Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Co o III RP mówi Dante

Książka Tomasza Rowińskiego nie jest lekturą tylko dla wierzących – to solidna lekcja kwestionowania nowoczesności

Książka Tomasza Rowińskiego nie jest lekturą tylko dla wierzących – to solidna lekcja kwestionowania nowoczesności

Kościół rzymskokatolicki w Polsce – dla jednych autorytarna i skorumpowana struktura, narzucająca swoje rozwiązania doktrynalne w sferze publicznej, dla innych ostoja polskości, repozytorium wartości, które gwarantują zachowanie tożsamości w niebezpiecznie i coraz gwałtowniej modernizującym się świecie. Dla jednych to mniej lub bardziej przydatny polityczny sojusznik; dla innych: „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”, nadzieja zbawienia doświadczana za pośrednictwem wiary i rozumu, także w przestrzeni społecznej, w sferze publicznej.

Każdy z powyższych opisów wymagałby licznych dookreśleń, choćby poprzez naszkicowanie relacji zachodzących między poszczególnymi postawami wobec Kościoła jako instytucji i doktryny. W poszczególnych przypadkach inaczej także przedstawiają się sposoby rozumienia katolicyzmu. Przecież rzymski katolicyzm jako wspólnota wiary i zbawienia co innego dziś znaczy dla środowisk katolików otwartych, a co innego dla środowisk tradycjonalistycznych – a i one bywają rozmaite. Polskie antyklerykalizmy oraz tzw. katolicyzm kulturowy w swojej treści i przekazie, w szukaniu uzasadnień oraz w ich artykulacji również są niejednorodne.

Wreszcie, żeby rzecz skomplikować, polityczne sojusze z Kościołem rzymskokatolickim zawierały w III Rzeczpospolitej wszystkie istotne siły polityczne, różnie sytuujące się na skali: lewica, centrum, prawica. Ujmując rzecz w publicystycznym skrócie: jeśli słyszymy dziś, że agnostyk debatuje gdzieś lub wadzi się karczemnie z katolikiem, trzeba koniecznie dopytać: jaki agnostyk z jakim katolikiem?

Tradycja czy modernizm

Szczególne miejsce na mapie katolicyzmu w Polsce zajmuje środowisko skupione wokół kwartalnika „Christianitas”, budujące swoją tożsamość na odczytaniu Soboru Watykańskiego II w duchu zachowania katolickiej Tradycji. To znaczne wyzwanie, nie tylko w dziedzinie liturgicznej, ponieważ posoborowy katolicyzm – także w Polsce – w swoim głównym nurcie w dużym stopniu opiera się na kontestacji ciągłości własnej doktryny i kulturowego depozytu lub stara się (niekiedy dość dowolnie) każdą zmianę przedstawiać jako uprawnioną.

Spór wokół „liturgii trydenckiej” i „nowej liturgii” stanowi jedynie wierzchołek góry lodowej konfliktów między środowiskami tradycjonalistycznymi i modernistycznymi. Dla pokoleń katolików wychowanych już w duchu posoborowych zmian te antagonizmy są często kompletnie nieczytelne albo w ogóle nieznane, co samo w sobie ukazuje, jak głęboka transformacja dokonała się w Kościele w ciągu zaledwie kilku dekad. Niestety, nie jest to święta ignorancja.

Wydana kilka miesięcy temu książka Bękarty Dantego. Szkice o znikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa pióra Tomasza Rowińskiego, jednego z redaktorów „Christianitas”, stanowi dobrą okazję, by lepiej zrozumieć horyzonty myślenia i argumentację tych tradycjonalistów katolickich, którzy pozostają w pełnej łączności z posoborowym Rzymem, szukając optymalnego rozwiązania sporów o ciągłość i zmianę w Kościele. Z pewnością dla części czytelników zbiór esejów i felietonów Rowińskiego będzie stanowić „trudną mowę”, ponieważ autor nie szuka „zgody za wszelką cenę” ze swoimi oponentami ani ze świeckimi ideami i ideologiami, które poddaje analizie. Jego pasją i metodą jest apologia katolicyzmu jako suwerennej i nadrzędnej wobec świata doktryny, co brzmi dziś niemal niestosownie, nierzadko również dla katolików – i to nie tylko tych w sposób świadomie definiujących się jako „otwarci”. Przekonanie o względności prawd wiary, wręcz bezwzględność tego „dogmatu”, stanowi swoistą mądrość opinii publicznej, nierzadko bliską także osobom ochrzczonym w Kościele rzymskokatolickim.

Nieledwie barokowy tytuł książki Rowińskiego nie powinien zniechęcać – czytelnika nie zanudzi wodolejstwo. W kluczowym dla zbioru artykule Rządzą nami bękarty Dantego autor z miejsca przystępuje do ofensywy: „to jeden z najbardziej frapujących problemów dzisiejszej polityki i jej antropologii: jak to możliwe, że członek rządu, urzędnik lub osoba publiczna deklarująca prywatnie wiarę katolicką z pełną premedytacją występuje przeciw zasadom tej wiary, argumentując to »skutecznością«, laickością państwa lub etosem urzędniczym?”.

Dwa cele

Ktoś zapyta: gdzie Dante Alighieri, a gdzie polityka demokratyczna czasów III Rzeczpospolitej? Rowiński dowodzi, że korzenie nowoczesności kryją się głęboko w dziejach, w czasach gorących średniowiecznych sporów między papiestwem a cesarstwem. Dante, którego geniusz kojarzymy przede wszystkim z Boską komedią, był autorem politycznego tekstu Monarchia, który i dziś powinien stanowić lekturę obowiązkową dla osób zgłębiających filozofię polityki. Co istotne, choć zwolennicy cesarstwa negowali teokratyczne roszczenia papiestwa, używając instrumentarium teologii chrześcijańskiej, to jednak stopniowo prowadziło to do laicyzacji dyskursu politycznego i wzmacniania niezależności cesarskiej władzy, co w szerszej perspektywie budowało autonomię świeckiej polityczności.

Jeśli słyszymy dziś, że agnostyk debatuje gdzieś lub wadzi się karczemnie z katolikiem, trzeba koniecznie dopytać: jaki agnostyk z jakim katolikiem?

Dante, opowiadając się po stronie cesarza przeciwko papieżowi, nie tylko dowodził, że władza świecka nie potrzebuje zapośredniczenia kościelnego, gdyż pochodzi bezpośrednio od Boga, lecz także wysunął bardziej szczegółowy argument, wprowadzający realny dualizm między rzeczywistością świecką a duchową w ich polityczności – czy ściślej: w ich dwóch coraz bardziej odrębnych politycznościach. Wedle jego koncepcji istnieją dwa niezależne cele ostateczne rodzaju ludzkiego, które możemy odczytywać także w kluczu dwóch rozumności: „Dwa zatem cele postawiła człowiekowi do osiągnięcia niedająca się wysłowić Opatrzność, mianowicie szczęśliwość doczesną, możliwą do zrealizowania własnymi siłami, którą wyobraża raj ziemski, oraz szczęśliwość wieczną, polegającą na oglądaniu Oblicza Bożego. Do tej szczęśliwości, którą wyobraża raj niebieski, dotrzeć sami nie potrafimy i osiągniemy tylko przy pomocy światła Boskiego”.

„Prywatyzacja” religii

Oczywiście, historia idei proponuje przede wszystkim hipotezy służące do interpretacji rzeczywistości przeszłej, zastanej czy nawet nadchodzącej, a nie nieomylne klucze do jej zrozumienia. Niemniej nie tak rzadkie dziś próby pogodzenia „dwóch rozumności” na rodzimej centroprawicy, jeśli chcemy je pojąć choćby jako narzędzia „banalnej” partyjnej pragmatyki, muszą być przedmiotem analiz na gruncie filozofii czy wręcz teologii polityki. Rozumność „prywatyzacji” doświadczenia religijnego w polityce sprowadza się dziś z reguły do wskazania nadrzędności świeckiej wspólnoty i jej praw – co nie jest niczym niezwykłym w świecie zachodnim. Polskie doświadczenie to z kolei legitymizacja pewnych kontrowersyjnych ustaw przez odwołanie „do woli większości katolickiego społeczeństwa”, czyli próba połączenia logiki demokracji z logiką rozumianego po katolicku prawa naturalnego.

Ta strategia – z reguły nikt nie ma ochoty przyjrzeć się jej bliżej – w gruncie rzeczy jest niespójna i niepełna, opiera się na różnych aksjologiach. Jej podstawowy walor polityczny polega na tym, że działa w danym momencie rodzimej transformacji polityczności, nie przysparzając zbyt wielu kłopotów ani klasie politycznej, ani Kościołowi w Polsce. Ale ład pragmatyczny jest zmienny z natury rzeczy i ostatecznie nie może uniknąć wpływu urny wyborczej. Przed tym próbuje ostrzec Rowiński. Nie sądzę jednak, by znalazł wielu protagonistów wśród samych katolików.

Mit Polaka-katolika

W Bękartach Dantego zwraca uwagę jeszcze jeden ważny wątek. Jesteśmy bardzo często epatowani myślą – podawaną w zależności od jej autorów z afirmacją lub pejoratywnie – że rodzima kultura przesiąknięta jest katolicyzmem. W gruncie rzeczy jednak współcześnie polska kultura i obyczajowość są zlaicyzowane. Katolicyzm tak stanowczy i intelektualnie dojrzały w wyrażaniu swoich racji jak ten, który reprezentuje środowisko „Christianitas”, stanowi margines naszej rzeczywistości i debaty publicznej. Owszem, obyczajowość religijna bardzo mocno przenika polskie świętowanie, ma także miejsce w naszej polityczności. Również obraz Polaka-katolika jest na tyle silnie obecny na centroprawicy, że trudno powątpiewać w jego słabość. Rowiński neguje jednak tę spójność. Wskazuje niejednokrotnie, że polski katolicyzm – ten romantyczny, szeroko przyjęty, obecny w wyobraźni społecznej – jest na ogół idealizmem wcielonym w pewną zwyczajową formę, którą odbieramy jako okołokościelną, czy zeświecczonym spirytualizmem, który karmi się chrześcijaństwem jako swoim mitologicznym uzasadnieniem.

Zarzut autora wobec tego, co się nazywa często mitem Polaka-katolika, wybrzmiewa wyraźnie. Polityczną i metafizyczną racjonalność rzymskiego katolicyzmu, który opiera się na porządku doktryny i instytucji i w ich obrębie szuka uzasadnień choćby dla praw publicznych oraz reguł funkcjonowania instytucji państwowych, zastąpił pathos narodowo-religijny. Ten rodzaj przeżycia wspólnotowego (które jest pasją, wraz z całą wielością znaczeń tego słowa) łatwo zanegować jako nieracjonalny, szczególnie gdy jako alternatywę wobec niego postawić inny mit, czyli wizję polityczności sprowadzonej do technokratycznego zarządzania rzeczywistością (filozofia polityki na modłę „ciepłej wody w kranie”). Technokratyczne sposoby sprawowania władzy odsuwają na dalszy plan etykę polityczności, a człowiek staje się w nich przede wszystkim przedmiotem inżynierii społecznej. Tym bardziej – nie potrzebują suwerennego i samoświadomego katolicyzmu jako realnego punktu odniesienia, „religijność patetyczną” zaś traktują jako zbędną lub służącą niebezpiecznym celom zbiorową emocję, którą najbezpieczniej jest usunąć z przestrzeni publicznej (jeśli nie można jej użyć dla własnych celów).

Polskość dzisiejsza ani nie jest katolicka w ścisłym tego słowa znaczeniu, ani nie jest radykalnie zeświecczona, za to – bez odnalezienia katolickiego ratio – realizuje się w źle zdefiniowanym polu sporu między zapożyczonymi na ogół z Zachodu koncepcjami pragmatycznego liberalizmu a rodzimymi narodowo-religijnymi paradygmatami. Rowiński opisuje polskość w odniesieniu do państwa i Kościoła, czyli form, które mają (a przynajmniej powinny mieć) swoje wyraziście skonstruowane i określone instytucje i prawa, swoje granice i swoją „graniczność”, niezbędny ciężar realny stanowiący probierz dla „odpowiedniości między rzeczą a intelektem”, między tym, co istnieje, a patosem patriotyczno-religijnych uczuć bądź patosem opiewającym wspaniałości modernizacji.

Jaki katolicyzm dla Polski AD 2015?

Rowiński nie odrzuca koncepcji Polaka-katolika. Chce raczej oczyścić jego obraz, osadzić go w jasno określonych pojęciach i w realności zarówno polskości, jak i katolicyzmu. Autor wiąże w jedno te zagadnienia mocnym zdaniem, które samo w sobie brzmi zdecydowanie konfrontacyjnie: „sensem polskości jest w historii rozpoznawanie Boga zarówno przez naród, jak i państwo”. To problem, nazywając rzecz po imieniu.

Przede wszystkim dlatego, że katolicyzm, który mógłby ewentualnie wiązać polskość w jedną formę, sam dziś uległ daleko idącej fragmentaryzacji. Pokazują to nie tylko spory między „Kościołem toruńskim” i „Kościołem łagiewnickim” (o ile ten drugi ma w ogóle jakiś realny byt własny i punkt zaczepienia), lecz także skonfliktowanie katolicyzmów polskiej inteligencji czy znacznie szerzej: tożsamościowe problemy posoborowego rzymskiego katolicyzmu, o których przez długie lata pontyfikatu Jana Pawła II niewiele się u nas mówiło. Dopiero czasy Benedykta XVI i Franciszka lepiej uzmysławiają te kwestie opinii publicznej (nierzadko w bardzo niemądry i skrótowy sposób). Stąd kolejne pytanie: jaki katolicyzm miałby być wiążący dla polskiej tożsamości AD 2015? Jeśli odpowiemy: tradycjonalistyczny, to wtedy można jeszcze dopytywać: a z jakiego nurtu tradycjonalizmu? I tak katolicka powszechność, w której mogłaby zakorzenić się polskość, rozbija się o pytanie o kondycję Kościoła w świecie współczesnym.

Rowiński nie odrzuca koncepcji Polaka-katolika. Chce raczej oczyścić jego obraz, osadzić go w jasno określonych pojęciach i w realności zarówno polskości, jak i katolicyzmu

Ponadto, projekt Rowińskiego jest problematyczny także ze względu na samą polskość w jej historycznych przeobrażeniach. Tradycje polskości, jakkolwiek źródłowo w sposób istotny sięgają czasu chrztu Polski i stopniowego przenikania katolicyzmu, państwa i narodu, trudno w dziejach (szczególnie pojmowanych inaczej niż historia zbawienia) sprowadzić do historii polskości i katolicyzmu. Nawet jeśli uznamy, że „polski patriota nie musi być katolikiem”, to w tym kluczu nierozwiązane (albo postrzegane jako ułomne) pozostaną ojczyste tożsamości związane z protestantyzmem, prawosławiem, a nawet z diasporami żydowską i muzułmańską, a w czasach nowożytnych: świeckimi prądami ideowymi, takimi jak endecja czy socjalizm niepodległościowy.

Oczywiście, z wnętrza katolicyzmu à la „Christianitas” można dowodzić, że wszystkie te polskie współtożsamości są do uzgodnienia z wizją katolickiej polskości. Nawet jeśli nie będziemy negować prawdy tego przekonania i przyjmiemy, że katolicyzm jest warunkiem sine qua non polskości, to bardzo łatwo dziś sprowadzić je do jednej z wielu konkurencyjnych opinii. To kontrargument niezbyt silny, ale wystarczający w świecie ponowoczesnym.

Nowe narracje

W dodatku – co oczywiście nie stanowi argumentu za treściami samej książki lub przeciw nim – wiem dobrze, że tezy Rowińskiego są dla mnie zrozumiałe, ponieważ mam za sobą wiele lat edukacji w katolickich instytucjach i studia filozoficzne, podczas których wiele uwagi poświęciłem historii filozofii politycznych, nie szczędząc zainteresowania autorom antycznym i średniowiecznym, zanim doszedłem do Karola Marksa. Mam poważne wątpliwości, czy tezy Rowińskiego byłyby czytelne nie tylko dla laickiej lewicy, ale i dla znacznej części laickiej prawicy, tym bardziej że dojmująco doświadczamy dziś zerwania kulturowej tradycji za sprawą kultury masowej, która zamyka nas w kręgu doraźnej myśli poppolitycznej.

Widzę jeszcze jeden problem, sięgający poza publicystykę i myśl Rowińskiego. Wyraźnie zaznacza się w ostatnim czasie przesuwanie prawicowej narracji w stronę pozycji neoendeckich, powołujących się także na Boga i katolicyzm. To już nie patriotyzm postromantycznego mesjanizmu, ale coraz bardziej neonacjonalistyczny i wykluczający projekt, który miesza mniej lub bardziej szowinistyczne hasła „białej rasy” z treściami podobno katolickimi. Ta kwestia z przyczyn chronologicznych nie mogła się pojawić na kartach Bękartów Dantego, a wiele wskazuje na to, że będzie ona stanowiła w nadchodzących latach o wiele większe wyzwanie dla katolickiego nauczania i tożsamości niż „herezja romantyzmu”. A jeśli w dodatku przez osoby z zewnątrz katolickiego uniwersum będzie postrzegana właśnie jako reprezentatywna dla kościelnego nauczania, to wiele antagonizmów jeszcze się zaostrzy. Ze szkodą i dla polskości, i dla katolicyzmu.

Mam nadzieję, że Bękarty Dantego znajdą się w biblioteczce każdego, kto stawia sobie pytanie o tożsamość „widzialnego chrześcijaństwa”, kogo fascynuje napięcie między radykalnie świecką a zdecydowanie katolicką politycznością, kto odpowiedzi na nurtujące pytania szuka w głębi historii ludzkiej myśli. To nie jest książka tylko dla wierzących – to solidna lekcja kwestionowania nowoczesności, a ta sztuka bardzo się przydaje w czasach przeróżnych konformizmów myślenia i polityczności.

Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa, Tomasz Rowiński, Kraków 2015

Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”. Publicysta „Nowego Obywatela”, członek zespołu „Pressji”, stały współpracownik pisma „KONTAKT”; regularnie pisze też dla miesięcznika „Znak”, „Gazety Polskiej Codziennie”, tygodnika „wSieci”, portali Lewicowo.pl, Plac Wolności, wGospodarce.pl, DEON.pl; publikuje również na łamach „Frondy”, „Christianitas”, rzadziej „Rzeczpospolitej”. Niegdyś współpracował z jezuickim „Życiem Duchowym”, a później postkomunistyczną „Trybuną”.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz