Nie masz czasu na zapoznanie się z całością artykułu?
Wystarczy, że klikniesz ikonę „oznacz artykuł do przeczytania później”. Wszystkie zapisane publikacje znajdziesz w profilu czytelnika

Brexit i Nowa Europa Ojczyzn

Czas pełzającego eurofederalizmu się skończył, a twarde jądro Europy nie jest zdolne do utrzymania hegemonii na kontynencie. Potrzebny jest, ni mniej, ni więcej tylko nowy traktat unijny
Wesprzyj NK
Czas pełzającego eurofederalizmu się skończył, a twarde jądro Europy nie jest zdolne do utrzymania hegemonii na kontynencie. Potrzebny jest, ni mniej, ni więcej tylko nowy traktat unijny Historia, inaczej niż chcą postępowcy, nie płynie w z góry ustalonym kierunku, a przynajmniej my nie umiemy go z naszej ludzkiej perspektywy dostrzec. Jeśli porównać ją do rzeki, to czasami wychylając się niebezpiecznie z łodzi potrafimy dostrzec krótki odcinek przyszłości, ot do najbliższego zakola, najbliższej katarakty. Jakby tego było mało, nurt na niektórych odcinkach niebezpiecznie przyspiesza, fale wzbierają. Brexit to właśnie moment takiego przyspieszenia. Nie wolno w takich chwilach popadać w panikę, historii trzeba wyjść naprzeciw. Starzy unijni liberałowie sami jednak tego już nie umieją, choćby nawet i chcieli. Chcą granic! Kiedy w...

Chcesz uzyskać darmowy dostęp do całości materiału?

Zaloguj się do swojego konta lub utwórz nowe konto i zapisz się do newslettera

Współpracownik Nowej Konfederacji. Doktor nauk politycznych. Pracownik Uczelni Łazarskiego. Absolwent Louisiana State University, Ośrodka Studiów Amerykańskich UW oraz Instytutu Filologii Angielskiej UAM. Stypendysta Fundacji Fulbrighta, a także członek Philadelphia Society. Autor tekstów publicystycznych i naukowych z zakresu filozofii polityki oraz politologii porównawczej.

Nasi Patroni wsparli nas dotąd kwotą:
11 075 / 40 200 zł (cel miesięczny)

27.55 %
Wspieraj NK Dołącz

Komentarze

7 odpowiedzi do “Brexit i Nowa Europa Ojczyzn”

  1. BLR pisze:

    Mój Bosz.
    Takie brednie od uważającego się za tak inteligentnego. Aż mi zęby powypadały.

    Gratuluję pomysłu rozmontowania Unii na rzecz związku suewerennych państw – szczególnie dzisiaj, w dobie mocarstw atomowych i tendencji neo-faszystowskich na świecie.

    Historia jednak nie uczy niczego tych, którym wydaje się że mogą jej uczyć.

    • Michał Kuź pisze:

      Historia się nie powtarza dostarcza tylko ogólnych schematów, które za każdym razem trzeba nieco modyfikować. Próba stworzenia w Europie jednego państwa zniszczy cały projekt, bo rozsadzą go siły odśrodkowe. Jeśli się tego nie rozumie to zaklina się rzeczywistość. Demokratyczne państwo to jest coś, co można wymyślić, tylko coś co sankcjonuje pewien stan faktyczny, istnienie politycznego ludu, który albo się na gruncie dłuższego procesu historycznego formuje, albo nie. To dlatego konstytucja USA nie tworzy „the people” tylko to ją owi „the pepole” tworzą. Wymyślać można imperia, ale o ich upadkach i problemach akurat historia mówi często i gęsto. Luźniejsze konfederacje nie muszą być słabe (istnieją tego historyczne przykłady) a na pewno są lepsze od zupełnego chaosu. Chaosem się zaś skończy teraz zacieśnianie integracji na siłę.

