Newsletter

Alaska a sprawa polska

Sprzedaż Alaski była konsekwencją podjęcia przez Rosję strategicznej decyzji o rezygnacji z hegemonii (o ile nie monopolu) na obszarze północnego Pacyfiku

TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI HOJNOŚCI DARCZYŃCÓW NK. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Niewiele ważkich zagadnień z historii światowej jest dla polskich czytelników równie mało znanych i mało zrozumiałych, jak kwestia kupna Alaski przez USA w 1867 roku. Warto zwrócić uwagę, że kwestia kupowania terytoriów przez USA dotyczy także innych obszarów (np. Luizjany). Można mieć poważne wątpliwości, czy więcej niż kilka procent czytelników wie o innych takich transakcjach, dokonywanych w XIX wieku przez amerykańskie władze.

Połowa XIX w. to także czas, kiedy Japonia rozpoczęła proces odchodzenia od izolacji, jednakże wpływy amerykańskie przeważały nad rosyjskimi w Kraju Kwitnącej Wiśni

Jednak to nie kwestia polityki amerykańskiej, lecz rosyjskiej jest tematem rozważań Marka Budzisza, autora książki „Koniec rosyjskiej Ameryki. Rozważania o przyczynach sprzedaży Alaski”. Pozycja jest bowiem próbą odpowiedzi na pytanie: dlaczego władze imperium rosyjskiego zdecydowały się na sprzedaż wielkiego, arcyważnego terytorium zamorskiego? Waga publikacji jest dla nas tym większa, że w polskiej literaturze naukowej temat ten w gruncie rzeczy nie zaistniał. Nic zatem dziwnego, że powszechna opinia może z jednej strony opierać się na przekonaniach o diabolicznych spiskach, a z drugiej trony trzymać się ludowej mądrości, że „głupie Ruskie zawsze dadzą się wykiwać”. Dziwić jedynie może fakt, że opracowanie poświęcone sprzedaży Alaski powstało w Polsce tak późno.

Dlaczego Rosja wycofała się z Ameryki?

Odkrycie i kolonizacja północno-wschodnich wybrzeży Ameryki były prostą konsekwencją podboju Syberii. Warto przy okazji zauważyć, że w czasach wszechobecnej dyskusji o polityce historycznej w powszechnej opinii istnieje przekonanie o jakby naturalnej formie zajmowania azjatyckich krajów przez Rosję. Można powiedzieć, że zapomnienie o fakcie, że jest ona ogromnym kolonialnym imperium, które powiększyło swe terytoria drogą krwawych podbojów i eksterminacji miejscowej ludności, jest wielkim tryumfem rosyjskiej polityki pamięci.

Jednak pomimo pierwotnych, a obecnie zupełnie zapomnianych sukcesów w kolonizacji wschodniego wybrzeża Ameryki, granicą wpływów Petersburga stał się Pacyfik. Autor wskazuje, że choć była to decyzja wymuszona okolicznościami, to jednak o tyle dobrowolna, że niepoprzedzona konfliktem, czy to dyplomatycznym, czy to zbrojnym. Co więcej, Marek Budzisz w swym „Końcu rosyjskiej Ameryki” pisze, że była ona w pełni świadoma. I chociaż autor nie wydaje jednoznacznych sądów, to wydaje się, ze uważa ją za słuszną i racjonalną – a w każdym razie w żadnym z fragmentów książki nie poddaje jej krytyce.

Jaka zatem była – zdaniem Budzisza – przyczyna wycofania się Rosji z Ameryki Północnej? Sprzedaż Alaski była konsekwencją podjęcia strategicznej decyzji o rezygnacji z hegemonii (o ile nie monopolu) na obszarze północnego Pacyfiku. W osiemnastym, oraz do połowy dziewiętnastego stulecia, była to koncepcja poważnie brana pod uwagę w Rosji, a co więcej, była ona zupełnie naturalna i wynikała z rozpędzonej machiny podboju Azji oraz wybrzeży Oceanu Spokojnego. Ekspansja, która doprowadziła Rosję na Kamczatkę, Aleuty oraz na Alaskę przynosiła tak poważne korzyści finansowe i polityczne, że całą pewnością rezygnacja z niej musiała być jedną z trudniejszych decyzji w historii rosyjskich dyplomacji. Dlatego też wywód autora tłumaczący, dlaczego podjęto właśnie taką decyzję stanowi jej najistotniejszą część.

