Jeśli chcesz przeczytać ponownie ten artykuł lub brak Ci teraz czasu aby przeczytać całość, możesz dodać go do swojej listy artykułów. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Europę uratuje tylko Imperium

Kryzys UE to świetny moment na rozpoczęcie budowy Imperium Europejskiego. Tylko ono poradzi sobie z kryzysem migracyjnym, islamskim fundamentalizmem czy konkurencją ze strony Rosji, USA i Chin

Kryzys UE to świetny moment na rozpoczęcie budowy Imperium Europejskiego. Tylko ono poradzi sobie z kryzysem migracyjnym, islamskim fundamentalizmem czy konkurencją ze strony Rosji, USA i Chin

Do czego potrzebna jest Panu Unia Europejska?

Tomasz Gabiś: Potrzebna jest mi, tak samo jak wielu Europejczykom, nie tyle UE jako taka, co polityczna jedność Europy, której Unia jest obecnie realnym, acz wielce kalekim, ucieleśnieniem. My Europejczycy potrzebujemy poczucia, że jesteśmy silni i liczymy się w wielkiej grze o świat. Niestety, koncepcja autentycznej jedności Europy dostała się w ręce socjalistycznych, liberalno-lewicowych elit. Trzeba koniecznie wyrwać ją z rąk socjaletatystów i inżynierów społecznych wszystkich barw, trzeba ją przed nimi ratować. Należy formułować alternatywne koncepcje, aby Europejczycy poczuli, że mają przed sobą przyszłość, że ich europejska wielka ojczyzna nie zejdzie z areny historii. Dlatego od prawie 20 lat postuluję utworzenie Imperium Europejskiego. Jego powstanie mogłoby prowadzić do wewnętrznej regeneracji narodów europejskich.

Na razie mamy do czynienia z degeneracją UE. Kryzys zadłużeniowy w strefie euro, masowa imigracja z Afryki i Bliskiego Wschodu, a na dodatek Brytyjczycy właśnie zdecydowali o wyjściu z Unii.

Rzeczywiście, nie jest dobrze. Z pewnością jest to moment przesilenia, ale nie spodziewam się nagłego załamania.

Naprawdę? Do tej pory – prócz Grenlandii, ale tej nie liczę – żadne państwo z UE nie odeszło, raczej istniała tendencja do poszerzania. Wystąpienie tak wielkiego kraju może wywołać trudne do przewidzenia skutki.

To prawda, zwycięstwo zwolenników Brexitu to bez wątpienia bardzo mocny cios w Unię Europejską – prestiżowy, polityczny, propagandowy i psychologiczny. Jednak bardziej niż nagłego załamania spodziewam się procesu erozji, wielokierunkowej, powolnej dezintegracji dotychczasowej UE. Zapobiec temu mogą jedynie reformy przekształcające Unię w Imperium Europejskie.

Wydaje się, że na Brexicie  skorzystać może oś Berlin-Paryż, której Londyn przeszkadzał w realizacji swojej polityki.

W trójkącie Berlin-Paryż-Londyn Berlin mógł występować w roli pośrednika między Londynem a Paryżem. Poza tym Wielka Brytania, choć poza strefą euro, znajdywała wspólny język z Niemcami, np. w kwestiach gospodarczych, rynku wewnętrznego i podobnych sprawach. Niemcy mają co prawda najsilniejsze karty w UE, ale bez wsparcia Brytyjczyków mogą być blokowani przez państwa Południa z Paryżem na czele.

Niemcy mają co prawda najsilniejsze karty w UE, ale bez wsparcia Brytyjczyków mogą być blokowani przez państwa Południa z Paryżem na czele

Bez sprzeciwu Wielkiej Brytanii, zwłaszcza rządzonej przez torysów, łatwiej im będzie realizować plan dalszej federalizacji UE.

Klasa polityczna w Niemczech jest w tej kwestii podzielona i wcale się do tego aż tak mocno nie pali. Boi się radykalnych, ryzykownych ruchów, co wynika także ze starzenia się tego społeczeństwa. Woli bezpieczne rozwiązania i chce, „żeby było tak, jak było”. Poza tym doświadczenie Brexitu pokazało, że starsze pokolenie – a więc mające większe doświadczenie życiowe i polityczne – staje się coraz bardziej „eurosceptyczne”. Polityka, którą społeczeństwo niemieckie uznałoby za „awanturniczą” i związaną z jeszcze większymi ingerencjami Unii oraz z wydatkowaniem realnych pieniędzy publicznych „na Europę”, nie ma zbyt dużych szans na realizację, ponieważ Alternatywa dla Niemiec, mająca dziś w sondażach 14%, mogłaby dostać w wyborach 25–30 % poparcia, co oznaczałoby rewolucyjną zmianę dotychczasowego niemieckiego systemu partyjnego.

Brexit może wywołać jednak efekt domina. W wielu państwach także „starej Unii” na sile przybierają nastroje eurosceptyczne, reprezentowane choćby przez wspomnianą przez Pana AfD. Według sondaży Francuzi dziś zagłosowaliby za wyjściem z UE.

Oczywiście, Brexit może stać się katalizatorem procesów już występujących w krajach Unii Europejskiej, ale procesy muszą potrwać, zanim dojdzie do istotnych zmian politycznych. Pamiętajmy, że obecna konstrukcja UE jest ściśle związana z wewnętrznymi systemami ideologiczno-politycznymi w krajach członkowskich. Siły centroprawicowe i centrolewicowe wiele zainwestowały w UE – finansowo, ideologicznie, politycznie, propagandowo. To jest ich projekt i wiedzą, że jego rozpad stanowi dla nich egzystencjalne zagrożenie, a naruszenie jednego elementu narusza całą strukturę, dlatego będą temu przeciwdziałać, tworząc wielkie koalicje, bloki wszystkich partii. Zrobią wszystko, aby powstrzymać siły antyunijne, które są jednocześnie siłami antyestablishmentowymi. Pokazały to tegoroczne wybory prezydenckie w Austrii. Lewicowiec Alexander Van der Bellen wygrał z Norbertem Hoferem tylko dzięki poparciu całego establishmentu, łącznie z biskupami katolickimi, chociaż Hofer to katolik, a Van der Bellen – ateista. Siły antyunijne, dążąc do utrwalenia tej polaryzacji, mogą wykorzystywać ewentualne referenda, jako instrument walki o władzę w kraju, aczkolwiek AfD i austriaccy wolnościowcy wykazują ostrożność w tej kwestii.

W Imperium żaden kretyn z Brukseli nie będzie nam zakazywał picia w knajpie wódki w setkach i pięćdziesiątkach!

Europejskie elity mają na obecny kryzys tylko jedną odpowiedź: jeszcze więcej integracji. Martin Schulz twierdzi, że „trzeba ludziom tłumaczyć, że potrzebujemy UE bardziej, niż kiedykolwiek”, a Jean-Claude Juncker narzeka, że „mamy pełnych Europejczyków, jeśli chodzi o branie, ale jeśli chodzi o dawanie, to Europejczyków tylko na pół etatu”. Może Polska powinna więc machnąć na to ręką i sama wyjść z UE?

To byłaby niepoważna i nieodpowiedzialna polityka. Frazesami wygłaszanymi przez tak marnych polityków jak Juncker czy Schulz nie ma co sobie zawracać głowy. Jednakże koncepcja Imperium Europejskiego jest wciąż aktualna. UE może funkcjonować, tylko musi stanąć z głowy na nogi. Potrzebna jest nie integracja w ogóle, ale „dobra integracja”. Zwolennicy Imperium chcą utrzymania jedności Europy, a jednocześnie chcą wyeliminować czynniki prowadzące dziś do konfliktów, uruchamiające siły odśrodkowe.

