotaniem.

Rząd w osobie ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego, który gra pierwsze skrzypce w sporze, musi więc brać pod uwagę, że rozpoczynanie politycznej dyskusji z Norwegami na temat wykorzystania funduszy w sektorze społeczeństwa obywatelskiego w momencie ostrego i pogłębiającego się niestety sporu z Komisją Europejską i organizacjami międzynarodowymi w kwestii funkcjonowania w Polsce reguł demokratycznego państwa prawa skazuje Warszawę na klęskę. Zwłaszcza jeżeli strona polska będzie się w tej dyskusji posługiwać narracją, jaką stosuje w polityce wewnętrznej: dużej, a niekiedy graniczącej wręcz z obsesją niechęci do organizacji pozarządowych uznawanych za eksponentów opozycji i sił, które pozostawały u władzy do 2015 roku. Dla strony norweskiej tego rodzaju argumenty będą tylko dowodem na prawomocność tez o łamaniu przez Polskę standardów europejskich: próbę ograniczenia NGO’sów oraz uzależnienia aktywności społecznej od rządu. Posługiwanie się w tej kwestii argumentami „suwerennościowymi” lub ideologicznymi (że norweski mechanizm nie promuje organizacji konserwatywnych i prawicowych) jest z punktu widzenia ars politica działaniem straceńczym. Zwłaszcza że przedstawione przez Fundację Batorego dane poddają w wątpliwość intensywną kampanię medialną, twierdzącą, że mechanizm norweski finansuje jedynie organizacje LGBT czy feministki – stosunkowo dużą grupą grantobiorców mechanizmu są chociażby chrześcijańskie organizacje charytatywne.

Rzeczywiście, problem pewnego rodzaju bezalternatywności Fundacji Batorego jako Operatora obywatelskiego sektora pomocy istnieje. Są jednak krajowe możliwości jego rozwiązania, inne niż wchodzenie w kolejny, ostry konflikt z zagranicą. Można chociażby żmudnie negocjować z szeroką rzeszą partnerów społecznych, w tym samą Fundacją Batorego oraz resortem rozwoju zmiany zasad organizowania konkursu na Operatora, tak aby był on bardziej demokratyczny i odzwierciedlał różnorodność ideową polskiego społeczeństwa. Można też myśleć o skierowaniu większej pomocy publicznej dla mniejszych organizacji obywatelskich, dysponujących znacznie bardziej skromnymi środkami. Taka strategia jest może mniej efektowna niż widowiskowe machanie przez rząd szabelką w relacjach z resztą Europy, ale potencjalnie bardziej skuteczna.