Zasadniczo należy zwrócić uwagę na trzy przyczyny, które wymusiły na imperatorskim rządzie ten zwrot w polityce międzynarodowej.

Pierwszą była zmian układu sił na obszarze Pacyfiku. Amerykanie w pierwszej połowie XIX stulecia rozpoczęli intensywny podbój kontynentu, wypierając Hiszpanów, Meksykanów oraz oczywiście Indian. Kontynuacja ekspansji wymuszała na Waszyngtonie podjęcie decyzji o wyborze geostrategicznych sojuszy. Stanowiło to okazję dla Rosji, ponieważ zarówno cesarstwo, jak i Unia miały wspólnego wroga, którym było Imperium Brytyjskie. Po zakończeniu wojen napoleońskich było ono zawsze nastawione na zapobieganie powstania hegemonii kontynentalnej, dlatego do przełomu XIX i XX wieku głównym przeciwnikiem Brytyjczyków była Rosja, konkurująca z Albionem także w Azji Środkowej. Również republika północnoamerykańska zagrażała interesom brytyjskim na zachodniej półkuli. W tej sytuacji łatwo było o sojusz obu wrogów Zjednoczonego Królestwa.

Dochody, jakie przynosił imperium rosyjskiemu handel złowionymi skórami, były niebagatelne i nie należy się dziwić, że poważnie zastanawiano się nad dalszą ekspansją. Tym bardziej, że było powszechnie wiadome, że nie jest to jedyne źródło bogactwa. Imperium nie tylko rozważało dalszą kolonizację północnego Pacyfiku, ale nawet podjęło kroki w celu zajęcia Oregonu, Kalifornii oraz Archipelagu Hawajskiego. Jednakże dosyć szybko zdano sobie sprawę, że w konsekwencji tej polityki nie będzie można uniknąć konfrontacji z USA. Przykładem owych potencjalnych zatargów była sama Alaska. Rząd w Petersburgu, nie bez przyczyny, podejrzewał Amerykanów o dozbrajanie autochtonów, wrogich wobec kolonistów.

Cała mozaika konfliktów i gier interesów na terenie wszystkich kontynentów jest tak skomplikowana, że próba jej ogarnięcia może naprawdę przyprawić o ból głowy

Warto na marginesie zauważyć, że połowa XIX w. to także czas, kiedy Japonia rozpoczęła proces odchodzenia od izolacji, jednakże wpływy amerykańskie przeważały nad rosyjskimi w Kraju Kwitnącej Wiśni. W ciągu pół wieku doprowadziło to do otwartego konfliktu pomiędzy dwoma cesarstwami, gdy rozpoczęła się pomiędzy nimi rywalizacja o panowanie nad wschodnim wybrzeżem Azji. Wpływy te Rosja umocniła kosztem Chin – chodziło przede wszystkim o ujście Amuru.

Różne wizje rozwoju cesarstwa

W latach sześćdziesiątych wieku dziewiętnastego rosyjski rząd mógł zatem uznać, że dostęp do wód Pacyfiku jest zapewniony i można pozwolić sobie na skrócenie linii frontu. Linii, której najprawdopodobniej w dłuższym horyzoncie czasowym nie dałoby się utrzymać.

Druga przyczyna rezygnacji z Alaski także była związana z polityką międzynarodową. Jak już wcześniej wspomniałem, głównym przeciwnikiem Rosji w Azji Środkowej, na Bliskim Wschodzie oraz w Europie był Albion. Połowa XIX w. była okresem najgorętszej fazy sporu. Wojna krymska mogła skutkować eliminacją wpływów rosyjskich w Lewancie i na Bałkanach (i to miała na celu). Co więcej, mogła także grozić utratą Polski. W latach 60. i 70. napięcie było o wiele mniejsze, niemniej wciąż istniała groźba kolejnego wybuchu konfliktu zbrojnego oraz katastrofy. Petersburg po prostu musiał podjąć decyzję, z którego z frontów zrezygnować. Wycofanie się z Pacyfiku i podjęcie zwiększonego wysiłku na bałkańskim teatrze działań było decyzją oczywistą w świetle żywotnych interesów cesarstwa.

Trzecim powodem była polityka wewnętrzna. Decyzja o kontynuowaniu ekspansji na Północnym Pacyfiku musiałaby pociągnąć za sobą zmiany w polityce społecznej i gospodarczej. Intensywna industrializacja oraz szkolenie szerokich grup „niebieskich kołnierzyków”, także w wojsku, byłyby koniecznością w sytuacji rozbudowy floty oraz armii zdolnej do walk w terenie odległym od centrów Rosji. Marek Budzisz poświęca temu zagadnieniu bardzo dużą część swojej książki i widać wyraźnie, że uznaje ten aspekt za bardzo istotny, o ile nie wręcz za kluczowy dla całego zagadnienia. Spór pomiędzy dwiema wizjami rozwoju cesarstwa, czyli konserwatywną i konserwatywno-liberalną (na czysto liberalną miejsca po prostu nie było) był związany także z wizją polityki zagranicznej. Wygrana „reakcji” skutkowała wyborem (o ile naprawdę istniała jakakolwiek alternatywa) opcji „europejsko-bliskowschodniej” w miejsce „dalekowschodniej”. Oczywiście, na użytek krótkiego omówienia długiej książki, bardzo upraszczam ten arcyciekawy epizod w dziejach cesarstwa rosyjskiego.

Dużo o sprzedaży, mało o zakupie

Nie były to oczywiście jedyne powody zawarcia traktatu w roku 1867. Można omawiać kryzys swoistych partnerstw publiczno-prywatnych, jaki miał miejsce w polityce kolonialnej całego globu. Przecież nie tylko rosyjska kampania miała problemy z zarządzaniem koloniami, należy pamiętać np. o tzw. buncie sipajów w Indiach. Zresztą cała mozaika konfliktów i gier interesów na terenie wszystkich kontynentów jest tak skomplikowana, że próba jej ogarnięcia może naprawdę przyprawić o ból głowy. A wartością książki Marka Budzisza jest próba ukazania owej transakcji i procesu, który do niej doprowadził, na bardzo szerokim tle geopolitycznych rozgrywek. Próba bardzo trudna, i jeżeli ktoś chciałby wyszukiwać w niej luki i mankamenty, to w żadnym przypadku nie mógłby nimi obarczać autora. Nie wynikają one z braku jego kompetencji: po prostu trudno sobie wyobrazić, jak gruba musiałaby być książka, opisująca ten okres dostatecznie szczegółowo i wyczerpująco.

Rola Polski jako kraju usytuowanego na tradycyjnym szlaku rosyjskiego marszu na zachód jest absolutnie nie do przecenienia

Niemniej wydaje mi się, że przydałby się w niej rozdział szerzej opisujący ekspansję amerykańską na kontynencie i obszarze Pacyfiku. Doktryna Monroe’a zdominowała całą politykę amerykańską aż do II wojny światowej i jednak wydaje się, że zasługuje na bardziej szczegółową analizę w świetle sprzedaży Alaski. Brakuje także w książce rozwinięcia zagadnienia zakupu terenów przez rząd USA, a także dalszego odsprzedawania ziemi osadnikom. Dla współczesnego czytelnika, zwłaszcza Europejczyka, takie działania są w swej istocie obce i niezrozumiałe. Zatem ich wyjaśnienie powinno znaleźć się w tej książce.

Książka Marka Budzisza jest solidną pracą naukową, prezentującą polskiemu czytelnikowi mało znane wydarzenie sprzed 150 lat. Jednakże jej wartością jest także (a może przede wszystkim), że tłumaczy zawiłości geopolityki owego okresu.

Gdzie ta Polska?

Nie można także zapominać, że te zawiłości mogą nam wyjaśnić wiele aspektów współczesnej nam polityki międzynarodowej. Wycofanie się Rosji z Ameryki Północnej oraz rezygnacja z prób osiągnięcia dominacji na obszarze północnego Pacyfiku tylko pozornie wygląda na porażkę. Traktat waszyngtoński zaowocował trwającym do tej pory pokojowym współistnieniem obu potęg. Niejednemu czytelnikowi może umknąć banalny fakt, że pomimo rywalizacji o dominację na świecie, i długich okresów wrogości, nigdy nie doszło do bezpośredniej konfrontacji zbrojnej pomiędzy oboma państwami. Przyczyną owego współistnienia i współdziałania nie są ani sympatie, ani antypatie, tylko interesy, a te – jak powszechnie wiadomo – są wieczne i niezmienne. Rosja i USA nie tylko mają dokładnie wytyczone obszary interesów, ale także doskonale opisanych potencjalnych przeciwników. Takim wspólnym wrogiem jest każde państwo, która mogłoby potencjalnie naruszyć kruchą równowagę sił pomiędzy oboma kolosami. Czy to w Europie, czy to Bliskim Wschodzie, czy też na (najważniejszym dla obu państw) obszarze Oceanu Spokojnego. W przypadku pojawienia się takiego ośrodka, obie potęgi, porzucając dotychczasowe spory, rozpoczynają współdziałanie. Zaś los imperium brytyjskiego (dekolonizacja była dziełem nie tylko Sowietów, ale i Amerykanów) czy cesarstwa Japonii wyraźnie wskazują, jak śmiercionośny jest ten sojusz.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że i obecnie pojawia się kilku kandydatów zdolnych do „wywrócenia stolika”. A ponieważ owi kandydaci będą niewątpliwie chętni do wykorzystania słabości bądź to jednego, bądź obu graczy – można spokojnie przewidywać ponowny globalny lub lokalny sojusz rosyjsko-amerykański. Jestem głęboko przekonany, że „casus Alaski” powinien być (i z całą pewnością jest) przedmiotem analiz każdego kraju, który chce odgrywać jakąkolwiek rolę w międzynarodowych rozgrywkach politycznych.

Chociaż Rosjanie zrezygnowali z politycznej ekspansji i sprzedali Alaskę, to jednak nie mamy do czynienia z prawdziwym końcem „rosyjskiej Ameryki”

Tytuł niniejszego omówienia ma jedynie pozornie ironiczny charakter. Rola Polski, jako kraju usytuowanego na tradycyjnym szlaku rosyjskiego marszu na zachód, jest absolutnie nie do przecenienia. Nasza siła bądź słabość oraz polskie poczynania zawsze miały duży wpływ na politykę rosyjską. Czasami można odnieść wrażenie, że o wiele większy, niż jesteśmy w stanie to sami pojąć (oczywiście należy pamiętać o zachowaniu proporcji). A poprzez wpływ na Rosję jesteśmy także w stanie oddziaływać na politykę amerykańską.

Na zakończenie warto skonstatować jeszcze jeden fakt. Chociaż Rosjanie zrezygnowali z politycznej ekspansji i sprzedali Alaskę, to jednak nie mamy do czynienia z prawdziwym końcem „rosyjskiej Ameryki”. Rosjanie nie znikli z tego kontynentu, pozostali na nim i powoli budowali w ramach owej zdumiewającej amerykańskiej mozaiki swoją unikalną kulturę. Co więcej należy pamiętać, że metropolia zachowała kontakty z rosyjską diasporą, przede wszystkim za pośrednictwem Cerkwi Prawosławnej. Warto pamiętać, że traktat o sprzedaży Alaski przewidywał pozostawienie całego majątku Cerkwi bez uszczerbku. I do tej pory ortodoksyjne parafie rozciągają się na zachodnim wybrzeżu od Alaski po Kalifornię. Z całą pewnością warto byłoby opisać dzieje tej mikrospołeczności – tym bardziej, że polski czytelnik znajdzie w tej opowieści miłe jego sercu, ojczyste wątki.

Marek Budzisz, Koniec rosyjskiej Ameryki. Rozważania przyczynach sprzedaży Alaski, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2017, s. 334