Jakie to czynniki?

UE za bardzo miesza się w wewnętrzne sprawy państw członkowskich. Porzuciła zasadę pomocniczości, ubezwłasnowolnia parlamenty narodowe, narzuca coraz więcej regulacji etc. Imperium Europejskie, którego budowę postuluję, byłoby strukturą głęboko zintegrowaną na płaszczyźnie polityczno-wojskowej, a jednocześnie zdecentralizowaną na płaszczyźnie ustrojowej, kulturalnej, prawnej, obyczajowej i społecznej, pozostawiając te sprawy w gestii państw wchodzących w jego skład. W Imperium nikt nam nie będzie rozkazywał, jakie żarówki wolno nam kupować, gdzie i jakie wolno nam palić papierosy, jakie ustawy wolno uchwalać naszemu parlamentowi, jak ma funkcjonować Trybunał Konstytucyjny itp. W Imperium żaden kretyn z Brukseli nie będzie nam zakazywał picia w knajpie wódki w setkach i pięćdziesiątkach!

Co miałoby scalać Imperium?

Wspólne europejskie siły zbrojne, oczywiście z zachowaniem armii lokalnych, są niezbędne do realizacji mocarstwowych aspiracji i interesów Europejczyków. Nie byłoby kryzysu migracyjnego, gdyby oddziały imperialne, zarówno lokalne (krajowe), jak i ogólnoeuropejskie, strzegły granic Europy. Innym elementem scalającym może być wspólny stosunek do Rosji, Chin i USA czy wizja Imperium, jako silnego obrońcy przed fundamentalistycznym islamem.

Imperium mogą zbudować wspólnie eurosceptycy i eurofederaliści

Ale takiego wspólnego stanowiska nie da się narzucić odgórnie. I w ramach Imperium nie porozumiemy się z państwami, które nad naszymi głowami dogadują się z Rosją np. w sprawie Nord Stream czy embarga na żywność.

Po pierwsze, kiedy nie będzie Imperium Europejskiego, to tak czy inaczej nie mamy żadnych szans, aby zapobiec dogadywaniu się większych graczy ponad naszymi głowami. Imperium tego nie gwarantuje, ale te szanse zwiększa. Państwa mają różne interesy, istnieją w nich różne orientacje polityczne. Ale tak jak istnieje wspólny ponadpartyjny interes państwowy, tak może istnieć ponadkrajowy interes imperialny. Jeśli istnieje silny europejski ośrodek decyzyjny, to do niego możemy się odwołać. Po drugie, chodzi o to, by siadając do negocjacji np. z Rosją, obojętnie, czy rozmawia się o podziale stref wpływów, czy o innych kwestiach, Europejczycy mówili jednym głosem. Inaczej Rosja ma do czynienia z niepotrafiącą współdziałać zbieraniną. Jeśli Rosja (lub inne mocarstwo) rozgrywa nas, to Imperium musi rozgrywać Rosję. Jeśli oni prowadzą wobec nas politykę dezinformacyjną, to tylko Imperium będzie potrafiło odpowiedzieć tym samym. Jeśli oni budują tu swoje agentury, to Imperium będzie budować swoje agentury u nich. Imperium nie dałoby się rozgrywać przez siły zewnętrzne.

Kto miałby pomóc w zbudowaniu Imperium Europejskiego?

Po pierwsze eurosceptycy, po drugie eurofederaliści.

Przecież to się nawzajem wyklucza!

