Kup prenumeratę i czytaj NK

Co dalej na linii Waszyngton – Pjongjang?

Aktualności,

Podstawowym problemem władz amerykańskich nie jest północnokoreański przywódca, ale fakt, że władze północnokoreańskie zdają sobie sprawę, iż suwerenność ich państwa jest uzależniona wyłącznie od posiadania broni jądrowej

Na początku ubiegłego tygodnia za pośrednictwem swojego konta na Twitterze amerykański prezydent Donald Trump zagroził Korei Północnej „ogniem i złością”. Napisał również, że „będą miały miejsce rzeczy, o których przywódcy Korei Północnej nigdy nie pomyśleli, że będą możliwe”. W odpowiedzi na tę wiadomość północnokoreańskie media ogłosiły, że plan ataku na wyspę Guam (będącą terytorium Stanów Zjednoczonych) będzie gotowy w ciągu kilku dni. Prowokacja prawdopodobnie miała stanowić odpowiedź na słowa prezydenta Donalda Trumpa dotyczące ewentualnego odwetu, „jakiego świat jeszcze nigdy nie widział”, gdyby Korea Północna nie zaprzestała gróźb wymierzonych w Stany Zjednoczone.

Czy w związku z powyższym możliwy jest bezpośredni konflikt pomiędzy oboma państwami? Pytanie nie jest do końca retoryczne. Kim Jong-un udowodnił nieraz, że jest nieobliczalnym przywódcą. Przykładem jego nieprzewidywalnych działań są chociażby próby rakiet balistycznych lub zabójstwo własnego wuja, co doprowadziło do pogorszenia klimatu biznesowego oraz do nałożenia nowych sankcji na Koreę Północną. Z kolei Donald Trump chciałby podnieść swoje notowania wśród wyborców, a potencjalnie wygrana wojna na pewno by mu w tym pomogła. Oczywiście w tym pojedynku (zakładając, że nikt inny by się do niego nie mieszał) Korea Północna nie miałaby żadnych szans. Pomimo posiadania technologii jądrowej armia nie jest całkowicie lojalna wobec Wodza, a potencjalny konflikt mógłby zasiać panikę w armii północnokoreańskiej i doprowadzić do klęski wojskowej Pjongjangu.

Póki co jesteśmy daleko od takiego scenariusza. Czekamy, aż władze północnokoreańskie ogłoszą bardziej szczegółowy plan ataku na wyspę Guam. Jednak nawet jeśli taki plan zostanie przedstawiony, to nie oznacza, że konflikt zostanie wywołany. Aby Stany Zjednoczone ogłosiły wojnę przeciwko Korei Północnej, niezbędna jest zgoda amerykańskiego Kongresu. Jednakże, z punktu widzenia prawnego, wojskowa interwencja amerykańska jest możliwa. Jako dowód wystarczy przypomnieć sobie wystrzał rakiet amerykańskich na bazy wojskowe prezydenta Syrii Baszara El Asada w kwietniu 2017 roku.

Pomimo posiadania technologii jądrowej armia nie jest całkowicie lojalna wobec Wodza, a potencjalny konflikt mógłby zasiać panikę w armii północnokoreańskiej i doprowadzić do klęski wojskowej Pjongjangu

Innym potencjalnym scenariuszem jest rozpoczęcie cyberwojny przeciwko Korei Północnej, mającej na celu zniszczyć lub przynajmniej utrudnić funkcjonowanie administracji północnokoreańskiej. W tej dziedzinie Korea Północna może okazać się niełatwym przeciwnikiem. Północnokoreańscy hakerzy pokazali swoją siłę, łamiąc zabezpieczenia systemów informatycznych instytucji finansowych Korei Południowej oraz Stanów Zjednoczonych.

Biorąc pod uwagę nieprzewidywalność prezydenta Stanów Zjednoczonych, można sobie wyobrazić scenariusz, w którym Donald Trump będzie próbował załagodzić sytuację na linii Waszyngton – Pjongjang za pośrednictwem swojego konta na Twitterze. Nawet jeśli tak się stanie, to władze północnokoreańskie doskonale wiedzą, jak się obchodzić z niewygodnymi decyzjami Stanów Zjednoczonych. Przypomnijmy, że kiedy władze amerykańskie ogłosiły, że od 1 września ich obywatele nie powinni już wyjeżdżać turystycznie do Korei Północnej, poza wyjątkowymi przypadkami, to dzień później władze północnokoreańskie oświadczyły, że każdy obywatel Stanów Zjednoczonych jest mile widziany na ich terytorium.

