Cios dla Nord Stream 2

Aktualności,

Rośnie sprzeciw wobec budowy drugiej nitki gazociągu północnego. Warszawa i Waszyngton zwierają szyki przeciwko Gazpromowi

Sprzeciw Warszawy wobec projektu Nord Stream 2 staje się coraz bardziej kłopotliwy dla Gazpromu. Decyzja polskiego UOKiK spowodowała, że rosyjski koncern będzie musiał najprawdopodobniej budować rurę samodzielnie. Do gazowej rozgrywki dołączają także Amerykanie.

Projekt Nord Stream 2 zakłada zbudowanie gazociągu, którym przez Bałtyk miałoby popłynąć z Rosji do Niemiec (i dalej UE) 55 mld m3 gazu ziemnego rocznie. Są to bardzo duże wolumeny, które mogą utwierdzić dominację Gazpromu, który firmuje wspomnianą inwestycję, nad całym regionem. 

Gra nie dotyczy jedynie Niemiec, które stawiając na chimeryczne, odnawialne źródła energii mają problem z utrzymaniem równowagi energetycznej. Stawka jest o wiele wyższa. Republika Federalna chce uczynić ze swojego terytorium tzw. hub (centrum obrotu i magazynowania), z którego będzie w błękitne paliwo zaopatrywana cała Europa Środkowa. Potwierdzają to dane, którymi dysponują polskie władze i operator gazociągów (Gaz System). Surowiec Gazpromu, który jest planowany na potrzeby projektu Nord Stream 2 ma być dostarczany do Czech, Słowacji, Austrii, a nawet Polski mimo, że Warszawa nie wyraża zainteresowania w tym zakresie. Będzie temu sprzyjać liberalizacja rynku. Są to kraje, które w większości charakteryzują się dużym uzależnieniem od Gazpromu, w dodatku tranzytowe. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wraz z Nord Stream 1 nowy gazociąg nad Bałtykiem będzie mieć łączną przepustowość 110 mld m3.

Dojście do porozumienia z polskim organem antymonopolowym dałoby Gazpromowi silną kartę przetargową w relacjach z Komisją Europejską

Rodzący kontrowersje Nord Stream 2 spotkał się z dużym oporem, niektórych krajów UE. Proces ten wiąże się nie tylko z ich partykularnymi interesami, ale także niekompatybilnością planów Gazpromu wobec idei Unii Energetycznej wdrożonej po inwazji Rosji na Ukrainę, zakładającej dywersyfikację dostaw gazu. Wśród przeciwników Nord Stream 2 należy wymienić dziewięć krajów środkowoeuropejskich, które wystosowały list protestacyjny do KE (Polska, Czechy, Wilno, Łotwa, Estonia, Węgry, Rumunia, Słowacja, Chorwacja) oraz Stany Zjednoczone, które aktywnie lobbują przeciwko projektowi (np. na szczycie NATO w Warszawie). Waszyngton ma w tym własny interes – chęć eksportu gazu i ropy z łupków do UE.

Rosnący sprzeciw wobec nowego projektu Gazpromu spowodował, że koncern ten wraz ze swoimi zachodnimi partnerami (niemiecki Uniper SE, francuskie Engie, austriackie OMV AG, brytyjsko-holenderski Royal Dutch Shell, niemiecki BASF SE/Wintershall Holding GmbH) postanowił wytrącić z ręki oręż krajom niechętnym Nord Stream 2. Dlatego mimo, że nie było to konieczne skierował on wniosek do polskiego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta (UOKiK) w celu zbadania wpływu nowego gazociągu na konkurencję rynkową na terenie Polski.

Dojście do porozumienia z polskim organem antymonopolowym dałoby Gazpromowi silną kartę przetargową w relacjach z Komisją Europejską. Tzw. trzeci pakiet energetyczny UE mówi o tym, że ta sama firma nie może być jednocześnie właścicielem gazociągu, dostawcą surowca na jego potrzeby i jego operatorem. To spory problem dla Rosjan, którzy celem ominięcia unijnego prawa musieliby wykazać się sporą kreatywnością. Istnieje jednak rozwiązanie tego problemu – KE może zwolnić częściowo lub całościowo infrastrukturę spod wspomnianych przepisów jeśli ma ona szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa krajów członkowskich (to jak wiadomo kwestia interpretacji).

UOKiK wydał negatywną opinię odnośnie wpływu Nord Stream 2 na konkurencję rynkową. Do zmiany stanowiska nie doszło nawet mimo, iż Rosjanie i Niemcy sugerowali możliwość osiągnięcia kompromisu poprzez redukcję cen gazu dla Polski i korzystne zmiany prawne. W efekcie Gazprom i jego partnerzy wycofali wniosek z UOKiK i mogą obecnie realizować dwa scenariusze: koncern może próbować budować Nord Stream 2 samodzielnie, co poniosłoby za sobą wysokie koszty, lub zignorować decyzję polskiego organu antymonopolowego i osłabić swoje notowania w Komisji Europejskiej, która bacznie obserwuje próby budowy nowej rury i jej zgodność z prawem UE.

W przypadku determinacji Rosjan Nord Stream 2 wciąż może powstać, ale czas jego budowy i koszty jego funkcjonowania znacznie wzrosną. Jeżeli rura będzie mieć inny przebieg niż Nord Stream 1 to można próbować badać jej zgodność z konwencją środowiskową z Espoo. To potrwa. Niewykluczone jest także zaskarżenie przetargów w ramach projektu skoro większość kontraktów ma przypaść rosyjskim firmom. Pełne wykorzystanie przepustowości Nord Stream 2 może nie wchodzić w grę ze względu na trzeci pakiet energetyczny. Ponadto Gazprom po samodzielnej realizacji nadbałtyckiej inwestycji nie będzie mieć pieniędzy na inne kluczowe projekty (np. Turkish Stream lub Siłę Syberii).

Ciekawy jest także aspekt amerykańskich nacisków, które zdaniem austriackiej prasy już mają miejsce i są niezwykle mocne (np. na koncern OMV). Nie wiadomo jaki będzie finał tej rozgrywki. Polska i jej sojusznicy nie są jednak bez szans i mogą wiele osiągnąć przy rozsądnym kontynuowaniu oporu.