Gdy rozmawia się z eurosceptykami, łatwo znaleźć wspólny język na etapie radykalnej krytyki obecnej Unii. Oni mówią: „nie chcemy takiej integracji”. My, zwolennicy Imperium Europejskiego mówimy to samo. Oni swoją krytyką przygotowują grunt pod budowę Imperium. W pełni zgadzamy się z Faragem, Mariną Le Pen, Wildersem, Strachem czy Korwin-Mikkem, gdy chodzi o suwerenność ustrojową, kulturalną, prawną, obyczajową, o zachowanie i ochronę odrębności i specyfiki narodów europejskich etc. Natomiast nasze drogi rozchodzą w chwili, kiedy po wspólnej pracy negatywnej trzeba dokonać wyboru pozytywnego. Oni chcą iść z powrotem w kierunku drobnopaństwowego nacjonalizmu państwowego i „suwerenizmu”, podczas gdy my dążymy do zbudowania Imperium Europejskiego. Nie wykluczając zresztą, że może ono powstać dopiero na ruinach obecnej, być może niereformowalnej UE, doprowadzonej do aktualnego stanu przez Junckera, Merkel, Schulza, Timmermansa, Verhofstadta i innych grabarzy zjednoczonej Europy.

A eurofederaliści?

Oni także torują drogę Imperium. Ostatnio pojawił się dokument autorstwa szefów dyplomacji Berlina i Paryża Franka-Waltera Steinmeiera i Jeana-Marca Ayraulta, w którym proponuje się stworzenie europejskiego superpaństwa. Część z zawartych w nim postulatów, to tradycyjne postulaty zwolenników Imperium Europejskiego. Stworzenie „europejskich zdolności reagowania”, „europejskich korpusów obrony cywilnej”, „europejskich służb wywiadu i kontrwywiadu” itp. – to jest w pełni zgodne z koncepcją Imperium Europejskiego (dodać należałoby europeizację broni atomowej i osiągnięcie przez UE statusu stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ). Natomiast z naszej strony nie ma zgody na inne postulaty obu panów, takie jak jeden europejski kodeks karny, jeden system podatkowy, jedna polityka fiskalna, jedna polityka socjalna, jedna waluta itp. Eurofederaliści chcą imperium socjalistycznego, scentralizowanego we wszystkich możliwych dziedzinach, zuniformizowanego, jeszcze bardziej ingerującego w wewnętrzne sprawy krajów europejskich i ograniczającego wolność jednostek. Jest to droga błędna, droga do przepaści, do rozpadu jedności europejskiej. Jednak nie należy tracić nadziei i przekonywać socjalistów, żeby, jeśli już koniecznie chcą, budowali socjalizm w jednym, własnym kraju, w ramach socjalizmu narodowego, ale na płaszczyźnie europejskiej niech zaakceptują ustrój konserwatywno-liberalny – silną, ale ograniczoną egzekutywę imperialną i maksymalną wolność dla jednostek, rodzin, pracowników, przedsiębiorstw oraz rzeczywistą różnorodność krajów i regionów.

Bądźmy euroentuzjastami, musi to być jednak euroentuzjazm właściwie ukierunkowany – ku liberalnemu Imperium-minimum, ku wolnościowemu Imperium pełniącemu  rolę „stróża nocnego”

Donald Tusk miał rację, mówiąc na 40-leciu Europejskiej Partii Ludowej m.in. do Merkel i Junckera, że „mając obsesję na punkcie idei ciągłej i totalnej integracji, nie zauważyliśmy, że zwykli ludzie, obywatele Europy, nie podzielają naszego euroentuzjazmu”? Tusk byłby dobrym Imperatorem?

Ależ euroentuzjastami powinniśmy być jak najbardziej, musi to być jednak euroentuzjazm właściwie ukierunkowany – ku liberalnemu Imperium-minimum, ku wolnościowemu Imperium pełniącemu rolę „stróża nocnego”, który zapewnia bezpieczeństwo oraz zajmuje się wielką polityką kontynentalną i globalną. Tusk jest zręcznym politykiem i gdyby startował na wybieranego – broń Boże w bezpośrednich wyborach, a przez elektorów z krajów europejskich – prezydenta Europy obdarzonego realną władzą, powinniśmy za nim lobbować. Jednak na tym stanowisku można sobie też wyobrazić Polaka reprezentującego inną opcję ideowo-polityczną. Przykładowo przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 27 czerwca br. mówił miejscami tak, jakby cytował tezy zaczerpnięte z moich artykułów na temat Imperium Europejskiego! To dobrze wróży dla koncepcji Imperium, które z pewnością powstanie; jednak nie w przyszły weekend, tylko troszkę później.