  2. Rafał Gałczyński pisze:

    Parę uwag. Tekst celny, ciekawy. Propozycje dotyczące nowej konstrukcji Europy jak najbardziej na miejscu. Nie przeceniajmy prezesa, jego perspektywa jest czysto wewnętrzna, mówi tylko do swojego elektoratu. Nawet jeśli czasem powie coś mądrego lub gdzieś coś mądrego przeczyta, to tego nie przeprowadzi – jego autorytet w Europie jest niewielki, a grupa Wyszehradzka to mrzonki. Skąd ta pewność, że nie będzie twardego jądra? Nawet jeśli Niemcy zostaną same, to mogą zbliżyć się z Rosją, a wtedy mamy geopolityczny koszmar Anglosasów. Żeby do tego nie dopuścić wywołali przecież dwie wojny. W tej sytuacji zostaniemy państwem buforowym, a to się źle skończy. Zostawili nas raz na pastwę losu, nie wypowiadając wojny Sowietom w 1939, a przecież zgodnie ze swoimi gwarancjami powinni byli. Jakoś dziwnie przeczuwali, że może im się to przydać. Dlaczego by nie mieli tego zrobić po raz kolejny? Bardzo pięknie brzmi ta teza o lokalistycznej rewolucji ludu przeciwko zgniłym globalistycznym elitom, ale to po prostu nieprawda. Mamy do czynienia z konfliktem wewnątrz elit dopiero potem przenoszącym się na lud, który odpowiada hipnotycznymi zachowaniami na pokazywane mu obrazy lub serwowane bodźce. Nie jest możliwe aby takie masy ludzkie sobie po prostu przeszły przez takie autorytarno-policyjne państwo jak Turcja, dotarły do brzegu i nie niepokojone przez nikogo wsiadły do pontonów by przepłynąć na drugi brzeg do Grecji. Oczywiście pomogły im mityczne gangi. Pomijając fakt, że niewielu komentatorów nawet nie zająknie się, że aby rozwiązać problem masowej migracji, należałoby uderzyć w te gangi właśnie, to zakładanie, że takie gangi mogłyby funkcjonować bez wiedzy i zgody państwa tureckiego to kpina. Uchodźcy to tez narzędzie, a czyje to się dopiero okaże. I to świetne narzędzie. Wydaje się, że spadło prawicy wprost z nieba. Parafrazując Voltaira, można by powiedzieć, że gdyby uchodźców nie było, to trzeba by było ich stworzyć. Znam takich co to nie mają żadnych opinii na żadne tematy, ale na temat uchodźców opinie mają i to bardzo konkretną, choć niektórzy zapewne żadnego uchodźcy nie widzieli.na własne oczy. Przekonanie, że 7000 osób jest w stanie zagrozić 35 milionowemu krajowi, to PRowski majstersztyk, który można tłumaczyć jedynie tym, że tego typu propaganda kierowana jest do najbardziej archaicznej części mózgu. Niestety po drugiej stronie konfliktu są idioci, którzy nie chcą przyznać, że taka część mózgu w ogóle istnieje i należy ją brać w swych rachubach pod uwagę. Tak więc, lud się nie budzi, lud śpi i jest wielu tego snu strażników. Trzymać tak dalej, tylko mniej Schadenfreude, bo żyjemy w ciężkich czasach i nie ma się z czego cieszyć za bardzo.

    • kaszub pisze:

      Ciekawy tekst. Ma pan racje, do tego w zarysie powinniśmy dążyć. Tylko jestem trochę sceptyczny jak na to wszystko zapatrują się Niemce i ile będą w stanie poświęcić ażeby taki scenariusz uniemożliwić. Przypomina mi się serial dla dzieci i młodzieży z dzieciństwa „Gniewko syn rybaka”. Nie pamiętam dokładnie tej sceny, ale przedstawiciel Zakonu, który przybył do Gdańska ażeby go bronić przed Brandenburczykami na prośbę przedstawicieli księcia Władysława, którego zwierzchność Pom.Gdańskie uznawało, mówi do jednego z nich już po wszystkim (kiedy poczuł się władcą Pomorza) :”Wasz książę zszywa dzielnice do dzielnicy jak łata do łaty, ale my mu tą szwalnie rozprujemy”. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że coś od tego czasu się zmieniło w niemieckich dążeniach do podporządkowania sobie Europy Śr-Wsch żeby pozwolić jej ot tak sobie na podmiotową politykę.

    • Thomas Austin jr pisze:

      Króliki kontratakują.

      „Królik w Australii – szkodnik oraz gatunek inwazyjny (…) 24 króliki zostały sprowadzone w 1859 z Anglii i wypuszczone (…) Z uwagi na (…) brak naturalnych drapieżników szybko się rozmnożyły zagrażając rodzimym gatunkom i doprowadzając do małej katastrofy ekologicznej (…) Najpierw próbowano zwalczyć je przez odstrzał, ale nie przynosiło to skutków. By nie zasiedlały nowych terenów zbudowano długie ogrodzenia na ponad 3 tys. km. Króliki próbowały je przeskakiwać i podkopywać, ale zdały one egzamin. By zmniejszyć liczebność królików użyto broni biologicznej w postaci wirusa myksomatozy, niestety się szybko uodporniły. W 1996 roku użyto przeciw królikom kaliciwirusa sprowadzonego z Chin oraz pchły króliczej z Europy, co rozwiązało problem plagi królików. Króliki dalej występują w Australii, ale w małych ilościach.”

      [za Wikipedią]

  3. Z Paryża pisze:

    Dziękuję za artykuł. Gratuluję obserwacji odnośnie globalizmu/lokalizmu, jeśli jest Pan jego autorem, proszę chociażby zobaczyć okładkę najnowszego „The Economist”, która ma podobne przesłanie.
    Co myśli Pan o następujących uwagach:
    – twierdzenie, że państwa narodowe to „największe możliwe terytorialnie wspólnoty polityczne”, wydaje się konfliktować z faktem że narody w strukturach demokratycznych liczą od kilkuset tysięcy do kilkuset milionów obywateli (wykluczając Indie), zajmują różnej wielkości tereny a nawet działają w szerszych strukturach demokratycznych (WB). Czy nie jest raczej tak, że są to po prostu struktury osadzone w pewnej tradycji i historii?
    – czy wydaję się Panu, że proponowana struktura traktatów ma rzeczywiste szanse na akceptację w UE? czy punkt 3 nie przeczy całkowicie funkcjonowaniu Unii – a jednocześnie nie narzuca odgórnie metody legislacji wewnątrz krajów?
    – czy myśli Pan, że zaproponowane w tekście traktaty pozwoliłyby na rozwiązanie problemów powstałych z powodu wspólnego rynku? Rzecz w tym, że decyzje widziane jako ruchy w kierunku federalizacji zwykle próbują rozwiązać te problemy. Na przykład, ujednolicanie stawek podatkowych jest sposobem na rozwiązanie problemu firm (i osób) uciekających o podatków naginając reguły wolnego rynku.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Zobacz

Zarejestruj się i zapisz się do newslettera, aby otrzymać wszystkie treści za darmo