Reasumując, należy stwierdzić, że podstawowym problemem władz amerykańskich nie jest północnokoreański przywódca, ale fakt, że Korea Północna rozwija swój program jądrowy, wiedząc, że jest to ich zabezpieczenie. Władze północnokoreańskie zdają sobie sprawę, że suwerenność ich państwa jest uzależniona wyłącznie od posiadania broni jądrowej. Warto zauważyć, że każde państwo, które nie posiadało broni tego rodzaju, a było zagrożone atakiem z zagranicy, ostatecznie stało się ofiarą konfliktu. Można tutaj podać aż trzy przykłady – sytuację w Iraku, Syrii i na Ukrainie, która zanim została zaatakowana przez Rosję, zrezygnowała z posiadania broni jądrowej.

Jak Chiny, jedyny liczący się sojusznik Korei Północnej, dostosują się do całej sytuacji? Po ostatnim szczycie G20 w lipcu 2017 roku prezydent Chin Xi Jinping oświadczył prezydentowi Korei Południowej Moon Jae-in, że Chiny i Koreę Północną wiążą więzy krwi. Można być przekonanym, że Chiny będą zawsze wspierać Koreę Północną. Przypomnijmy, że Chiny nigdy nie opuściły Korei Północnej w ważnych wydarzeniach, od czasu podpisania traktatu o przyjaźni w 1961 roku. W 2013 roku, po trzeciej próbie jądrowej Korei Północnej, Deng Yuwen, wiceredaktor Study Times (czasopisma Centralnej Szkoły Partyjnej Partii Komunistycznej Chin), napisał w amerykańskim Financial Times artykuł sugerujący, że Chiny powinny zrzec się przyjaźni z Koreą Północną. Parę tygodni później został wyrzucony z partii. Co ciekawe, Chiny nie są zaangażowane w żaden inny sojusz, dlatego relację między oboma państwami są co najmniej unikatowe.

Jeśli prezydent Chin Xi Jinping weźmie udział w pertraktacjach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną, to można nawet zaryzykować tezę, że dzięki swoim wysiłkom prezydent Chin może zostać uhonorowany pokojową nagrodą Nobla

Jednak brak broni jądrowej w Korei Północnej może doprowadzić do próby obalenia reżimu pjongjańskiego przez Chiny oraz do ustawienia swoich ludzi na czele władzy. Chiny mogą tolerować zachowania państwa północnokoreańskiego, ale broń jądrowa jest niebezpieczeństwem dla przygranicznych terytoriów chińskich. Właśnie dlatego dla Pekinu wygodniej byłoby mieć partnera nieposiadającego broni atomowej.

Wielką niewiadomą pozostaje ewentualna reakcja Chin. Chiny dopuszczają do eskalacji napięć pomiędzy Stanami a Koreą Północną, ponieważ nie chcą bezpośrednio ingerować w tak napięta sytuację. Władze Chin doskonale zdają sobie sprawę, że konflikt z Koreą Północną nie będzie opłacalny dla żadnej ze stron. Dodatkowo jest ryzykowny dla Stanów Zjednoczonych, gdyż północnokoreańskie rakiety balistyczne są w stanie wyrządzić ogromne straty na terytorium USA. Przy okazji osłabiona jest również pozycja Rosji, która za wszelką cenę chciała być mediatorem w rozmowach pomiędzy Koreami. Znając z przeszłości chiński sposób działania, po Pekinie można spodziewać się taktyki „wait and see” – do momentu, w którym Chiny byłyby bezpośrednio zagrożone, tak jak w przypadku wojny koreańskiej. Wtedy 40 dywizji ochotników chińskich wkroczyło w akcję, dopiero kiedy armia amerykańska stacjonowała nieopodal granicy chińskiej.

Możliwych scenariuszy jest wiele, ale takim momentem mogłoby być hipotetycznie np. zbliżanie się wojsk amerykańskich do granicy z Chinami lub wystrzelenie przez wojska KRLD rakiety w kierunku Chin w celu destabilizacji sytuacji i umożliwienie północnokoreańskim władzom wyjazdu z kraju. W innych sytuacjach należałoby się spodziewać raczej asekuracji lub ewentualnie prób mediacji.

Patrząc na dłuższą perspektywę, uważam, że jeśli prezydent Chin Xi Jinping weźmie udział w pertraktacjach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną, to można nawet zaryzykować tezę, że dzięki swoim wysiłkom prezydent Chin może zostać uhonorowany pokojową nagrodą Nobla. Niemożliwe? Niezupełnie, ponieważ nie byłby to pierwszy raz, kiedy przywódca dostaję nagrodę Nobla za pomocną interwencje w sprawie Korei Północnej. Przypomnijmy, że były prezydent Korei Południowej Kim Dae-jung dostał nagrodę Nobla w 2000 roku za działania na rzecz pojednania z Koreą Północną. A jak wiemy, historia lubi się powtarzać…