Publicysta (post)konserwatywny, redaktor portalu "Nowa Debata". Przez kilka lat identyfikował siebie jako postkonserwatystę; w czerwcu 2011 r., uznawszy określenie „postkonserwatysta” za zbyt mało radykalne, zaproponował nowe, „manarchista” (kontaminacja monarchista + anarchista), i za manarchistę od tego czasu się uważa[2]. Początkowo studiował polonistykę. Ukończył germanistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. W latach 80. XX wieku działał w opozycji. Czynnie uczestniczył w redagowaniu i wydawaniu wydawnictw drugiego obiegu. W maju 1985 r. aresztowany przez Służbę Bezpieczeństwa i skazany za wydawanie i rozpowszechnianie bez wymaganych zezwoleń czasopism przez Sąd Rejonowy w Wrocław-Śródmieście na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. W 1987 r. był jednym z sygnatariuszy aktu założycielskiego Ruchu Polityki Realnej, później przekształconego w Unię Polityki Realnej. Działał w niej do połowy lat 90. W tym okresie publikował również artykuły w tygodniku „Najwyższy CZAS!”. W latach 1991–2003 był redaktorem naczelnym pisma „Stańczyk”. Członek honorowy Organizacji Monarchistów Polskich i Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. 14 listopada 2009 r. podczas Konwentu OMP we Wrocławiu otrzymał Krzyż Jubileuszowy OMP, nadany Uchwałą Rady Naczelnej Organizacji Monarchistów Polskich. Publikuje w „Nowym Państwie”, „Arcanach”, „Obywatelu” i „Opcji na Prawo”.

Komentarze

2 odpowiedzi na “Europę uratuje tylko Imperium”

  1. Wbrew temu co się powszechnie sądzi, Unia Europejska nie jest unią państw, ale unią europejskiego kapitału. To, że pan Gabiś (nie tylko zresztą on) dostrzega w niej jakieś „socjalistyczne, liberalno-lewicowe” elity graniczy już z paranoją! To, co się dzieje w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Włoszech oraz we Francji (nie chodzi mi o piłkę nożną) świadczy o czymś zupełnie innym. Brexit, wbrew temu co się bredzi w mediach, także jest wyrazem odrzucenia przez Brytyjczyków postępującego zubożenia społeczeństw europejskich a przede wszystkim braku wpływu na wybór organów kierujących Unią. Parlament Europejski – jedyny wybierany organ Unii – nie ma w niej praktycznie nic do gadania! Paradoksalnie społeczeństwa europejskie nie są przeciwne Unii i dalszej integracji państw europejskich. Pragną jedynie aby był to proces oddolny, na który będą miały wpływ, była to integracja dla ich dobra i ludzie, którzy będą go realizować byli przez nie wybierani. Proces budowy takiej unii byłby jednak długotrwały i na pewno nie powstałoby wtedy żadne „europejskie imperium”! Ale jedynie taka unia miałaby szansę stać się stabilną konstrukcją. Niestety wszystko wskazuje mi na to, że niedługo najpierw wspólna europejska waluta, a potem cała Unia będzie historią. Tutaj próbuję wyjaśnić dlaczego : https://pecuniaolet.wordpress.com/2015/10/30/klej-czy-dynamit-czesc-1/

  2. Zbigniew Łupikasza pisze:

    Wasze imperium jest właśnie zabijane przez zwykły islam, nie fundamentalistyczny. Nie zdąży powstać, bo wcześniej zamieni się w osmańskie lub tylko w zwykły kalifat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz