Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu? Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Był człowiekiem, który zawsze pomagał innym

Kornel Morawiecki nie był dobrym politykiem, wizjonerem, analitykiem. Był za to porządnym człowiekiem, który poświęcił swoje życie na walkę o naszą wolność

Włączyłem Facebooka i od razu smutna wiadomość…

Odszedł kolejny z wielkich polskiej opozycji czasów PRL.

Ale – co dziwne – we wpisach wielu ludzi ani słowa o Kornelu walczącym w 1968 roku, potem wydającym w latach 70-tych ulotki, wreszcie regularne pismo „Biuletyn Dolnośląski”, o jego akcjach podczas papieskiej pielgrzymki w 1979 roku, u progu Sierpnia. Jest za to lejący się potokami hejt pod adresem Michnika, Kuronia, Wałęsy, Tuska… Jest nawet wyborcza agitacja.

Znałem Kornela, miałem okazję wiele razy z nim rozmawiać. Różniłem się od niego w ocenie polityki lat 80-tych, czasu przełomu i okresu późniejszego. Spierałem się z nim, dyskutowaliśmy. Nie było w nim cienia wrogości, nie pałał świętym oburzeniem, nie wyklinał przeciwników. Był dobrym człowiekiem, chętnym do rozmowy, przekonywania innych, a nie do siłowego nawracania. Po stanie wojennym stanął na czele radykalniejszej części „Solidarności”, zbudował dużą strukturę, która zagospodarowała wielu działaczy Związku rozczarowanych polityką Wałęsy oraz młodzież.

Tak, to był ktoś, do kogo można było zawsze zwrócić się o pomoc i być pewnym, że nie wykręci się, nie wyśmieje, nie pozostanie obojętny

Poświęcający więcej miejsca we wspomnieniach Kornela jego dawnym politycznym oponentom niż Zmarłemu szukają winnych tego, że nie został on premierem czy prezydentem. Bo przecież za to, że Solidarność Walcząca poza zestawem słusznych, niepodległościowych haseł, tak naprawdę nie miała programu politycznego i pomysłu na pozbycie się komunistów, za to, że rozpadła się w 1989 roku jak domek z kart, za to, że nawet nie udało się jej zebrać podpisów pod kandydaturą swojego lidera w wyborach prezydenckich 1990 roku, musi stać jakiś wrogi spisek – Michnika, Kiszczaka, Sorosa, Wałęsy i Huy Li Penga.

Otóż nie! Winna jest temu historia, która potoczyła się inaczej, niż tego chcą poszukiwacze spisku. Winny jest też sam Kornel, który nie był dobrym politykiem, wizjonerem, analitykiem. Był za to porządnym człowiekiem, który poświęcił swoje życie na walkę o naszą wolność. Jednym z tych, którym tę wolność zawdzięczamy.

A przede wszystkim był człowiekiem, który zawsze pomagał innym. Tak, to był ktoś, do kogo można było zawsze zwrócić się o pomoc i być pewnym, że nie wykręci się, nie wyśmieje, nie pozostanie obojętny. Można powiedzieć nawet, że w tej dobroci był naiwny, co wielu wykorzystywało. Pamiętam, jak opowiadał, że zawiódł się na czyjejś uczciwości, ale nie przestanie pomagać tej osobie, bo wie, że to biedny człowiek, ciężko doświadczony przez los i on go nie zostawi, nawet jeżeli tamten nie gra fair.

Mało? Dla mnie to właśnie jest najważniejsze.

Żegnaj Kornelu…

reporter, autor filmów i książek, producent telewizyjny, działacz opozycyjny.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz